To było ze 7 lat temu, chodziłem wtedy do liceum i mieszkałem z rodzicami. Wracam pewnego słonecznego dnia do domu w dobrym humorze, wchodzę, a tu coś ewidentnie nie gra. Patrzę do kuchni, mama siedzi przy stole i płacze. Patrzę w drugą stronę, ojciec wychodzi z pokoju z błyskawicami w oczach i pasem w ręce. W myślach zacząłem robić przegląd swoich grzechów, ale w głowie miałem pustkę. Byłem typowym nolajfem, chodziłem do szkoły, a po szkole głównie grałem na komputerze - jakie ja mogłem mieć grzechy... Normalnie jak dziecko do pierwszej komunii.
Ojciec podchodzi, wyciąga rękę, a tam mała strzykawka z białą substancją. Mama zawodzi coś o ćpunach, dawaniu sobie w żyłę i porażce wychowawczej. Ojciec mówi "Lepiej żebyś miał dobre wyjaśnienie skąd to się wzięło u ciebie w pokoju". Na szczęście miałem dobre wyjaśnienie - kilka dni wcześniej grzebałem w swoim komputerze, a ta strzykawka zawierała pastę termoprzewodzącą do procesora...
Dodaj anonimowe wyznanie
Już gdzieś to czytałem kilka lat temu, to nie jest Twoje wyznanie
To zobacz, ze w prawym górnym rogu jest „dawno temu”. Wstawiają stare dobrze sprzedające się wyznania sprzed lat, by uratować tą stronę
eh xd