#cp9DZ

Mój wujek molestował mnie, gdy byłam mała. Niedawno pod wpływem emocji w końcu się wygadałam rodzicom. Męczyło mnie to od dawna, a świadomość, że to miało miejsce nie dawała normalnie funkcjonować. Przychodził do nas, a ja bałam się wychodzić z pokoju.

Teraz jest w areszcie śledczym. Niby powinnam być spokojna, w końcu dostanie to, na co zasłużył. Gość zniszczył mi psychikę, zniszczył ją też kilku dziewczynom z mojej rodziny. Ja jako jedyna "odważyłam" się powiedzieć o tej sytuacji, a czuję się jak tchórz. Gdybym powiedziała o tym wcześniej, może nie krzywdziłby mojej 7-letniej kuzynki. Pójdzie do więzienia, wyjdzie i zrobi to ponownie.

Gwałt czy molestowanie uważam za bestialstwo gorsze od morderstwa. To niszczy i zabija od środka. Liczę tylko na to, że pod koniec odsiadki powieszą c*uja za jaja. To tyle..

#6AAAI

Pewien czas temu, spotykałam się z chłopakiem poznanym w szkole. Kilka razy byliśmy u niego. Wszystko ładnie się zapowiadało. Postanowiłam zaprosić go do siebie. Pierwsze spotkanie przebiegło całkiem sympatycznie, lecz drugie to totalna porażka.

Mój tata ma ogromne poczucie humoru. Usiedliśmy w rodzinnym gronie (rozmowy, kawa, ciasto) i nagle słyszę, że mój kochany tata proponuję zakład mojemu chłopakowi. Od razu wiedziałam co się święci. Zakład brzmiał tak:
- Chcesz się założyć o flaszkę, że ugryzę się w dupę?
- OK, ale to niemożliwe.

Długo czekać nie musieliśmy. Tata wyjął sztuczną szczękę i ugryzł nią swój wielki tyłek. Mina chłopaka bezcenna. Za to ja myślałam, że spalę się ze wstydu.

#V4q9V

Mam 22 lata jestem na terapii — dotyczy mnie syndrom DDA, problem bycia prześladowaną w szkole od podstawówki po gimnazjum, fobii społecznej, depresji, nerwic i ataków paniki.

Wiele już przerobiłam, natomiast jest coś... co mam wrażenie, że mi się tylko przyśniło, a tak naprawdę jest prawdziwe. To dla mnie ogromny ciężar się z tym dzielić, proszę, nie oceniajcie mnie.. Mnie samej sobie ciężko wybaczyć.

Dorastałam w pobliżu patologicznej rodziny (moja też była dysfunkcyjna, ale wciąż zdrowsza) samych chłopaków, gdzie rodziców nie interesował ich los. Alkoholizm? Jak najbardziej. Z tymi chłopcami dorastałam i często się bawiłam, razem z moim bratem.

Kiedy byłam malutka — może 3/4 lata najstarszy z tych chłopców zwabił mnie do drewnianej toalety na zewnątrz, coś mi obiecując (nie pamiętam co) i po prostu mnie zgwałcił. Ja nie wiedziałam co się ze mną dzieje, nie opierałam się, tylko czekałam, aż mi pokaże to coś, co miał mi pokazać... I nigdy nie pokazał. Wyszłam stamtąd z poczuciem wstydu i chęcią ukrycia się. Widział to mój tata i jedynie jak zareagował to śmiechem i dziwnymi pytaniami, którym chyba zaprzeczyłam. Mama się o tym dowiedziała i z tego co pamiętam, poszła do matki tych chłopaków. Co się działo dalej? Nie pamiętam.

Mam wielkie dziury w pamięci, natomiast pamiętam, że kilka lat później Ci chłopcy dalej to robili ze swoimi kuzynkami, które pochodzą z tej samej miejscowości.. I nie wiem dlaczego.. Ale i ja tam przychodziłam, z własnej woli. Pamiętam tylko jedną scenę, gdzie widziałam, jak Ci chłopcy uprawiali seks ze swoimi kuzynkami — o ile można to tym nazwać, bo to wciąż dzieci.

Pamiętam dalej, że ten proceder się skończył i chyba mnie to zasmuciło. I... pamiętam, że poszłam do jednej z tych dziewczyn (bo się wszystkie znałyśmy i bawiłyśmy) i brakowało nam tych ''wrażeń'' więc poszłyśmy do tych chłopców i zapytałyśmy, nie wprost o to. Wyśmiali nas.

Dalej pamiętam, że z jedną z tych dziewczyn się całowałam po kryjomu przed innymi (nie jestem lesbijką ani nie jestem biseksualna), ale ewidentnie bardzo chciałyśmy to robić?

Ja... nie wiem, co wtedy mi siedziało w głowie, dlaczego robiłam te rzeczy.

Zapomniałam o tych wydarzeniach na wiele lat, gdyż inne, kolejne traumatyczne przysłoniły tamte i.. nie wiem jak z tym żyć, jak sobie wybaczyć. Brzydzę się tym. Teraz jestem zupełnie inną osobą - seks jest dla mnie straszny, boję się wielu mężczyzn, bardzo szanuję swoje ciało i czasami samo rozmawianie z facetami przyprawia mnie o stres, a myśl o tamtych wydarzeniach wywołuje wymioty.
Pamiętam, że mama kiedyś sugerowała, że mogłam być molestowana przez mojego ojca - czy tak było? Nie pamiętam. Napisałam to wszystko jedynie by zaakceptować przeszłość taką, jaką jest, wybaczyć sobie i dalej pracować na terapii.
Dzięki za przeczytanie.

#0kaTy

Jako dzieciak uczęszczałem do bardzo małej szkoły. Było w niej może kilkadziesiąt osób. W związku z tym był raczej luz, nauczycielki zgadzały się na wiele. Jedną z naszych ulubionych zabaw były wyścigi po korytarzu. Ktoś miał stoper i robiliśmy po kolei takie rundki. Na końcu korytarza był dywan. 

Któregoś razu postanowiłem zakończyć swój bieg pięknym ślizgiem na kolanach, ale jako pierwszoklasista nie wziąłem pod uwagę, że ślizganie się po dywanie to raczej trudna sztuka. Akurat bieg dobrze mi poszedł, więc byłem nieźle rozpędzony. Tuż przed końcem korytarza podskoczyłem i wylądowałem na kolanach. Lądowanie oczywiście nie przebiegło tak, jak powinno. Moje kolana stanęły jak wryte, a ja odbiłem się i poleciałem jak kłoda głową do przodu.

Wyobraźcie sobie minę nauczycielki, która za ścianką z karton gipsu (uf!) akurat robiła sobie tosta, gdy przez ścianę przebiła się głowa siedmiolatka i rezolutnie wypowiedziała słowa:
- Ojej, psze pani! Chyba zrobiłem dziurę w ścianie. Czy to da się naprawić..?

#Uw7XZ

Od trzech lat biorę lek, który powoduje u mnie senność, zmęczenie, problemy z koncentracją, bóle głowy. Niestety bez tego leku nie mogę funkcjonować i jak pominę choćby jeden dzień brania, to jest po prostu ciężko.
Nie ma innego leku, który by mi pomagał i nie wywoływał tych samych działań ubocznych. I tak już mam zmniejszoną dawkę do niezbędnego minimum, ale to niewiele pomogło.

W ciągu dnia przesypiam jakieś 10-12 godzin, a i tak chodzę zmęczona, ziewam i chce mi się spać. Nie mogę się skupić na pracy. W połowie dnia muszę się jeszcze położyć na godzinną drzemkę. nawet energetyki nie pomagają. Jak jeden dzień nie wezmę tego leku, to te objawy mijają, ale zaraz pojawiają się inne, dużo gorsze, które ten lek hamuje. Tak źle i tak niedobrze.

Znajomi zarzucają mi lenistwo, nieogarnięcie itp. itd. Dwa razy już wyleciałam z pracy za to, że wychodziłam na zewnątrz, żeby nie zasnąć i byłam niewydajna. A to wszystko wina leku, na który jestem skazana.

#IVk68

Proszę, poświęćcie te 5 minut na przeczytanie do końca!

Jakiś czas temu powróciłem do przeglądania Anonimowych. Mimo wiecznego zainteresowania tym, co sądzą w danej sprawie inni, zacząłem unikać czytania komentarzy. Zupełnie nie mogę zrozumieć skąd tyle jadu w wypowiedziach niektórych użytkowników.

Z tego co zrozumiałem, idea tej strony jest taka, że każdy może podzielić się tym, co chce z siebie wyrzucić. Czasem pojawia się post, który zupełnie mnie nie obchodzi, więc nie plusuję i idę dalej. Jeśli trafiło na główną, to najwyraźniej podobało się innym. Nie zawsze każda śmieszna czy żenująca historia trafia w mój gust. To, że napiszę w komentarzu "japie*dole, i to trafiło na główną??" nie zdejmie nagle tego posta z głównej. Nie wniesie też zupełnie nic pozytywnego do życia ani mojego, ani autora postu czy innych użytkowników.

Czasem może tutaj napisać ktoś, kto po prostu nie ma bliskich osób czy potrzebuje wsparcia, słowa otuchy, a w komentarzu porada niemająca sensu, a na końcu "tak naprawdę to nie jest poradnia psychologiczna". Czy naprawdę ludziom, którzy już są w dołku, trzeba ten dół swoim wyśmiewaniem pogłębiać? Jeśli nie macie siły kogoś wesprzeć, napisać gdzie może szukać pomocy w najbliższym otoczeniu, to przewińcie dalej. Nie traćcie niepotrzebnie swojego czasu.

Kolejny temat: "mam inne zdanie".

Warto zauważyć, że jeżeli w agresywny sposób zaczniemy przekonywać kogoś do swojego zdania - czy też jego tok myślenia wyśmiewamy - to często rozpoczyna przepychanki w komentarzach, które doprowadzają tylko do nikomu niepotrzebnej gównoburzy. Każdy z nas jest inny - przez to, czego doświadczył w życiu oraz emocje tym doświadczeniom towarzyszące.

Co możemy zrobić z tym, że się nie zgadzamy z autorem posta?
Możemy zrozumieć, że nie zawsze nasze zdanie jest jedynym słusznym. Możemy próbować zrozumieć tę drugą osobę. Jeśli nie rozumiemy, to można kulturalnie zapytać, co ktoś miał na myśli. Jeśli się nie zgadzamy, to można podyskutować, ale z szacunkiem. Czasem może udać nam się przekonać kogoś, a czasem i my spojrzymy na jakiś temat z innej strony i zupełnie zmienimy swoje zdanie. Czasem może nie wyjść nic, co jak już pisałem nie znaczy, że ktoś z nas się myli. Po prostu mamy inne spostrzeżenia i jest to zupełnie naturalne.

Podstawową wartością jaką powinien kierować się człowiek jest szacunek do drugiego człowieka i wolność każdego z nas, jeśli ta wolność nie zabiera wolności i szacunku innym.

Trzymajcie się ciepło i przemyślcie, czy naprawdę warto siać nienawiść. Czy to, że kogoś zgnoję ma jakiś sens? Nie każdy potrafi pisać składnie, czasem się trafi jakiś błąd ortograficzny czy historia, która według nas NA PEWNO musi być zmyślona.

Szanujmy innych i starajmy się ten świat zostawić choć trochę lepszym! Miłego dnia <3

#81edO

Historia ta miała miejsce kilka dobrych lat temu. Miałem wtedy chyba 18, czy tam 19 lat i dostałem wezwanie na komisje wojskową do WKU. Tam oczywiście sami znajomi już siedzieli, bo wezwania na komisje szły regionami, że tak powiem od wioski do wioski. Jak to wśród znajomych wiadomo różne kawały i inne podśmiechujki. 

Gdy zostałem w końcu wezwany z wesołym nastrojem wchodzę do środka. Po rozebraniu się do majtek, lekarz karze stanąć mi na wadze. Zmierzył mnie najpierw i wyszło jakieś 183cm, a na wadze aż.. 64kg. Koleś z komisji zapisujący wyniki popatrzył się na mnie i mówi :
- 64kg na takiego chłopa? No bez jaj.
Ja natomiast bez zastanowienia chlapnąłem tekstem zainspirowanym kawałem o krasnoludku:
- Aa bez jaj to 30 będzie :)
Najpierw popatrzyli na mnie ze zdziwieniem, a następnie w śmiech. Tak głośny, że wychodząc z pokoju następna grupka chłopców miała strach w oczach wchodząc do środka.

#ebaKb

Kilka lat temu wraz z mamą i babcią pojechałyśmy do szpitala do dziadka w odwiedziny. Dziadek miał bardzo poważną operację i dlatego po niej jeszcze przez dość długi czas musiał pozostać w szpitalu. Babcia też jest starszą, schorowaną kobietą poruszającą sie o kulach. 

Nigdy nie zapomnę tej sytuacji jaką wtedy zobaczyłam. Gdy weszłyśmy do dziadka, babcia podeszła do niego i tak pięknie pocałowała go w usta, zupełnie jakby mieli 20 lat. Rozkleiło mnie to zupełnie. Babcia z taką czułością poprawiała poduszki dziadkowi, czesała mu włosy, trzymała za rękę. Popatrzyłam na tych dwoje schorowanych ludzi, ledwo się poruszających i pomyślałam że właśnie to jest ta prawdziwa miłość, o której każdy z nas marzy. Bo miłość to codzienne życie i pokonywanie przeszkód, a nie tylko patrzenie sobie w oczy. 

Kiedyś zapytałam się babci jak to jest, że z dziadkiem są już tyle lat po ślubie i nadal w sobie zakochani, a w dzisiejszych czasach ludzie tak łatwo się rozstają, mimo że też świata poza sobą nie widzieli? Babcia odpowiedziała mi wtedy: "Bo widzisz dziecko jak mogłabym go zostawić jeśli obiecałam mu, że będę z nim w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia? A ja zawsze dotrzymuję obietnic które złożyłam sobie, dziadkowi i Bogu". 

Moi dziadkowie są razem już 56 lat. Boję się dnia kiedy któreś z nich odejdzie bo wiem że wtedy umrze także cząstką tej drugiej osoby, która zostanie tu na ziemi.

#aaBTe

Grałem w drużynie koszykarskiej w liceum. Akurat miał być finał województwa. W drużynie grał też mój dobry kolega. Przynajmniej tak o nim myślałem do momentu, w którym okazało się, że spotyka się z dziewczyną, która zawsze mi się podobała, o czym doskonale wiedział.
Dzień meczu, wszyscy bardzo zmotywowani. Walczymy ile sił, ale nie idzie najlepiej, po koledze widać, że nie jest w formie. W przerwie przycisnęło go do kibelka. Po powrocie napił się z bidonu i krótko potem znów zaczął drobić stopami, zrobił się zielony na twarzy, oblał się potem i znów ruszył do toalety. Na boisko już nie wrócił, resztę meczu spędził w łazience.

Pod jego nieobecność wygraliśmy mecz, bo ja grałem jak uskrzydlony, zostałem bohaterem drużyny, trener mnie wyściskał z radości, wszyscy mi gratulowali.

Koledze nie powiedziałem, że dosypałem mu środki przeczyszczające do napoju izotonicznego. Ot, taka kara za nieprzestrzeganie niepisanej zasady, że dziewczyn kumpli się nie rusza. Nawet jeśli nie są formalnie ich dziewczynami.

#7V62Q

Parę lat temu w ciepłe i słoneczne lato wczesnym wieczorem postanowiliśmy z przyjacielem wybrać się nad rzekę płynącą przez nasze miasto, na jakieś piwko. Stojąc z piwem, zagadani, zauważyliśmy zbliżający się do nas patrol policji. Byli zbyt blisko, żeby próbować uciekać. Podeszli, przedstawili się i powiedzieli: "Poprosimy dowody". Spojrzeliśmy z kumplem na siebie i udając, że usłyszeliśmy "Poprosimy do wody" bez wahania weszliśmy do rzeki. Rozbawieni policjanci za kreatywność darowali nam.
Dodaj anonimowe wyznanie