#HJT5o

Dla ułatwienia w napisaniu tej historii przyjmijmy, że moja mama nazywa się Anna Nowak i mieszka w Pępkach Górnych - małej miejscowości, w której każdy każdego zna i wszystko wie.

Moja mama przez jakiś czas była wielką fanką wszelkich radiowych gier SMS-owych. I pewnego dnia odbiera telefon z nieznanego numeru, a tam odzywa się męski, głęboki i radiowy głos:
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Anną Nowak?
- Tak, słucham?
- Gratulujemy pani Aniu! Została pani wylosowana w naszej loterii, w której główną nagrodą jest samochód! Musi pani odpowiedzieć na nasze konkursowe pytanie, ale wiem, że pójdzie ono pani bez najmniejszego problemu. Gotowa?
Tu nastąpił głośny pisk radości ze strony mojej mamy, poprzedzany wszelkimi westchnieniami "O Boże!", "Nie wierzę!", "Ale się denerwuję..." i jeszcze więcej pisku.
- Uwaga, pytanie konkursowe brzmi: Czy to pani w zeszłym tygodniu zostawiła telefon do naprawy w komisie w Pępkach Górnych?
- Tak... - moja mama z wielkiego przejęcia i pełna emocji odpowiedziała odruchowo, chociaż jak można zgadnąć, jej entuzjazm zaczął uciekać jak powietrze z rozwiązanego balonika.
- Aniu, to przyjdź dzisiaj po niego, bo samochodu to raczej nie wygrasz.

#Yd79l

Wiem, że z początku może to zabrzmieć okropnie, ale cieszę się, że moja macocha poroniła.
Dlaczego? Do tego jest wiele powodów.

Głównym powodem jest sam ich wiek. Mój ojciec (alkoholik, który swoje idiotyzmy w życiu zrobił i na pewno zrobi) ma na karku już 50 lat, a jego niedługo przyszła żona - 42 lata. Kobieta nigdy nie rodziła wcześniej, ogółem bardzo fajna babka, czasem mogę z nią wytrzymać dłużej niż z własnym ojcem. Więc dlaczego się cieszę, że dziecka ni budiet?

Jak już wspomniałam, alkoholizm to ciężka choroba, powodująca u alkoholików zanik szarych komórek, po alkoholu u mojego ojca wszystkie zwoje mózgowe się wyprostowały. Kobiety w podobnym wieku co macocha mają nikłe szanse na urodzenie zdrowego dziecka (co nie znaczy, że zerowe, ale to pierwsze dziecko mimo wszystko), a mój ojciec "chorego dziecka mieć nie będzie". Co gdyby się takowe urodziło? Samotna kobieta po czterdziestce z upośledzonym dzieckiem.

Rozumne, że ojciec chciałby mieć też rodzinę z kolejną kobietą "jego życia", ale ma trójkę zdrowych, mądrych i wspaniałych córek (skromność overload), na które nie daje nawet złamanego grosza. Jego narzeczona zgodziła się dopłacać mojej mamie do alimentów, żeby nie tłuc się po sądach, ale od wizji posiadania dziecka - zero.

Wiem, że to okropne cieszyć się ze śmierci, ale nic według mnie pozytywnego w tym nie było. Może oprócz imienia.
Wybacz mi, Kostek.

#lIAEq

Lekcja religii w klasie pierwszej technikum. Sala lekcyjna wąska i podłużna - dwa rzędy, z czego po obu stronach 3 pierwsze ławki puste. Siedziałem w czwartej, za mną moi koledzy, raczej niezbyt rozgarnięci w tematyce religijnej. Katecheta dał nam krzyżówki, które mieliśmy uzupełniać przy pomocy Biblii, na ocenę, samodzielnie bądź parami w ławkach.

Siedzę i piszę, gdy czuję pukanie w ramię. Odwracam się, koledzy potrzebowali pomocy. Naturalnie się odwróciłem i tak, aby katecheta nie widział, podpowiadam, co mają wpisywać. Jeden z naszych już skończył, idzie oddać pracę nauczycielowi, więc skorzystaliśmy i cicho daliśmy mu znać, aby przyszedł i pomógł.

I taki oto widok: dwóch nieudolnych uczniów, my pochyleni nad ich ławką mówimy, co mają pisać. Nagle dobiegł nas groźny głos katechety:
- Co to ma być?!
Bez namysłu odparłem:
- Miłosierdzie!

#pt7mD

To zaczęło się jakiś rok temu. Na fb napisał do mnie koleś. Myślę sobie, że to kolejny, który chce tylko popisać, czy tam poznać się i tyle. Lecz tym razem się myliłam :)
Dodam jeszcze, że nigdy nie byłam jakoś przesadnie chuda czy gruba, po prostu mam normalny wygląd, ale zawsze można coś polepszyć (na przykład pozbyć się tłuszczyku z niektórych części ciała).

Pisało się nam super i myślałam, że coś z tego może być. Dowiedziałam się, że on codziennie po kilka godzin ćwiczy i pływa. Po prostu sportowiec - to bardzo mi zaimponowało. Postanowiłam, że gdzie ja z takim wyglądem do niego. Tak więc zaczęłam od dziesięciominutowych codziennych przebieżek. Nienawidziłam tego, ale mówiłam sobie, że robię to dla niego. Chcę dobrze wyglądać dla niego.

Spotkaliśmy się pierwszy raz i na żywo rozmawiało nam się super. Po prostu ideał. Niestety mieszkamy od siebie ponad 200 km, więc bardzo ciężko było spotykać się tak, żeby nam pasowało. Wiadomo, on pracuje, ja też pracuję. Po pewnym czasie urwał nam się kontakt. Po prostu przestaliśmy ze sobą pisać.Pomyślałam, że on sobie kogoś znalazł, więc nie chciałam się narzucać i pisać do niego.

Mimo braku kontaktu biegałam dalej. Dwieście metrów truchtania zamieniło się w 3 km, później biegałam więcej. Wmawiałam sobie, że robię to dla niego, bo przecież może kiedyś jeszcze się spotkamy i chcę wtedy wyglądać dobrze. Po pół roku dzień bez biegania był dla mnie dniem straconym. Pokochałam to robić i myślałam tylko o tym, żeby pójść znowu na trening. To było jak uzależnienie.

Pewnego dnia on tak po prostu się odezwał. Tak wyszło, że to ja pojechałam do niego do domu. Zobaczyłam jak on żyje i wtedy doznałam olśnienia. Nie ma takiej opcji, żebyśmy byli razem. On żył w luksusie, miał super pracę, samochód, mieszkanie. Ja do niego nie pasowałam. Mieszkałam jeszcze wtedy z rodzicami. Biedna dziewczyna z prostej wioski. Pochodziłam z ubogiej rodziny. Miałam wtedy 22 lata, szukałam pracy, na studia ciężko pójść, bo z kasą trudno, ale chciałam zarobić i za rok rozpocząć naukę.

Czas mijał, a ja zaczęłam się bardziej skupiać na treningach. Po roku dzień bez biegu na 10 km to coś strasznego. Pokochałam bieganie całym sercem. Może i to wyznanie niektórzy uznają za głupie, ale to dzięki temu chłopakowi pokochałam sport. Teraz robię to dla siebie, a nie dla niego. Za pół roku biorę udział w zawodach :) Chcę tylko powiedzieć, że na naszej drodze pojawiają się niekiedy tacy ludzie, którzy zmieniają nasz świat na lepszy. Mimo że nie jestem z nim, to cieszę się, że pojawił się na mojej drodze i dzięki niemu odkryłam moją pasję.

#t9eL8

Kilka lat temu byłam w bardzo dziwnym związku. Przez pewien czas było pięknie i kolorowo, a następnie tragicznie - i tak w kółko. Głównym powodem naszych kłótni był alkohol, po którym mój chłopak robił się bardzo agresywny, wiecznie oskarżał mnie o zdrady, co skutkowało tym, że nie pozwalał spotykać mi się ze znajomymi (jeśli nawet gdzieś wyszłam, to śledził mnie lub wydzwaniał, bo przecież mogłabym go zdradzić...).

Pewnego dnia miarka się przebrała, zwyzywał mnie od najgorszych i zaczął mnie szarpać, co spowodowało siniaki na moim ciele, następnie zaczął się śmiać i stwierdził, mi się należało...
Miarka się przebrała. Po tym incydencie stwierdziłam, że pierwszy i ostatni raz facet podnosi na mnie rękę i postanowiłam zakończyć ten związek, bo uważam, że skoro facet podniósł raz rękę, to zrobi to ponownie.

Przez dobre pół roku błagał o przebaczenie, warował pod moim domem, pisał jak bardzo mnie kocha, a gdy nie odpisywałam pisał, jak bardzo mnie nienawidzi, dzwonił kilkadziesiąt dziennie. Chciałam zgłosić to jako stalking, ale wiedziałam, że w polskim systemie prawa i tak to nic nie da.

Po ciągłym napastowaniu byłam na skraju załamania nerwowego, więc postanowiłam się zemścić. Wybrałam z Google najpiękniejsze zdjęcia audi i wystawiłam w cenie o kilka tysięcy mniejszej niż najtańszy samochód z tego rocznika na bardzo znanej stronie z ogłoszeniami, podając jego numer telefonu. Wiedziałam, że były nie może go zmienić, gdyż jest to jednocześnie jego prywatny i służbowy numer.

Telefony się rozdzwoniły, już pierwszego dnia miał 200 połączeń, a ogłoszenie było ważne przez 2 tygodnie. Skąd to wiem? Bo głupek napisał o tym na fejsie. A najlepsze jest to, że nie wpadł na to, że to ja. No i przez chwilę w minimalnym stopniu mógł się poczuć jak ja, ale przynajmniej od tego czasu miałam spokój.

#2BTqZ

Kilka lat temu latem byłam z koleżankami na festynie. Zjadłam kilka lodów, wypiłam kubeł oranżady, no i zachciało mi się skorzystać z toalety, więc poszłam do pobliskiego toi-toja. Niestety, miałam ubraną bluzkę z długimi frędzlami, takimi do kolan...
Frędzle powchodziły mi w tyłek i uwaliły się od gówna.
Gdy wyszłam, moje koleżanki pokładały się ze śmiechu, ludzie z obrzydzeniem patrzyli na brązowe frędzle, które zostawiały śmierdzące ślady na moich nogach, a ja czerwona jak burak zasuwałam przez plac festynowy, żeby jak najszybciej dostać się do domu.
Największy wstyd w moim życiu.

#CDpY6

Sytuacja miała miejsce jakieś 15 lat temu, kiedy byłam jeszcze brzdącem uczęszczającym do 1 klasy podstawówki. Jedną z umiejętności, które miałam tam posiąść, było rozwiązywanie prostych zadań matematycznych. Pamiętam, że każde dziecko miało swój zeszycik, w którym obliczało zadane działania. Zeszyt był następnie zabierany przez nauczycielkę do oceny. Po jednym z takich sprawdzianów byłam z siebie bardzo zadowolona, bo obliczenia nie sprawiły mi wielkiej trudności. Byłam więc bardzo zdziwiona, kiedy zeszyt wrócił do mnie z niezbyt wysoką oceną.

Okazało się, że przy kilku równaniach nauczycielka przyznała mi zero punktów. Były to zadania na odejmowanie typu 3-5, 2-7. Jako wynik tych działań podałam odpowiednie liczby ujemne. Zapytałam nauczycielki, dlaczego nie otrzymałam punktów za moje rozwiązania, a ta odpowiedziała, że powinnam wpisać 0, bo nie uczyliśmy się jeszcze liczb ujemnych...

#r07pO

Lunatykuję. Oto kilka z moich historii:

1. Kiedy miałam może 7 lat, spałam u babci, z nią. W nocy wstałam, babcia ma lekki sen, więc od razu się obudziła. Spytała, gdzie idę. Odpowiedziałam, że do domu. Babcia musiała ganiać za mną po klatce schodowej.
2. Często, ale to bardzo często budzę się bez bielizny (śpię tylko w majtkach i bluzce, tak mi wygodniej).
3. Hit ostatniej pełni. Rano wstaję, na szybkości przed pracą szukam telefonu. No kurde, przecież podłączyłam go na noc pod ładowarkę... Po 20 minutach go znalazłam. Pod łóżkiem, w pustej paczce po chipsach. Kiedy kładłam się spać, paczka była jeszcze nieotwarta...

Fakt ogólny: bywają zabawne momenty, ale ja nie czuję się dobrze z moim lunatykowaniem. Mój chłopak, kiedy zobaczył, jak w nocy wstaję i po prostu wychodzę jak zombie na ganek, przeraził się. Nie wspominałam mu o lunatykowaniu, bo miałam nadzieję, że wyrosłam z tego, od dłuższego czasu nic się nie działo.
Niestety, jestem lunatykiem wędrownym, który lubi wychodzić przez sen z domu. Czasem boję się zasypiać.
Dodaj anonimowe wyznanie