#Sxtf6

O dziecięcych zabawach.

Gdy miałem 11 lat, często spędzałem czas z kolegą i koleżanką z osiedla. Jak to na wsi, nudziło nam się, więc szwendaliśmy się po ulicy. Nagle kolega zaproponował zabawę w pokazywanie dupy i genitaliów. Smaczku zabawie dodawał fakt, że byliśmy na wiejskiej drodze, więc niby było pusto, ale każdy mógł przejechać i nas zobaczyć. Tak więc po pokazaniu czterech liter my z kolegą na trzy cztery pokazaliśmy pindolki, a potem koleżanka swoją waginę. Później wpadliśmy na pomysł, że każdy dotknie narządów intymnych drugiej osoby i analogicznie pozwoli dotknąć swoich.

Ciekawostką jest fakt, że ta koleżanka 15 lat później została moją żoną, ale w międzyczasie umawiałem się z różnymi dziewczynami. Tak więc nie wiem, czy któryś facet też może powiedzieć, że pierwszą cipką, której dotykał, była cipka jego żony, ale nie była jedyną.

PS Wyżej wspomniany kolega ożenił się z moją siostrą, tak że pierwsze w życiu dotykanie narządów intymnych zawdzięczam szwagrowi.

#5dvyZ

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj, mimo że minęło już 25 lat. Tego dnia byłem wyjątkowo nieznośny, nudziło mi się, przeszkadzałem rodzicom, wszystko mnie drażniło. Prośby i groźby nie dawały rezultatu, siedziałem za karę w pokoju i hałasowałem, doprowadzając matkę do szewskiej pasji. Wtedy do pokoju wszedł ojciec i dał mi klucz.

Klucz jak klucz, niczym się nie różnił od innych. Ale tata spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział, że to jest najważniejsza i najcenniejsza rzecz, jaką posiadam. Ten klucz otwiera bardzo, ale to bardzo ważne drzwi, za którymi czeka na mnie rzecz, o jakiej nawet nie śniłem. Dowiem się, gdzie są te drzwi tylko wtedy, kiedy zacznę się zachowywać jak mężczyzna, a nie jak "rozhisteryzowana baba". Miałem 6 lat, ale co to mężczyzna wiedziałem, a poza tym byłem bardzo ciekaw tych skarbów. Już miałem jęczeć o te drzwi, ale ojciec tylko warknął, że mam być mężczyzną, mam być cierpliwy, bo czekanie może mi zająć wiele lat. Ale klucza mam nie zgubić. Choćby był pożar w domu, mam zostawić wszystkie miśki, a klucz mam mieć przy sobie.

Schowałem go do pudełka po zapałkach i pamiętałem, że tam jest. A za każdym razem, kiedy zaczynałem pokazywać różki, ojciec unosił palec w górę i mówił "klucz", a ja się uspokajałem. Droga do bycia prawdziwym mężczyzną jest bardzo ciężka - myślałem. Mama się zawsze dziwiła "jaki klucz?", a tato odpowiadał, że to męska sprawa i że żadna kobieta tego nie zrozumie.

W końcu zacząłem ten klucz traktować jako coś naprawdę świętego. Do czasu aż poszedłem do liceum, później studia, wyprowadziłem się z domu, założyłem rodzinę i przestałem się skupiać na duperelach. Zacząłem być mężczyzną.

Rok temu wróciłem w rodzinne strony z synem, pokazywałem mu swoje stare klamoty schowane na strychu i wpadł mi w ręce Klucz. Ścisnąłem go w dłoni przywołując setki wspomnień, zszedłem na dół pytając ojca o co z tym kluczem tak właściwie chodziło? Po cichu liczyłem na to, że to klucz do jakiegoś domu odziedziczonego po dawno zmarłej ciotce czy coś, ale rzeczywistość była o wiele brutalniejsza.
- Klucz? Aaa... wyjąłem jakiś z szuflady, żebyś przestał się wydzierać, bo matka już od zmysłów odchodziła.
:|

#Oz2DW

Jako studentka pedagogiki miałam kiedyś praktyki w przedszkolu. Pewnego dnia po zajęciach podeszła do mnie mama jednego z chłopców i zaczęła pytać o swojego syna i moje wrażenia związane z pracą z nim. Na koniec dodała, że wie, jaki jej syn jest żywy i spytała, czy mi to nie przeszkadza. A ja? A ja nie namyślając się długo odpowiedziałam wielce inteligentnie, że "lepsze żywe dziecko niż nieżywe".
Jej miny nie zapomnę chyba nigdy.

#5zTU0

Jak byłem mały, dostałem erekcji - nie wiem dlaczego - i odkryłem, że mogę ruszać siusiakiem, więc pobiegłem do mamy pochwalić się, jaki jestem zdolny. Zażenowana ignorowała to co robiłem, kazała tylko mi się ubrać "bo się przeziębię".

Przypomniało mi się, bo teraz, gdy mam 27 lat, moja partnerka zachwyca się tym jak ruszam moim sprzętem bez użycia rąk. Dla niej to praktycznie magia.

#9R27N

Uwielbiam przyglądać się męskim kroczom. Przyglądam się wybrzuszeniu i próbuję zgadnąć jaką ma ktoś bieliznę - czy slipki, czy bokserki. W której nogawce nosi swoje klejnoty? Jakie osiąga rozmiary w czasie gotowości? Czy jest zakrzywiony w którąś stronę? Czy jego powerbanki zwisają swobodnie, wesoło się bujając, czy też może przylegają ciasno do ciała, jakiej są wielkości?
Przyglądam się magicznemu uwypukleniu i rozmyślam...
Nikomu o tym nie powiem, tylko wam.

#Pcx4b

Zacznę od tego, że byłam w 2 technikum. Kiedyś miałam mieć wywiadówkę i jako że mama tym razem nie mogła iść, powiedziała tacie, żeby on poszedł. O 16 wyszedł, bo o 16:30 miała zacząć się wywiadówka.
Po jakimś czasie tata zadzwonił do mamy i wywiązał się taki dialog:
- Naszą córkę chyba wyrzucili ze szkoły.
- Jak to, przecież nie wagaruje, dobrze się uczy, o co chodzi? - mówiła mama zdziwiona.
- No nie wiem, Kowalska [nazwisko wychowawczyni oczywiście zmienione] powiedziała, że Sylwia nie chodzi już do tej szkoły.
- A powiedz mi jeszcze, do której szkoły pojechałeś? 
- No do tego gimnazjum na ul. *******
- Idioto, twoja córka chodzi od 2 lat do technikum!
Ja słysząc to co mama mówiła, umierałam ze śmiechu. Tata wrócił do domu, bo na wywiadówkę do obecnej szkoły nie zdążył i miałam dodatkowe kilka dni na poprawę niektórych ocen :)

#DaTNq

Pracuję w zakładzie pogrzebowym już od kilku lat, wiele pogrzebów widziałem, wiele tragedii i łez, ale ostatnia sytuacja mnie rozwaliła.

Pewna kobieta chowała synka, chłopiec miał 7 lat, od kilku mocno chorował. Kobieta całą mszę stała przy trumnie i płacząc głaskała swego syna po twarzy i rękach. Nie powiem, wstrząsający widok. Msza skończona, ostatnie pożegnanie za nami, powoli już kończymy ceremonię. W momencie opuszczania trumny usłyszeliśmy, jak kobieta mówi przez łzy "a ty tak bardzo chciałeś zobaczyć śnieg w tym roku"... I wtedy, jak na zawołanie, zaczął prószyć śnieg.

Ja wiem, że to pewnie zwykły przypadek, ale i tak nie spałem dobrze tamtej nocy ani przez kilka kolejnych. Ciągle o tym myślę.

#neVzQ

Mieszkam sama z mamą. Jest jeszcze wujek, ale on ma dom obok nas. Było już po 22, położyłam się już spać, bo następnego dnia trzeba było rano wstać do szkoły. W pewnym momencie słyszę jak mój pies drapie po drzwiach. Na początku nie zareagowałam bo myślałam, że po prostu chce przyjść do mnie spać, ale coraz bardziej drapała, więc mówiąc głośniej pytam mamy o co chodzi, ale mama nie odpowiada. Pies już zaczął skakać na drzwi i drapać po szybie, wstałam szybko, ubrałam się i idę zobaczyć co się dzieje, widzę że mamy nie ma u siebie w pokoju, a pies idzie w stronę łazienki i patrzy, czy idę za nim, poszłam i znalazłam nieprzytomną mamę w łazience. Szybko zadzwoniłam po wujka, a potem na pogotowie. Wujek był przy mamie, a ja musiałam wyjść przed wjazd do domu i czekać na karetkę.

Zabrali ją, mówili że prawdopodobnie jest to udar. Następnego dnia z rana pojechaliśmy do szpitala, okazało się że muszą przewieźć ją do innego szpitala, bo tu nie mają możliwości nic zrobić. Gdy przewieźli ją do drugiego szpitala okazało się, że mamie pękł tętniak w mózgu. Oczywiście operacja, przyjechał brat, wszyscy załamani, bo nie wiadomo, czy po operacji będzie wszystko dobrze. Operacja miała być następnego dnia. Gdy wróciliśmy do domu dowiedzieliśmy się, że operacja będzie przeprowadzona jeszcze tego dnia.

Teraz mama jest już 8 miesięcy po operacji, a jedyne z czym ma problem to z pamięcią. Czasem zapomina co miała kupić albo co zrobić. Lekarze mówili, że gdybym nie znalazła jej tak szybko, mogłoby być dużo gorzej, a to wszystko dzięki pieskowi :)

#15cwu

Jestem studentką ratownictwa medycznego. W tym roku mamy praktyki semestralne na szpitalnym oddziale ratunkowym, który jest połączony z izbą przyjęć. Jako że razem ze znajomymi ze studiów byliśmy akurat na nocnym dyżurze i po godzinie 1:00 raczej nic się nie działo, chcieliśmy jakoś ambitnie wykorzystać czas, więc poćwiczyliśmy wkłuwanie się na sobie.

Wiadomo jak to jest - nie zawsze łatwo jest się wkłuć w żyłę. Bywało tak, że nieraz sobie je poprzebijaliśmy, a to ktoś zapomniał zdjąć stazy (opaska, która uciska rękę przy wkłuciu), więc krew trysnęła później. No ale musimy się nauczyć robić to perfekcyjnie, a na sobie zawsze jest sposobność poćwiczenia, zwłaszcza że pielęgniarki nie zawsze pozwalają nam na pacjentach. Krzywdy sobie nie zrobimy.

Siedzimy sobie, każdy już po kilka razy się powkłuwał i teraz przyszła znów moja kolej.
No to hop! Wzięłam sobie odpowiedni wenflon, przygotowałam wszystko i zaczynam wkłuwać się w żyłę kolegi.
Nagle on (trochę taki panikarz) zaczyna się wydzierać na cały szpital:
- Ałaaa! To boli! Boli! Boli! Wyjmij go! Jest za duży! (wenflon)
Na to wchodzi młody zdziwiony lekarz, który akurat dyżurował na SORze, rozgląda się i mówi:
- Ufff, myślałem, że to moja była. Właśnie tak krzyczała podczas naszego pierwszego razu.

Od tamtej pory mój kolega zawsze siedzi cicho, kiedy ktoś mu zakłada wenflon.
Dodaj anonimowe wyznanie