Byłem sobie ja, żyłem sobie powolutku i poznałem ją. Postanowiłem poznać się z nią bliżej. Z braku odwagi pisałem z nią przez internet, nie przyznając się kim jestem. Rozmawialiśmy coraz częściej i dłużej, więc pomyślałem sobie "a raz kozie śmierć", powiem jej kim jestem, spotkamy się i będzie cud miód.
A gdzie tam...
Jak się dowiedziała kim jestem, nasze konwersacje i nocne pogaduchy skończyły się na krótkim "Pa!".
Walnę wam prosto z mostu. Przed chwilą usłyszałem jak tata rozmawiał z jakimś panem przez telefon:
- Proszę pana, ile razu mam panu mówić to pomyłka. To normalny dom i nikt tu nie ogląda porno...
Coś czuję, że mogę mieć przej**ane...
Pracuję jako nauczycielka w szkole podstawowej. Tego dnia na długiej przerwie obiadowej miałam dyżur na stołówce. Jak zwykle chodziłam między stolikami, gdy zauważyłam na podłodze 2 grosze. Podniosłam, chuchnęłam i zadowolona z siebie schowałam do kieszeni. Nie wierzę w zabobony, ale akurat ten przesąd, że chuchnięcie na znalezioną monetę przynosi szczęście, wydaje mi się sympatyczny.
Parę chwil później, niedaleko tego miejsca, znalazłam kolejną dwugroszówkę. Rozejrzałam się, podniosłam, chuchnęłam i do kieszeni. Nie minęły trzy minuty, a tu kolejna! Niedługo potem następna! Nie mogłam się nadziwić, że tyle tych monet znajduję, łącznie było ich z dziesięć, „Jak tak dalej pójdzie wkrótce podwoję moją nauczycielską pensję!” - pomyślałam.
Gdy zbliżał się dzwonek sięgnęłam do kieszeni, aby nacieszyć oczy nowo nabytą fortuną. Kieszeń była pusta, zostałam okradziona! Zaczęłam się rozglądać i zauważyłam podejrzanych chłopców z 6 klasy, którym było wyjątkowo wesoło. Podeszłam i spytałam co ich tak bawi, a jeden z nich odpowiedział “Proszę dokładniej sprawdzić kieszeń”. Sięgnęłam ręką głębiej i okazało się, że miałam w niej dziurę. Chłopcy cały ten czas oglądali, jak pani nauczycielka zadowolona w kółko podnosi tę samą monetę…
Miałem paręnaście lat i jeszcze mieszkałem z rodzicami. Pewnego wieczora, szykując się do snu, zauważyłem, że mój tata ubrany w szlafrok podąża w kierunku lodówki, a następnie wyjmuje z niej puszkę znanego napoju energetycznego, co to jeśli wierzyć reklamom, dodaje skrzydeł. „Jak to teraz wypijesz, to nie będziesz mógł zasnąć” - życzliwie poinformowałem ojca. Tatko otwierając napój przeciągle spojrzał na tyłek mojej mamy, która akurat przechodziła obok i rzekł: „Taki właśnie jest plan, synu...”. W tym pamiętnym dniu, kiedy dowiedziałem się, że starzy ludzie też uprawiają seks, byłem tak bardzo wstrząśnięty, że nie mogłem zasnąć...
Od jakiegoś czasu mam problem z wypadającymi włosami. Strasznie się tym martwiłam, więc poszłam do lakarza dowiedzieć się, jaka może być tego przyczyna. Dostałam receptę na witaminy, kupiłam serum, odżywki, itp. Po jakimś czasie zauważyłam, że nigdzie nie walają się już głosy, szczotka jest pusta, więc stwierdziłam, że moje zabiegi przyniosły rezultaty i jest już lepiej.
Dziś rano wstałam jak zwykle przed moim chłopakiem, wychodzę do pracy o godzinę wcześniej, więc kiedy sobie smacznie śpi, ja wychodzę. Byłam spóźniona, szukałam czegoś w garderobie i usłyszałam, że wstał mój mężczyzna, więc poszłam się przywitać. Zastałam go w łazience z garścią moich włosów w ręku. Okazało się, że codziennie rano sprzątał moje włosy z poduszki, podłogi i łazienki, żebym się nie martwiła, że mi wypadają! A ja głupia myślałam, że witaminki zdziałały cuda...
Mam 42 lata, 3 lata temu się rozwiodłam. Mąż po prostu odszedł do młodszej, małżeństwem byliśmy tylko dlatego, że wpadliśmy. Nie załamałam się, zaczęłam w końcu żyć, mam wspaniałą 23-letnią córkę, z którą świetnie się dogaduję. Niestety w pracy poznałam i wdałam się w romans z młodszym o 15 lat kolegą. Ani on, ani ja nie pomyśleliśmy o antykoncepcji. Jestem w 6 miesiącu ciąży.
Moja córka kilka dni temu poinformowała mnie, że spotyka się " na mieście" z kolegą, którego chce mi przedstawić, bo jest z nim w 3 miesiącu ciąży. Tak, to ten sam chłopak, z którym ja jestem w ciąży.
Jakiś czas temu czytałam wyznanie dziewczyny, której chłopak oświadczył się w parku. Tak się składa, że u mnie w rodzinie zdarzyła się podobna sytuacja: tata oświadczył się mamie w warszawskich Łazienkach.
Biedaczek, był tak zestresowany, że gdy przyszło co do czego, ukląkł pośpiesznie, wyciągając w kierunku mamy pierścionek. Mama, zajęta obserwacją wiewiórki na drzewie, nie zauważyła tego nagłego zwrotu akcji i zaliczyła popisową glebę, potykając się o ojca i przelatując mu przez plecy.
Po wszystkim oczywiście zgodziła się i przez kilka minut szukali pierścionka, który w trakcie upadku poszybował w stertę liści. Do tej pory, pytana przez innych o zaręczyny, mówi, że były "powalające" :)
Czasy studenckiej biedy i nędzy. Poszedłem z ostatnimi 50 zł do sklepu, by kupić jakiś symboliczny podarek kumpeli na urodziny. Wybrałem kubek, który wiedziałem, że jej się spodoba i poszedłem do kasy. Nikogo przy niej nie było, a na zapleczu słychać było szefową strofująca pracowniczkę o jakąś pomyłkę. Po chwili dziewczyna wyszła, by mnie obsłużyć - wyglądała na przejętą odebraną burą i na po ludzku zmęczona.
Skasowała mi kubek za 3 dychy, po czym wydała mi 70 zł z moich 50! Jakże przydałby mi się wtedy ten nieoczekiwany bonus... Przez sekundę gadzia część mojego mózgu krzyczała "Piniondz! Bierz!", ale oczywiście zwróciłem dziewczynie uwagę, że się pomyliła i odsunąłem nadmiar reszty. W odpowiedzi usłyszałem tylko "o boszz..." i ciężkie jak wywalony na plażę waleń wzdychniecie. Za mną stała w kolejce pani koło 60 lat i jej reakcja wynagrodziła mi wszystko: "Bardzo ładnie się pan zachował, taka postawa się chwali" wypowiedziane z taką aprobatą i podziwem, że aż się zawstydziłem.
Nigdy w życiu nie naciąłbym kasjera. Zawsze uważałem, że robienie takiego czegoś to sku****syństwo. To czego nie wiedziały dziewczyna i pani z kolejki to fakt, że samemu kiedyś zdarzyło mi się pracować na kasie i wydawałem nie raz do 100 z 50 zł.
Lęk przed ciążą paraliżuje mi moje życie.
Mam 25 lat i za wszelką cenę nie chcę być w ciąży. Moje życie seksualne jest raczej luźne. Mam kilku stałych partnerów na zasadzie fwb. Współżyję od 16 roku życia. Po drodze były różne związki, miłostki i jeden poważny chłopak, z którym nie tak dawno temu rozstałam się. Niezależnie od tego, z kim byłam i jak to wyglądało, bałam się jednego - ciąży.
Pamiętam, że w wieku 13, 14 lat naczytałam się bzdur o zajściu w ciążę na basenie lub w publicznej toalecie i od tej pory każde wyjście w te miejsca związane było ze strachem. Później każdy stosunek oznaczał minimum tydzień lub dwa tygodnie siedzenia i czytania o objawach ciąży (notabene podobnych do objawów miesiączki), metodach usuwania ciąży w domu, tabletkach poronnych albo lekach powodujących poronienie. Zawsze w pewnym momencie dochodziłam do wniosku, że na pewno jestem w ciąży i że spełniły się moje najgorsze obawy. Biorę tabletki antykoncepcyjne, a oprócz tego używam prezerwatyw, więc bycie w ciąży wydaje się praktycznie niemożliwe, ale i tak towarzyszy mi dokładnie taki sam strach jak wtedy, gdy używałam tylko prezerwatyw.
Bycie w ciąży budzi we mnie lęk, atak paniki. Wyobrażam sobie ból towarzyszący porodowi i niemalże czuję go na własnej skórze. Staję przed lustrem i wyobrażam sobie, że mam brzuch ciążowy w rozstępach, że jestem gruba i już niedługo wyjdzie ze mnie nowy człowiek, dla którego jestem tylko futerałem. Nawet pisząc to mam ochotę krzyczeć, wyć. Rozmawiałam z moimi partnerami o tym i uspokajają mnie. Ale jak tu żyć, skoro większość moich koleżanek właśnie zachodzi w planowane lub nieplanowane ciąże? Mam wtedy świadomość, że coś takiego naprawdę się przydarza ludziom i że mnie na pewno też spotka.
To zabrzmi dziwnie, ale wiem, że jeśli zajdę w ciążę, to na 100% ją usunę. A jeśli to się nie uda, zabiję się. Czytałam wyznania matek, które rozważały aborcję, ale dały się przekonać na poród i teraz się cieszą. Ja wiem, że to nierealne. Gdybym była w widocznej ciąży, to pierwszym i ostatnim co bym zrobiła byłoby skoczenie z dachu.
Paradoksalnie lubię dzieci i mogłabym je kiedyś mieć. Mam do nich dobre podejście i za kilka lat mogłabym się na dziecko zdecydować, ale tylko adoptowane.
Jakiś czas temu córka zaczęła nalegać na zakup zwierzątka. Ponieważ mamy już dwa psy, z których jeden jest zapatrzony we mnie, a drugi słucha tylko męża, mała bardzo chciała mieć też "tylko swojego" zwierzaka. Dodam jeszcze, że mamy bardzo wścibską i męczącą sąsiadkę. Nie było niemalże dnia, aby nie zadzwoniła do drzwi pod byle pretekstem, wpraszając się na kawę na bite kilka godzin. Dyskretnie dawaliśmy jej do zrozumienia że trochę przesadza, niestety bez rezultatu.
Któregoś razu siedziała akurat u mnie w kuchni i paplała o wszystkim, podczas gdy ja słuchając jej jednym uchem robiłam obiad. W pewnym momencie wyłowiłam bardzo ciekawą informację. Dowiedziałam się że sąsiadka panicznie boi się gryzoni i że kiedyś o mało na zawał nie zeszła gdy u szwagra w stodole zobaczyła szczura. Eureka! Już wiedziałam jakie zwierzątko dostanie nasza córka.
Następnego dnia pojechaliśmy do sklepu po nowego domownika. Przez pierwszych kilka dni Leon przyzwyczajał się do nowych warunków w pokoju małej, a ja już nie mogłam doczekać się chwili kiedy przedstawimy go naszej sąsiadce. Wreszcie nastał ten dzień. Sąsiadeczka rozwalona w fotelu kawkę popija, ciastem się zażera (specjalnie upiekłam na tę okoliczność) a tu córcia wbiega z Leonem w dłoniach i radośnie krzyczy: "Proszę pani, proszę pani! Niech pani zobaczy jakiego mam ładnego szczuuuraaa!". Efekt był natychmiastowy. Tygrysi skok na ławę i dziki wrzask. Nie żałuję poplamionego kawą fotela ani rozbitej patery.
Tak niewielkim kosztem zyskaliśmy święty spokój, a przy okazji świetnego zwierzaka, który stał się ulubieńcem całej rodziny.
Dodaj anonimowe wyznanie