#OPq7r
Poznaliśmy się w wieku 19 lat, od tamtego czasu dużo zmieniło się tylko u mnie. Jestem po studiach, kilku zawodowych kursach. On ma dalej wykształcenie zawodowe i pracuje od zawsze na najniżej opłacanych stanowiskach. Zaczęły mnie irytować sytuacje, kiedy całe nasze towarzystwo tj. paczka znajomych rozwijała się w różnych dziedzinach zawodowego życia, a mój były trafił na myjnię samochodową, oczywiście za najniższą krajową. Brak pieniędzy u dorosłego faceta naprawdę męczy i irytuje. Nie mogliśmy sobie pozwolić na wakacje, nawet na wyjście jak cywilizowani ludzie do klubu czy pubu, bo mu drogo. No jasne, że będzie mu drogo, kiedy zarabia 1900 zł, gdzie jeden tysiąc odchodzi mu na dzień dobry na jego część opłat za mieszkanie. I nie chodziliśmy, bo nie zamierzałam być wieczną sponsorką nieporadnego życiowo faceta. Chodziłam z koleżankami.
Jak przy takim mężczyźnie planować życie? Co stałoby się, gdybym zaszła w ciążę i pozostała jakiś czas bez pracy? Włożę jego miłość do garnka i ugotuję? Kupię za jego miłość jedzenie i opłacę mieszkanie?
Najgorszy był czas, kiedy zrozumiałam, że zaczęłam się go wstydzić. Faceci moich koleżanek to zadbani, dobrze ubrani i coś sobą reprezentujący mężczyźni. Jak miałam im przedstawić swojego byłego, ubranego w tanie, schodzone ciuchy? Co on by im opowiedział? Że pracuje jako nikt w jakimś Januszexie? Od tego czasu już wszystko zaczęło mi w nim przeszkadzać.
Cholernie szkoda tych 8 lat, ale ten związek nie miał przed sobą przyszłości. On by mnie powoli ściągał na dno.
Co w tym dziwnego? Ludzie dobierają się na zasadzie zbliżonego statusu majątkowego, podobnego poziomu wykształcenia i atrakcyjności. Osoba po doktoracie ze średnią lub wysoka pensja będzie mieć inne cele, możliwości, spojrzenie na życie niż osoba po np szkole zawodowej pracująca za minimalną. Partnera szuka się w zbliżonej do swojej lidze.
Ale co za problem zrobić karierę samej i zostawić faceta w domu z dzieckiem?
Skoro jesteś taka "ambitna", to może trzeba jednak ogarnąć samemu domek i ogródek zamiast czekać na sponsora, który Ci kupi?
Taki, że związek powinien opierać się na partnerstwie i wkładzie dwóch osób. Rozumiem, gdyby facet nie miał wyboru i miałby taką, pracę, a nie inną ale jego świadomym wyborem jest brak chęci do podwyższania kwalifikacji.
Wiele osób chce od życia czegoś więcej niż egzystowania od wypłaty do wypłaty i liczenia każdej złotówki.
Okej, tylko dlaczego ona nie może tego zapewnić swojemu facetowi, który zostanie w domu i zajmie się dziećmi?
Co by było, gdyby wyznanie napisał mężczyzna - o tym, że żona za mało zarabiai zbrzydła?
On też by usłyszał "Jasne, you go, boy! Men power! Porzuć bliską osobę, bo potrzebujesz kogoś, kto zarobi na dostatnie życie dla ciebie!"
Po prostu chodzi mi o to, że ten wpis i reakcje są niesamowicie seksistowskie. Pokazują, że użytkownicy i autorka nadal bez problemu akceptują małżeństwo dla statusu i pieniędzy, jeśli kobieta ma na tym zyskać.
Żaden seksizm. Jedna strona zaniedbała swój rozwój i wygląd. Zwiazek polega na tym, że obydwie strony budują przyszłość, a jak jedna sobie odpuszcza to pojawia się rozgoryczenie i zawód. Kwestia płci jest o tyle ważna, że kobieta ponosi trudności związane z ciążą, a to może wykluczyć ją na ładnych parę miesięcy z pracy zawodowej i wtedy facet musi przejąć stery. Jeśli ten nie potrafi, to nie ma sensu budować z nim rodziny.
Twierdzisz, że autorka szuka sponsora, tylko dlatego że napisała, że jej były partner był nieporadny życiowo? Litości. Kumam, jakby ona nic nie robiła i czekała na jego pieniądze, ale ona się wciąż rozwijała a on stał w miejscu. Dlaczego ma takiego ciągnac w górę jak sam chce iść w dół?
Były wyznania, że dziewczyna facetowi zbrzydła, bo się zaniedbała i nie wspierała go finansowo. Uważam, że autorka dobrze zrobiła, równie dobrze zrobiłby facet zrywając z nieambitną dziewczyną, która chciała być utrzymanką.
Nie mam zamiaru utrzymywać faceta, związek to partnerstwo, a nie relacja ``pasożyt - żywiciel``. Zakładając nawet, że zostałby w domu sam z dzieckiem kilka pierwszych lat po porodzie, co byłoby potem? Wróciłby znów do Januszexu za 1900 zł miesięcznie? SchwartzeMargaritte, nie szukam sponsora, szukam partnera który włoży do wspólnego życia, tyle co ja.
A skąd założenie, że ona szuka sponsora? Partnerstwo to równość. Partnerstwo polega na tym, że obie osoby budują coś RAZEM, A nie że jedna osoba buduje, a druga siedzi i patrzy jak ta pierwsza dźwiga na sobie cały ciężar, samej. Oczywiście są tacy, którzy szukają takiego układu, ale w przypadku tego wyznania to nie ten case, Autorka nie wymagała od faceta więcej niż oczekiwała od siebie samej.
Ja też nie wyobrażam sobie być z kimś, kto jedzie po linii najmniejszego oporu,ja mam inne oczekiwania wobec życia, ale też ciężko pracuję na ich realizację. Poza tym, co to za partnerstwo że świadomością, że nie można liczyć na partnera? Nawet gdyby Autorka sama im ten domek z ogródkiem wybudowała, to co w sytuacji (odpukac) problemów zdrowotnych, czy w sytuacji utraty pracy? Jej eks mógłby zawsze się nią podeprzeć, a ona nim? No właśnie. Niby związek, ale w budowaniu przyszłości Autorka była całkiem sama.
Powiem Ci tak paniusiu, ktoś musi robić na tych przykrych stanowiskach, nie wszyscy się pną w górę jedyne co to mógłby poszukać lepiej płatnej pracy a nie lepszego stanowiska.
Ale ona nie ma nic do ludzi, którzy "robią" na takich stanowiskach. Odniosła się wyłącznie do swojego byłego oraz faktu, że (w przeciwieństwie do niej) nie ma ambicji by się rozwijać zawodowo, wobec czego różnica pomiędzy ich poziomami stała się w końcu nieakceptowalna w związku.
Agatulko nie zrozumiałaś wyznania.
Jak to mówią "uderz w stół".
Każdy może piąć się w górę, wystarczy chcieć, a jak się nie chce, to potem nie ma co płakać, że jest źle i inni (pewnie złodzieje!) mają lepiej.
8lat? Troche Ci to zajęło.
Bardzo dobrze zrobiłaś, gdyby mu zależało na waszej wspólnej przyszłości to próbowałby się w czymś podszkolić żeby znaleźć lepiej płatną pracę. Dodatkowo z twojego opisu wynika że ten koleś to totalne dno, brak zainteresowań, kasy, niezadbany... Tylko tych 8 lat żal... W sumie lepiej późno niż wcale XD
i serio czekalas az 8 lat?
mialiscie 19, obstawiam pierwszy rok studiow twoich- bo on po zawodowce
wiec nie musialas nawet czekac tych 4-5 lat az studia skonczy i zrobi cos ze soba
nie, on po zawodowce nie wykazywal ambicji juz od poczatku, wiec nie widzac progresu nie rozumiem siedzenia z kims takim 8 lat, nalezalo sie zmyc duzo wczesniej jesli widzialas, ze twoje rozmowy z nim nie odnosza skutkow
rozumiem, ze sama skonczylas studia i dopiero wtedy zaczelas dobrze zarabiac- a on wegetowal za najnizsza? no to mialas wtedy 4 lata na oglad jego ambicji zyciowych i wtedy nic sie nie zmienilo- po co to dalej ciagnac?
to jest jedna rzecz, a druga jest twoja pogarda dla tego czlowieka
"Jak miałam im przedstawić swojego byłego, ubranego w tanie, schodzone ciuchy? Co on by im opowiedział? Że pracuje jako nikt w jakimś Januszexie?"
serio nie chcialabym byc z kims, kto sie o mnie w ten sposob wyraza, troche wychodzisz jednak na laske lecaca na kase...
Jest to anonimowe przemyślenie bazienka. Ja rozumiem mimo wszystko niechęć do takiej osoby. Wstud w dzisiejszych czasach być obdartusem, skoro nawet w lumpeksach są dobrej jakości rzeczy(mam wiele ładnych, markowych rzeczy z drugiej ręki, kupionych za grosze). Mówi się, że żaden zawód nie hańbi, jednak w pewnym sensie jest wyznacznikiem człowieka, bo ukazuje jego ambicje, dążenia i status. Skoro autorka obraca się w wyższych kręgach niż partner, to pewnie jej znajomi też. Nie dziwię się, że czuła się z tym niekomfortowo. Aby związek był w pełni satysfskcjonujący partnerzy powinni być na podobnym poziomie intelektualnym, materialnym i fizycznym (atrakcyjność).
Widocznie takie życie mu odpowiada. Wiele nie potrzebuje.
Nie wszyscy są minimalistami.
I bardzo dobrze zrobiłaś. Facet bez ambicji, jeśli cie kochał to może też dlatego że nic nie musiał, bo przymykalaś na wszystko oko. Czasem miłość to nie wszystko i brak zaradności potrafi rozwalic związek.
Taaaak... Ambicja i kasa w dzisiejszych czasach są priorytetem. Reszta jest mało ważna...