#zZYx8
W 3 klasie zmienił się nauczyciel. Młody, wysoki brunet, nawet przystojny. Po drugim tygodniu lekcji z nim, wiedziałyśmy, że gościu po prostu mnie nienawidzi. Jedynka za jedynką, a to za pismo bo brzydkie, a to za nie napisanie "Temat" w zeszycie (zawsze pisałam samo "T" i dwukropek). Denerwował mnie brak reakcji innych osób z klasy na to.
Któregoś dnia, po kolejnej jedynce, uniosłam ręce w geście poddania się i powiedziałam: "Pierd*lę to, idę" i wyszłam z klasy. Poszłam do domu. Telefon do rodziców wiedziałam, że będzie na pewno, więc zbyt się nie śpieszyłam. Rzeczywiście był, ale nie taki jakiego się spodziewałam. Moi rodzice totalnie mnie zaskoczyli - matka przytuliła mnie i powiedziała: "Dlaczego nam nic nie mówiłaś, że tak ci dokucza?", mój ojciec uśmiechnął się szeroko i powiedział, że dobrze mu dopowiedziałam, ale "na twoim miejscu dałbym mu w twarz". Moi koledzy z klasy stawili się za mną i wyjaśnili dyrektorce całą sytuację, zanim koleś zdążył powiedzieć 'ale'. Kolejnych lekcji z nim nie miałam, moja klasa wygrała.
Czasem go widuję w moim mieście. Jak mnie widzi w mundurze WP zwiesza głowę i nie raczy na mnie spojrzeć.
Uderzenie w twarz nauczyciela. Twój ojciec to ma szacunek do ludzi...
Serio nazywasz kogoś kto się pastwił nad niewinną dziewczyną, bez żadnego powodu "nauczycielem"?
Serio nazywam, bo taki zawód wykonuje.
Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. To, że ktoś jest nauczycielem lub przekroczył 50 lat nie znaczy, że musi być traktowany z szacunkiem.
Nie znaczy też, że można go uderzyć w twarz bo postępuje niesprawiedliwie.