To było kilka lat temu. Tata poszedł na zakupy do sklepu spożywczego. Zapłacił banknotem 100 zł. Ekspedientka zaczęła banknot oglądać, sprawdzać, czy nie podrobiony, na co mój dowcipny tata strzelił: "No przyznaję, ładna mi wyszła".
Ekspedientka zadzwoniła po szefa, nic nie dały tłumaczenia taty, że tylko żartował. Szef zadzwonił po policję, ci przyjechali ze sprzętem do sprawdzania banknotów. Z banknotem oczywiście wszyscy było w porządku, ale od tej pory tata już taki dowcipny, jeśli chodzi o pieniądze, nie jest.
Mam 34 lata i czuję, że zmarnowałam życie. Moje znajome ze szkoły mają rodziny, domy, mieszkania, samochody, a ja nie mam nic. Nie mam nawet siły przeglądać facebooka i patrzeć na szczęśliwe życia innych ludzi, nic tam nie zamieszczam bo po co? Czym się pochwalę? Facetem pracującym na produkcji za niewiele więcej niż ja, ze słabością do alkoholu?
Spotkałam na swojej drodze kolegę ze szkoły, był szkolnym popychadłem, jąkał się, i nosił okulary. Teraz jest moim przełożonym i udaje, że mnie nigdy nie znał. Kieruje całą ogromną halą produkcyjną. Poznałam go dopiero kiedy zobaczyłam nazwisko. Mści się na mnie za czasy szkoły. Od kiedy został kierownikiem, nie mam w pracy życia. Brygadzista ciągle ma do mnie o coś pretensje, mam wrażenie, że wszystko robię źle, nie mogę odpocząć 15 sekund, albo wyciągnąć telefonu bo mam nad głową kamerę i za chwilę mam rozmowę dyscyplinującą. Nie mam już koleżanek na dziale, bo te zauważyły, że jak ze mną rozmawiają to zaczynają mieć problemy.
Zabrali mi dwa tygodnie temu dniówkę za nieprzestrzeganie przepisów BHP bo nie założyłam kasku i stoperów idąc po coś na inny dział. Nie mogłam w to uwierzyć. Dla mnie dniówka to bardzo dużo. Nie wytrzymuje tego psychicznie, chodzenie do pracy jest dla mnie ogromnym stresem. Nie mogę spać w nocy, zajadam stres i jeszcze zaczęłam tyć. Chciałam zmienić pracę, ale przez tą pandemię nie mogę znaleźć innej. Nie stać mnie na to, żeby nie pracować. Patrzę codziennie w lustro i nic mi się nie chce. Nawet takie szkolne popychadło tyle osiągnęło w życiu, a ja skończyłam jako byle kto, w byle jakiej pracy z początkami depresji i facetem, który zamiast mi pomóc mówi, żebym się ogarnęła, bo nie może mnie słuchać.
Jako małe dziecko (5-6 lat) oglądając TV zawsze gdy oglądałem z kimś i była scena, gdzie się całowali, odwracałem się w drugą stronę i nie patrzyłem, co bardzo śmieszyło moja starszą o ponad 10 lat siostrę. Kazała mi patrzeć, ale ja i tak tego nie robiłem. Co innego gdy oglądałem sam, to patrzyłem i zastanawiałem się, co w tym takiego jest ekscytującego.
Kilka dni później znowu oglądałem TV z siostrą i mieliśmy zgaszone światło, a w telewizji znowu była scena, gdzie się całowali. Chwilę popatrzyłem i zacząłem biegać wokół stołu i nie wiem jak to się stało, że chyba nawinął się temat z siorą o scenie w tv. I tak biegałem, biegałem. Nagle do niej podbiegłem i ją pocałowałem... Ona nie stawiała oporów... A ja jeszcze powtórzyłem to ze 2-3 razy w taki sam sposób, że biegłem biegłem i podbiegałem do niej... Nie było to jakie cmok cmok na szybko tylko namiętnie... Pytała mi się po tym, czy oczy zamykałem, a ja że nie bo nie wiedziałem...
Do dziś nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat. Czuję po tym do niej obrzydzenie jak i do samego siebie, że pierwszą dziewczynę w życiu całowałem w wieku podanym wyżej i była to jeszcze moja siora ;/ Mam nadzieję, że ona o tym już nie pamięta. Chociaż pewnie tak, bo oboje jesteśmy w chu.. pamiętliwi. Jedyne co mnie pociesza, że siostra się wstydzi gadać ze mną na tematy intymne i nigdy nie poruszy tego tematu. Mam taką nadzieję.
Największa gafa jaką można było popełnić. Jestem strasznie niezdarna, zawsze taka byłam. W zeszłym roku dostałam swoją pierwszą ofertę stażu w dużej korporacji i już w pierwszych dniach przydarzyła mi się wpadka, która spokojnie mogłaby pojawić się w scenariuszu jakiejś nie śmiesznej polskiej komedii.
Byłam pierwszy raz w biurowej kuchni i wyciągnęłam sobie z lodówki jogurt. W międzyczasie do kuchni przyszła moja przełożona, żeby odłożyć kubeczek do zmywarki. Była bardzo elegancko ubrana, zagadała do mnie chwilę i mówiła, że spieszy się na spotkanie z klientem. Była bardzo miła i pytała jak mi się podoba. Ja z kolei byłam trochę spięta, ale starałam się nawiązać jakąś sensowną rozmowę. Zaczęłam sobie powoli otwierać jogurcik, kiedy ktoś trzasnął drzwiami nieopodal. No i wtedy stało się to…
Kubeczek jogurtu wypadł mi z ręki, a jego zawartość wylała się na podłogę i częściowo na eleganckie buty mojej przełożonej. Liderka wydała z siebie tylko odgłos przerażenia, a ja byłam w szoku widząc co odwaliłam. Natychmiast chwyciłam za ręcznik papierowy i przyklęknęłam przy niej. Zaczęłam ścierać ten nieszczęsny jogurt z jej butów. Było mi strasznie głupio i zaczęłam ją przepraszać. Przełożona była wyraźnie zmieszana, ale mimo to lekko się uśmiechnęła. Twierdziła, że wszystko jest okej i żebym się nie przejmowała. Mówiła, że może nikt nie zauważy plamki na bucie, którą z trudem usiłowałam zetrzeć używając suchego papieru. Było mi tak wstyd, że byłam gotowa zlizać to z jej butów, gdybym miała gwarancję, że plama zejdzie. Przełożona wzięła sprawy w swoje ręce, zdjęła buta, namoczyła papier wodą i plama bez większego trudu zaczęła schodzić. Odetchnęłam na chwilę z ulgą, ale okazało się, że to jeszcze nie koniec farsy…
Nagle usłyszałam donośne przekleństwo padające z jej ust… w całym tym pośpiechu wdepnęła stopą w jogurt rozlany na podłodze. Nie mogłam w to uwierzyć. Przeszło mi przez myśl, że ja przecież zaraz z tej roboty wylecę. To byłby dopiero hit. Zwolniona za rozlany jogurt… Chcąc jej jakoś z tym wszystkim pomóc chwyciłam za ręcznik papierowy i powiedziałam, że to zetrę.
Myślicie, że już nie mogło być gorzej? Do kuchni wszedł jakiś chłopak. Idealne wyczucie czasu. Otworzył drzwi i totalnie zdębiał. Zobaczył klęcząca dziewczynę, która ściera jogurt ze stopy liderki zespołu. Uśmiechnęłam się do niego, on to odwzajemnił, powiedział „cześć” i poszedł. Moja przełożona złapała się za głowę i zaczęła się śmiać z całej sytuacji, po czym założyła buta i pobiegła na spotkanie. Ja za to zostałam na środku kuchni sama z tym je*anym jogurtem. Po kilku dniach wszyscy śmialiśmy się z tej sytuacji i wszystko było w porządku, ale tyle wstydu co się wtedy najadłam to chyba już nigdy w życiu.
Oddałam dziecko do adopcji.
Miałam wtedy 19 lat, byłam młoda i głupia. Kochałam go jak szalona, ale on mnie najwidoczniej nie. Głupia byłam, przeprowadzając się do niego na początku ciąży. Głupia byłam, że w ogóle z nim seks uprawiałam. Przytyłam 40 kg w ciąży, dlatego też zostawił mnie w 8 miesiącu. Ja nie miałam absolutnie żadnych środków do życia, ponieważ dopiero wkraczałam w dorosłe życie. Zostawił mnie z niczym, praktycznie z dnia na dzień, powiedział po prostu "Wypieprzaj tłusta świnio z mojego domu". Wyrzucił mnie z domu, z życia, ze wszystkiego. Na ostatni miesiąc ciąży wylądowałam na ulicy, spałam na klatkach, na dworcu. Całe szczęście, że były wtedy letnie miesiące, ale i tak do tej pory pamiętam ten wstyd, kiedy musiałam żebrać, aby cokolwiek zjeść lub gdy śmierdziało ode mnie, a nie mogłam się nawet umyć, czy wyprać swoich ciuchów. Na żaden zasiłek się nie nadawałam, gdyż nie przepracowałam ani dnia w swoim krótkim życiu.
Brzuch mnie pobolewał od dwóch dni, jednak ja to olewałam. Dla mnie liczyło się tylko przetrwanie. Nagle poczułam przeszywający ból w dole brzucha "To już?" pomyślałam i w następnej chwili jechałam już karetką do szpitala. A w jeszcze następnej pielęgniarka wyciągała ze mnie dziecko i od razu je ode mnie zabrała. Nie chciałam jej nawet oglądać. Powiedzieli mi tylko, że urodziłam dziewczynkę.
Teraz mam 45 lat. Jestem bezdzietną, starą panną z dużym domem. Nie mam kotów, jednak mam psa jamnika, który to daje mi siłę do życia. Próbowałam ją odnaleźć, ale mi się nie udało. Szpital, w którym rodziłam przerobili 20 lat temu na dom pomocy społecznej, wszystkie papiery zaginęły. Może ona kiedyś mnie odnajdzie, jeżeli tylko będzie chciała.
Sytuacja miała miejsce parę dni temu na jednym ze szlaków w TPN. Nie była to specjalnie trudna trasa, więc razem z moim chłopakiem zabraliśmy tam moją 6 letnią siostrzenicę, która bardzo chciała iść z nami w góry. Mniej więcej w połowie drogi było bardzo fajne miejsce na odpoczynek, niestety było sporo ludzi, więc poszliśmy dalej. Nagle słyszę przerażony krzyk mojej siostrzenicy (swoją drogą nie mam pojęcia, skąd takie grzeczne dziecko znało taki zasób niecenzuralnych słów): "Ło kul*a, niedźwiedź! Ciocia! Spiełdal*my! Szybko!". I dawaj na oślep w las! A ja z moim chłopakiem we łzach śmiechu za nią, bo "niedźwiedź" okazał się sympatycznym owczarkiem niemieckim pewnego równie sympatycznego turysty, który widząc całe zajście, śmiał się razem z nami...
Wczoraj zostawił mnie typ, bo nie chciałam uprawiać z nim seksu. Znaliśmy się dopiero miesiąc, a on już ode mnie oczekiwał nie wiadomo czego. Nie potrafię pójść z kimś do łóżka jeżeli nie towarzyszy temu uczucie, a miesiąc znajomości to jest stanowczo za krótko. Faceci w tej materii są strasznie płytcy. Dziwię się dziewczynom, które na pierwszej randce idą z facetem łóżka, albo takim, które spotykają się tylko na seks. Jak można tak nie szanować siebie i swojego ciała?
Moja dziewczyna wprowadza się do nowego domu. Wcześniej pokój miała z siostrą, teraz ma własny, elegancko wymalowany, meble nowiutkie, ogólnie lux. Ostatnio teść przywiózł łóżko, które trzeba było skręcić. Oczywiście zaoferowałem swoją pomoc. Było to jej stare łóżko. W pewnym momencie powiedziałem:
- Wszystkie meble masz nowe, a łóżko zostawiłaś stare, a przecież jest ono tak ciasne, że jak na nim leżymy, to musimy się mocno ściskać i przytulać.
- O to właśnie chodzi - odpowiedziała :)
Zaszłam w ciąże z mężem mojej siostry. Wiem, że to chore, ale nic na to nie poradzę. Kiedy mi go przedstawiła jeszcze jako nowego chłopaka serce mocniej zabiło. Spodobał mi się i zauważyłam, że ja też mu nie jestem obojętna. Ale to jednak facet, mojej siostry, więc dałam sobie na luz. Byłam wprawdzie trochę zazdrosna, ale starałam się to tłumić. Żeby tyle nie myśleć postanowiłam znaleźć sobie szybko jakiegoś faceta.
Tu zaczęły się schody, porównywałam każdego nowo poznanego do faceta mojej siostry i po kilku tygodniach lub miesiącach każdy mój związek kończył się. Czas leciał, a oni stali się narzeczeństwem, później małżeństwem, a ja dalej nie potrafiłam ogarnąć swojego życia. Pewnego wieczoru zostaliśmy sami, byliśmy po alkoholu i stało się, pierwszy raz wylądowaliśmy w łóżku. Czułam się z tym bardzo źle, ale jednocześnie chciałam więcej, nie wiem jak nazwać to uczucie. Zaczęliśmy za plecami mojej siostry regularnie uprawiać seks, a ja zdążyłam się zakochać. Po tym jak zaczął spóźniać mi się okres zrobiłam test i wyszedł pozytywny. Nikt jeszcze nie wie. Jestem w ogromnym stresie, właśnie zniszczyliśmy życie mojej siostry i całej rodziny. Nie wiem jak to powiedzieć, boję się ich reakcji. Cały czas o tym myślę. Oni będą musieli się rozwieść, a on ze mną musi wychować nasze dziecko. Będziemy musieli wyjechać. Rozsadza mi głowę od nadmiaru stresu.
Po wakacyjnej przerwie wróciłam na treningi. Po pierwszych zajęciach miałam mega zakwasy. Najbardziej bolały mnie plecy i bicepsy. Ból czułam przy każdym ruchu, czy dotyku - ale wiadomo, jak boli to działa.
Następnego dnia zasnęłam w dzień na sofie. Mam nawyk spania na jednym przedramieniu, więc leżąc czułam jak ciągnie mnie ręka. Spałam głęboko. Śniło mi się, że jestem na basenie. Pływało mi się ciężko, bardzo ciężko, ponieważ bolały mnie ręce. Po przepłynięciu jednego basenu miałam dość... Obudziłam się. Miałam takie zakwasy, że sen o pływaniu najzwyczajniej w świecie mnie zmęczył.
Wieczorem, gdy tata wrócił z pracy, nawiązała się między nami rozmowa:
- Wiesz tato, śniło mi się, że pływam, ale mam takie zakwasy, że...
Tu tata rozbawiony mi przerwał:
- Dziecko, jeśli od snu o pływaniu masz zakwasy, to niech ci się nie przyśni żaden facet, bo nam w ciążę zajdziesz.
Dodaj anonimowe wyznanie