#4jwuC
Szybko zapomniałam o zapisaniu się do bazy dawców. Choć czułam satysfakcję, nie łudziłam się, że znajdzie się biorca, w końcu szanse nie są wielkie. Jednak nie musiałam długo czekać. Już po ponad miesiącu dostałam telefon. Byłam na lekcji, dzwoni telefon. Nie odebrałam, więc przyszedł SMS "Tutaj Fundacja DKMS, proszę o pilny kontakt". Oddzwoniłam idąc przez głośny i zatłoczony korytarz, więc nie usłyszałam pierwszych słów. Przez całą rozmowę byłam przekonana, że to rutynowe pytania dla każdego potencjalnego dawcy.
Wieczorem weszłam sprawdzić swoją pocztę elektroniczną. Zobaczyłam maila i wszystko zrozumiałam. To nie był rutynowy telefon dla każdego, kto się zapisał - znalazł się biorca. W jednej chwili wszystko się zmieniło. Łzy szczęścia, wielkie wzruszenie. Nigdy nie przeżyłam tak wielkich emocji jak w tamtej chwili.
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Badani krwi, mnóstwo papierów do podpisania, trochę czekania i dużo rozmów z Fundacją. Wstępne badania w stolicy, gdzie poznałam wielu wspaniałych ludzi i już było wiadomo - 4 lutego podzielę się swoimi komórkami macierzystymi.
Nie mogę powiedzieć, że był to przyjemny zabieg - praktycznie przez prawie 5 godzin nie mogłam się ruszać, aby wszystko szło sprawniej. Jednak fotel był wygodny, a wszystko przebiegało w przemiłej atmosferze, więc te kilka godzin minęło szybko i przyjemnie :) Po powrocie do hotelu od razu poszłam spać. Obudził mnie telefon od Fundacji z trzema informacjami na temat biorczyni. Kolejna dawka wzruszenia...
Dlaczego to tu piszę? Kilka dni temu dostałam od niej kartkę. Zwykłą kartkę napisaną w języku angielskim z niezwykłymi kilkoma zdaniami - "Czuję się bardzo, bardzo dobrze. Cieszę się, że to zrobiłaś. Dziękuję Ci bardzo!!!".
Cała moja przygoda z oddaniem komórek macierzystych przysporzyła mi wiele wzruszeń. Cieszę się, że mogłam uratować życie osobie chorej na białaczkę - i to w tak łatwy sposób. Przeżyłam wspaniałą przygodę, która na zawsze odmieniła moje życie. Kiedyś nie doceniałam tego co mam, teraz jest inaczej. Dlatego ogromnie zachęcam - jeśli tylko jesteście zdrowi, zapiszcie się! To nic nie kosztuje. Jesteście lekarstwem na raka, wykorzystajcie to.
Wyznanie może i szlachetne. Ale to jedna wielka ściema. Z doświadczenia wiem, że Panie z RCKIK sprawdzają dowody, daty muszą się zgadzać, ponieważ system tego nie przepuści. Nie ma opcji by się zgodzili, nawet ten jeden dzień.
Wiem, bo sama mam medal za oddanie sporej ilości krwi ;)
Ale tu nie jest o oddawaniu krwi.
w DKMS przy rejestracji też sprawdzają dowód. Ba na pewno w szpitalu na badaniach by zobaczyli że nie zgadza się w systemie. Oczywiście mogli olać i uznać że ktoś zle wpisał i poprawić skoro to tylko jeden dzień :)
ale przy rejestracji musieli zwrócić uwagę
Ja też zapisywałam się w szkole, jak autorka, podczas dnia dawcy szpiku. Dowód miałam tymczasowy, wyrobiony jak miałam 13 lat, ale jeszcze przez kilka lat ważny. Nie trzeba mieć 18 lat, żeby mieć dowód osobisty
Ale ona się zapisała do bazy danych dzień przed 18-stką, a kiedy pobierali była już pełnoletnia.
Eliza, na oddanie moze by sie nie zgodzili, ale na dopisanie do bazy? jesli wygladala na swoj wiek to mogli tego nawet nie sprawdzic tylko wziac formularz i tyle
A to nie chodzi o to, że autorka podala datę wypełnienia formularza na dzień kolejny?
Serio dostałaś kartę od biorcy? Od kiedy to dane dawcy są ujawniane?
Z tego co słyszałem to po 2 latach od zabiegu możesz poznać dane osoby, która jest twoim bliźniakiem genetycznym. Czy to prawda czy nie, tego nie wiem bo nigdy nie miałem za bardzo potrzeby sprawdzać.
Zapomniałem dopisać: poznać możesz oczywiście za zgodą drugiej osoby, inaczej nic z tego. Nie wiem tylko jak to ma się do obecnych przepisów RODO.
Ja jestem zarejestrowanym dawcą. I się cieszę, że nie dzwonią i mam nadzieję że zostanie tak jak najdłużej. To znaczy, że żaden mój "bliźniak" genetyczny nie potrzebuje pomocy i że żyje zdrowy :)
albo, z ejest duzo potrzebujacych bez blizniaka...
Genów nie zmienię, żeby dopasować się do tych, co potrzebują niestety.
Heh, szkoda że osoby potrzebujące muszą za to płacić ogromny hajs, a organizacje które nie traktują prowadzenia fundacji czysto zarobkowo, a szpik "oddają" za darmo, nie moga się nawet wybić bo monopol ma jedyne, słuszne, jakże przedsiębiorcze....
Zawsze chciałam oddawać krew lub się zarejestrować jako dawca szpiku, lecz po przeczytaniu kilku informacji okazało się ze wtedy nie mogę ze względu na wagę (ważyłam zawsze coś koło 45 kg i mniej). Teraz jak ważę już więcej, nie mogę ze względu na chorobę przewlekłą :(
I masz dużego plusa👍
brawo :)
do mnie cholercia nie dzwonia od 10 lat...