#xvXv1
Nie wiem skąd mi się to wzięło. Rodzice nie trzymali mnie pod kloszem, wręcz przeciwnie, w dzieciństwie i nastoletnich czasach byłam otwartą, odważną i ciekawą świata osobą. W pewnym momencie coś przeskoczyło mi w mózgu i zamieniłam się w kobietę trzęsącą się ze strachu na samą myśl o kupieniu mleka. A co, jak mi karta nie zadziała? Zapomnę PIN-u? A jak będę płacić gotówką i nie będą mieli wydać? Mieć odliczone? A co jeśli zgubię drobne? Stresują i paraliżują mnie dosłownie takie pierdoły, że aż mnie zażenowanie łapie na samą myśl.
Jeśli was jeszcze nie złapało, to słuchajcie tego.
Poznałam kiedyś faceta przez internet i miałam do niego pojechać pociągiem. Nigdy sama pociągiem nie jechałam i stresowałam się bardzo. Co jeśli wsiądę do złego? Nie znajdę mojej stacji? Spóźnię się? Nie zadziała mi bilet na bramkach? Zgubię się? Ktoś mnie o coś zapyta? (zabawne, ale kompletnie nie stresowałam się tym, że jadę do obcego faceta, o którym nic nie wiem, a który może mnie porwać, zgwałcić lub zabić).
No więc, bałam się do tego stopnia, że poprosiłam mojego byłego chłopaka, by ze mną pojechał... On jedyny znał wtedy moje fobie i akceptował je, gdy byliśmy razem. No i zgodził się. Kupiłam mu bilety w obie strony i w ten sposób mój były odwiózł mnie na randkę z moim obecnym facetem. Który to teraz załatwia wszystko za mnie, łącznie z umawianiem mnie do ginekologa i chodzeniem ze mną na wizytę.
Leki niewiele pomagają jeżeli bierzesz niewłaściwe. Takie świrowania świetnie eliminują leki, ale przeciwlękowe, a nie uspokajające. Warto również ustalić przyczynę i zająć się tym, co leży u podstaw - skoro sama nie jesteś w stanie tego zrobić, to przy pomocy specjalisty.
Co się stanie jak karta nie zadziała albo zgubisz pieniądze? A jajco. Nie zrobisz zakupów i tyle. Przecież kasjer Cię nie zastrzeli. A jak wsiądziesz do złego pociągu? Przecież Cię nie wywiezie na środek pustyni ani w kosmos, tylko w jakieś miejsce w Polsce, z ktorego bez problemu wrócisz. Uczepiłaś się tych facetów zamiast poszukać konkretnej pomocy. Tu nie wystarczą leki uspokajające, które prawdopodobnie i tak masz źle dobrane. Potrzebna by była jeszcze terapia. Skoro tak się boisz "a co jeżeli", to sobie pomyśl, co będzie jeśli któregoś dnia nie będzie przy Tobie nikogo, kto będzie mógł czy chciał Ci pomóc. A co jeśli któregoś dnia to Twój facet będzie potrzebował pomocy? Olejesz go bo będziesz się wstydzić gdziekolwiek pójść?
janko niby tak, ale bedzie WSTYD i wszyscy beda patrzec
(chociaz tak naprawde nic ich to nie obchodzi i nie wiadomo cyz ktos by zauwazyl..)
Ja tak sobie myślę, że kluczem do wyzbycia się wielu lęków jest uświadomienie sobie, że nasze życie mało kogo obchodzi. Nawet jak zauważy, że jakiejś lasce przy kasie nie zadziałała karta, to i tak następnego dnia nie będzie o tym pamiętał, bo ma własne problemy.
no wlasnie to chcialam powiedziec, wiele rzeczy odbieramy ksiobnie zupelnie niepotrzebnie
duzo czaus zajelo mi zanim doszlam do wniosku, ze zdaniem obcych ludzi nie warot sie przejmowac i nie dotyka mnie ono
dlateog proponowalam terapie, bo janko masz racje
- zapomnieniu pinu mozna zapobiec zapisujac w telefonie z innymi cyframi pod jakas nazwa
- bilet nie dziala w bramce? idziesz do innej
- karta nie dziala w sklepie? miej ze soba na wszelki gotowke
- wysiadziesz na nie tym przystanku? spoko, spoznisz sie, ale zawsze mozesz wrocic tramwajem czy pociagiem
- w restauracji, u lekarza nikt cie nie wysmieje (chociaz nadal mam opor na rozmowe z obcymi, traktuje tojak questa do zrobienia po prostu)
- zgubisz sie? to masz gps w telefonie
itp.
no i tu nie dadza rady uspokajacze tylko neuroleptyki- na lęki wlasnie
z tym luzackim podejściem to też nie jest o dziwo tak różowo. ja zostalam wychowana właśnie z założeniem, że przecież zawsze jakoś sobie poradzę, że nie musi być idealnie, że jak czegoś zapomnę, to trudno... a obecnie już dwóch koich byłych narzekało, że jestem przez to roztrzepana, zapominalska, że mam wszystko gdzieś i lecę przez życie na yolo, bez planu, i przez to często przysparzam innym kłopotów...
no i kończąc historię, obecnie mam jak autorka (choć może trochę mniej, bo leków żadnych nie biorę, ale każda decyzja i przedsięwzięcie to dla mnie gigantyczny stres, a już zaplanowanie wyjazdu to - przez ilość rzeczy, które mogą pójść nie tak, istny koszmar).
@Zmineralizowana A mnie irytują osoby takie jak autorka, które wiedzą, ze mają problem, ale nie starają się nic z tym zrobic, za to oczekują od wszystkich zrozumieniai akceptacji. Zamiast poszukac lekarza, który będzie w stanie jej pomóc, ona szuka kolejnych facetów, którzy będą za nią wszystko ogarniać.
Nie piszę tego złośliwie, ale to są moje pierwsze myśli po przeczytaniu wyznania - trudno musi się z Tobą żyć, bo związek przypomina niańczenie Ciebie, robienie za Ciebie wszystkiego o co poprosisz (robi to nawet Twój były).
Na zdrowy rozum - jeśli jesteś w stanie pracować i wchodzić w relacje z nowymi mężczyznami to jest spora szansa, że inne rzeczy też mogłabyś robić sama.
A o z sytuacją gdy to inni będą potrzebować Twojej pomocy? Np. obecny chłopak będzie ciężko chory i nie da rady się Tobą opiekować? Twój były będzie mu załatwiał lekarza?
Swoją drogą masz niesamowity radar to wybierania osób, którymi możesz się w jakiś sposób wysłużyć, kto bardzo lubi się czuć pomocny.
kochana mocno cie rozumiem, nienawidze rozmawiac z obcymi przez telefon, 2 miesiace zbieralam sie by umowic sie do gina, ze skierowaniem na rehabilitacje czekalam do ostatniego dnia by sie zarejestrowac, nienawidze zamawiac zarcia telefonicznie, nienawidze jadac w restauracjach- bo czuje sie nieswojo jak co chwila podchodzi kelner i cos chce...
mam katastroficzne wizje typu "a co jesli sie nie uda", overthinking
idz do psychiatry po leki przeciwlekowe i bierz wg zalezen ( a nie ze pomogly, to juz nie trzeba), zapisz sie na psychoterapie i powoli przepracowywuj problemy
Faceci naprawdę lubią niemoty do opiekowania się
Nie wszyscy.
A co jeśli to Twój facet będzie potrzebowal pomocy i będziesz akurat jedyną osobą która będzie mogła pomóc? Gdzieś pójść, zadzwonić, coś załatwić,co wtedy zrobisz, nie pomożesz mu? Powiesz że się boisz i go z tym zostawisz?
No i dokąd będziesz taka życiową niedorajdą? Nie męczy Cię to aby?
Raczej z opisu wynika ze męczy
I tak planujesz przeżyć swoje życie jako kompletna niedojda na cudzych plecach?
Leki lekami, ale potrzebujesz terapii. Takiej która małymi kroczkami oswoi cię z podejmowaniem ryzyka.
A ja proponuję głęboką wodę.
Jak już sytuacja się uspokoi i będzie można się swobodnie przemieszczać, znajdź sobie za granicą coś, na czym bardzo ci zależy.
Np. koncert ulubionego zespołu.
I pojedź sama.
Niech cię ktoś zapakuje w busa/odprowadzi do kontroli na lotnisku i leć.
Wyglupisz sie? Zawsze możesz przypalić głupa, że nie zrozumiałaś. Więcej tych ludzi nie spotkasz. Nawet jak zwrócą na ciebie uwagę, co jest mało prawdopodobne, bo każdy jest pieprzonym egoistą i nie zwraca uwagi na innych, będziesz dla nich tylko obcą laska z zagranicy, która nie ogarnia języka.
Dwa staże zagraniczne, miesiące w obcych krajach totalnie samej, nauczyły mnie życia lepiej, niż wyprowadza z domu na studia na drugi koniec Polski.