#hwFg7

Pewnego dnia gdy wychodziłam z mamą do szkoły miałam bardzo zły humor, ponieważ nic nie układało się po mojej myśli. Czapka nie ta, ciastko upadło na podłogę i histeria gotowa. Do szkoły miałam jakieś 5 minut samochodem, a więc nie zdążyłam się uspokoić. Nauczycielka widząc mnie w takim stanie kazała mojej mamie zabrać mnie ze sobą, ponieważ nie może się zajmować tylko jednym rozhisteryzowanym dzieckiem mając do przypilnowania 20-osobową grupę 8-latków. Po całym zdarzeniu dowiedziałam się, że nauczycielka kazała mojej mamie wysłać mnie na badania do psychologa. 

Jako ośmiolatce psycholog kojarzył mi się tylko z leczeniem ludzi umysłowo chorych (tych najgorszych przypadków) i było mi strasznie przykro, że muszę udowodnić rodzicom, że jestem w miarę normalna. Nadszedł dzień wizyty u lekarza, nie powiem byłam dosyć mocno zdenerwowana. Podczas wizyty miałam poskakać na jednej potem drugiej nodze, ułożyć 4 wielkie puzzle, narysować swoją rodzinę i powiedzieć jakie jest moje największe marzenie. Pani psycholog powiedziała, że jestem bardzo inteligentnym dzieckiem, jak na swój wiek, ale i upartym. 

Po jakimś czasie od wizyty u lekarza znowu zaczęłam mieć swoje "humorki" i moja mama chcąc wyegzekwować ode mnie posłuszeństwo zaczęła straszyć mnie kolejną wizytą u psychologa wiedząc, że było to dla mnie dość traumatyczne przeżycie. Bojąc się, że znowu chcą ze mnie zrobić wariata powiedziałam mamie, że jeśli jeszcze raz zabierze mnie do psychologa i będę tam musiała narysować rodzinę to narysuję tatusia z nożem i mamusię we krwi. W taki o to sposób moja mama już nigdy nie odważyła się postraszyć mnie psychologiem :)

#59Jex

Na pierwszym roku studiów mieszkałam z pewnym chłopakiem, z którym studiowałam na tym samym kierunku. Bardzo się zaprzyjaźniłam z Tomkiem i nawet ludzie z naszego kierunku myśleli, że jesteśmy parą. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu. Na zajęciach razem, czas wolny razem, na imprezy razem. Nawet pracowaliśmy w jednej galerii handlowej. No po prostu były z nas papużki nierozłączki.
Zdarzało się, że nawet razem spaliśmy w jednym łóżku...

Pod koniec pierwszego roku coś się popsuło między nami. Tomek zaczął znikać na całe noce, zdarzało się, że nie pojawiał się w mieszkaniu przez kilka dni. Nie odbierał telefonu, nie odpisywał na wiadomości. Aż w końcu pewnego dnia przyszedł do domu i powiedział, że się wyprowadza.
Czułam się, jakby mi się grunt pod nogami zawalił. Przepłakałam całą noc.
Do tej pory nie rozumiem dlaczego tak się stało. Nigdy potem już nie rozmawialiśmy. Na uczelni udawaliśmy, że się nie znamy.
A ja się nigdy nie dowiedziałam, dlaczego Tomek tak się zaczął zachowywać.

Niedługo potem poznałam Szymona i od randki do randki jesteśmy już razem 5 lat.

Rok temu skończyłam studia. Mimo że od mieszkania z Tomkiem minęło już ponad 5 lat, a odkąd ostatni raz go widziałam na oczy 2 lata (skończył studia po licencjacie), nadal za nim tęsknię. Mimo że kocham Szymona całym sercem, nadal strasznie tęsknię za Tomkiem i do tej pory nie mogę się pogodzić, że tak to się skończyło.
Gryzie mnie sumienie, że nie mogę zapomnieć o Tomku i czuję się jakbym oszukiwała Szymona.
Nie umiem sobie poradzić z tą tęsknotą i nie wiem co mam zrobić, żeby zapomnieć o Tomku.

#cMuFn

Mój mąż i ja pobraliśmy się dwa lata temu. On ma 30, a ja 27 lat. Jestem w czwartym miesiącu ciąży, brzuszek zaczął już być widoczny. Zawsze chodziliśmy spać razem, w tym samym czasie, ale ostatnio mąż zawsze czeka aż zasnę, zanim pójdzie spać.

Nie wiedziałam skąd ta nagła zmiana, ale gdy go pytałam, to mnie zbywał "A bo pięknie wyglądasz jak śpisz" itp. Parę dni temu nie mogłam zasnąć, ale leżałam z zamkniętymi oczyma i udawałam, że śpię. Po kilkunastu minutach usłyszałam, że podszedł do łóżka i zaczął szeptem mówić do maleństwa w moim brzuchu "Cześć, malutki, jak się masz? Zobaczysz, będę świetnym tatą, będziemy chodzić na spacery, na plac zabaw i na lody. Będziemy robić wszystkie te rzeczy, których mój tata nie robił...".

Trochę było mi wstyd, że podsłuchuję tę "rozmowę". Poczułam się jednak szczęśliwa, że mam takiego dobrego męża. Jest wspaniałym człowiekiem, mimo że miał smutne dzieciństwo...

#YXJkA

Koło 15 lat temu próbowałam skoczyć z starego mostu (który w sumie był dość wysoki, a rzeka wyschła przez susze). Był to dość często odwiedzany most. Z powodu choroby bardzo przytyłam i nie mogłam schudnąć. Doskwierało mi to bo często słyszałam wiele nieprzyjemnych komentarzy. Większość z was pewnie wie jak ważne są opinie innych ludzi dla 15 letniej dziewczyny. Nie potrafiłam tego znieść i dlatego chciałam się zabić.

Bogu dzięki uratował mnie 18-latek. Po wielu latach gdy udało mi się zrzucić 90 kg, to spotkałam mojego wybawiciela. Jest chłopakiem mojej o 4 lata młodszej siostry. Bogu dzięki mnie nie poznał, bo zmieniłam się bardzo wizualnie. Bardzo dużo schudłam, mam dłuższe włosy ponadto zmieniłam kolor. Kiedyś nawet opowiadał, że uratował jakiegoś pulpeta. Nikt nie skapnął, że to o mnie chodzi.

#wVNYa

Takich historii było już tu wiele, ale moja jest trochę inna.

Zawsze byłam bardzo szczupła. Jadłam raczej normalnie, obiady w szkole, później w domu. Dużo się ruszałam, nie zwracałam uwagi na to ile ważę. W pewnym momencie, zaczęłam mieć spore problemy z żołądkiem. Częste uczucie mdłości, wymioty. Nadal starałam się jeść, ale zaczęłam chudnąć. Chodziłam od lekarza do lekarza, jednak nie potrafili mi pomóc. Po około pół roku trafiłam na gastrologa, który pomógł mi w wyleczeniu. Poszłam do nowej szkoły i tu zaczął się mój horror, dziewczyny wyśmiewały moja chudość, nauczyciele nie byli lepsi. Przez to miałam okropnie niską samoocenę, przestałam wychodzić z domu. Z raczej towarzyskiej osoby stałam się zamknięta w sobie. Ludzie wyśmiewali mnie, że nie piję alkoholu. No tak, lepiej pić i później rzygać... Udało mi się poznać chłopaka, był dla mnie miły i dzięki niemu wyszłam z choroby, on nigdy nie wyśmiewał mojej chudości.

Jednak jego matka owszem. Ciągle teksty, że ja nic nie jem. A do niego, że jak może się spotykać z taka chudą dziewczyną (kobieta ma sporą nadwagę). Przez takich ludzi często płakałam, tak chciałam normalnie jeść, jednak musiałam trzymać się restrykcyjnej diety, bo po czymś ciężkostrawnym miałam straszne mdłości. Z choroby wyszłam, jednak nawet kilka lat później nie udało mi się odbudować samooceny. Nadal czasem myślę o sobie, że wyglądam brzydko, chudo i nie mam co równać się z innymi dziewczynami. Tak fajnie komuś dogadać, nawet nie zdając sobie sprawy, że ta osoba ma problemy zdrowotne...

#VlGxI

Wsiadam do tramwaju. Rano, zaspana. Jadę. Nagle dosiada się ogrom babć i dociera do mnie, że średnia wieku to przynajmniej 300 lat. Ilość hurtowa niczym pielgrzymka do Lichenia. Czyli pewnie gdzieś blisko mają swoje leże. Myślę gdzie one ku**a tak wcześnie jadą? I nagle oczom mym ukazuje się ona - żwawa, o białym włosie z fioletową poświatą, na chodzie i z dużym przebiegiem, jednak ciągle działająca bez zarzutu. Skwaszona mina świadczy o problemach z widzeniem lub zwyczajną produkcją jadu w celu zagłady ludzkości. Obstawiam oba, a i pewnie jeszcze kryje w sobie jakąś ciemną moc. Bestia owa próbuje wmieszać się w tłum już zastraszonych obywateli. Myślę - pewnie na rynek jedzie, a to za 4 przystanki. Jakby nie mogła postać. Tam będzie popier*alać z siatkami przez dwie godziny, a tu 5 minut pozbawi ją życia. 

No ale... Oczywiście za kierunek obiera sobie przód tramwaju, tuż za motorniczym. Tak, to jej miejsce. Ale cóż to? Owo miejsce jest zajęte. Siedzi na nim kobieta z małym dzieckiem na kolanach. Kobieta z racji dziecka nie ustępuje, reszta emerytów też nagle osłabła, bo przecież bieg w celu zajęcia miejsca jest taki wyczerpujący. Nasza bohaterka stara się jak może, aby dyszeniem, chrząkaniem i sapaniem przepędzić kobietę z dzieckiem. Kiedy jej próby kończą się niepowodzeniem, wydziela z siebie porcję jadu: "A i tak będziesz się smażyć w piekle". Młoda matka odpowiada jej z uśmiechem na twarzy: "Ale nie będę tam pierwsza".

#RfNvx

Zapominam ludzi. Nie wiem, jak inaczej miałabym to określić.
Nie widzę się z chłopakiem i nie rozmawiam z nim od trzech dni? Mam wrażenie, jakby jego osoba w ogóle nie istniała, a jedynie przyśniła.
Nie rozmawiałam z przyjaciółką od dłuższego czasu? Ze zdziwieniem patrzę na dymek czatu z jej zdjęciem i próbuje sobie bliżej przypomnieć, kim tak naprawdę była.
Mam też problem z określeniem co i kiedy się stało. Coś, co miało miejsce wczoraj rano równie dobrze mogło się stać w zeszłym tygodniu.
Oczywiście kiedy na spokojnie o tym pomyślę to wiem, że te osoby istnieją, coś stało się akurat w danym dniu, a nie kiedy indziej. Jednak boję się, co tak naprawdę się ze mną dzieje, nawet jeśli to nic takiego i czasami każdemu się zdarza taka "zawiecha".

#n4wS8

Jestem nauczycielką w przedszkolu. Jak to zwykle w wieku przedszkolnym, chłopcy bawią się z chłopcami, dziewczynki z dziewczynkami. Jednak zaraz przed wakacjami trafiła mi się nietypowa sytuacja. Przyszła do mnie parka - chłopiec z dziewczynką (pięciolatki), trzymając się za ręce. Chłopiec powiedział z poważną miną "Ciociu, proszę, wypuść nas do domu wcześniej, chcemy iść wziąć ślub, rodzice nigdy się nie zgodzą, musimy wziąć ślub w tajemnicy, tak żeby nikt nie wiedział".

#U92de

W momencie, kiedy czytam jakiś tekst o kobietach, które przeżyły gwałt albo molestowanie zastanawiam się jak one sobie z tym radzą, że to udręka na całe życie. Czuję gniew z tego powodu.
A potem przypominam sobie, że gdy miałam 13 lat przeżyłam to samo, a teraz w głębi duszy nadal się tego wstydzę, jestem sobą obrzydzona, a czasem pojawiają się też myśli, że nie jestem godna tego, żeby mieć jakieś potrzeby. Że nie powinnam żyć tak jak teraz, tylko czuć się winna.
Że mój chłopak nie powinien być ze mną bo jestem nieczysta.
Moim ideałem miłości była ta jedyna miłość na całe życie i oddanie się tylko temu jedynemu, a to zostało skradzione.

#FOO7H

Szanuję osoby niepełnosprawne. Z całego serca im współczuję. Ale szczerze ich nienawidzę. A to wszystko przez jednego typa.

Gościu nie ma ręki. Miał wypadek samochodowy w dzieciństwie. Wszytko zaczęło się od tego, że przeprowadził się z rodziną niedaleko mnie. Zauważył, że pakuję torbę na siłownię, zapytał się gdzie chodzę, to grzecznie mu odpowiedziałem. Mój błąd.

Gościu chodzi po całej siłowni, ćwiczysz na danym stanowisku a on podchodzi i mówi, że to jego kolej, bo jest niepełnosprawny. Na samym początku ustępowałem mu miejsca, ale po kilku treningach nic nie robisz tylko ustępujesz mu miejsca. Powiecie, że mam iść na inną godzinę. Okej ale i co z tego jak i tak na siebie trafiamy.

W sklepach też musisz go wpuścić do kasy wcześniej, bo jest niepełnosprawny. Ostatnie opakowanie płatków śniadaniowych też musi być jego, bo jest kurde niepełnosprawny. Ma żonę i syna na oko 15 lat. Ja nie wiem jak oni z nim żyją.

Ostatnio przyszedł do mnie i oświadczył mi, że mam kosić mu trawnik (mieszkamy 5 domów dalej). Wyśmiałem go. Powiedziałem, że istnieją firmy do koszenia trawników (ma firmę informatyczną i widać ze hajsu mają aż za dużo), a jeśli nie to ma syna. Teraz chodzi po ulicy i opowiada, że nie szanuję inwalidów.

Ale wiecie co jest najlepsze? Nie tylko ja mam z nim taki problem. Inni sąsiedzi również. Jestem ciekaw co jeszcze usprawiedliwia swoją niepełnosprawnością. Ale przez niego zachowałem się niestosowanie do Pani na wózku, która chciała wejść do urzędu, ja sobie otworzyłem ale jej już nie przytrzymałem drzwi). Z automatu włączyła mi się nienawiść do niej. Jeśli to czyta to z całego serca ją przepraszam. Ale teraz do mnie doszło co zrobiłem. Ale po prostu nienawidzę ludzi, którzy myślą ze coś im się należy.
Dodaj anonimowe wyznanie