#4zhdz

Nienawidzę Polski. Mam prawie trzydziestkę na karku, od jakichś 10 lat mieszkam za granicą. Tutaj (i w kilku innych krajach) studiowałem, pracowałem, znalazłem moją dziewczynę. I od 10 lat do Polski wracam jedynie po to, by spotkać się z rodzicami.

Od dziecka nie lubiłem Polski. Do polskiej literatury zraziłem się bardzo wcześnie - do smutnych, nieprzyjemnych wypocin, które do znudzenia przemielają poczucie jakiejś narodowej krzywdy i goryczy do świata. Wolałem Tołstoja i Stendhala od Sienkiewicza i Słowackiego. Kiedy dorosłem, zaczęła mnie irytować cała reszta. Klasa polityczna złożona z imbecylów (w moim rodzinnym mieście pewien geniusz przeszedł od kelnera do posła / wiceministra w 3 lata). Bezprawie (lokalny król salonów samochodowych postawił sobie sobie willę zarejestrowaną jako gospodarstwo agroturystyczne na przełęczy w parku krajobrazowym, a swoim płotem celowo zasłonił punkt widokowy). Zaściankowość (na straszeniu jakimiś wyimaginowanymi gejami można wygrać prezydenturę). Wąskie horyzonty (moja starsza, już nieżyjąca babcia nie mogła przeboleć tego, że na studia poszedłem na #1 uniwersytet na świecie za granicą, a nie gdziekolwiek w Polsce). Zawiść i stygmatyzacja sukcesu (jeśli jest c,i choć trochę lepiej, to albo miałeś farta albo oszukujesz).

I co w tym anonimowego? To, że nie mogę się od Polski odciąć. Mam tam rodziców, których kocham i których muszę i będę odwiedzał. Ale mimo to, ilekroć czytam artykuł o niej i o kolejnych głębinach beznadziei, na które się wspina w ciągu ostatnich kilku lat, to zalewa mnie krew i agresja.

#1Gusv

Byłem kiedyś w kościele kapucynów. Był okres bożonarodzeniowy. Widziałem mamę idącą z dziewczynką mającą jakieś 4-5 lat do takiego aniołka, co wrzucasz pieniążka i on tam śpiewa, gra czy co tam. 

Mama miała dużo drobnych i dziecko wrzucało kolejne monety, jak aniołek przestawał śpiewać. Po którymś razie, gdy dziecko kolejny raz wrzuciło monetę, aniołek ani drgnął. Dziecko to zdziwione, to zirytowane powiedziało: "A to ch*j, udławił się"...

Ludzie rozbawieni, matka zapada się pod ziemię, a dziecko jak dziecko, mówi co myśli.

#MeaZ2

W ostatniej klasie liceum wymykałam się z domu na potajemne namiętne schadzki z moim chłopakiem, który mieszkał kilka domów dalej. Czekałam, aż moja mama zaśnie, po cichutku wychodziłam przez drzwi tarasowe, przeskakiwałam przez płoty na ogrodzie i już byłam u celu. Trwało to cztery miesiące, potem się rozstaliśmy i nocna potrzeba wychodzenia zanikła.
Najlepsze jest to, że moja mama do dziś o niczym nie wie i szczyci się, że byłam bardzo grzeczną i religijną dziewczynką, która nie sprawiała najmniejszych problemów. Nie mam serca powiedzieć jej, że wcale nie byłam taka święta.

#lq1Tz

Kilka lat temu na wycieczce szkolnej piliśmy piwo. Nie za bardzo miałem ochotę, ale nie chciałem być lamusem, więc udawałem, że piję i że mam odloty.

Nie będę już mówił, co zrobiliśmy, ale skończyło się na tym, że zabrali nas do szpitala na badania krwi. Byłem taki szczęśliwy, że ja tak naprawdę nic nie piłem...

Niestety. Koledzy następnego dnia wyszli ze szpitala, a ja trafiłem na obserwację psychiatryczną.

#tt1zr

Kiedyś spotykałem się z naprawdę oryginalną dziewczyną, Agatą. Była przepiękna, ale jednocześnie posiadała ona całe mnóstwo dziwactw, tików, fobii i zachowań, które delikatnie mówiąc – przerażały mnie. Z jednej strony miała w zwyczaju ciskać przedmiotami w ściany, jak się wkurzyła, a z drugiej bywała chorobliwie wręcz nieśmiała, kiedy wychodziliśmy do ludzi.

I tak też pewnego dnia chciałem, aby poznała moich przyjaciół, więc zorganizowaliśmy u nich wspólną kolację. Agata ubrała się naprawdę ślicznie. Założyła dość krótką sukienkę i białe podkolanówki. Najchętniej to w ogóle nigdzie bym z nią wtedy nie wychodził, jeśli rozumiecie co mam na myśli…
Wszystko szło dobrze. Jedliśmy kolację, gadaliśmy. Agata oczywiście uśmiechała się tylko i rumieniła, kiedy ktoś się do niej zwracał. W pewnej chwili trochę mnie przycisnęło, więc poszedłem do ubikacji. Ze zgrozą zauważyłem, że skończył się papier, ale po chwili kamień mi spadł z serca, bo znalazłem kilka chusteczek w kieszeni, więc szybko sprawę załatwiłem i wróciłem do towarzystwa..

Minęło jakieś piętnaście minut i Agata pisnąwszy cichutkie: „Przepraszam...” skierowała się do toalety. Nie było jej dobrych piętnaście minut. Dopiero wówczas zorientowałem się co było grane. Papier! Zrobiła, co miała zrobić, ale nie miała odwagi zawołać kogoś, aby podał jej papier, a ja gamoń – zapomniałem jej dać chusteczki. Już chciałem lecieć z „misją ratunkową”, kiedy Agata, jak gdyby nigdy nic przyszła do stołu. Nikt nawet nie skomentował faktu, że dziewczyna wróciła w jednej podkolanówce. Wszyscy tylko patrzyli się pytająco jeden na drugiego.

Do dziś zastanawiam się, czemu nie zdjęła obu podkolanówek. Przecież nikt by pewnie nie zauważył wtedy różnicy. No, ale tak jak powiedziałem – Agata była przepiękna, ale jednocześnie posiadała całe mnóstwo dziwactw...

#Ehklf

Obudziłam się dziś około 2 w nocy. Nie czułam się najlepiej, miałam uczucie ciężaru na klatce piersiowej i było mi strasznie gorąco. Moja pierwsza myśl to, że mam zawał. Szybkim ruchem ręki obudziłam swojego męża. Powiedziałam mu swoje podejrzenie co do dolegliwości, co on skwitował jednym zdaniem: "Następnym razem zanim mnie obudzisz, bo masz zawał, to zdejmij sobie to futro z klatki". Oczywiście chodziło o naszego kota. Tak że będę żyć.

#WqyD2

Mając 4 latka byłem wielkim pasjonatem skakania po wszelakich kanapach, fotelach, itp. Pewnego razu, jak rodzice mnie zostawili u cioci, jak tylko przekroczyłem próg jej mieszkania, rzuciłem się w kierunku narożnika i zacząłem skakać jak głupi. Ówczesny mąż ciotki prosił, bym przestał. Po wielu prośbach i błaganiach zagroził mi następującymi słowami: "Jak zaraz nie zejdziesz, to zdejmę pas, a wiesz co wtedy się stanie".
Będąc małym brzdącem, nie myślącym za bardzo o tym, co mówi, rzekłem mu "Tak, spodnie ci spadną".

#k977F

Od 2 lat jestem w związku, poważnym jak cholera. Jest wszystko - miłość, szacunek, troska, partnerstwo. Nie ma tylko jednego - seksu.
Mnie to nie przeszkadza, mój wybranek to katolik, który seks łączy z małżeństwem.
Większość naszych znajomych się dziwi, a prawda jest taka, że mi się nie spieszy, libido spadło, nie czuję potrzeby.
10 lat temu byłam "aktorką porno", wypaliłam się. Zmieniłam życie, siebie.
Czasem tylko zastanawiam się, czy któryś z jego kumpli nie oglądał mnie w roli głównej...

#3zrgq

Poznałem świetną dziewczynę przez internet. Wspólne zainteresowania pozwoliły nam razem spędzić na rozmowie i grze mnóstwo godzin. Zdawała mi się ideałem (global elite w CS, fanka esportu, inteligentna, zabawna, pozytywnie zakręcona, dzieląca ze mną pasję jaką są komputery, gry) i cholera jasna mieszkająca w sąsiednim mieście. Wiadomo, że musiało dojść do spotkania. Wyhaczyłem ją wcześniej na Facebooku. Wyglądała w porządku, przeciętnie, miała może trochę dodatkowych kilogramów. Ale mnie to nie przeszkadzało, bo wiedziałem, że to naprawdę świetna dziewczyna.

Czekam w umówionej kawiarni. Zdenerwowany, by dobrze wypaść. Siedzę jak na szpilkach. Otwierają się drzwi. Patrzę. Do środka weszła naprawdę śliczna dziewczyna. W niebieskiej sukience, długie nogi, wspaniała figura i ten piękny uśmiech. Po prostu idealny dowód na piękność naszych polskich dziewczyn. Rozejrzała się i złapała mój wzrok. Ja zrobiłem taktyczny zwrot paczadeł na ścianę, bo biedna se pomyśli, że jakiś zboczeniec ją wzrokiem obłapia. No i patrze na tę ścianę, pewnie wyglądając jak jeszcze większy debil, gdy kątem oka zauważam, że do mojego stolika ktoś podszedł. Spojrzałem w te piękne zielone oczy.
- Cześć... Adam? To ja Karolina.
A mnie normalnie serce stanęło. Oszczędzę wam dalszej rozmowy, ale powiem, że na początku się trochę zestresowałem, ale po chwili rozmowy poznałem w tej piękności moją zajebistą znajomą z internetów.

Okazało się, że zdjęcie, które zobaczyłem miało ze dwa/trzy lata, ona korzysta z fb tylko do kontaktu z znajomymi i nie widziała potrzeby aktualizacji. Cóż, nie narzekam.

PS. Ludzie się w komentarzach zawsze się wkurzają, że nie wiedzą, co jest dalej. Tak, jesteśmy razem. Za chwilę nawet już rok stuknie. Rok pełen nieprzespanych nocy spędzonych na wspólnej grze (i innych rzeczach ;P), wyjazdów na konwenty, dzieleniu wspólnych pasji i tych słodkich momentów, które dzieli każda para. Mi minął też na dziękowaniu losowi, bo nadal nie wierzę, że taki przeciętny facet jak ja, spotkał na swej drodze, kogoś takiego jak ona. (Moi rodzice też nie chcieli uwierzyć).
Dodaj anonimowe wyznanie