#Bw9dT

Jestem osobą jeżdżącą na Woodstock. I tak kilka Woodstocków temu poznałam Marcina. Pomógł mi, kiedy to torba z Lidla nie wytrzymała ciężaru zakupów. Zaoferował się, że może mi część zakupów zanieść do obozu. Nie szliśmy w ciszy, szybko znaleźliśmy wspólny język, podobne zainteresowania oraz nie umknęło mojej uwadze to, że nawet był przystojny i był tylko 5 lat starszy. No i jak już zrzuciłam zakupy do namiotu, zaproponowałam wymianę numerów i tak zleciał dzień.

Na następny dzień się umówiliśmy, pogadaliśmy, poszliśmy na parę koncertów i po kilku godzinach się rozeszliśmy. Ostatniego dnia wybrałam się z nim na ostatni koncert zamykający, a że przez ten czas mi się bardzo spodobał stwierdziłam, że trzeba działać. Powiedziałam, że mi zimno, to objął mnie ramieniem, uznałam, że to dobry znak. I tak po paru minutach jak wszystkim robi się smutno, że to szaleństwo się kończy, zaczęłam swój plan. Nadal obejmuje mnie ramieniem, czyli jest dobrze. Jest jeszcze lepiej, atmosfera zaczyna sprzyjać, patrzę się na niego, on nuci z zespołem piosenki, popatrzył się mi w oczy, ja zamykam je i robię ten dzióbek, aby go pocałować. Miało być tak pięknie, a wyszło, że odsunął się ode mnie. Nic nie rozumiem, wszystko było dobrze, wręcz wspaniale. I wywiązuje się mniej więcej taka rozmowa:
- Natalia, nie zrozum mnie źle...
- Wiedziałam, masz dziewczynę.
- Nie, nie mam, ale...
Nie pozwalając mu dokończyć mówię dalej:
- Nie podobam ci się?
- Jesteś ładna i w ogóle, gdybym nie był księdzem, z pewnością szukałbym dziewczyny takiej jak ty.

Mówił coś jeszcze, kiedy w mojej głowie przewijało się na przemian, czy on jest gejem i czy go dobrze zrozumiałam. Kiedy powoli do mnie docierało to, że jest księdzem trochę zapadł mi się mój światek i kolejny raz zrozumiałam, że z facetami zawsze coś musi być nie tak. Po zapoznaniu specjalnie nie wspominał, że jest księdzem, bo od razu ludzie zaczynają dziwnie zazwyczaj reagować, a przecież też jest normalnym facetem, który lubi posłuchać dobrej muzyki i poznać ciekawych ludzi. Oczywiście przeprosiłam, uśmialiśmy się z tego co chciałam zrobić, powiedziałam, że zesłał mnie chyba sam szatan na pokusę :P

Przebolałam to, a po roku poznałam naprawdę mężczyznę swojego życia i w przyszłym roku niejaki ksiądz Marcin przyjeżdża do miasteczka oddalonego o 100 km, aby udzielić ślubu mi i innemu woodstockowiczowi Mariuszowi. Więc tak jakby znajomość nie poszła na marne i jest moim przyjacielem, a jeśli ktoś liczył na rzucenie przez niego złożonych ślubów - przepraszam za rozczarowanie.

#ulCK1

Od kilku lat oddaję honorowo krew. Raz częściej raz rzadziej, ale staram się więc chyba to się liczy. Pewnego upalnego letniego dnia udałam się do punktu krwiodawstwa, dokonałam tego szlachetnego czynu (zawsze po tym czułam się lepszym człowiekiem), po czym udałam się na autobus do domu. Ręka oczywiście owinięta bandażem w zgięciu, krótki rękaw, rzucało się w oczy. Podróż nie miała być długa, jakieś 10-15 minut. 

Wszystko szło pięknie, wbiłam, usiadłam, okna otwarte, wiatr we włosach, wszystko super. Do chwili gdy pojazd nie stanął w korku. Wiatr z włosów zniknął i zaczęło się robić duszno. Jako że chcąc nie chcąc, organizm był trochę osłabiony więc zaczęło mi się robić słabo. Poczułam, że oblewają mnie poty, nogi jak z waty i ogólnie te klimaty, więc szybciutko wysiadłam na przystanku i cudem doczłapałam się na przystankową ławeczkę. 

Usiadłam, podejrzewam że raczej blada i nie wyglądająca zbyt kwitnąco. Obok na ławce siedziała dziewczynka na oko 6 może 7 lat z błyskotliwą mamuśką. Dzieciak spojrzał na mnie i chyba ogarnął sytuację, że coś jest nie tak i rzecze do mamuśki:
- Mamo ta pani chyba źle się czuję. Pomożemy jej?
- Przestań Zosiu, nie patrz na nią, to ćpunka.

#KTvgh

Było to w czasach kiedy do 18 urodzin jeszcze mi trochę brakowało. Cała moja klasa gimnazjalna szykowała się na kilkudniową szkolna wycieczkę na Roztocze. Wraz z koleżankami postanowiłam, że na tej wycieczce zaszalejemy i będziemy piły alkohol, ale z racji naszego młodocianego wyglądu nie było szans na jego zakup w sklepie.

Podczas nieobecności rodziców dokładnie obejrzałam zawartość domowego barku i zauważyłam napoczętą zapomnianą flaszkę wódki, nieznanej mi zagranicznej marki, która stała z tyłu, zasłonięta innymi butelkami. To była idealna okazja, żeby odlać jej część do innej butelki i wziąć na wyjazd.

Udało się. Podczas "szalonej" nocy w pokoju w ośrodku, w którym się zatrzymaliśmy, pierwszy raz piłam wódkę z kieliszka. Była wyjątkowo okropna i ledwo przechodziła przez gardło, dlatego zaczęłyśmy pić ją rozcieńczoną sokiem. Niewiele to pomogło. Impreza zakończyła się totalnym zgonem i rzyganiem moim i kilku innych osób. Nie wchodzac w szczegóły, stwierdziłam że wóda jest obrzydliwa i nie da się jej pić...

Po kilku miesiącach zapomniałam o całej akcji. Nadeszło uwielbiane przez wszystkich święto - tłusty czwartek. Jako że jestem największym pożeraczem faworków w rodzinie, mama zagoniła mnie do roboty i chciała nauczyć przepisu na ten specjał. Przy wyrabianiu ciasta mama poprosiła mnie, żebym przyniosła spirytus, który dodany do masy nadaje faworkom wyjątkowej kruchości. Jakie było moje zdziwienie, gdy zorientowałam się, że pita przeze mnie pierwszy raz "wódka" tak naprawdę była przelanym do innej butelki czystym spirytusem 98 procentowym...

#jODIR

Moje oświadczyny były jak z bajki. Romantyczna kolacja, świece, bukiet czerwonych róż, my pięknie ubrani, wzruszony narzeczony w garniturze, po deserze klęka wręczając mi pierścionek i zadając niespodziewane pytanie, czy za niego wyjdę. Oczywiście wcześniej wypowiedział piękną mowę na temat dlaczego mnie kocha i jak będzie wyglądać nasze życie. Ja się popłakałam i krzyknęłam "TAK!". Piękne, prawda? I tak właśnie myśli rodzina, przyjaciele i wszyscy, którzy nas się pytali. Ale to nieprawda.

Zanim powiem prawdę, muszę zaznaczyć, że ani ja, ani mąż (jesteśmy po ślubie trochę) nie jesteśmy romantykami. Zawsze uważałam, że chcę mężczyznę podobnego do mnie, bo tylko z takim się dogadam. Jesteśmy szczęśliwi, mimo że ani ja, ani mąż nie pamiętamy o swoich urodzinach, rocznicach ślubu, ważnych datach, nie kupujemy sobie prezentów, nie robimy sobie niespodzianek, cenimy codzienność po prostu.

A teraz prawdziwe zaręczyny.
Z mężem przed zaręczynami znaliśmy się niecały rok. Rano oglądaliśmy wiadomości leżąc w łóżku, gdy mój mąż powiedział:
- Aha, mam dla ciebie pierścionek zaręczynowy w kieszeni w kurtce.
- OK, jak będę szła do łazienki, to sobie wezmę.
Po godzinie wracając z łazienki wyjęłam z jego kurtki pierścionek i założyłam na palec, wróciłam do łóżka, powiedziałam, że piękny i że go kocham. Tego samego dnia zadzwoniliśmy do restauracji zamówić salę na pierwszą wolną sobotę (była za 6 miesięcy) i tyle. Wiedziałam, że będzie się oświadczał, bo tydzień wcześniej wybrałam sobie pierścionek, czyli zero niespodzianek ;)

A teraz dlaczego nie powiedziałam prawdy innym. Wieczorem poszliśmy do znajomych i przyjaciółka zauważyła pierścionek. Powiedziałam jej prawdę o zaręczynach, po czym ona na mnie spojrzała zszokowana, powiedziała, że nie spodziewała się takiego chamstwa po moim M, współczuje mi i ona by nie przyjęła zaręczyn, a w ogóle to powinnam go zostawić, bo będę żałować jak już teraz jest taki (padło to z ust dziewczyny, która się właśnie rozwiodła po dwóch latach małżeństwa, a miała oświadczyny jak z bajki...).

No cóż, przeprowadziłam rozmowę z moim i oboje uznaliśmy, że żeby nie był uważany za świnię, wymyślimy romantyczną historyjkę.

#pVgVq

Historia krótka, a dla mnie bardzo śmieszna.
Bardzo lubię ubierać się na czarno, podkreślić oko, nosić bandany, nieśmiertelnik itp. Moim zdaniem to nic takiego, tylko czasem wyglądam "mrocznie", ale mi to nie przeszkadza. Czasami jednak ubieram się zupełnie normalnie.

Od niedawna wynajmuję nowe mieszkanie, więc jeszcze nie wszystkich sąsiadów ogarniam, tylko tych najczęściej widywanych. Wracałam ostatnio do domu w "normalnym" ubiorze. Spotkałam sąsiadkę, starszą panią, którą mijam codziennie o tej porze. Kultura obowiązuje, więc słuchawki z uszu i mówię "dzień dobry". Oczywiście usłyszałam również "dzień dobry", powiedziane z uśmiechem na twarzy i życzeniem mi miłego dnia.
Następnego dnia wracałam w moim ulubionym stroju. Jak się spodziewałam, spotkałam ową staruszkę. Więc znowu słuchawki z uszu, uśmiech na twarz i "dzień dobry". Jednak tym razem pani sąsiadka dziwnie się na mnie popatrzyła i usłyszałam jak odmawia "Zdrowaś Maryjo".
Dodaj anonimowe wyznanie