#BOdFI

Chciałabym zacząć od tego, że mam 24 lata i od ponad 3 lat choruję na raka (nowotwór złośliwy). Po tylu leczeniach chemią, autoprzeszczepie i radioterapii, udało się i od 3 miesięcy wiem, że choroba ustąpiła.

A teraz do sedna sprawy.
Chciałabym podziękować każdemu, kto oddaje krew. To uratowało mi życie, bo dostałam od was jej sporo ;-)
DZIĘKUJĘ WAM SERDECZNIE!

I zachęcam wszystkich, którzy mogą, żeby oddawali krew, a także byli dawcami szpiku. Taki przeszczep wielu osobom z podobnymi chorobami bardzo pomaga.

A ja cieszę się każdą minutą życia, spędzoną z moim kochanym 4-letnim dzieckiem. ;*

#ZhGrS

Robiłam zimą prawo jazdy, byłam wtedy na "jazdach". Była to 13 i 14 godzina mojego kursu praktycznego. Przypomniałam mojemu instruktorowi, że jeszcze nie byłam na placu manewrowym, więc tam pojechaliśmy.

Ale nie, nie ćwiczyliśmy łuku czy ruszania na wzniesieniu. Gdy tylko wjechaliśmy na plac (cały pokryty śniegiem), usłyszałam:
- Gaz do dechy, młoda!
No to grzecznie cisnę do spodu.
A instruktor co?
- Ręczny!
I tak oto driftowaliśmy sobie L-ką po placu manewrowym :D

Mam najlepszego nauczyciela jazdy!

#IGaOQ

Pamiętam, jak za szczyla (nie pamiętam dokładnie wieku) w przedszkolu trafiła się lekko starsza banda dziewczyn, co wszystkich "terroryzowały", np. wrzuciły jakiegoś dzieciaka do śmietnika dla zabawy. Wtedy poznałem, co to kop w klejnoty (dostałem go, bo wszedłem na "ich teren" i się postawiłem, że ja też mogę się tam bawić). Rodzice dosyć szybko mnie przenieśli, ale musiałem tam przebywać jeszcze dwa dni.
Poinformowałem o zajściu panią, a co ona na to? Że oj tam, droczą się tylko dziewczynki. Nakazała, żebym je ignorował (zrobiła to tonem w stylu jakby malowała paznokcie, a ja jej przerwałem) i tyle z jej interwencji.
Co zrobiła, jak się odegrałem i jak mnie zaczepiały, to je ciągnąłem za włosy?
Dostałem od niej ochrzan, że tak się zachowuję...

Na szczęście nie dałem sobie wmówić, że to moja wina, ale współczuję innym dzieciom, którym takie gadanie robi krzywdę.

#IftXP

Parę lat temu, będąc jeszcze na studiach, w każde wakacje zgłaszałam się jako wolontariusz do pracy na koloniach jako wychowawca.

Na jeden z turnusów przyjęliśmy dzieci z placówki opiekuńczo-wychowawczej. Wśród nich był 16-letni chłopak, który ewidentnie nie chciał tam być - przyjechał, bo musiał. Kilka razy próbował nam uciec z ośrodka, wulgaryzmy były dla niego mowa ojczystą, nie brał udziału w żadnych zajęciach itp. Jego pasją była siłownia, więc był dość dobrze zbudowany, a w porywach gniewu zdarzało mu się wywracać stoły na stołówce czy wybijać okna.

Na koloniach każda grupa miała zawsze jakieś obowiązki. W tym dniu grupa chłopaka miała za zadanie nakrywanie stołów do posiłków. Chłopak oczywiście nie miał zamiaru pomagać swoim kolegom z grupy. Podeszłam do niego i poprosiłam spokojnym głosem, czy mógłby im pomóc. Chłopak stwierdził, że ma to w d***, tak samo jak całe te kolonie i mnie, no i zaczął jak zwykle swoje przekleństwa, a także stwierdzenia, że nie będzie słuchał jakiejś popier***** baby itp. Normalnie krzyknęłabym na takiego delikwenta, jednak ten chłopak był tak nieprzewidywalny, że najzwyczajniej w świecie bałam się, że może mnie uderzyć itp. Więc po prostu bez słowa odwróciłam się od niego i poszłam porozmawiać z jego wychowawcą.

Przyszedł czas obiadu. Jadłam zupę, kiedy nagle poczułam się obserwowana. Rozejrzałam się po sali, chłopak wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem. To samo było podczas wyjścia nad jezioro, wieczoru pogodnego, ogólnie do końca dnia chłopak patrzył się na mnie dziwnym wzrokiem, a ja czułam się ogromnie nieswojo. Nadszedł wieczór, cisza nocna, dzieci poszły ''spać'', udałam się do swojego pokoju.

Nagle ktoś wali do drzwi, otwieram, a tam ten chłopak pyta się, czy może wejść, bo musimy porozmawiać. Trochę zaniepokojona wpuściłam go, pokazałam krzesło, a sama usiadłam na tapczanie. I tu odbyła się rozmowa, której nigdy nie zapomnę. Chłopak pyta:
- Dlaczego to pani zrobiła?
- O czym mówisz? - pytam.
- Dlaczego dziś rano pani sobie poszła ode mnie?
- Bo byłeś chamski i wulgarny, a ja przyjechałam tu na wakacje i nie chcę takich rzeczy wysłuchiwać - odpowiedziałam.
- No tak! Ale dlaczego mi pani nie przyrżnęła za to w mordę?! - zapytał z autentycznym zdziwieniem w głosie.

Nieco zszokowana odpowiedziałam, że nie przyjechałam tutaj, żeby kogokolwiek bić. W tym momencie chłopak szybko wstał z krzesła i usiadł obok mnie na tapczanie, złapał moje ręce w swoje i ze łzami w oczach powiedział:

- U nas w placówce za takie coś wychowawca bierze mnie mnie do pokoju i tłucze, aż zrozumie, że robię źle. Ale jak tak pani sobie po prostu poszła bez słowa... Błagam, niech pani mi sprzeda liścia, ale niech pani już tak nigdy sobie nie idzie bez słowa, bo ja tak okropnie się nigdy nie poczułem.

Wstał i wyszedł.
Do końca kolonii zachowywał się jak anioł.

#eIJBX

Pewnego dnia wracając z pracy uznałam, że skoro jest piątunio piąteczek, kupię na wieczór z ukochanym jakieś wino lub piwo. Może uda nam się jakiś film zobaczyć po trudach całego tygodnia. Weszłam do sklepu, wrzuciłam do koszyka niezbędne moim zdaniem składniki udanego wieczoru. Kiedy wchodziłam klientów obsługiwała kasjerka, a kiedy przyszła kolej na mnie, byłam ostatnim klientem i zmienił ją kolega tuż przed zamknięciem.

Wziął mój koszyk, zagląda do środka i widzę, jak śmieją mu się oczy. Po chwili dotarło do mnie, że mam tam: 2 browary, popcorn i prezerwatywy.
Słyszę nagle:
- Widzę, że czeka panią wesoły wieczór.
- Tak, wiem. Mogłabym maskować prawdziwe zamiary, dokładając pomidory, mleko i chleb?
- Nie, nie. Wychodzi na to samo, tylko że ze śniadaniem.

Jeszcze kiedy wychodziłam, życzył mi udanego wieczoru :)

#W9NYl

Gdy miałem jakoś 13-14 lat, miałem taki moment, że oglądałem i czytałem wszystko co znalazłem o duchach itp. Zawsze z kolegami opowiadaliśmy sobie straszne historie, straszyliśmy się i ogólnie lubiliśmy się bać.

Doszedłem do takiego momentu, że bałem się nawet iść w nocy, po ciemku do ubikacji, bez oglądania się za siebie. To jeszcze nie było takie złe, w porównaniu do tego, że pewnego dnia, byłem cały dzień sam w domu i jeszcze okazało się, że noc też spędzę sam (znaczy się z moim psem). Mówię sobie, żadnych horrorów oglądać nie będę to dam radę.

Nadszedł późny wieczór, zjadłem coś i położyłem się na kanapie w salonie, skacząc po kanałach. Horrory omijałem szerokim łukiem, więc nie było najgorzej. Znalazłem jakiś film, to zacząłem oglądać. Pełen luz, leżę sobie na kanapie, obok leży mój pies, drapie go jedną ręką i jest spoko.

Światła były pogaszone i jakoś zaczęło mnie to drażnić, zacząłem oglądać się za siebie, przypomniałem sobie, że jestem sam w domu. Nagle z kuchni wydobył się przerażający dźwięk, przez który myślałem, że padnę na zawał. Ktoś beknął. Tak, byłem sam w domu, a w kuchni ktoś beknął jak świnia przy korycie. Od razu przypomniała mi się każda historia o duchach, jaką kiedykolwiek usłyszałem. Zamarłem w bezruchu, wpatrywałem się w futrynę drzwi, oświetlaną lekko przez telewizor, serce waliło mi jak sto pięćdziesiąt. Wyobrażałem sobie najgorsze. Spojrzałem pod kanapę, a mojego psa tam nie było. Szybko zapaliłem wszystkie światła i mój pies stał w kuchni, gapiąc się na mnie jakby chciał powiedzieć: "ty bekasz dużo gorzej, prosiaku".

Najwidoczniej myślałem, że go drapie, a w rzeczywistości drapałem dywan... Mam taką nadzieję.

Dziś (10 lat później) uwielbiam horrory, ale już się nie boję. W duchy wierzę nadal.

#vxsWa

Kiedyś, w szkole średniej na religii, prowadzonej przez katechetę, który aspirował do bycia takim "młodzieżowym", takim co to ma niby kontakt z nami, "fifarafa gangsta paradise", więc porusza trudny temat - pożycie seksualne...

Zaczyna bez ogródek, bo przecież szkoła średnia, więc i tak wszystko wiemy (z teorii), no to nie będzie nam tu o pszczółkach. No i mówi: "Stosunek seksualny to włożenie penisa do macicy".

Cała klasa najpierw spojrzenia po sobie, a potem zaczęliśmy mu brawo bić i gratulować wyposażenia.

#9yNie

Na wstępie powiem, że moja babcia to taki typowy moher. Nie mówię tego w negatywnym znaczeniu, po prostu stylówka typowej moherowej babci, co niedzielę pierwsza ławka w kościele, telewizja Trwam i te sprawy.

Ostatnio będąc u niej na niedzielnym obiedzie, poprosiła mnie, żebym poszła z nią do drugiego pokoju. Zapytała mnie jaki noszę rozmiar biustonosza... Lekko zdziwiona odpowiedziałam, na co ona powiedziała mi, że kupowała sobie bieliznę i jeden komplet wpadł jej w oko, więc mi kupiła... Oczami wyobraźni widziałam już ten komplecik będący metodą antykoncepcji i antygwałtu... ale z grzeczności się uśmiechnęłam i powiedziałam standardową formułkę "nie trzeba było...".

Jakież było moje zdziwienie, kiedy babcia wyjęła torbę znanej, drogiej marki... Jeszcze większym zaskoczeniem było to, co znalazłam w środku, czyli komplet koronkowej, seksownej, czarnej bielizny... Chyba nie doceniałam mojej babci.

Zastanawiam się tylko, czy ma to jakiś związek z tym, że w święta życzyła mi, żebym W KOŃCU znalazła męża :D

#oAWyc

Wybrałam się niedawno w odwiedziny do przyjaciółki. Przez całą tę kwarantannę nie widziałyśmy się od kilku miesięcy, więc miałyśmy wiele do obgadania. Przesiedziałyśmy kilka godzin, wypiłyśmy w tym czasie dwa wina, gin i butelkę wódki, mocno się upiłam, więc zostałam u niej na noc. Wiele razy tak się zdarzało, przyjaźnimy się od dziecka, jesteśmy dla siebie jak siostry, a jej dom jest moim drugim domem. Julia mieszka tylko z młodszym bratem, ich pokoje są na górze, ja nocowałam w salonie na dole.

W środku nocy ze snu wybudził mnie dotyk. Najpierw po udach, brzuchu, a później już wszędzie. Byłam kompletnie pijana, kręciło mi się w głowie, nie byłam w stanie zapanować nad swoim ciałem, próbowałam się bronić, ale napastnik bardzo szybko mnie rozebrał, zasłonił usta, przytrzymał mocno, a później zgwałcił. Po wszystkim po prostu sobie poszedł, a ja byłam tak zmęczona, śpiąca i pijana, że po prostu zasnęłam.
To był młodszy brat mojej przyjaciółki.
On ma 21 lat, ja 32. Za dzieciaka uczyłam go jeździć na rowerze, zabierałam na plac zabaw, woziłam w wózku, czytałam bajki, kupowałam prezenty na urodziny.
Nigdy w życiu nawet nie pomyślałabym, że cokolwiek mogłoby mi grozić z jego strony, traktowałam go jak własnego brata.

Następnego dnia, gdy już wytrzeźwiałam i dotarło do mnie co się stało, nie czułam żadnej traumy, jedynie obrzydzenie, bo czułam się, jakbym przespała się z kimś z własnej rodziny.
Wróciłam do domu, musiałam wszystko sobie na spokojnie ułożyć i przemyśleć.
I tak siedzę i myślę. Nie wiem co z tym zrobić, całe moje dotychczasowe życie, poczucie bezpieczeństwa, cała radość, to wszystko runęło w jednej chwili. Co bym nie zrobiła, czy bym zgłosiła to gdzieś, czy nie, już nigdy nie będzie tak samo. Jeśli zgłoszę, wiem, że moja przyjaciółka stanie po mojej stronie, ale zniszczę jej relacje z bratem, zniszczę ich rodzinę na zawsze. Jeśli nie zgłoszę, sama nie będę w stanie już nigdy z nią szczerze porozmawiać, przekroczyć progu ich domu.
A bez względu na to co zrobię, już nigdy nie będę w stanie komuś zaufać.
Dodaj anonimowe wyznanie