Sytuacja miała miejsce parę dni temu na jednym ze szlaków w TPN. Nie była to specjalnie trudna trasa, więc razem z moim chłopakiem zabraliśmy tam moją 6 letnią siostrzenicę, która bardzo chciała iść z nami w góry. Mniej więcej w połowie drogi było bardzo fajne miejsce na odpoczynek, niestety było sporo ludzi, więc poszliśmy dalej. Nagle słyszę przerażony krzyk mojej siostrzenicy (swoją drogą nie mam pojęcia, skąd takie grzeczne dziecko znało taki zasób niecenzuralnych słów): "Ło kul*a, niedźwiedź! Ciocia! Spiełdal*my! Szybko!". I dawaj na oślep w las! A ja z moim chłopakiem we łzach śmiechu za nią, bo "niedźwiedź" okazał się sympatycznym owczarkiem niemieckim pewnego równie sympatycznego turysty, który widząc całe zajście, śmiał się razem z nami...
Dodaj anonimowe wyznanie
He. Hehe. Hehehe. Nie.