Biegłem spóźniony na lekcję. Zaspałem, więc jedną nogą byłem jeszcze w łóżku. Byłem przekonany, że pierwsza lekcja to matematyka. Szybko wbiegłem na piętro. Otworzyłem drzwi do sali matematycznej. Nauczyciela wtedy nie było w klasie. Kątem oka zobaczyłem tylko moje miejsce, które było puste. Ostatnia ławka pod oknem. Obok zobaczyłem moją dziewczynę Julkę. Siedziała, a jej twarz była zasłonięta długimi, blond włosami. Myślała chyba nad jakimś zadaniem. Przez ponad dwa tygodnie się nie widzieliśmy, bo była u cioci. Chciałem zrobić jej niespodziankę. Podszedłem od tyłu i pocałowałem ją.
Przerwał mi głos nauczycielki, która właśnie weszła do klasy i powiedziała:
- Kowalski! Co tutaj robisz?
- Ja? Yyyy nic. - wymamrotałem.
Wstyd mi było. Nie chciałem patrzeć na Julkę. Ale spojrzałem... Wtedy prawie zemdlałem. Co się stało? Okazało się, że była biologia, a nie matematyka. To była równoległa klasa, nie moja. To był chłopak z długimi blond włosami, nie moja dziewczyna.
Dodaj anonimowe wyznanie
A to zmyślone wyznanie, nie Twoje.
A potem odleciałeś na smoku? ;)
Aj tam, raz to nie homoś :)))
W gruncie rzeczy to wyznanie miałoby sens gdyby szkołą była zaraz za progiem domu autora. Nie znam człowieka, który pozostaje tak nieprzytomny, pomimo tego, że w stresie próbuje dostać się do szkoły i do tego ma więcej niż 10 minut drogi. Spóźniałem się nie raz. Zdarzało mi się zaspać. Ale w chwili skojarzenia, że właśnie się spóźniam, stres robił swoje. Prędzej w pośpiechu zapomniałbym wziąć czegoś z domu niż pomylić klasy i ludzi z klasy. Poza tym w czasie mojej nauki nie było czegoś takiego jak "moje miejsce". Każdy chciał siedzieć z tyłu. I ten, kto się spóźnił zawsze był w pierwszym rzędzie
Dobrze że nie dałeś "jej" klapsa z niespodzianką