Zostałam zwolniona z pracy w trybie natychmiastowym. Miałam umowę o pracę na czas nieokreślony, staż pracy w tej samej firmie wynosił 6 lat, a mimo to odpadłam jako jedna z pierwszych osób. Nie mogłam nic zrobić, wzywali nas na wyrywki w trakcie pracy, nikt nic nie podejrzewał.
Szukałam informacji i rozmawiałam ze znajomymi z pracy, każdy rozkłada ręce, nie da się nic zrobić, bo firma tak może w dobie panującego kryzysu.
Jestem bezradna. Już i tak obcięto mi premię, a w kolejnym miesiącu nie będę miała jak opłacić czynszu.
Mam ochotę wybiec na ulicę i krzyczeć. Jeszcze trochę, a może zgromadzi się więcej takich jak ja, którym nic już nie pozostało. Ten wirus przestał dla mnie wyglądać tak strasznie i wszystko mi jedno. Nie mam już nic do stracenia, a w szpitalu lub więzieniu może chociaż zapewnią mi jako takie warunki.
Kilka lat temu poznałam faceta. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, słuchaliśmy muzyki i graliśmy nocami w planszówki z jego kumplami.
Czułam się wtedy najlepiej na świecie.
Po kilku miesiącach zaiskrzyło i poszliśmy na imprezę już "jako para".
Na tej samej imprezie dosypał mi do piwa pewien środek, a znajomość dobiegła końca.
Anonimowe jest to, że bardzo mi się to podobało, i do tej pory tęsknię i za nim, i za tym całym uczuciem - absolutnego nieposzanowania mojej osoby.
Przez obecną sytuacje na świecie wraz z narzeczonym musieliśmy chwilowo zamieszkać z jego matką (oboje straciliśmy prace). Moja przyszła teściowa jest typem kobiety "jak mówię tak ma być” co nie ukrywam prowadziło do różnych przykrych sytuacji w naszym życiu na przestrzeni x lat naszego związku.
Dzisiaj wieczorem biorąc prysznic jak to mam w ohydnym zwyczaju czasami robię siku pod prysznicem i tak się złożyło, że gąbka teściowej leżała akurat na brzegu kabiny. Tak osikałam ją. Niechcący co prawda ale jaka satysfakcja.
Mam 17 lat. Moja mam jest 1,5 roku po zawale, 1 rok po wszczepieniu bajpasów. Kiedy w wakacje pojechała na rehabilitację wydarzył się pewien incydent. Byłam przeziębiona i miałam okropny kaszel. Była 3 w nocy kiedy obudziłam się z ręką na czole. Nawet nie otworzyłam oczu, bo myślałam, że to mój tata sprawdza czy nie mam gorączki. I to faktycznie był on. Ale gdy zaczął zjeżdżać dłonią na plecy i wsadził mi ją za koszule wiedziałam co się dzieję.
Udawałam, że się obudziłam i że muszę do łazienki. On wstał. Widziałam, że mu stoi. Byłam przerażona. Zakryłam się kołdrą i powiedziałam, że już nie muszę i dobranoc. Wtedy wyszedł. Wmawiałam sobie, że to tylko moje urojenia. Nikomu o tym nie powiedziałam. Dzisiaj incydent się powtórzył. Różnica była taka, że był pijany. Mama akurat była w pracy. Nie mogę jej tego powiedzieć. Boje się, że taka informacja przywoła kolejny zawał.
Zgłosić tego nie mogę, bo jest głównym żywicielem rodziny. A dalszej rodziny nie mamy. Nie sądziłam, że coś takiego zdarzy się akurat mnie. Boje się spać we własny domu. Mimo tego, że mama śpi w pokoju obok, słyszę jak siedzi w kuchni i jestem przerażona. Został mi lekko ponad rok do 18-tki. Już zbieram pieniądze żeby wynająć jakąś kawalerkę niedaleko. Byleby nie mieszkać z nim, ale jednocześnie pomóc mamie.
Aktualnie jedyne co wiem to to że nie mam już ojca. I że jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, nie poznają swojego dziadka. Więc apeluje do wszystkich. Jeśli widzicie, że wasza koleżanka/kolega, córka/syn zaczynają się dziwnie zachowywać, zaczną ubierać dłuższe rzeczy, więcej warstw, są bardziej zamknięci i boją się dotyku to spróbujcie porozmawiać. Może oni będą mieli więcej odwagi niż ja. Nie chce żeby ktokolwiek żył w takim strachu jak ja teraz.
U mnie w szkole jest taka dziwna sytuacja, bo nauczycielka od biologii jest również szkolną pielęgniarką. I pewnego razu podczas lekcji wf-u przyszła do nas i wzięła nas na badania. Kiedy wszedłem do jej gabinetu, kazała mi się rozebrać do majtek.
Było to strasznie krępujące, bo ja mam z nią lekcję i ona mnie zna. Jednak najgorsze miało nastąpić za chwilę. Kazała mi ściągnąć majtki. Na początku się opierałem, ale ona powiedziała, że jeśli nie zdejmę to nie ukończę badania i będzie musiała o tym powiadomić wychowawcę i rodziców. Ostatecznie zrobiłem co kazała. Normalnie spaliłem się ze wstydu. Macała mi jądra i ściągała naskórek z penisa.
Trwało to strasznie długo. Po wszystkim ubrałem się i wyszedłem z gabinetu. Kilka lekcji później miałem biologię z tą panią. Ona zachowywała się jak gdyby nigdy nic, ale ja płonąłem ze wstydu rozmawiając z nią i odpowiadając na jej pytania. Przecież ona kilka godzin temu widziała i macała mi ptaka! Nie cierpię przychodzić na jej lekcję.
Prowadziłam kiedyś zajęcia z grupą osób. Mieliśmy świetny kontakt, spotykaliśmy się też na płaszczyźnie prywatnej - kawa, spacery, różne formy spotkań, przeważnie w więcej osób. Teraz łączą nas relacje prywatne, spotykamy się dalej, na stopie przyjacielskiej.
Oczywiście nie wszyscy, wiadomo, tak bywa. Jedna z tych osób odezwała się do mnie 3 lata temu na starą skrzynkę pocztową. "Dawny uczeń spotkałby się chętnie ze swoją nauczycielką". Początkowo nie zwróciłam uwagi na dołączony do mejla załącznik i odpisałam, że miło byłoby się spotkać i fajnie, że pamięta. Dopiero po wysłaniu zorientowałam się, że pod mejlem jest miniaturka zdjęcia z czymś, co wygląda jak ramię, ale to nie było ramię... Dick pic w pełnej erekcji, nagie zdjęcie i połowa twarzy. Wystarczająca do rozpoznania. Ani miłe, ani fajne.
W międzyczasie przyszła odpowiedź - ach, jak mnie podniecałaś, "My bierzemy cię w wannach albo pod kołdrami, Czy ty wiesz o czym ja mówię? Z zamkniętymi oczami"*
Odpisałam mu, żeby spier... (innymi słowami), ale uznałam, że nie będę sknerą. Pokazałam zdjęcie wszystkim wspólnym znajomym.
Krzysiu, jeśli czytujesz anonimowe to wiedz, że WSZYSCY nasi wspólni znajomi przyjrzeli się temu zdjęciu. Wiem, że jesteś z niego bardzo dumny, nie mogłam pozwolić, żeby się anonimowo zmarnowało :).
Zdjęcie mam nadal zachowane na dysku i jeśli się kiedyś spotkamy (a pewnie się spotkamy, to zadziwiająco małe miasto) to skonfrontuję się z tobą bezpośrednio.
* nie oddaję się angielskim turystom (ani nikomu) za pieniądze.
Po co faceci wysyłają zdjęcia swoich fiutów, o które nikt nie prosi?
Kobiety mogą mieć ich tyle ile zechcą.
Facet, który wysyła zdjęcie fiuta jest jak pies, który przynosi śmierdzące truchło. Wiem, że jest z tego bardzo dumny, ale i tak nie zamierzam tego dotykać.
Skąd pomysł, że jakaś kobieta ma w ogóle ochotę oglądać śmierdzące truchło jakiegoś palanta?
Dostałam już wiele takich zdjęć (jak wiele innych kobiet) i za każdym razem widzę ten smutny w sumie wysiłek, żeby dodać choć parę milimetrów. Wypięty, ściśnięty, odgięty, nadęty.
Panowie, kobiety na widok zdjęcia jakiejś marnej marchewy nie mają żadnego zachwytu ani mokrych marzeń. Rozsyłamy je dalej i mamy z nich bekę ze znajomymi. Wyśmiewamy wszystko co tylko może być wyśmiane. To dla nas terapia po "gwałcie przez oczy". Jeżeli nadawca może być zidentyfikowany - tym lepiej. Najlepiej razem z gębą (tinderowe wieprze, nie czujcie się bezpieczni ani anonimowi).
Nigdy żadna kobieta nie powiedziała: wysłał mi swojego kutanga i wiedziałam, że musi być mój.
Żadna nie chciała poznać tego pajaca, który jej wysłał zdjęcie swojego korniszona.
Żadna koleżanka nie była zainteresowana.
Nie ściągamy majtek z wrażenia, ani nie odsyłamy własnych zdjęć.
Niechciane znaczy, że nikt nie prosił i najpewniej nie chce.
Naprawdę zastanawiam się w jakim kraju żyję. Dopiero co ludzie oklaskiwali pracowników służby zdrowia, uważali ich za bohaterów, dlatego że walczą z tym wirusem. Teraz czytam, jak Polacy niszczą im auta, nie wpuszczają do autobusów, jak są wyzywani przez sąsiadów.
Powiedzcie mi kim trzeba być, by tak traktować ludzi, którzy pracują ciężko, aby ratować cudze życie?
W Chorwacji po trzęsieniu ziemi kibole tamtejszych klubów się zrzeszyli i pomagali szpitalom. A tutaj niestety, jak w lesie. Ba, nawet gorzej, bo jak takie zwierzę zostanie uratowane, to w większości przypadków nie zaatakuje swojego bohatera, a tutaj chyba już jak w chlewie.
Jest nas dwoje, starszy i młodszy brat - czyli ja. Ojciec traktuje nas mega nierówno, mu należy się wszystko, bo jest silniejszy, a ja muszę być tylko obiektem kpin. Było tak od zawsze. Rower, komputer? Nie ma sprawy, ale tylko dla starszego. Ojca mam w nosie, tak jak on miał w nosie mnie praktycznie od zawsze.
Trudno jest zebrać pieniądze, aby się wyprowadzić, kaucje na wynajem są wysokie. Żeby było trudniej, mieszkamy na zapadłej wsi. Brat robi coś w polu, spoko. Ja zaczynam robić kawałek dla siebie, wszyscy są wściekli. Dlaczego? Bo tak.
Sytuacja sprzed 10 lat, kiedy moja siostra miała 8 lat, a ja 10. Siedziałem w swoim pokoju, kiedy nagle siostra pobiegła z czymś do salonu, a zaraz za nią pognała mama. Chciała wyszarpać jej coś z ręki, nie wiedziałem o co chodzi. Pobiegłem za nimi i włączyłem się w walkę.
Wyrwałem siostrze jakieś małe pudełeczko i oddałem mamie. Powiedziała, że to gumy, więc poprosiłem o jedną w nagrodę i wyciągnąłem rękę. Wtedy nie wiedziałem, dlaczego mama się zmieszała i odrzekła, że jutro mi kupi. Tych gum, które jej oddałem za bardzo skonsumować się nie dało, bo to były... prezerwatywy.
Mam takie małe "dziwactwo", o którym poza mną i wami nikt nie wie. A mianowicie dorabiam u różnych ludzi, którzy niezbyt dobrze zajmują się swoimi zwierzakami, czy to koszę trawę, zbieram owoce, sprzątam dom czy chociażby pilnuję domu pod nieobecność właścicieli.
A co w tym anonimowego, zapytacie? Ano to, że gdy mam przerwę lub kończę pracę, zostaję chwilkę dłużej tylko po to, by pogłaskać zwierzaka, powiedzieć mu jakim jest dobrym zwierzakiem lub dać mu jedzenie, oczywiście za zgodą właściciela/właścicielki. Tak naprawdę wykonuję te wszystkie prace nie tylko po to, by zarobić, ale również by sprawić przyjemność tym zwierzakom i by choć trochę czuły się kochane i doceniane.
Problemy zdrowotne i brak pieniędzy na utrzymanie jakiegokolwiek zwierzaka uniemożliwiają mi kupno własnego pupila.
To tyle, dziękuję za przeczytanie.
Dodaj anonimowe wyznanie