#hG70U
W podstawówce miałem predyspozycje do bycia muzykiem, nie umiałem jeszcze czytać ani pisać w stopniu wzorowym, ale odczytywanie nut i granie na pianinie szło mi najlepiej. Zauważyła to nauczycielka, która wzywając moich rodziców zaproponowała, żeby zakupić mi jakiś instrument, namawiała ich na jakieś lekcje dodatkowe itp. itd. Na co moi rodzice stwierdzili, że za drogie instrumenty, za drogie wszystko, nie przyda ci się to w życiu, kupisz sobie instrument za swoje kiedyś.
W gimnazjum lubiłem oglądać tenisa, więc wiadomo, chciałem zacząć trenować jak najszybciej, bo jeśli nie zacząłeś trenować mając 10 - 15 lat, to już dupa. Na co moi rodzice mówili, że za drogie rakiety, za drogie treningi, nie przyda ci się to w życiu, skończ szkołę, jak będziesz miał pracę, to zaczniesz sobie chodzić.
Był jeszcze "talent" do majsterkowania, malowania, historii i robienia animacji. Każda z tych rzeczy została zrujnowana przez rodziców mówiących, że mi się to nie przyda w życiu. A nic nie jest gorsze od rodziców, którzy nie wspierają twojej pasji, a jeszcze je negują. Na wieść, że chcę iść do technikum informatycznego stwierdzili, że to strata czasu, bo mam iść na studia po 3 latach, a nie 4, bo moi kuzyni już chodzą i będą magistrami i kurde nie wiadomo kim jeszcze. Jako że nie miałem żadnego zainteresowania w ostatnich 2 latach liceum, zacząłem imprezować, zacząłem nałogowo palić fajki i powoli wpadałem w marazm przez brak jakiegokolwiek zajęcia sprawiającego mi jakąś radość, bo miałem w głowie, że wszystko jest bez sensu. Nie zaliczyłem 3 klasy, rodzice wściekli, że nie tak mnie wychowali i mam powtarzać 3 klasę jeszcze raz. Wstyd na całą rodzinę, wyzywanie od debili, straszenie kopaniem rowów itp.
I wtedy poznałem moją obecną narzeczoną, z którą złapałem od razu świetny kontakt, szybki związek i jesteśmy ze sobą do dziś. Mimo że jest wspaniałą osobą i wspiera mnie w każdym moim pomyśle, to dla mojego spaczonego przez rodziców umysłu to za mało. Nie umiem się niczym zainteresować, jak już to mam słomiany zapał i porzucam to po bardzo szybkim czasie myśląc, że to nic mi nie da. Chodziłem na różne terapie, ale coś za bardzo nie pomagały. Objąłem za cel w swoim życiu, że moje dziecko będzie miało we mnie pełne wsparcie i mentalne, i finansowe na swoje zainteresowania, żeby nie skończyło jak ja... W poczuciu straconego potencjału, straconych marzeń, ze straconą nadzieją na jakikolwiek sukces życiowy i bez zainteresowań... A to wszystko przez własnych rodziców.
To jest zwykłe użalanie się nad sobą. Zamiast się zawziąć, czegoś nauczyć, to zwalasz na rodziców, bo tak łatwiej. Zawsze się okazuje, że żeby opanować jakąś umiejętność, trzeba w to włożyć pracę i wysiłek, a tobie się nie chce. Wolisz chodzić na terapię, zamiast zapisać się na kurs majsterkowicza, naukę gry na skrzypcach, cokolwiek. Ta sama kasa, efekt sto razy lepszy.
Jesteś zwyczajnie słabym człowiekiem, lubisz jęczeć i znaleźć winnego twojego nieszczęścia.
Jesteśmy sami odpowiedzialni za swoje życie. Jest mnóstwo ludzi, którzy zaczęli realizować swoje pasje dopiero w dorosłym życiu. Jesteś leniem, nie zwalaj winy na rodziców, nie wieszaj się na swoim dziecku, które będzie miało być drugim tobą. Bleeee, obrzydliwe. Wkurzyłam się.
Zgadzam się że wszystkim oprócz części o terapii. Widać że bardzo jest coś nie tak z jego myśleniem i podejściem do życia i taka terapia dobrze mu zrobi.
@Oretyrety jak jesteś małym dzieckiem i rodzice to negują to przestaniesz się tym interesować - wina rodziców. Ale kiedy masz 15 lat i chcesz iść do technikum to już samemu można to zrobić. Czytałem chyba tutaj też że coś chciał iść na dziennikarski kierunek, ale rodzice chcieli matfiz (albo odwrotnie xd) to udał że się zgadza, a papiery zniósł na swój kierunek. On mógł zrobić podobnie. Zresztą wszystkie pomysły na które wpadał mając 15+ lat mógł zrealizować. Nawet jak potrzebował hajsu to mógł zacząć zarabiać lub poprosić od jakiejś ciotki hajs czy coś
Dokładnie, tak jakby umysł i chore myślenie nie miało znaczenia. Nie ma ludzi cierpiących są tylko za mało zaangażowani. Są ludzie, którzy mają słabszą psychikę. Ale nie, przecież mógł sam zarobić i se zrobić.
Nie zgadzam się.
Tak ma wppjone przez rodziców, Tak j ma model zakodowany w mózgu. Nie poradzi sobie.
Jeśli każdy Ci mówi, ze "teraz nie, zajmiesz się tym kiedyś, później" to bardzo ciężko z tym walczyć, bo jesteś nauczony, że Twoje zainteresowania nie mają znaczenia ani sensu.
Dziecko, które uda rodzicom wierzy w to, co mówią i uznaje to za prawdę. A kiedy się orientuje, że coś jest nie tak, to często już za późno.
Sorry za literówki, tel.
jak sie jest niesamodzielnym finansowo, to ciezko zdobyc instrument i zapisac sie na lekcje, bo wszystko kosztuje
prawda, autor nadal moze to zrobic w wieku doroslym, sprobowac kontynuowac pasje z dziecinstwa
Freezerx ja jestesm z kolei dzieckiem z lekka nadopiekunczych rodzicow, wez nie strasz ze juz za pozno i zawsze bede taka nieporadna zyciowo :x (uprzedzajac ew pytania, pracuje nad soba ale jeszcze daleka droga przede mna, oj daleka)
@Batonn akurat idąc do liceum i technikum jak ma się 15/16 lat, to potrzebny jest podpis rodziców na papierach do złożenia w szkole, a przynajmniej tak było 5 lat temu jak zaczynałam liceum. Rodzice mojej przyjaciółki nie zgadzali się z jej wyborem i powiedzieli, że nie podpiszą jej papierów do tej szkoły i musiała pójść tam gdzie jej wybrali.
Po części masz rację, ale po części jest tak jak mówią niektórzy komentujący: że za bardzo skupiłeś się na myśleniu o tym, że to rodzice są tu wszystkiemu winni. Tak, są bardzo winni, ale teraz, kiedy jesteś już dorosły, nie mają nad tobą takiej władzy jaką mieli wcześniej.
Piszesz o "chodzeniu na różne terapie". Ukończyłeś którąś? Bo wiesz, na terapie się nie "chodzi" - terapię powinieneś przejść jedną, od początku do końca. Jeśli żaden z terapeutów ci nie podpasował, to szukaj dalej, w końcu znajdziesz z kimś wspólny język. Poza tym, terapia nie zadziała jeśli podchodzisz do niej z pozycji ofiary i oczekujesz doraźnej pomocy z zewnątrz. Zadaniem terapeuty jest wskazać ci kierunek w którym warto iść. Wytknąć ci rzeczy, które są w twoim światopoglądzie niezdrowe i które ci szkodzą (np. pokazać, że słomiany zapał przy nowych zainteresowaniach to tylko głupie podejście, które wpoili ci rodzice, i to nie prawda, że "nie ma sensu" podejmować się niczego nowego). Ale tak na dobrą sprawę to ty sam musisz podjąć wysiłek jakim jest dokonywanie realnych zmian. Widzisz, w takim stanie jak twój, z tak chujowo "zaprogramowanym" myśleniem, każda zmiana na lepsze będzie wymagała od ciebie utrzymania pewnej dyscypliny. Na początku nic nie jest łatwe. Ale do jasnej cholery, ty masz niecałe 30 lat, a nie 80. Poddanie się teraz byłoby wybitnie żałosne. Zrób coś z sobą, naucz się czegoś nowego. Proszę.
A, i nawet nie próbuj wmawiać sobie, że zrealizujesz się poprzez sukcesy swoich dzieci - to tak nie działa, twoje dzieci nie będą przedłużeniem ciebie, tylko odrębnymi osobami z wolną wolą. Jeśli będą chciały zostać "nikim" pomimo możliwości jakie im dasz - to zostaną nikim, i nic z tym nie będziesz mógł zrobić. Dlatego ogarnij dupę i zabierz się za uczenie się czegoś nowego. Nie uwierzę, że NIC cię już nie ciekawi. Musisz mieć COŚ swojego i musisz się za to wziąć. Najlepiej teraz, bo życie jest raczej krótkie 🙃
Wow, to niebywałe jak wszystkim łatwo przyszło ocenienie autora, że jest słaby.
Zachowanie rodziców było po prostu tokstyczne. Coś sobie tam wymyślili i tłukli gościowi jak do łba, że to każda jego zajawka nie ma sensu i nic z tego nie będzie mieć. I robiły go jego najbliższe osoby. Serio, nie każdy ma świetne relacje z rodzicami, to że rodzice nie używają przemocy fizycznej, nie znaczy że psychiczna nie gnoi.
Gdy najbliżsi za każdym razem mówią, że Twoje decyzje nie mają sensu i nic z tego nie będziesz mieć naprawdę zaczynasz im wierzyć. Ludzie.
Podpisuję się pod tym czterema łapami.
A od siebie dodam tylko Drogi Autorze, że po trzydziestce, też idzie rozwinąć niejedną pasję, której dekadę wcześniej nawet byśmy się nie spodziewali. Podejrzewam, że i w wieku czterdziestu lat życie potrafi nieźle zaskoczyć z nieoczekiwanymi pomysłami na to jak by je tu urozmaicić. Chociaż póki co to tylko moje prognozy i nadzieje, bo jeszcze nie osiągnąłem takiej starości :D
Słabo jest mieć rodziców podcinających skrzydła, ale jeszcze słabiej jest zamknąć się w maraźmie. Więc przestań pieprzyć trzy po trzy, zadaj sobie jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie :D "co chcę robić w życiu ?". I zacznij do tego dążyć.
Lubiłeś filmy z Louis de Funes ? Facet pierwsze epizodyczne role zaczął grać właśnie po trzydziestce. W wieku czterdziestu lat zaczął być rozpoznawany we Francji, a dopiero po pięćdziesiątce został legendą francuskiej komedii na skalę świata.
Bądź jak Louis de Funes :) zastanów się dobrze co by Cię uszczęśliwiło. Nie dla siebie. Dla swojego dziecka, żeby miało ojca z pasją a nie smutasa który zapisze je dziesięć różnych kursów, po to by odbić sobie własną "straconą" młodość.
Moi rodzice też nigdy nie wspierali moich zainteresowań. Też chciałam grać, tańczyć i robić różne inne rzeczy. Wszystko zmieniło się gdy zaczęłam sama się utrzymywać. Niedawno kupiłam sobie keyboard, a zbliżam się do trzydziestki ;). Nie będę wirtuozem, ale każda nowa nauczona piosenka sprawia mi ogromną satysfakcję. Na trzecich zajęciach salsy skręciłam kostkę, ale zapisałam się na kolejny kurs. Moją największą motywacją było udowodnić ojcu, że się myli, ale potem wszystkie te zajęcia zaczęły mi po prostu sprawiać frajdę. Autorze, nie poddawaj się ;)
No tak z winy rodziców zacząłeś palić, nie zdałeś klasy w liceum, poddałeś się na samym sobie. Założę się, że gdyby Cię na coś zapisali to też byś miał słomiany zapał. Nie mówiąc o tym, że niektóre instrumenty na prawdę są drogie, tak samo jak kursy i takie predyspozycje w młodym wieku o niczym nie świadczą, nie mówiąc o tym jak ciężko się wybić
Nawet jeśli by się nie wybił, to robiłby to, co lubi. Moglby się przekonać, czy lubi to, czy tamto, a może mu się tylko wydawało. Mogl zmieniać zdanie i mógł próbować, po to jest mlodosc.
A ja Cię rozumiem Autorze, myślę, że Cię tu w komentarzach za surowo oceniają. A problemem nie do końca było to że nie zapisywali Cię na zajęcia, a po prostu nie miałeś wsparcia, nie mogłeś mieć swojego zdania. To jest mega toksyczne ze strony rodziców i może prowadzić do dużych problemów w dorosłym życiu. Tłumaczy też brak wiary w siebie, słomiany zapał, jak i fakt, że decydowali za Ciebie, a nie słuchali co masz do powiedzenia chociażby w temacie wyboru szkoły. To jest łamanie drugiego człowieka i jeśli dostaje się takie rzeczy od najbliższych osób, osób którym dziecko najbardziej ufa od najmłodszych lat zamiast zdrowego wsparcia to właśnie takie coś wychodzi. Nie szczędzili też wymagań, a dodatkowo wywoływali presję. Bardzo toksyczne środowisko do rozwoju i też szukania własnej tożsamości. Kiedy jest się młodym i mało się w życiu widziało i pochodzi się z takiego środowiska to ciężko zauważyć jak powinno być. Ciężko się też postawić skoro rodzice wymagają określonych zachowań.
Ale też nadszedł czas, że nie obwiniałabym już ich o rozwój zainteresowań, nie musisz osiągnąć nie wiadomo jakich sukcesów w danej dziedzinie żeby być spełnionym i wartościowym człowiekiem. Też nigdy nie wiadomo czy byś faktycznie był wybitnym wirtuozem, albo może byś był ale Twoje życie nie potoczyłoby się szczęśliwie. Nie warto gdybać :) Dalej jesteś młody i ludzie czasami niezbyt świadomie kreują swoją ścieżkę zawodową i dopiero po jakimś czasie wpadają na pomysł przebranżowienia. Postaraj się porzucić te presję i rób to co kochasz dla siebie po prostu :) ja tam trzymam kciuki!
Jesteś leniem który uwielbia użalać się nad sobą. W wieku przednastoletnim uwielbiałam rysować. Ale też byłam dobra z matmy. Rodzice, nie chcąc żeby rysowanie mnie wciągnęło bardziej od matematyki, zabronili mi rysować. Jak znajdywali pobazgrane kartki to lanie, szlaban, zabierali komputer. A ja? Rysowałam nocami po kryjomu, nauczyłam się lepiej chować te kartki i lepiej rysować a teraz na tym zarabiam.
Czy mam żal do nich by gdyby nie oni to bym lepiej rysowała? Tak. Ale czy robiłam wszystko co możliwe by podążać za pasją? Jak najbardziej.
Ciekawe, jakby Ci szło "nocne i po kryjomu" cwiczenie arii operowych czy tez granie na wiolonczeli bez wiolonczeli.
Z jednej strony, współczuje ci braku wsparcia, a z drugiej mam ochotę kopnąć cię w zadek. Jesteś z pokolenia Internetu, gdzie do realizowania swoich pasji nie potrzeba szukania płatnych kursów, szkoleń czy prywatnych nauczycieli. W sieci jest masa blogów, filmików i innych stron, poświęconych wszelkiego rodzaju zainteresowaniom. Część tych, które wymieniłeś w wyznaniu, mogłeś rozwijać sam, bez zgody i wsparcia rodziców.
Do historii wystarczy biblioteka, do malowania kartka i kilka farb, instrument można pożyczyć albo kupić używany (skoro stać cię było na fajki, to 300 zł na gitarę też byś znalazł). Więc pytanie brzmi, co TY autorze zrobiłeś, żeby odkrywać swój potencjał, spełniać marzenia i rozwijać zainteresowania?
Zbliżasz się do trzydziestki, to najwyższy czas mieć w dupie zdanie rodziców. Skoro masz własne środki finansowe, to nie pozostaje nic innego jak realizacja pasji. Może nie w takiej skali jak wcześniej, ale wciąż możesz.
Masz zakodowane złe przeświadczenie, że zainteresowania mają "się przydać i coś dawać". Dawać to one mają radość i tyle. Jakbym ja miała robić cokolwiek tylko po to żeby osiągnąć, jak to ująłeś, sukces życiowy, to by mi sie raz dwa odechciało. Druga rzecz, że w naszej kulturze jest jakieś chore parcie, żeby wszystko osiągać za młodu. Najlepiej to za dzieciaka, bo 30 lat to już człowiek stary, niedołężny i za późno.
A swoim dzieciom daj przede wszystkim prawo wyboru. Ja musiałam próbować wszystkiego od łyżwiarstwa po windsurfing odkąd poszłam do podstawówki, a jedyne czego chciałam to w świętym spokoju poczytać książkę.