#rOPk0

Na tym portalu (i nie tylko) ostatnio sporo mówi się o "lewackiej" edukacji seksualnej. Przypomnieliście mi o lekcjach WDŻ, w których miałam przyjemność uczestniczyć w katolickim gimnazjum, do którego uczęszczałam lata temu. Nauczyciele było świeccy i taka właśnie osoba prowadziła zajęcia z WDŻ-u.

Zajęcia o "szklance wody zamiast" i tym podobnych kalendarzykach traktowałam całkiem poważnie, zastanawiając się, czy jeśli wezmę ślub i się rozwiodę, to też będę jako "nadgryzione jabłko" nieatrakcyjna i czy to samo dotyczy mężczyzn.
Na jednej z lekcji pani dobrała nas w pary damsko-męskie i kazała chłopcom proponować stosunek, a dziewczętom odmawiać na różne sposoby. Sama prezentowała, jak to ma wyglądać, i do dziś czuję zażenowanie, słysząc w głowie jej głos, rzucający wyświechtanymi formułkami o udowadnianiu miłości czy oddawaniu się.

Wtedy byłam przede wszystkim zmieszana i po gimbusiarsku trochę rozbawiona wydarzeniem. Chciałam też dobrze wypaść podczas prezentacji dialogu na forum, wymyślając kreatywne odmowy. Mój partner podszedł do tego jak na ścięcie, ani trochę nie kwapiąc się do wykonania zadania. Później wszyscy pokazywaliśmy te scenki w parach.

Rodzinie nic nie powiedziałam, bo wtedy nie wydawało mi się to specjalnie niepokojące. Jakoś tak teraz, po latach... czuję niesmak.
thor1908 Odpowiedz

Niestety wychowanie seksualne w szkołach traktowane jest po macoszemu, przygotowanie do przedmiotu nauczycieli, którzy mają tego uczyć jest żałosne. Z drugiej strony lepsze to niż żeby młodzi ludzie dowiadywali się o "tych sprawach" z internetu, kolorowych gazetek, czy od kolegów/koleżanek.

IwRu

Wdż wcale nie jest tym lepszym rozwiązaniem, jeśli nauczyciel jest beznadziejny.
Zdarza się, że ten przedmiot prowadzą np. katecheci i wciskają takie głupoty, że to się w pale nie mieści. Słyszy się o różnych kwiatkach typu „prezerwatywy wcale nie chronią przed chorobami wenerycznymi, bo mają mikrodziurki” albo że „nie wolno używać tamponów, bo można dostać raka” itd.
Już jednak lepiej dowiadywać się prawdy w internecie

tewu

IwRu to też zależy od człowieka... Ja miałam bardzo dobrą katehetkę od WDŻu, przynajmniej tak uważam.
Pamiętam na przykład, że jak zapytaliśmy jej, skąd się biorą homoseksualiści to odpowiedziała, że to prawdopodobnie kwestia innych proporcji hormonów płciowych a przy okazji wytłumaczyła, że ciało kobiety też produkuje pewne ilości testosteronu a mężczyzny - estrogenu i progesteronu. Z drugiej strony mieliśmy też kiedyś nie-katechetkę (o raczej lewicowych poglądach) która twierdziła, że takie rzeczy jak magnez dla kobiet i dla mężczyzn to przykład ideologii gender bo ta ideologia skupia się na tym, że mężczyźni i kobiety się różnią między sobą. I że wirusem HIV można się zarazić od dotknięcia husteczki której dotykał chory.
Tak więc to zależy.

Caldas

Pomysł żeby tego przedmiotu uczyli katecheci to totalny absurd. To tak jakby języka Polskiego uczył analfabeta.

U mnie to nie była katechetka. W podstawówce miałam WDŻ z katechetką i był bardziej profesjonalny niż ten z gimnazjum

Vito857 Odpowiedz

Ja ogólnie jestem zdania, że na każdym etapie edukacji powinien być WDŻ raz w cyklu - a nie przez kilka lat upychany. W 4-5 klasie podstawówki - żeby wytłumaczyć dokładnie pojęcia "menstruacja", "masturbacja", jak zmienia się ciało w trakcie dojrzewania itp.; drugi raz natomiast w 1 klasie liceum - na temat bezpiecznego seksu, chorób wenerycznych itp.
Niestety, w Polsce tego przedmiotu uczą nauczyciele, którzy nie są do końca do tego przygotowani albo katecheci, którym pragmatyka nie pozwala mówić o innych metodach niż oficjalnie zatwierdzone przez KK.
Chętnie bym poczytał, co inni sądzą nt. tego, jak powinny wyglądać zajęcia WDŻ.

PrzezSamoH

Według mnie samo WDŻ to za mało. Jestem za utworzeniem jakiegoś przedmiotu w stylu edukacja o zdrowiu. Zajęcia raz w tygodniu przez rok na każdym etapie kształcenia. I powinno się tam omawiać wszystkie zagadnienia potrzebne dzieciakom - higiena osobista, pierwsza pomoc, profilaktyka zdrowotna, zdrowe odżywianie, sprawy około seksualne itd. Niby to wszystko powinien przekazać rodzic, ale życie pokazuje swoje...

Myślę że nie powinno się wciskać poczucia winy (zwłaszcza dziewczynkom). Do tego wyjaśnić co i jak z antykoncepcją, ciążą, relacjami i własnymi emocjami. Może taki przedmiot powinien obejmować całe dojrzewanie (również emocjonalne)? Edukacja o zdrowiu też brzmi sensownie

ILLogic Odpowiedz

Ja czerpałem wiedzę z listów słanych do lekarza/psychologa w bravo girl mojej siostry. Nauczyłem się podstaw o antykoncepcji, jak rozmawiać o seksie oraz szacunku do partnerki. Odpowiedź nawet na najgłupsze pytania była profesjonalna i pełna szacunku do piszącego czyli zawierała wszystko czego potrzeba młodej osobie na tym etapie. Z tego co czytam twgo w większości brakuje obecnie na WDŻ. Ja na ten przedmiot załapałem się na koniec liceum i to była tragedia. Sam dzięki moijej lekturze bym je lepiej poprowadził. Autorce współczuję tych scenek, takie akcje mogą tylko zaszkodzić...

Jestem pewnie z tego samego pokolenia, ale nie czytałam Bravo. Ta wiedza jakoś sama przyszła. Nie byliśmy małymi dziećmi, tylko nastolatkami. Właśnie sobie myślę, że gdyby ta klasa była inna lub w grupie znajdowałaby się jakaś molestowana w przeszłości osoba, mogłoby się nie skończyć za fajnie. No i WDŻ to często porażka, ale na szczęście nie jedyne źródło informacji

maIasarenka Odpowiedz

To dobrze, że uczono was odmowy.

Karboksyhemoglobina

I nie widzisz problemu w tym, ze uczono ich jedynie odmowy? Dodatkowo utrwalajac szkodliwy stereotyp, ze kobieta musi odmawiac i nie moze miec potrzeb seksualnych?

Udział w scenkach był dość krępujący :/ słowo "nie" poznałam jako kilkunastomiesięczne dziecko, a taka scenka to wiele nie daje

Waniliowabeza Odpowiedz

To pokazuje, dlaczego edukacja w szkole nie działa. Podejscie młodzieży, albo smieszkuja, albo olewają, albo sa zmieszani i wstydza sie. Twoja nauczycielka miala dobry pomysł, tylko wy glupkowato pewnie do tego podeszliscie. Dodaj do tego BRAK ROZMÓW Z RODZICAMI i masz, wstyd, zmieszanie, zażenowanie... niesmak
Mam nadzieje, ze kolejne pokolenie rodziców, bedzie rozmawiac ze swoimi dziećmi :)

PiratTomi

Ale dobry pomysł. Chłopak namawia, dziewczyna odmawia, a dlaczego nie na odwrót? Dlaczego to dziewczyna nie mogla namawiać?

Ależ rozmawiałam z rodzicami w domu - tylko nie o tej lekcji. Ot, nie przyszło mi to do głowy

Dobrodziej Odpowiedz

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło xD przynajmniej mieliście "pojęcie" na ten temat, ciaża, te sprawy. Jakby dzieciaki usłyszały to co Wy wtedy to połowie by zwiędły uszy, innym brzuch pękł ze śmiechu, a ostatnim rumieniec przyozdobił twarz, bo oni już dawno po... a nie, czekaj... zwyzwywałyby najczyciela od debili. Ehh

DownZpiekla

Że co? W wyznaniu nie ma informacji, ze dostali rzetelną wiedzę np o ciąży itd., a jedynie o tym, że odgrywali jakieś durne scenki oraz słuchali o szklance wody i kalendarzyku. I skąd teza, ze obecnie uczniowie w tym wieku są "dawno po" i jedynie zwyzywaliby nauczyciela? Eee? Cóż, idąc tym tropem, kiedyś, jeszcze dawniej, taka 15 latka miałaby juz zapewne kilkoro dzieci i nie małe doświadczenie.

Dobrodziej

Down mój komentarz jest nieco prześmiewczy. :D Mało się naczytałaś tu wyznań, np. o kradnięciu gumek, bo wstyd, itd oraz komentarzy typu: tak wycofajcie edukacje seksualna, a później zdziwienie, że w ciaży? ;) metody w wyznaniu były tragiczne, ale śmieje się, że chociaż mieli przedstawiane, że seks to nie zabawa i nie można tego robić w gównianym wieku. :)

PaniPanda

Dobrodziej, jak boli Cię ząb, to idziesz do dobrego dentysty, czy byle jakiego - bo po prostu jest? ;)

Corazwiecejpustki

@ Panda: Jesli jest wybor pomiedzy byle jakim dentysta a brakiem dentysty, to w przypadku bolacego zeba idziesz do niego, czy zostajesz w domu?

PaniPanda

Jak mam wybór między złym a byle jakim dentystą, wtedy szukan trzeciego. Który jest dobry. Bo nie pójdę do złego dentysty, nie i tyle. Jeśli Ty byś się zgodził na byle jakość, to Twoja sprawa. W tym przykładzie chodziło mi o analogię akurat, wiedziałam, że ktoś się doczepi (;

Elphaba09 Odpowiedz

U nas na WDŻ babeczka opowiadała, że antykoncepcja to grzech. Te zajęcia mają edukować, a sieją ciemnogród.

Elphaba09

Nie chodziłam do szkoły wyznaniowej, więc w takim wypadku babeczka powinna podać obiektywne fakty odnośnie antykoncepcji. Co jak działa, co ma jaką skuteczność, co może mieć skutki uboczne. A stronę religijną powinien ewentualnie omówić uczący religii na swoim przedmiocie.
Nie jestem wyznawcą wiary katolickiej i nie życzyłabym sobie religijnej indoktrynacji swoich dzieci. Poza tym chętnie zobaczyłabym, gdzie w Biblii (podstawie Waszej wairy) jest zakaz stosowania antykoncepcji.

GeddyLee Odpowiedz

W sumie scenki z odmawianiem seksu nie są złe. W końcu chcieliście uczyć na edukacji seksualnej o świadomej zgodzie, więc gdzie tu jest problem?

Domalka

Świadoma zgoda≠stereotyp że kobiety nie powinny mieć potrzeb

Nie zgodziłam się na to, by ktoś z klasy proponował mi seks. Mogłoby to naruszać moje granice, a nie odmówiłam nauczycielowi, czyli właściwie zaszedł przeciwny efekt

Taptapum Odpowiedz

U mnie w domu seks nigdy nie był tematem tabu. Rodzice nie wolali mnie na poważne rozmowy jak w filmach tylko bez zażenowania odpowiadali na moje pytania, a ja nie bałam się ich zadawać i wydawało mi się to normalne, że po prostu mi na nie odpowiedzą. Stąd nie traktowałam swojego dziewictwa jako czegoś wielkiego, ale świadomie i odpowiedzialnie wybrałam partnera ze świadomością, że w przyszłości nawet jeśli nie będziemy razem to i tak będę zadowolona z tego, że pierwszy raz przeżyłam właśnie z nim. Nie należy za bardzo się nakręcać, w życiu bywa różnie i nie zawsze pierwszy partner/partnerka jest tym ostatnim/ostatnią i nie świadczy to wcale o byciu "nadgryzionym jabłkiem".

Hej, ale nigdzie nie wspomniałam, że na lekcji usłyszałam o seksie pierwszy raz w życiu :) czerpałam wiedzę z różnych źródeł, ale nauczyciel w szkole też miał dla mnie jakiś autorytet i brałam sporo rzeczy serio

TrendyLady Odpowiedz

Zawsze mnie takie rzeczy intrygują - chodziłam 6 lat do katolickich szkół - na wdż były normalnie poruszane tematy antykoncepcji - najróżniejszych i każdy z nauczycieli mówił, że kalendarzyk to nie jest antykoncepcja. Zawsze w szkole mówiono, że antykoncepcja jest nie tylko zeby dziecka nie było, ale zeby się syfem nie zarazić. Chyba moja katolicka szkoła była w innym wymiarze

U mnie znalazłoby się parę tematów na wyznania z czasów tej szkoły. Wiadomo, w szkołach dzieją się dobre rzeczy i złe, ale te dobre zachowam na chwilę dla ciebie

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie