Miałam 11 lat. O 19 godzinie wracałam do domu od koleżanki. Było już ciemno, dochodziłam do domu, a po drugiej stronie chodnika szli trzej faceci. Oczywiście wzięłam telefon do ręki i udawałam, że coś robię, aby na mnie nie zwracali uwagi. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Mama na szczęście nie śpieszyła się, by mi otworzyć, dzięki temu zobaczyłam, jak ci mężczyźni przeskakują za płot do sąsiadki. Powiedziałam o tym rodzicom, jednak opisałam im zły dom i poszli nie do tego domu co trzeba. Wracając jednak zobaczyli, jak złodzieje wyskakują przez balkon z domku obok. Mój tata (który kiedyś pracował w policji) zaczął ich gonić, tamci jednak mieli łomy i tata zrezygnował z pościgu na własną rękę. Policja przyjechała, oczywiście zaczęli mnie przesłuchiwać. Okazało się, że złodzieje mieli na celu okraść cały dom, a dzięki mnie, zabrali całe 10 złotych.
Sąsiadka po powrocie do domu dała mi cały worek słodyczy w ramach podziękowań :)
Mam młodszego o 8 lat brata, jest aktualnie w 2 klasie podstawówki. Nasi rodzice mają dość ciekawą pracę, a mianowicie są patologami.
I tu do akcji wkracza mój brat na rozmowie z pedagogiem szkolnym. Miał opowiedzieć coś o swojej rodzinie.
Możecie sobie wyobrazić minę moich rodziców, gdy ich latorośl oznajmiła dumnym tonem pani pedagog, że pochodzi z rodziny patologicznej.
Kiedy chodziłam do podstawówki, często były organizowane wycieczki do kina lub krajoznawcze. Każdy chciał jechać do miasta i przy tym jarać się jazdą busem. Ja też pragnęłam, lecz wiedziałam, że nie nie należę do bogatej rodziny, bo mieszkałam tylko z mamą. Gdy organizowali wyjazd, nawet nic nie wspominałam w domu, bo wiedziałam, że mamie będzie przykro, jak nie będzie mogła mi dać pieniędzy. W szkole mówiłam, że nie lubię tego typu wyjazdów i dlatego nie jadę. O organizowanym Dniu Ojca także nic nie wspominałam, bo nie chciałam robić jej przykrości.
W moje urodziny mama zabrała mnie na lody. Kupiła tylko mi. Kiedy tak szłyśmy powiedziała coś, co utkwiło mi w pamięci do teraz, mianowicie, że ona nie lubi słodyczy. Nie było to prawdą. Zawsze chciała, żebym to ja wszystko miała i była najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem.
Teraz kiedy to piszę, łzy lecą mi po policzkach, bo wiem, ile kosztowało ją wyrzeczeń moje wychowanie. Mimo że miałam 8 lat, to już znałam wartość pieniądza. Teraz też jest mi przykro, kiedy znajomi wychodzą do kina czy jadą na zakupy, a ja zawsze szukam wymówek, bo nie chcę prosić o pieniądze. Mam prawie 18 lat i marzę, aby ukończyć szkołę i studia, aby znaleźć dobrą pracę i wynagrodzić choć w pewien sposób trud mojej mamy. Wiem, że będzie ze mnie bardzo dumna. Ale skoro jest powszechne przekonanie, że wszyscy nastolatkowie i do tego jedynacy są rozpieszczeni, to ja zaprzeczę. Ja kocham swoją mamę niezależnie od tego ile pieniędzy na mnie przeznacza. Musiała być dla mnie i mamą, i tatą.
Nienawidzę swojego ojca.
Od dziecka wyżywał się nade mną psychicznie, czasem też fizycznie. Widział mnie tylko kiedy miał zły humor, dzień, bo wtedy mógł drzeć się na mnie, a czasem nawet uderzyć. Najgorsze było jednak to, że nigdy nie usłyszałam słowa "przepraszam".
Jak byłam małym dzieckiem, byłam uderzana za np. rozlanie mleka. Później w szkole za to, że miałam słabsze oceny niż moja ambitna siostra, choć starałam się z całych sił.
Tak, mam straszą siostrę, która zawsze była i jest oczkiem w głowie moich rodziców.
Występ tej starszej? Jedziemy zobaczyć!
Występ młodszej? Pewnie jakaś żenada, to nie ma sensu jechać.
Na zakończeniu szkoły, kiedy wszystkich rodzice przytulali, ja stałam sama pomiędzy nimi. Bo mój ojciec stwierdził, że po co. Bo to cud, że w ogóle skończyłam szkołę, skoro miałam same 4.
Nie chciałam iść na studia, poszłam na studium, mimo ogromu nauki, bo chciałam zdać wszystko jak najlepiej, mój ojciec twierdził, że to g*wno, nie nauka. Moja siostra po 5 latach studiów siedzi na dup*e, bo nie ma dla niej pracy, a ja otworzyłam własną firmę i mam kasę na co tylko zechcę. Jednak dla niego to i tak dno, uważa, że jestem nikim, upokarza mnie na każdym możliwym kroku.
A moja mama? Sama się go boi i gdy on mnie lał, stała obok i tylko patrzyła, bo sama pewnie nie chciała oberwać. Cokolwiek kupiłaby mi, musiałaby to chować, żeby ojciec nie zobaczył, bo byłby zły, bo mi się nie należy.
Kiedyś w gimnazjum dostałam trójkę ze sprawdzianu, to nie pozwolił mi kupić antyperspirantu, bo za taką ocenę mi się nie należało. Pieniędzy nigdy nie dostawałam i nie miałam, więc wtedy w czasie dojrzewania po prostu śmierdziało ode mnie, przez co cała klasa nabijała się ze mnie. Myć mogłam się raz w tygodniu, bo ja zużywałam najwięcej wody, kiedy wszyscy myli się codziennie. Telefon miałam zawsze po starszej siostrze, jednak nie raz mi go zabierał i rzucał nim o ścianę, bo zadzwoniłam do koleżanki zapytać o lekcje.
Tak naprawdę nie miałam nic. Wszystko było stare, zniszczone, tak jak ja, brudna, w starych, poplamionych ciuchach po siostrze. Bo mi się nigdy nie należało.
I wiecie co?
Uciekłam w końcu od tego sku*wysyna, po 22 latach. W końcu jestem szczęśliwa, sama, daleko od niego i mam wszystko, czego on nigdy nie chciał mi dać.
To wyznanie kieruję do tych, co głosowali na PiS. Za głupie 500 zł sprzedaliście swoją godność i doprowadziliście do sytuacji jaka teraz jest. Nie jesteście warci splunięcia.
W czasie moich studiów na naszym wydziale pracowały bardzo fajne panie sprzątaczki. Trzy typowe panie Halinki - po pięćdziesiątce, trwała na głowie, zawsze uśmiechnięte, w obowiązkowych niebieskich fartuchach i z nieśmiertelnymi miotłami w rękach. Panie były bardzo miłe i rozmowne, dodatkowo każda z nich namiętnie paliła, a że często wychodziliśmy z kumplami na fajkę przed budynek wydziału, to rozmawialiśmy o różnych duperelach.
Na ostatnim roku studiów postanowiliśmy zrobić paniom prezent na Dzień Kobiet. Złożyliśmy się w szóstkę po dyszce i kupiliśmy każdej z pań pół litra wódki. Uznaliśmy, że skoro są takie rezolutne, to na pewno docenią nasz dar, a nawet jeśli nie, to przekażą mężom. Po zajęciach zapukaliśmy więc do kanciapy pań sprzątaczek.
Jedna z pań otwarła już lekko wstawiona. Na stole stała już prawie opróżniona butelka wódki, co prawda bez etykiety i banderoli, ale każdy domyślił się, o co chodzi. Na ten widok zaczęliśmy się trząść ze śmiechu, a jeden z kumpli, bez żadnego słowa, postawił na stole nasze trzy flaszki. Panie były strasznie skonsternowane, ale udało mi się je uspokoić, mówiąc, że przyszliśmy tu życzyć wszystkiego najlepszego z racji Dnia Kobiet, i że dołożymy im co nieco, bo widzimy, że już im się kończy.
Wtedy jedna z pań podeszła do szafy, z której wyciągnęła dwie butelki coli, i stwierdziła, że bez nas nie piją, szklanek wystarczy, tylko będziemy musieli stać. Z racji, że wydział był już praktycznie pusty, a z dozorcą mieliśmy dobre układy, zgodziliśmy się.
Spędziliśmy tam godzinę, w trakcie której kumpel poleciał po jeszcze dwie flaszki.
Na odchodnym panie prosiły, żeby nikomu o tym nie mówić, bo mają umowę z dziekanem, że mogą sobie popijać w pracy. "Byle po 18:00 i z flaszek bez etykiet i akcyzy, bo w razie czego można się wykpić, że to rozpuszczalnik (!)".
Na odchodnym pomachał nam dozorca. W drugiej ręce trzymał, a jakże, szklaną butelkę bez etykiety i banderoli...
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem osobą, która lubi sobie porządnie pospać. Przechodząc do historii - byłem umówiony na rezonans magnetyczny.
Godzina czternasta, po dniu spędzonym w szkole byłem trochę zmęczony. Pani doktor przyjmuje mnie w pracowni, każe się położyć, po przygotowaniu wsuwa mnie do urządzenia. Hałasowało niemiłosiernie, lecz zmęczenie wygrało i usnąłem.
Obudziłem się na końcu badania podczas wysuwania mojego "łóżka" z wnętrza maszyny. Przywitałem panią doktor zaspanymi oczami i słowami: "Jeszcze pięć minutek...". Prawdziwemu weteranowi spania nie przeszkadza żadne miejsce.
Mojego chłopaka poznałam na imprezie, od razu mi się spodobał. Okazał się artystą, żył z tego. Malował obrazy, rzeźbił i pisał książki. Chciałam mu trochę zaimponować, więc powiedziałam, że sama piszę wiersze. Tu muszę wspomnieć, że nie mieszkam w Polsce, a chłopak nie jest Polakiem. Gdy poprosił, żebym mu jakiś wyrecytowała, powiedziałam, że wszystkie są po polsku, więc i tak nie zrozumie.
Mimo to chłopak nalegał, żebym spróbowała coś przetłumaczyć, bo naprawdę jest ciekawy. Obiecałam, że coś mu wyślę następnego dnia, więc wymieniliśmy się numerami.
I tak zaczęłam tłumaczyć różne, mniej znane, wiersze i piosenki, które uważałam za ciekawe i głębokie. Zawsze coś tam zmieniałam i sprawdzałam, czy wyszukałby w internecie, gdyby wkleił jakiś fragment.
On był "moją" poezją zachwycony, zaczęliśmy się spotykać i zostaliśmy parą. Namawiał mnie, żebym spróbowała wydać mój tomik poezji, może nawet przetłumaczony, wystarczy tylko to trochę podszlifować, on mi pomoże. Wymówiłam się tym, że te wiersze są zbyt osobiste i nie chcę ich nigdzie publikować.
No i tak sobie żyjemy już od dwóch lat. Co jakiś czas "piszę" nowy wiersz (ostatnio siadło "Wodymidaj" Kwiatu Jabłoni, był zachwycony). Mam ogromne wyrzuty sumienia, ale to kłamstwo zabrnęło już za daleko i nie umiem powiedzieć mu prawdy. Kocham go bardzo i nie chcę, żeby mnie miał za kłamczuchę.
Mam dość mocno kręcone włosy, ale nie tak, żeby nie dało się ich wyprostować. Jednak nie robię tego zbyt często, bo jest to bardzo czasochłonne. Aczkolwiek ostatnio naszła mnie ochota, być może trochę zwrócenia na siebie uwagi, żeby wyprostować charakterystyczne dla mej osoby loki.
Po paru dniach fryzura wróciła do normy, a ja spotkałam się ze starą przyjaciółką. Od początku zachowywała się trochę dziwnie, w końcu spytałam, o co chodzi. Zawahała się chwilę, ale ostatecznie wyjaśniła, że widziała niedawno mojego chłopaka, jak obściskiwał się z jakąś blondyną. Nie przerywałam jej, a ona kontynuowała "[...] nie martw się, brzydka okropnie, a twarz - masakra".
Tak, to byłam ja.
Jak miałem 3 lata, miewałem często koszmary w nocy. Mimo że moich rodziców kocham tak samo, to zawsze wtedy wołałem mamę, aby przyszła do mnie.
Pewnego razu miałem zły sen i pierwszy raz zawołałem tatę. Tata zapewne poczuł instynkt tacierzyński i biegnie do mnie na złamanie karku. Po drodze zaliczył glebę, ale niezrażony wstaje i leci do mnie.
Wchodzi do pokoju i podchodzi do mojego łóżka z oczami jak 5-złotówki z podekscytowania. A ja mówię: "Tata, zawołaj mamę!".
Dodaj anonimowe wyznanie