#2HNN7
Dokładnie 1,5 roku później koleżanka wzięła mnie na imprezę do akademika.
Był na niej pewien chłopak (pan Y), który od razu wpadł mi w oko. Jako że nie "wyleczyłam się" po poprzednim związku, nie chciałam nawet do gościa zagadać, a on sam też nie wyglądał na zainteresowanego rozmową ze mną. Po jakimś czasie poszliśmy całą grupą do jednego z krakowskich klubów, gdzie spędziliśmy wesoło czas do 3:30. Z licznej grupki, która wyszła z akademika, zostałam ja i trzech facetów, postanowiliśmy więc zbierać się do domu. Wyszliśmy przed klub i czekaliśmy na jednego kolegę, któremu ubieranie się zajęło wyjątkowo długo.
Stojąc przed wejściem, zaczepiło mnie dwóch dresów, krzycząc coś o fajnych dupach, blondynkach i zabawieniu się z nimi. Kiedy panowie zaczęli być wobec mnie bardzo natarczywi, pan Y powiedział do jednego z nich, aby się ode mnie odczepił. Kiedy ten go popchnął, pan Y dał mu w zęby. Dres spadł na ziemię, ale na mojego obrońcę rzucił się drugi. Kolega, który stał z nami, dołączył się do bójki, jednak z klubu wypadło dwóch kolejnych dresów i zaczęła się niezła awantura. Jakiś czas to wszystko trwało, ktoś z ulicy nas rozdzielił, i pojechaliśmy do domu.
Pan Y chciał mnie po tym wszystkim odprowadzić. Pozwoliłam mu. Zaimponowało mi jego zachowanie, ale jakoś nie dopuszczałam do siebie myśli, że moglibyśmy być razem. Tym bardziej, że chłopak był młodszy ode mnie 3 lata i skończył "tylko" zawodówkę. Mimo że świetnie nam się rozmawiało, pożegnaliśmy się pod moim mieszkaniem, a ja poszłam spać nieco smutna.
Następnego dnia pan Y napisał, że przychodzi na herbatę. I tak się zaczęło. Długo przynosił mi czekolady, kiedy skręciłam kostkę w środku nocy zaniósł do szpitala, odbierał mnie wieczorami z pracy, a kiedy byłam chora siedział przy mnie i łyżeczką poił herbatą. W końcu dałam mu szansę i był to najlepszy wybór w moim życiu - od 2 lat jestem w szczęśliwym związku i teraz wiem, że pan mgr inż X nie dałby mi takiego szczęścia jak mój mechanik samochodowy. Mam chłopaka o złotym sercu, pracowitego, opiekuńczego, kochającego. Robi wszystko, abym była szczęśliwa.
Dziękuję Bogu, że w porę otworzyłam oczy, bo byłabym najdurniejszą babą na świecie. Czasem nie warto rozpaczać po kimś, kto nie jest tego warty. A nuż za rogiem czeka ktoś, kto dla ciebie wda się w bójkę z dresami i będzie kupował czekolady? :)
PS Pan Y wyznał mi, że od razu wpadłam mu w oko na tej imprezie. Bał się podejść i zagadać, bo był "tylko mechanikiem", a ja dziewczyną "ze studiów".
Takie ot moje przemyślenie, przecież teraz realia są takie, że mechanik bardzo często zarabia więcej niż ktoś po skończonych studiach.. Nigdy nie zrozumiem tego porównywania i uważania kogoś za lepszego bo studiuje. Studiować może każdy, jednak to często nie idzie w parze z rozumem i tzw. Fachem w ręku.Bardzo cieszy mnie wasze szczęście i pozdrawiam.
Szczególnie, że mechanik to w dzisiejszym świecie jeden z najbardziej potrzebnych zawodów
A od kiedy wartość człowieka mierzy się w wysokości dochodów?
Jak ma swój, dobrze prosperujący zakład to pewnie zarobi dobrze, ale nie oszukujmy się, że mechanik na etacie zarobi (bez dorabiania sobie po godzinach) więcej niż inżynier.
A ja miała na odwrót. Jak miałam 20 lat zakochałam się w bardzo przystojnym chłopaku, bez studiów. Niestety przez 5 lat związku, który trwał w trakcie kończenia przeze mnie polibudy, często czułam, że chłopak ma przez to kompleksy i wiecznie próbował ze mną rywalizować, podbudować sobie ego. Ja nie miałam problemu z jego brakiem studiów, ale on miał problem z tym, że kobieta jest od niego lepiej wykształcona i zaraz będzie mogła robić uprawnienia budowlane, mimo, że on "lepiej zna się na budowlance...". Po tym związku postanowiłam, że nie będę się już wiązać z facetem o niższym wykształceniu niż moje, bo nie chce mi się szarpać, z czymś niedowartościowaniem i tym całym męskim "EGO" ;/
Studia dziś to ściek, dziwne rozumowanie gościa
Jeszcze zależy od człowieka, co z tych studiów wyciągnie. Ale to, że tylko po studiach jest praca i osoby po studiach są "tymi lepszymi" to archaiczne i oderwane od rzeczywistości myślenie.
Politechnika to tez sciek?
Gdyby nie to PS mogła to być dobra opowieść