#KVbXV

Moja siostra znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie i do tej pory pozostaje bezkarna, a ja jestem czarną owcą w rodzinie. Wykorzystywała fakt, że ojciec i babcia, którzy nas wychowywali, nie mieli dużo czasu, by się nami zająć, albo też siły, by tłumaczyć, że powinnyśmy się dogadywać. Woleli nie widzieć, nie słyszeć, nie reagować. Nie potrafiłam jej się postawić, bo zniszczyła mnie psychicznie, wmawiając, że nic nigdy nie osiągnę i że jestem nikim, nic niewartym śmieciem. Potem doszło do tego też bicie, oczywiście gdy nikogo nie było.

Po przebytym załamaniu nerwowym, co pamiętam bardzo traumatycznie do tej pory, uciekłam z domu kilka tygodni później. Aktualnie mieszkam daleko od domu, nie wróciłam tam od 7 lat i nie zamierzam. Babcia już nie żyje, a z ojcem nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Wiem, że nie może mi wybaczyć tego, że uciekłam i się nie odzywam. Dzwonię tylko w czasie świąt i wtedy słyszę, jaka jestem wyrodna, że mnie nie ma. O nią nigdy nie pytam, dla mnie nie żyje. Nie mam siostry, dla niej umarłam zgodnie z jej prośbą, gdy życzyła mi śmierci.

#6gOfu

Czasy trzeciej, czwartej klasy szkoły podstawowej. Moja mama wybrała się na kończącą semestr wywiadówkę. Okazało się na niej, że jej ukochana córka otrzymała dopuszczający z plastyki. Oszołomiona i poddenerwowana tą wiadomością mama wróciła do domu, gdzie nieświadoma zbliżającego się niebezpieczeństwa czekałam na nią. Zaczęło się przesłuchanie "Dlaczego?", "Jak to?", "Z plastyki?", "Dwója?", "Przecież umiesz rysować!", "Widziałam ile razy siedzisz nad zadaniem z plastyki."
Więc musiałam się przyznać. 

Opowiedziałam mamie o mojej przedsiębiorczości. Mianowicie moja mama wychowywała mnie sama, nigdy niczego mi nie brakowało, ale jednak nie mogła sobie pozwolić, by codziennie dawać mi kilka złotych na zakupy w sklepiku szkolnym. Ja jako rozsądna dziewczynka także nie chciałam jej o to codziennie prosić. Wykorzystałam fakt, że chodziłam do klasy z kilkorgiem dzieci z tzw. bogatych rodzin. Biznes był prosty - ja odrabiałam za nich zadania domowe z plastyki, a oni w zależności od stopnia trudności płacili mi 2, 3, 5 złotych. Dzięki czemu ja także mogłam codziennie pozwolić sobie na chrupki ze sklepiku szkolnego i jeszcze zaoszczędzić. Niestety efektem ubocznym było, że regularnie nie zdążałam zrobić własnego zadania.

Niestety moja mama nie doceniła mojej przedsiębiorczości.

#Evi6m

Czy da się zakochać na siłę?

Jestem ze starszym o 12 lat facetem z rozsądku i już tłumaczę dlaczego.
Pochodzę z bardzo biednej rodziny i nie miałam żadnych perspektyw na przyszłość, mieszkam na zadupiu, jestem po byle jakiej zawodówce i mam dyskopatię kręgosłupa. Nie nadaję się do prawie żadnej pracy. Moim plusem jest tylko to, że jestem ładna. On jest trochę po trzydziestce i dużo mu brakuje z wyglądu, nie jest ani wysoki, ani umięśniony, i jeszcze łysieje, ale zarabia kilkanaście tysięcy miesięcznie i po prostu jest dla mnie dobry. Byłam przedtem w kilku krótkich związkach, ale co z tego, że tamci faceci byli przystojni, jak to chodzące porażki. Ci, którzy mi się podobali nie traktowali mnie ani dobrze, ani poważnie, ani ja nie mogłam ich poważnie traktować. Im tylko zależało na seksie i zabawie i nic nie mogli mi zaoferować. Muszę myśleć poważnie o życiu. Doszło do mnie, że jedyne co mam do wykorzystania to uroda i muszę się ustawić, zanim ona minie. Straciłam pracę przez pandemie i mój facet mnie utrzymuje, ale to nie jest tak, że się nie staram. Staram się. Robię wszystko to, czego się od kobiety wymaga. Gotuję, sprzątam, piorę, prasuję. Coraz bardziej do mnie dociera, że już się w nim nie zakocham i to będzie związek oparty na przyjaźni.

Kilka dni temu oświadczył mi się. Przeraziło mnie to, ale musiałam się zgodzić i udać szczęśliwą. Przecież nie powiem, że nie. Wiem, że następnym krokiem będzie dziecko i za jakiś czas on zacznie ten temat, a jak to się stanie, to już nie będzie odwrotu.

Czasami płaczę w poduszkę, dlaczego jestem skazana na taki los. Kiedy widzę inne szczęśliwe pary, robi mi się smutno. Widzę młodych, wysokich, przystojnych facetów, którzy się za mną oglądają i zagadują i mam depresję, bo wiem, że to nie dla mnie. Nie chcę się pchać w żadne romanse i przygody, bo to się zawsze źle kończy. Nie potrafiłabym wrócić do biedy jaką pamiętam z rodzinnego domu. Często nie było co jeść. Kiedy przychodziły deszcze, a później zima, często nie było czym palić w piecu, dostałam astmy przez grzyba na ścianie. Teraz mam wszystko, jak mam na coś ochotę, to idę i kupuję. Zrobiłam nawet prawo jazdy. Mam spokój, nie mam stresów, o nic się nie boję. Mój facet wygląda jak wygląda, ale to dobry człowiek, nie bije, nie krzyczy. Szanuje mnie i nawet jak się napije, to jest spokojny i wesoły. Staram się też go szanować i nie odmawiam mu łóżka nawet jak nie mam ochoty. Nie chcę, żeby poczuł się jakoś nieatrakcyjnie. Poza tym wiem, że tak trzeba i taka moja rola jako jego kobiety. Jestem mu to winna i dużo mu zawdzięczam i nie wiem co bym zrobiła, gdyby nie on. Ale czy tak da się przeżyć całe życie? Ciężko jest myśleć, że motylki w brzuchu nie są dla mnie i całe życie będę z kimś z rozsądku.

#HXzQU

Więc..

Jak to zwykle w czwartek wieczorem, wracałam z zajęć dodatkowych do domu, około kilometr drogi. Przyznaję szczerze, przez prawie cała drogę scrollowałam Instagrama, trasa jest krótka i bardzo łatwa. Zapadał zmrok, ale było jeszcze bardzo jasno.

Doszłam do przejścia dla pieszych (swoją drogą bardzo niebezpiecznego, wiedziałam o tym, no ale komu by się chciało nadrabiać to 50 metrów idąc bezpieczniejszą drogą) i kulturalnie schowałam telefon do kieszeni na te 10 sekund. Jakiś autobus mnie przepuścił, więc idę. Nagle w połowie przejścia przejeżdża samochód rozpędzony do jakichś 70 kilometrów na godzinę (wiem, że to niedużo, ale wystarczyłoby, żeby zabić). Nie było możliwości, żeby mnie nie zauważył. Dosłownie w ostatniej sekundzie zdążyłam się wycofać.
Wtedy dzieje się najlepsze: słyszę nad uchem okrzyk "Eee! Gdzie, kur*a, jedziesz chu*u!? Dziecko by zabił, ch*j je*any!" należący najprawdopodobniej do żula Mietka ;). Rozeszliśmy się, ale jeszcze parę metrów słyszałam jego oburzone krzyki.

Przywróciło mi to wiarę w żuli :D (szczerze powiedziawszy, wcześniej się ich bałam)

#auVtP

Zeszłej zimy umówiłam się z kolegą na wieczorny spacer. Mimo niesprzyjającej pogody spacerowaliśmy do 3-4 w nocy. Jestem raczej spokojną osobą i dużo nie przeklinam. Gdy już byliśmy niedaleko mojego domu, usłyszałam jakiś dźwięk. Nie bardzo mi się to spodobało, ale szłam twardo, nie zwracając uwagi. Nagle coś wyskoczyło z wielkiej zaspy i zaczęło biec w naszą stronę. Była to w zasadzie mała kuleczka śnieżna, czyli nic innego jak mały kociak, ale ja stanęłam jak wryta krzycząc "O ku*wa, to mnie przecież zaraz upie*doli!". Mina kolegi - bezcenna. Po czym odskoczyłam i wylądowałam w śniegu niczym orła cień - porażka porażek.

Biedny kociak albo się zgubił, albo go ktoś wyrzucił. Umówiliśmy się, że za kim pójdzie kot, ten da mu tymczasowe schronienie i poszuka właściciela. 

Od tego dnia mam nowego futrzastego członka rodziny :)

A od pół roku faceta ;)

#pk7NZ

Pewien czas temu gdy byłam u mojej babci przyszła do niej w odwiedziny koleżanka, na ploteczki. Przez chyba 30 minut ze szczegółami opowiadała o ostatnich wydarzeniach z życia jej sąsiadów. Monolog zakończyła słowami "Ale co mi do tego, niech sobie żyją jak chcą, mnie życie obcych ludzi w ogóle nie interesuje".

#8z8JJ

Szykowałam się na wyjście do restauracji z moim narzeczonym. On uwielbia mi czesać włosy, malować paznokcie, itp. Miał zamiar nałożyć maseczkę na twarz. Zawsze przy rzeczach wyżej wymienonych mamy niezły ubaw. Przy maseczce było tak samo. Szczególnie po pewnym zdarzeniu.

Gdy już miałam nałożoną maseczkę, do drzwi zapukał kurier. Niestety, kompletnie zapomniałam o zamówionej paczce. Otworzyłam drzwi, wręczyłam pieniądze, podziękowałam. 

Jednak bardzo dziwne było zachowanie kuriera. A przecież maseczka sama w sobie nie jest niczym dziwnym. O całym zdarzeniu opowiedziałam narzeczonemu. On nie mógł wytrzymać ze śmiechu.... Jak się okazało narysował mi przyrodzenie na twarzy, a ja pokazałam się tak kurierowi i uśmiechnięta odebrałam paczkę.

#LlMUY

W dzieciństwie na wycieczce szkolnej zatrzymaliśmy się autokarem przy jakimś hotelu, gdyż dużo dzieciaków miało pilną potrzebę, w tym ja. Wychowawczyni prosiła personel, by wpuścili nas do WC. Nie bardzo chcieli się zgodzić, ale się udało. Gdy już skorzystałem z pisuaru, nacisnąłem przycisk do spłukiwania, który się zablokował i woda wraz z uryną zaczęła się wylewać na posadzkę. Kombinowałem, by to jakoś naprawić, ale się nie udało. Zawołałem nauczycielkę, która gdy to zobaczyła, wzięła mnie za rękę, zawołała resztę dzieciaków i oddaliliśmy się w ekspresowym tempie, nie informując nikogo z personelu o zdarzeniu.

Przez kilkanaście lat miałem awersję do korzystania z pisuaru, bo bałem się, że to się powtórzy. A do dzisiaj dziwię się, że nauczycielka tego nie zgłosiła, tylko uciekła.

#RONFZ

W wakacje wyjechałam na obóz młodzieżowy. Z tego względu nie było mnie w domu 2 tygodnie. Postanowiłam wrócić trochę wcześniej i zrobić niespodziankę moim rodzicom. Taty nie było, ale za to zastałam moją mamę śpiącą w moim łóżku. Było to dla mnie dziwne, ponieważ mamy dużo pokoi w których mogłaby się przespać. Kiedy wstała oczywiście przywitanie, całuski, przytulaski, itd. Ale ciągle nurtowało mnie jedno pytanie.
- Mamo dlaczego spałaś akurat w moim łóżku?
- Bo pachnie tobą - odpowiedziała.

W tej chwili uświadomiłam sobie, jak bardzo moja mama za mną tęskni, kiedy mnie nie ma obok niej.
Dodaj anonimowe wyznanie