Robiłam naleśniki z mamą, która poprosiła mnie, abym przyniosła cukier puder. Posypałam nim naleśnik wujka. Później przyszła kolej na naleśnika taty, zrobiłam to samo i nagle tata mówi:
- Anka... co to ma być! To nie cukier, tylko mąka ziemniaczana! Andrzej, jak ty to zjadłeś?
Na to wujek Andrzej:
- Jak dali, to zjadłem :D
Był rok 2009. Byłem wtedy na drugim roku studiów. Wynajmowałem mieszkanie z dwoma współlokatorami, którzy niemal na każdy weekend jeździli do domu. Ja zazwyczaj wolałem zostać i imprezować. Ochoczo korzystałem z wolnej chaty, zapraszając coraz to nowe "koleżanki", zazwyczaj poznane w jakimś klubie.
Tej soboty było tak samo. Wypatrzyłem w klubie zgrabną blondynkę, a jako że nigdy nie byłem nieśmiały, podszedłem i zagadałem. Blondynka też była usposobiona towarzysko. Dowiedziałem się, że ma na imię Anka i jest na trzecim roku jakiejś tam filologii. Więcej informacji nie potrzebowałem do szczęścia. Sporo wypiliśmy, dużo tańczyliśmy, aż w końcu zgodnie zdecydowaliśmy, że idziemy do mnie. Będąc w mieszkaniu, szybko przystąpiliśmy do konsumpcji świeżo zawartej znajomości. Było całkiem fajnie, kiedy nagle Anka zaczęła krzyczeć, że mam przestać, bo ją strasznie boli brzuch. Kiedy z niej zszedłem zauważyłem, że krwawi. Była cała spocona i dziwnie oddychała. Płakała, żebym jej pomógł, a chwilę później straciła przytomność. Byłem mocno nawalony i nie myślałem racjonalnie. Byłem pewien, że byłem niedelikatny i coś jej uszkodziłem w środku. Mało sam się nie popłakałem. W panice wybrałem numer pogotowia i zacząłem krzyczeć, że uprawiałem seks z dziewczyną i coś jej zrobiłem, bo jest nieprzytomna i krwawi. Bardzo szybko przyjechała karetka i radiowóz. Zdołałem się opanować na tyle, żeby opowiedzieć ratownikom co się wydarzyło. Ankę zabrało pogotowie, mnie policja. Wzięli mnie na badanie krwi, a potem na komendę. Cały czas powtarzałem, że nie chciałem jej nic zrobić, więc stwierdzili, że przesłuchają mnie jak wytrzeźwieję i jak będą mieć jakieś wiadomości ze szpitala, co z Anką.
Byłem przerażony. Bałem się, że dziewczyna umrze, a mnie wsadzą za zabójstwo.
Dopiero w niedzielę wieczorem ktoś się mną zainteresował. Policjant powiedział, że jestem wolny. Nic Ance nie zrobiłem. Była w ciąży pozamacicznej, o której nie wiedziała. Pękł jej jajowód. Na szczęście szybko trafiła na stół operacyjny i lekarzom udało się ją uratować. Jak się wybudziła, to powiedziała lekarzom, że nic jej nie zrobiłem i że poszła do mojego mieszkania i uprawiała ze mną seks z własnej woli.
Czyli nie tylko jej nie skrzywdziłem, ale w zasadzie to uratowałem życie, dzwoniąc po karetkę. Poczułem niesamowitą ulgę. Nie mogłem uwierzyć, że to się tak skończyło.
Kilka dni później odwiedziłem Ankę w szpitalu. Podziękowała mi i przeprosiła, że przez nią znalazłem się w tak nieprzyjemnej sytuacji. Nie miałem do niej żalu. Przecież byłem pijany, napalony i sam do niej podbiłem, a ona nie wiedziała o tej ciąży.
Nie zostaliśmy parą. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Nie wiem jak jej, ale mnie na bardzo długo odechciało się imprez i przygodnego seksu.
Pewnego dnia podczas rodzinnego sobotniego obiadu babcia opowiada, jak to w ostatni wtorek, gdy była u moich kuzynek, zapomniała telefonu z domu. Oczywiście dziadek postanowił do niej zadzwonić, nie wiedząc o sytuacji. Wybrał numer. Czeka, czeka i nagle słyszy, że dzwoni drugi telefon (telefon babci, na który dzwonił on sam). Oczywiście odebrał i zapytał: "Halo", co spowodowało, że usłyszał to słowo z pierwszego telefonu. Podobno ładną chwilę zajęło mu ustalenie, co miało miejsce.
Po opowiedzianej historii cała rodzina śmieje się z dziadka, na co on wstaje od stołu i wychodząc z pełną powagą mówi: "Choć raz mogłem porozmawiać z inteligentnym człowiekiem". :)
Krótki wpis o tym, jak pomału dostaję szajby.
Mam 23 lata, studiuję i powoli wariuję, a przynajmniej mam takie wrażenie.
Zawsze lubiłam dzieci, ale od roku mój instynkt macierzyński bije na łeb wszystko. Gdy widzę dziecko - wyobrażam sobie, że ja też mam takie, widzę matkę z dzieckiem - wyobrażam sobie siebie w tej samej sytuacji. Najgorzej gdy kolejna koleżanka czy znajoma wstawia zdjęcie z brzuszkiem lub swojego noworodka, siedzę i wyję z zazdrości i aż mnie w środku rozrywa.
Ja z partnerem nie chcemy na razie dzieci, on nie chce, a ja wiem, że to niewłaściwy czas... ale mój organizm tego nie wie.
Najgorsze jest to, że czasem podsuwa mi takie głupie myśli.. odstawienie antykoncepcji, upicie się i pominięcie prezerwatywy.
Nigdy bym tego nie zrobiła swojemu facetowi, ale każda taka myśl mnie kusi. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam, hormony walą mi na łeb, to jest jak walka z samą sobą.
Nie oczekuję, że ktoś to rozumie, po prostu musiałam to napisać. Nie mam komu tego powiedzieć, a cholernie mnie to dusi.
Jak to zawsze bywa podczas robienia obiadu włączyłam sobie muzykę na full. Tańcuję i tworzę coś dobrego. Muszę nadmienić, że jestem nową sąsiadką w bloku, która wcześniej mieszkała w domku jednorodzinnym, tak że przyzwyczajenie bierze górę jeśli chodzi o głośność muzyki i oczywiście nie znam cierpliwości swoich sąsiadów. Nie wiem jakim cudem, ale usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Skoczyłam niczym łania, żeby przyciszyć muzykę. Panika wielka, trzęsącą ręką otwieram... Sto myśli na sekundę, że zaraz dostanę taki opiernicz, że tydzień będę przeżywała. Patrzę starsza pani ok 70-tki. Myślę "wiedziałam!". Zaczęłam przepraszać, zapewniać, że więcej już nie powtórzy....
Babuszka tak się na mnie spojrzała i mówi zawstydzona: "Nie, nie ale ja... ale jaa.. bo ja chciałam zapytać, czy może pani mi pożyczyć kasetę, którą pani dziś słuchała?". Mnie zatkało, wydukałam tylko, że nie słucham z kaset, ale mogę jej nagrać płytę CD jeżeli ma na czym odtworzyć. Ucieszyła się i powiedziała, że ma. Dowiedziałam się jeszcze ciekawych rzeczy: "Codziennie z sąsiadką spod 50tki, która przychodzi do mnie na herbatkę, słuchamy z panią muzyki" i "ładnie pani śpiewa".
Zamknęłam drzwi i nie mogłam uwierzyć, że babki emerytki słuchają AC/DC, Metaliki, Huntera, Europe, Guns N Roses, Skorpionsów, Proletaryat, itp. bo właśnie takiej muzyki słuchałam! Mam extra sąsiadki!
Od miesiąca pracuję w domu, ponieważ firma wysłała wszystkich pracowników, którzy nie są niezbędni na miejscu, na pracę zdalną. Dodam tylko, że 80% mojego czasu pracy polega na rozmowach z klientem przez telefon.
Wynajmuję z chłopakiem kawalerkę, bo zbieramy na własne mieszkanie. Przed pójściem na zdalne zapytałam go o zgodę i nie miał nic przeciwko. Artur ma nienormowany czas pracy i nawet się ucieszył, bo sam nie miał motywacji, żeby wstawać o 7.30 rano, a chciałby mieć popołudnia wolne. Ja zaczynam pracę o 8.30, więc idealnie pasowało. Gorzej w praktyce.
Artur uniemożliwia mi pracę. Jakby nie rozumiał, że teraz pracuję i nie mogę odpowiadać na 10 pytań na minutę, otwierać mu drzwi, bo zapomniał kluczy czy reagować na podsuwane mi pod nos memy z telefonu. Nigdy nie miałam tak złych wyników w pracy. Miał wychodzić o 8-9 rano, a siedzi minimum do 14. Ja pracuję do 15-16, więc mam mało czasu na nadgonienie pracy. Ostatnio w środku ważnej rozmowy z klientem najpierw puścił jakiś głośny filmik na telefonie, a potem darł się, że mam mu podać papier toaletowy tak głośno, że klient to usłyszał. Cale szczęście był w porządku, więc tylko zażartował, że chyba praca zdalna.
Nigdy też mój chłopak nie był tak upierdliwy, jeśli chodzi o sen. Zamiast położyć się ze mną (o 12, czasami nawet 1, więc nie tak wcześnie), siedzi i gra do 3-4 w nocy lub, o zgrozo, ćwiczy - i to dosyć głośno. Rano nie idzie go dobudzić, a ja prowadzę rozmowy z łazienki, bo on tak głośno chrapie.
Oczekuje też, że wszystko ja zrobię, bo w końcu siedzę w domu. Oczywiście, mam większą swobodę pracy i mogę zjeść sobie śniadanie czy wypić kawę pomiędzy klientami, czy nawet wyskoczyć do sklepu, ale nie dam rady zrobić obiadu czy posprzątać, a on tego nie rozumie. W domu nie robi nic, bo w końcu to ja w nim spędzam 90% czasu.
Próbowałam z nim rozmawiać, ale obraża się mówiąc, że to też jego mieszkanie. Ma w tym rację, ale umawialiśmy się na coś innego. Nie wiem co mam robić, jak mu wtłuc do głowy, że na kilka godzin dziennie nasz dom zamienia się w biuro. Nie oczekuję, że będzie codziennie wychodził o tej 8 rano, ale przydałoby mi się chociaż 2-3 dni spokoju.
Swojego chłopaka poznałam w akademiku. Mieszkał na moim piętrze, rozmawialiśmy o swoich kierunkach, czasem imprezowaliśmy w gronie wspólnych znajomych, a to widzieliśmy się w kuchni, ale przez rok, nic a nic, nie zaiskrzyło. W końcu przyszedł kiedyś i poprosił o spotkanie, tak się zaczęło.
Jesteśmy już prawie 2 lata razem, a ostatnio dowiedziałam się od niego, że przez pół roku mnie próbował poderwać. Raz nawet "prawie mu wyszło". Kiedy gotowałam w kuchni, on wyłączał bezpieczniki od płyt grzewczych. Myślał, że poproszę go o pomoc, w końcu dziewczyny się nie znają. Jednak tak się nie zdarzyło. Musiał całkowicie zapomnieć o tym, że studiuję przecież na polibudzie. Na wydziale elektrycznym. Elektrotechnikę.
Jak chodziłam do liceum, miałam zawsze spore problemy z językiem angielskim, dlatego też moja mama załatwiła mi korepetycje. Zwykle miałam je popołudniu, w drugiej klasie z rana, minimalnie godzinę, a przed ciężkimi egzaminami po 3 godziny. Przez prawie 3 lata uczyłam się z jednym "nauczycielem". I to o niego chodzi w tej historii.
Był tylko 3 lata starszy ode mnie, miał talent do tego języka i potrafił świetnie tłumaczyć, ale miał on również wielkie wybrzuszenie w spodniach... Żeby je bardziej Wam zobrazować - zwykle przychodził w dopasowanych spodniach, nie były obcisłe, po prostu dobrze leżały, a jego przyrodzenie było zawsze ustawione na bok, w stronę prawej kieszeni, albo powyżej kieszeni albo poniżej. Z początku myślałam, że ma erekcję, ale po kilku dniach sprawdziłam, że faceci również mogą mieć większe narządy w spoczynku, a on miał ogromne. Często nie mogłam się skupić, bo było to coś, czego nie widziałam u innych.
Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do tego, aż w jeden dzień musiałam przełożyć korepetycje na inną godzinę, zadzwoniłam, powiedział, że nie ma problemu, że będzie wracał z basenu i mu pasuje. Okej, wszystko fajnie. Przyjechał, schodzę do drzwi mu otworzyć i pierwszy raz go zobaczyłam inaczej ubranego, miał na sobie szare dresy i na sto procent był bez bielizny, jego penis zwisał w nogawce. Próbowałam się przyglądać, gdy tylko nie patrzył... Był bardzo długi, nie dziwiłam się, że nie ma bielizny, nie wiem jak mógłby go powyginać, żeby go zmieścić, jedynie na bok mógłby wejść. W każdym razie cały czas jak siedział, to na niego zerkałam, leżał calutki w nogawce.
Po wszystkim opowiedziałam o tym koleżance, która zaproponowała mi, żebym go nagrała, jak korzysta u mnie z łazienki, a ja po kilku dniach namysłu zrobiłam to. Ukryłam kamerkę tak, żeby nagrało jak korzysta z toalety, no i w skrócie udało się. Nagranie zobaczyłam i byłam w szoku, ale poczułam się cholernie głupio, usunęłam je zaraz po zobaczeniu. Nikomu go nie pokazałam, ale poczułam się z tym co zrobiłam okropnie.
Zakończenie roku szkolnego.
Rozdaję świadectwa w II gimnazjum. Jakieś kwiaty, słodycze. Dochodzę do końca listy. Podchodzi chłopak, dostaje świadectwo, uścisk dłoni, gratulacje. A on: "Proszę pani, miałem dla pani kwiatka, ale jak jechałem na rowerze, to mi w szprychy wciągnęło...".
To był najpiękniejszy kwiat, jakiego nie dostałam. Mam go do dzisiaj... w pamięci.
Wydaje mi się, że jestem męską wersją feministki.
Zacznijmy sobie od tego, że znam pojęcie feminizmu oraz wiem, na czym polega.
Chodzi mi o ten typ feministek, którego te prawdziwe mogą się wstydzić...
O co chodzi ? Otóż dosłownie nienawidzę stereotypów o mężczyznach.
Za każdym razem, kiedy czytam jakieś wypowiedzi typu, że "chory facet zachowuje się jak umierający" czy "mężczyźni to duże dzieci", dosłownie się we mnie gotuje.
Strasznie boli mnie, że przemoc domowa wobec mężczyzn jest bagatelizowana.
Tak samo z wykorzystywaniem seksualnym. Wiecie, ilu mężczyzn zostało zgwałconych lub wykorzystanych przez kobietę ? Miliony.
Ale oczywiście, nikt nie bierze tego na poważnie, gdyż my, mężczyźni, chcemy TYLKO seksu, a coś takiego to nawet lepiej dla nas.
Nienawidzę też z całego serca dzieł typu "50 twarzy Greya" czy "Zmierzchu", w których to jakimś pieprzonym cudem jakiś pseudo-bożyszcze kobiet wchodzi w związek z totalną ''przeciętniarą". Równie dołujące jest dla mnie to, gdy kobieta narzeka na faceta z powodu braku spełnienia oczekiwań. Do wymagań wzrostowych zdążyłem się przyzwyczaić, ale no kurde...
I tak rzeczą, która wypełnia mnie największą furią jest to, gdy kobieta nie okazuje mężczyźnie czułości, a sama oczekuje, żeby być traktowana jak księżniczka.
Uwierzcie mi na słowo, że jeśli znajdę kiedyś partnerkę, która przytuli mnie podczas
snu sama z siebie, a nie będzie czekała aż ja to zrobię, popłaczę się, k##wa ze wzruszenia. Stąd też moje zainteresowanie tzw. "mommy doms", czyli kobietami, które zachowują się trochę niczym matka - są opiekuńcze, troskliwe, ale także potrafią przejąć inicjatywę.
Drogie kobiety. Jeżeli to czytacie, chcę, abyście wiedziały, że nie tylko ja jestem taki.
Wiedzcie, że jest na świecie wiele podobnych mi, którzy widzą problem, lecz są bezsilni wobec wręcz mizoandryjnego społeczeństwa.
My pomagamy wam w walce o wasze prawa, najwyższy czas stanąć u naszego boku, gdyż my, jak i wy, potrzebujemy dużo wsparcia w tej cichej, lecz okrutnej walce...
Dodaj anonimowe wyznanie