#VqmS1

Wstaję codziennie o 5:30. Czasami budzę się kilkanaście minut wcześniej i cieszę się jak głupi, że mogę sobie jeszcze te kilkanaście minut poleżeć. Ostatnio wpadłem na genialny pomysł. Od tamtej pory nastawiam budzik na 4:30. Budzę się ze świadomością, że muszę już się zbierać do pracy i po chwili uświadamiam sobie, że czeka mnie jeszcze cała godzina snu. Piękne uczucie!

#cMDsl

Kiedyś podczas corocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy razem ze znajomymi i moim chłopakiem stałam i patrzyłam na "światełko do nieba ". Wiadomo - ludzi pełno i mało co widać. Jako że nie należę do osób wysokich, ze znudzeniem patrzyłam na ludzi. Zaciekawiła mnie jedna para stojąca w tłumie. Była to para staruszków po 70. Stali tak samo jak my, przytulali się i w jednym momencie staruszek dał swojej wybrance życia soczystego całusa, klęknął przed nią i jej się oświadczył.
Było to takie wzruszające, że aż popłynęła mi łezka. Ludzie naokoło zaczęli bić brawo i mało kto interesował się w tym momencie fajerwerkami.

Miłość potrafi przyjść w każdym wieku.

#ziB0y

Kiedy miałem kilkanaście lat i zacząłem zadawać ważne dla mnie pytania, postanowiłem uzyskać od mojego ojca informacje na temat tego, czy moje przyjście na świat było wynikiem miłości i chrześcijańskiego planowania rodziny. „Młody, jeśli nie liczyć pijackiej orgii, w której razem z twoją mamą wzięliśmy udział dziewięć miesięcy przed twoim urodzeniem, to raczej staraliśmy się unikać wpadek. Mieliśmy plany, marzenia… Rozumiesz?” - odparł mój tatko.

Teraz wiem, że to był idiotyczny żart mojego staruszka, jednak wtedy poczułem się, jakbym został poczęty w bangbusie...

#TeZX7

Od dnia, w którym zostałem adoptowany, robiłem wiele przykrości rodzicom, bo w domu dziecka miałem wielu przyjaciół i żal mi było ich zostawiać. Byłem chyba jedynym dzieckiem, które chciało tam trafić znowu. Mój tata, mimo że robiłem mu przykrości, pewnego dnia zabrał mnie na spotkanie ze swoimi przyjaciółmi na boisko do siatkówki. Patrzyłem jak grają i jaką im to sprawia przyjemność i zapragnąłem też spróbować. Od tamtego czasu moje zachowanie zmieniło się, pokochałem rodzinę i ten sport. Tata zawsze wspierał mnie na każdym meczu, graliśmy razem prawie codziennie.

Dlaczego o tym piszę? Może dlatego, że tata umarł na zawał i zawsze gdy gram, czuję jego obecność przy mnie. Moi znajomi śmieją się, że gdy ledwie trafiam w boisko, to znaczy, że tata z nieba przesuwa piłkę tak, by trafiła ;)

#OLWbq

Zacznę od początku. W kwietniu skończyłam 18 lat. Aktualnie uczę się w liceum, ogólnie raczej byłam niewyróżniającym się przeciętniakiem - tak dla informacji.

Moja rodzina postanowiła mi, cytuję, "uświadomić, na czym polega dorosłe życie".
Teksty o wyrzuceniu z domu są na porządku dziennym, bo przecież jestem dorosła i mam sobie radzić.
Nie wiem ile razy usłyszałam, że jestem do niczego nienadającym się pasożytem społecznym, bo... nigdy nie pracowałam.

Na koniec 2 liceum zrobili mi awanturę, że nie nadaję się do nauki i mam iść pracować, najlepiej fizycznie. Wyjaśnienia nie uzyskałam.
Na początku września kolejna awantura - bo zniszczyłam ich plany na przyszłość (bo przecież wszyscy od iks lat wiedzą, co chcą robić w życiu, a córka koleżanki od początku liceum wie, że będzie studiować na lekarskim etc.).

Bardzo chcę zdać maturę i iść na studia, choć trochę się odciąć.
Nie wiem, co będzie w maju.
Jest grudzień, to nadal we mnie siedzi.
Czasem się zastanawiam, z kim ja mieszkam pod jednym dachem.

#QiQLI

Czasem warto zakończyć coś wcześniej, aby uniknąć potem nieprzyjemności i goryczy związanej z trwałym uszkodzeniem godności.

Miałem kiedyś dziewczynę, istotkę bardzo towarzyską, radosną i zdawać by się mogło – kochającą. Po roku naszego, bardzo udanego, związku, wybranka mego serca podjęła decyzję wyjechania do Hiszpanii w ramach programu Erasmus. Mieliśmy codziennie „widywać się” na Skype, a zgodnie z jej obietnicami – nasz związek był już na takim etapie, że niestraszny mu był nawet największy dystans!

Wieczór przed wyjazdem wpadłem do mojej dziewczyny z wizytą. Kiedy poszła do sklepu, aby zaopatrzyć się w parę drobiazgów, otworzyłem jej walizkę. Chciałem tam włożyć mały prezent, który dla niej kupiłem. To miała być niespodzianka, a tymczasem prawdziwą niespodziankę „dostałem” ja. Między ubraniami, suszarkami, książkami i kosmetykami spoczywały trzy duże opakowania prezerwatyw!
Zerwałem z nią jeszcze tego samego wieczora, nie mówiąc nic o moim odkryciu.

Później dowiedziałem się, że wróciła z wyjazdu będąc w ciąży i nie znając ojca swojego dziecka. Najwyraźniej źle sprawę skalkulowała i jednak mogła zabrać cztery opakowania gumek…

#CX0Xe

Jestem głupia i pewnie wielu z Was mi to teraz powie.

Miałam narzeczonego. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat, planowaliśmy na wakacje ślub, a dopiero co zostaliśmy rodzicami. Kiedy okazało się, że rodzina ma się powiększyć, zrezygnowałam ze swojego mieszkanka i kupiliśmy większe, wspólne. Wielki krok, ale sądziłam, że to naprawdę już na zawsze...

Po narodzinach naszej pociechy i "zakończonej" przeprowadzce wpadła do nas moja siostra - dodam, że ona ma ledwo 18 lat, a my dwa razy tyle. Mój wspaniały narzeczony uchlał się w trzy dupy i całował się z moją siostrą (ona też upita) i ją obmacywał. Potem pisał do niej SMS-y, że od zawsze mu się podobała i że go podnieca. Siostra zachowała trochę przytomności i zrugała go za to i dodała, że wykorzystał fakt, że była pijana. Mimo wszystko podziwiam ją, że mi o tym powiedziała - on nie miał na tyle odwagi. I co teraz... Mieszkam z nim, bo nie mam gdzie wrócić. Siostra to jeszcze dziecko i na jej młodość mogę zrzucić jej brak asertywności po alkoholu, więc nie mogę jej winić, zwłaszcza że ona nie ma nikogo, a on miał rodzinę i to on nie powinien dopuścić do takiej sytuacji. Śpimy osobno, a nasze rozmowy ograniczają się do "domowych formalności". On zaczyna udawać, że nic się nie stało, próbuje mnie dotykać, a ja czuję tylko obrzydzenie...

Zostawiłam dla niego wszystko. Nie mam mieszkania, do którego mogę wrócić. Mam z nim kredyt i nowo narodzone dziecko... I jedyne co mam w głowie, to że teraz nawet gdybym chciała go zostawić, to nie mam dokąd pójść, więc pewnie będę w tym trwać. On pewnie zrobi to po raz kolejny z innymi, a ja nic nie mogę na to poradzić.

#eNXdV

Początek tego roku, typowa koszmarna niedziela, wszystko było nie tak jak chciałam, po prostu pech. Zeszłam do metra, żeby wykupić bilet na kolejne 90 dni. Wkładam kasę do automatu, przyjął stówkę, a drugiej nie chce. Nie mam żadnej innej. Pytam przechodzących ludzi, czy mogliby mi rozmienić, ale każdy mnie ominął. Nie odpowiadali nic albo tłumaczyli, że nie mają czasu. Po kilku minutach rozpaczy i zwątpienia w ludzką "bezinteresowną pomoc", przyszedł mi na pomoc jakiś pan. Rozmowa potoczyła się mniej więcej tak:

- Czy mógłby mi pan rozmienić 100 złotych, bo automat nie chce ich przyjąć...
- Niestety nie, ale mam inny pomysł.
Zapłacił za mój bilet swoją kartą.
- Bardzo dziękuję, ale nie będę miała jak panu zwrócić brakujących 40 złotych...
- Do widzenia i szczęśliwego Nowego Roku.
- Ale...
- Szczęśliwego Nowego Roku!
I zniknął.
Jeżeli jakimś cudem pan to czyta, to jeszcze raz dziękuję. Oby do pana wrócił ten dobry uczynek, z dużą nawiązką :)

#f5s3d

Dyskoteka. Musiałam wraz z znajomymi wracać taksówką. Po wypiciu kilku drinków, język się trochę plącze. Na pytanie przyjaciółki, która jest przy kości, o cenę taksówki, odpowiedziałam: "3 złote za kilogram". Chodziło mi o kilometr.

Do dzisiaj jest mi głupio i ograniczam picie na imprezach.
Dodaj anonimowe wyznanie