#XhmFy
Mój ojciec nie tylko był alkoholikiem, był także cholernym ćpunem! W moim pierwszym wspomnieniu wspinam się na meble, otwieram zamykany na klucz barek i zaglądam do rzeczy mojego ojca, bo jak to w przypadku małych dzieci ciekawość bierze górę. Znajduję dziwną, brązową plastelinę (haszysz?) i tutaj wspomnienie staje się mgliste, ojciec na mnie krzyczy, nie pamiętam, czy mnie wtedy zbił czy nie. Kolejne wspomnienie także jest mgliste, byłam bardzo malutka. W kuchni jest mój ojciec i chyba jakieś inne dorosłe osoby? Było coś z łyżką i podgrzewaniem tej łyżki nad kuchenką gazową (heroina?). Moje ostatnie wspomnienie jest najbardziej wyraźne, ale jak dotarło do mnie w co się wtedy "bawiłam" to zmroziło mi krew w żyłach... Które normalne dziecko bawi się w robienie karmelu z cukru, podgrzewając łyżeczkę nad kuchenką?! Od kogoś to musiałam podpatrzyć. Do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić, nikomu nie mówiłam bojąc się osądzenia, że ktoś pomyśli jaką ja patologię miałam w domu, zresztą co to zmieni? Kto uwierzy w jakieś niejasne wspomnienia z czasów dzieciństwa? Boję się mówić komukolwiek, chociaż bardzo mnie to dręczy i przez to jeszcze bardziej znienawidziłam swojego zmarłego ojca. Czuję ulgę, mogąc to z siebie wyrzucić, nawet anonimowo...
A po co miałabyś komuś obcemu o tym mówić? Zapytaj kogoś z bliskiej rodziny, zorientowanego w temacie i sprawa się wyjaśni, nie będziesz musiała snuć domysłów. Chociaż z drugiej strony, czy alkoholik, czy ćpun, czy ćpun-alkoholik, z perspektywy czasu naprawdę stanowi tak wielką różnicę? To tylko różne substancje uzależniające - uzależnienie tak samo beznadziejne, a o nim wiedziałaś przecież od dawna.
Jeżeli były to lata osiemdziesiąte a na to wygląda z opisu to w tamtych czasach wszystkie dzieci robiły sobie karmel na łyżce bo tak jak ktoś już napisał było to logiczne. Coś mi się wydaje, że nie masz problemów i sobie ich na siłę szukasz. Co ci to daje?
u mnie bylo na patelni, zgarnialo sie lyzka
ale bylo, bylo, takie biedalizaki z prl
Myślę, że sama mogłabym wpaść na pomysł z karmelem z łyżki - mniejsza objętość, nie ryzykuję podpalenia najważniejszego garnka w domu albo większego zmywania i takie tam
Rany, ty sobie naprawdę szukasz problemów. Tak, wtedy było normalne zostawianie dzieci z babcią, co mieli zrobić? Zrezygnować z pracy? W PRLu?
No to jak właściwie chcesz poznać odpowiedzi na pytania - nie zapytasz nikogo z otoczenia, bo się boisz, tylko anonimów, którzy cię nie znają? A jak ci tłumaczą swoje domysły bardziej lajtowe, to ty dyskutujesz i się upierasz przy tych bardziej patologicznych. Chcesz uzyskać potwierdzenie, że to rzeczywiście było złe.
Myślę, że szukasz problemu na siłę. Nie wpadłaś na to, że mogłaś dostać lanie (o ile w ogóle dostałaś, bo nie pamiętasz i cci się tylko wydaje) za to, że właziłas na meble i mogłaś zwyczajnie zrobić sobie krzywdę, jakbyś spadła? Karmel w łyżce wiele osób robiło.
Matko boska, też sobie w dzieciństwie robiłam karmel na łyżce. Najgorzej, że nie wiem kto w mojej rodzinie był tym ćpunem.
Przeszła Ci przez głowę myśl że może zwyczajnie sięgał po coś łyżką do garnka? Każdą sytuację z wyznania da radę prosto wytłumaczyć bez mieszania do tego narkotyków i ludzie to właśnie robię. Ogólnie jak czytam Twoje komentarze mam wrażenie że Ty wręcz chcesz by był ćpunem. Tak żeby mieć wytłumaczenie swojej narastającej nienawiści.
To co podgrzewał na łyzeczce to właśnie ten hash lub coś co go przypomina, jest twardy a po podgrzaniu robi się miękki i kruchy.
No tak, bo AKURAT TEN luźno rzucony domysł potwierdza twoją teorię o ojcu-ćpunie? Zgadzam się z niektórymi anonimowymi, którzy twierdzą, że na siłę szukasz sobie problemów. Po co? Żeby było dramatycznie?
To się nazywa efekt potwierdzenia. Wybiera tylko te wypowiedzi które potwierdzają jej teorię, resztę z automatu odrzuca.
Jesteś z rodziny dysfunkcyjnej stąd te rozterki w dorosłym życiu. Poczytaj sobie o DDA albo DDD. Jeśli będzie brzmiało podejrzanie znajomo to lepiej udać się na konsultacje do psychologa. Powodzenia ;)
Ja robiłam karmel z cukru na łyżeczce.