Jestem transwestytą fetyszystycznym, ale nie takim zwykłym jak w większości. Nie podnieca mnie samo przebieranie w damskie ubrania, a wychodzenie tak ubranym między ludzi i patrzenie na ich reakcje. Nie tylko na żywo, ale i w internecie, do tego stopnia, że założyłem kanał YouTube, na którym wrzucam filmiki gdzie chodzę po centrach handlowych itp. przebrany za kobietę.
Bardzo lubię czytać komentarze pod moimi filmami, zdjęciami, które zamieszczam w sieci. Podnieca mnie to.
Wszystko zaczęło się dość niewinnie, późna podstawówka, początki gimnazjum. Naszła mnie ochota na przymierzenie damskiej bielizny, stringów. Potem doszły pończochy, buty na obcasie, aż w okolicy szkoły średniej regularnie jak byłem sam przebierałem się w całości. Sukienki, spódniczki, legginsy.
Wtedy przebierałem się jeszcze w domu, ale zawsze chciałem wyjść, poczuć jak to jest spacerować w sukience, mając założone stringi, rajstopy, kozaki. Jak to jest, jak wiatr wlatuje pod sukienkę. Strach jednak nie pozwalał, aż do czasu znalezienia kilku kanałów na YouTube, gdzie to podobne osoby jak ja wychodziły spacerować, robić zakupy. Po obejrzeniu kilku takich filmów zdecydowałem, że pora na mnie. Pierwsze spacery były raczej na uboczu, stopniowo coraz bliżej ludzi. Odwagi coraz więcej, zauważyłem, że w centrach handlowych co najwyżej można spotkać się z krzywym spojrzeniem i wytknięciem palcem.
W ciepłych porach niestety nie mogę zbytnio wychodzić, bo jednak męską sylwetkę muszę jakoś ukryć, a kurtka i czapka sporo ułatwia, więc czekam na chłodniejsze dni, takie jakie będą teraz. Już nie mogę się doczekać kiedy otworzę drzwi samochodu, w którym się przebieram i poczuję wiaterek będąc przebranym za kobietę.
Taki mój fetysz, tajemnica.
Jako brzdąc zaprzyjaźniłam się z naszym psem, jego buda była moim placem zabaw i "drugim domkiem".
Mieszkaliśmy na wsi, od drogi (dość ruchliwej) było jakieś 50 metrów, a że jako dziecko byłam trochę niesforna, to na tę drogę często uciekałam. Za drogą była rzeka, zawsze mnie nad nią ciągnęło.
Pewnego słonecznego dnia kilkuletnia ja spokojnie bawiłam się na podwórku i nagle bum - zniknęłam.
Rodzice z dziadkami spanikowali, szukali mnie wszędzie - u sąsiadów, u cioci, do której czasem uciekałam, nad rzeką. Wszędzie, dosłownie wszędzie. Dobre dwie godziny. W końcu zrozpaczeni rodzice postanowili powiadomić milicję. Byli przekonani, że ktoś mnie porwał lub utonęłam.
Zapłakana mama siadła z babcią na ławeczce przed domem, tata, dziadek i wujkowie w tym czasie przeszukiwali tereny nad rzeką. I nagle, po ponad dwóch godzinach od mego zaginięcia, na oczach zrozpaczonej i zszokowanej mamy wyszłam lekko zaspana z budy naszego psa i jak gdyby nigdy nic poszłam dalej się bawić.
Do dziś uwielbiam psy, miałam ich w życiu kilka, jestem kynologiem i zajmuję się psami przez całe moje życie, ale najmilej wspominam tego pierwszego, był moim najlepszym przyjacielem przez wszystkie lata swego życia :)
Jak żona była w trzeciej ciąży i zaczęła dość często wymiotować, to nasza najstarsza córka (6 lat) omijała ją szerokim łukiem i nie chciała dać się przytulić. Jak zapytaliśmy, o co chodzi, to okazało się, że po prostu nie chce się zarazić ciążą. Wytłumaczyliśmy jej, że ciążą nie da się tak po prostu zarazić i wszystko wróciło do normy. Do czasu, aż kilka dni później się strułem i córka nakryła mnie wymiotującego do toalety...
Sytuacja miała miejsce jakiś rok temu. Bardzo lubię jeździć na rolkach, a wtedy robiłam to codziennie. Miałam swoją trasę, dojeżdżałam od domu do ścieżki rowerowej, a tam robiłam 3 rundki w jedną i w drugą stronę. Muszę tu zaznaczyć, że ścieżka ta, mimo iż znajduje się przy dość ruchliwej ulicy to jest dosyć odosobniona. Wygląda to mniej więcej tak: ulica, potem szeroki trawnik i drzewa, ścieżka, znowu trawnik, chodnik, krzaki i drzewa, bloki. Mimo latarni stojących przy ulicy, w nocy jest tam dosyć ciemno.
Tego dnia, wieczorem, jadąc sobie spokojnie, widzę trzech dresów przechodzących przez ulicę, którzy następnie wchodzą na ścieżkę i nie przechodząc już dalej na chodnik, idą przede mną. Na oko byli w wieku 15-16 lat, więc niby trochę młodsi ode mnie, ale mimo wszystko sporo więksi (chociaż na moje szczęście rolki dodają te 10 cm :))
Kiedy znalazłam się tuż za nimi (a szli całą szerokością ścieżki) powiedziałam tylko: "Przepraszam", może niezbyt miłym tonem, ale też nie mówiłam nic więcej na temat chodzenia po ścieżce rowerowej, bo jak już napisałam, okoliczności nie sprzyjały. Zostałam przepuszczona, ale za mną posypały się niemiłe i wulgarne okrzyki. Zignorowałam to, ale zaraz pojawił się problem, bo dojechałam do miejsca, gdzie zawsze zawracałam i miałam do wyboru: wracać do domu albo przejechać drugi raz obok tych jakże miłych kolegów. Zdecydowałam jednak, że 3 przypadkowe osoby nie zepsują mi planów i chociaż trochę się bałam (oprócz nas o tej porze żywej duszy nie było) zahamowałam gwałtownie, zawróciłam i rozpędzając się zaczęłam jechać w stronę dresów (nadal szli całą szerokością ścieżki). Widząc to, jeden z nich krzyknął: "O ku**a, uciekamy!" i wszyscy trzej zniknęli w krzakach, a ja więcej ich nie zobaczyłam...
Sytuacja miała miejsce, kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki.
Byłam w łazience w kabinie i nagle słyszę, że weszły jeszcze młodsze wtedy ode mnie dzieci. Czułam, że coś stanie się bekowego, więc schowałam się sprytnie w kabinie tak, że nie zauważyły mnie, gdy sprawdzały każdą. Nagle zaczęły razem krzyczeć ''duchu kibla, jeśli tu jesteś, to spuść wodę!''.
Oczywiście spuściłam.
Ich krzyk, przerażenie i płacz niosący się na całą szkołę tłumił tylko mój śmiech. Jestem złem.
Wczoraj w nocy wracałam nieco podpita ze spotkania ze znajomymi. Zamówiłam taksówkę i gdzieś w połowie drogi zorientowałam się, że zapomniałam zabrać moją torbę z portmonetką. Na szczęście starszy pan taksówkarz okazał się bardzo miły i umówiłam się, że jak podjedziemy pod moje mieszkanie, to wbiegnę na górę i wrócę z pieniędzmi. Jako „zastaw” zostawiłam mu swój telefon.
Wszystko poszło zgodnie z planem – zapłaciłam, odebrałam telefon i mogłam iść spać.
A rano odkryłam w galerii telefonu kilkanaście ordynarnych zdjęć męskiego, posiwiałego przyrodzenia...
Jak miałam 8 lat uwielbiałam słodycze, jak zresztą każde dziecko. Nadchodził tłusty czwartek, moja mama zawsze robi faworki dzień przed i kupuje pączki. Tak było i tym razem. Musiała wyjść do sąsiadki na chwilę i poprosiła mojego brata, żeby mnie przypilnował, zgodził się po czym wciągnął się w jakąś grę. Weszłam do kuchni i zobaczyłam pączki, po czym spałaszowałam pięć z nich.
Parę minut po moim obżarstwie, przyszła mama i z wrogą miną zapytała:
- Zjadłaś wszystkie pączki?
- Ja? Nie...
- Czemu mnie okłamujesz, widzę pełno pudru na twoich spodniach.
Nie chciałam żeby była na mnie zła więc wyszukałam w pamięci wszystkie białe proszki.
- To nie cukier puder, to kokaina!
Jak miałem cztery latka i byłem uroczym szkrabem, urodził się mój brat. Świat obrócił się do góry nogami. Wtedy to podjąłem pierwszą ważną decyzję w życiu. W smutku i poczuciu konieczności zrobienia miejsca w serduszku mamy dla brata, postanowiłem wyprowadzić się z mieszkania.
Wziąłem pluszową kaczuchę pod pachę i nikomu nic nie mówiąc, by nie musieć się żegnać z mamą i dziadkiem, i patrzeć jak płaczą, opuściłem znajdujące się na pierwszym piętrze mieszkanie.
Gdy już pokonałem połowę drogi w dół, na schody wybiegł dziadek.
- Kewinku, gdzie ty idziesz sam?
- Idę mieszkać na drzewo.
(Chwila ciszy i powstrzymywania śmiechu przez dziadka)
- Ale na które?
- To przed domem. (60-letnia lipa)
- Ale jak tam wejdziesz? Drabiny takiej wysokiej nie mamy. Wracaj do domu. A dlaczego właśnie na tym drzewie chciałeś zamieszkać?
- By przez okno widzieć mamę.
To była moja pierwsza męska decyzja w życiu.
Nienawidzę swojego dziecka, odebrało mi wszystko - faceta, karierę, urodę.
Odkąd byłam w liceum, mówiłam wszystkim, że nie chce być matką. Na studiach poznałam jego, miłość życia, z takimi samymi poglądami na temat dzieci, rodziny, życia.
Po studiach zamieszkaliśmy razem. Praca, oboje zajęci awansami, podróżami. Kochałam to wszystko, właśnie tak chciałam żyć. Niestety zaszłam w ciążę, posłuchałam rad cioć i wujków, urodziłam. Fajnie będzie, mówili, pokochasz, mówili. Mijały tygodnie, a ja widziałam w moim dziecku małego, brzydkiego ogra.
To jeszcze nic, bo przytyłam, w lustrze widzę ogrzycę, straciłam włosy, wyglądam jak tłusta świnia, a facet się ulotnił. Praca? Heh, nie chcą mnie, jestem zbędna, nieproduktywna. Wszystko mi się posypało, bo urodziłam. Mieszkam znowu z rodzicami i jeszcze z kotem, nawet on ma mnie w dupie i sika do butów. Doprowadza mnie do szału i sierściuch, i ten dzieciak. Są dni, kiedy mam ochotę oboje wykopać z domu i zaszyć się w Bieszczadach. Nie zrobię jednak tego, bo nie mam kasy.
A przecież miało być tak dobrze, nie wiem dlaczego wszystko poszło nie tak.
Będąc na studiach musiałem kombinować, by jakoś przetrwać, rodzice nie byli bogaci, ja nie byłem jedynym dzieckiem w domu.
Na drugim roku studiów, gdy myślałem, że jakoś to będzie, zaczęły się moje problemy z zębami.
Oczywiście mogłem iść na NFZ, ale kolejki były bardzo długie, plomby inne niż takie, które wykruszą się po miesiącu - płatne, znieczulenie, które działa, a nie tylko jest - płatne. Ubytki zaczęły się powiększać, zęby boleć... Wtedy wpadłem na genialny pomysł.
Poszedłem na dział medycyna, znalazłem odpowiednią osobę i zgłosiłem się jako "materiał" do nauki dla studentów stomatologii.
Wyglądało to tak, że miałem za darmo leczony ząb, najlepszymi środkami, ale... robili to studenci. Najczęściej na raty - tzn. jeden robił przegląd, opisywał przy tym każdy ząb, każdy ubytek, potem drugi po nim powtarzał, a na koniec prowadzący zajęcia kontrolował. Tak samo z leczeniem. Jeden znieczulenie, drugi borowanie, trzeci coś, czwarty coś... Ostatecznie zrobienie jednego zęba zajmowało między 3 a 4 godzinami - ale było za darmo i porządnie, na mocnym znieczuleniu.
Łącznie wyleczyłem tak 5 zębów i pozbyłem się ósemek.
Wtedy uważałem, że to najlepszy deal życia, ale nikomu się nie przyznałem, bo z drugiej strony pokazywało to, jak spłukany jestem.
PS Na takie długie otwieranie paszczy mają specjalne rozwieracze, tak żeby nie trzeba było ciągle spinać mięśni. W trakcie zabiegu miałem na uszach słuchawki, a nad głową mały tv i oglądałem filmy. Dobrze to wspominam i chętnie do dentysty chodzę już normalnie.
Dodaj anonimowe wyznanie