#EQWZR

Już jako mała dziewczynka mówiłam co myślałam i nie miałam najmniejszych skrupułów, by to robić. Tak było i tym razem, kiedy zaczęłam naukę w klasie pierwszej szkoły podstawowej.

Zaaklimatyzowałam się już w nowej klasie i podczas lekcji grzecznie notowałam coś w zeszycie, kiedy pani poprosiła, by dyżurny wytarł tablicę. Jako że widniałam na liście uczniów jako pierwsza, nauczycielka powiedziała, bym ja to zrobiła, na co ja ze stoickim spokojem odpowiedziałam: "Ja przyszłam się tu uczyć, a nie sprzątać". Oczywiście nie obyło się bez uwagi nauczycielki i rozmowy z rodzicami, ale mama do tej pory wypomina mi tę historię, śmiejąc się do łez. ;)

#ppQsE

Przyszłam do pracy. Z rana spotkanie, na szczęście zdalnie. Poszłam po kawę. Szłam do drukarki, gdy koleżanka z pracy mnie o coś spytała, więc nawiązała się krótka pogawędka. Siadam, opieram się na moment i już się prostując słyszę, że coś się odkleja. Patrzę na oparcie krzesła... a tam wkładka higieniczna. Zamarłam. Nie wiem jak długo była na moich plecach i kto ją mógł zauważyć. Od razu zaznaczę, że nie wyszła mi z majtek, tylko z bluzki. Mam problem z nadmiernym poceniem się, więc często ich używam. Tylko ta cholera tego dnia uznała, że się światu pokaże.

Jakby mało było stresu z tego, że się zastanawiałam kto mógł to widzieć, to zanim ją odkleiłam z krzesła, zauważyła ją koleżanka z biurka obok. Wytłumaczyłam co i jak, a ona, pomimo śmiechu, na szczęście ze zrozumieniem pocieszała, że może nikt nic nie zauważył. Ja spociłam się jeszcze bardziej niż zwykle.

Chyba muszę wypróbować inny sposób na mój pot.

#6LNgI

Miałam kiedyś pewnego kolegę. Nie był on zbyt popularny ani lubiany - taka szara myszka. Chodziłam z nim do klasy w podstawówce i w gimnazjum. Pamiętam, że zawsze kiedy mieliśmy pisać list na lekcji polskiego, on adresował go do swojej mamy. Wszyscy go z tego powodu wyśmiewali, mówili że maminsynek itp. 

Wczoraj po kilku latach go spotkałam. Delikatnie wspomniałam o sprawie z listami, bo chciałam się dowiedzieć, dlaczego pomimo wyśmiewania, on zawsze pisał list do mamy. Odpowiedział mi, że dlatego, że gdy był mały, jego mama zawsze mówiła mu, że gdy nie może czegoś powiedzieć prosto w oczy, powinien napisać list, aby dać upust emocjom. Umarła na tętniaka, kiedy był w 2 klasie i każdy list, który do niej napisał, zanosił na jej grób.
Gdy mi to powiedział rozpłakałam się i nie mogłam uspokoić przez dobre 10 minut. 

Piszę to, bo warto pamiętać, że każdy ma swoją historię i nie powinniśmy oceniać ludzi z góry.

#HWFNj

Od lat cierpię na depresję i tylko dzięki mojej przyjaciółce, której mama jest psychiatrą, udało mi się trafić w ręce specjalisty i podjąć leczenie. To przykre, że jedyne wsparcie, które dostałam, pochodziło od obcych ludzi, a nie z najbliższego otoczenia. Tymczasem moja siostra wczoraj zabrała mi leki, zrobiła im zdjęcie i wrzuciła je na Facebooka z podpisem: „Panowie, niech ktoś wreszcie wyr#cha moją siostrę, bo mam już dość tej smutnej nudziary!”. Zrobiłam jej awanturę. Moi rodzice szybko dowiedzieli się co młoda zrobiła i zamiast dać gówniarze jakąś reprymendę, przyznali jej rację mówiąc, że też mają dość moich obsesyjnych prób zwrócenia na siebie uwagi...

#MqtCa

Mam 5-letniego synka, a obecnie jestem w drugiej ciąży. Mały często przychodzi kiedy odpoczywam, przytula się do brzucha, opowiada jak spędził dzień, śpiewa siostrzyczce piosenki itp. Ostatnio jednak gdy przyszedł, tylko przyglądał się brzuszkowi w ciszy, a po jego wyrazie twarzy już wiedziałam, że zbliża się pytanie które każdemu rodzicowi spędza sen z powiek. Ale nie. Gorzej. 

- Mamusiu, a ty jesteś mamusią, bo masz dzidziusia w brzuszku, prawda?
- Prawda, skarbie.
Mój mały Einstein chwilę się zastanowił. 
- A co robi tatuś, żeby być tatusiem? Mamusiu, ty go jakoś wybrałaś? A skąd wiesz, że to akurat tatuś jest naszym tatą?
Nieco mnie zaskoczył takimi pytaniami, ale coś odpowiedzieć trzeba.
- Mamusia wie takie rzeczy.
- No ale skąd? Co tatuś robi, żeby był dzidziuś?
- No cóż... - zaczęłam się jąkać - kiedy... pan... bardzo kocha panią... to zostaje tatusiem.
Spojrzałam mu w oczy i momentalnie zdałam sobie sprawę, że przegrałam tę bitwę.
- Ale ja też bardzo cię kocham! To znaczy, że to ja mogę być tatusiem tego dzidziusia!? - wypalił.
Zamurowało mnie. Mój Einstein przeobraził się we Freuda.

#UZ3DV

Latem przyjechałem z Grecji do Polski odwiedzić rodzinę. Wysiadłem z pociągu w Katowicach i miałem podjechać kilka przystanków, gdzie czekała na mnie moja macocha.

Nie wiedziałem, gdzie można kupić bilety, dlatego spytałem się pewnej starszej pani, czy jest w okolicy jakiś sklep, gdzie mógłbym kupić bilet. Odpowiedziała, że niestety nie ma w okolicy żadnego kiosku. W odpowiedzi stwierdziłem, że trudno, pojadę bez biletu, na co starsza pani powiedziała, że ma legitymację, że może jeździć z opiekunem za darmo i na czas przejazdu to ja mogę być tym jej "opiekunem", tak więc biletu kupować nie muszę.

Nie wszystkie starsze panie są wredne :)

#UcdS4

Bez owijania w bawełnę - jestem fetyszystą. Jarają mnie kobiece stopy w rajstopach. Jednak nikt o tym nie wie - oprócz was. Wstyd mi się do tego przyznać. Z iloma partnerkami nie byłem, mogłem mówić o wszystkich moich fantazjach, ta jedna nie przechodzi mi przez gardło zupełnie. I choć zdarzały się epizody, gdy jedna z partnerek zakładała pończochy do łóżka, to nigdy nawet pary z ust nie puściłem jakoby miało mnie to jakkolwiek nakręcać.

Dlaczego? Przez ten pieprzony stereotyp i masę stulejarzy, napalonych oblechów, którzy wypisują w internecie do dziewczyn, czy na Fb, czy na Instagramie, czy gdziekolwiek indziej, że padaliby im do stóp, lizali je, wąchali przepocone rajstopy, płacąc za nie grube pieniądze. Obiad z komunii do gardła podchodzi. Stereotypowy "stopiarz" to łysiejący samotny pan lekko pod 50, który się tasuje do używanych znoszonych rajtów. Uważam to za niesamowicie obleśne. Gdy ja po prostu jaram się widokiem, czy chciałbym po prostu zrobić masaż, to widzę przed oczami takiego oblecha pakującego sobie te nieumyte nogi do ust, śliniącego się przy tym i wydającego pomruki. Doznania smakowe czy zapachowe mnie absolutnie nie kręcą.

Gwoździem do przysłowiowej trumny był moment, kiedy luźno sobie gadaliśmy ze znajomymi o upodobaniach seksualnych i rzuciłem hasło, że niektórzy mają np. fetysz stóp. Wszyscy zaczęli szydzić, że jak pies, jedna koleżanka by pogoniła takiego jakby się dowiedziała, druga powiedziała, że wtedy by chyba żadnej sukienki nie założyła więcej w obawie. I większość wymieniła takiego osobnika jako starego oblecha z podkolanówką na penisie.

Dobrze, że umiem robić dobrą minę do złej gry.
Dodaj anonimowe wyznanie