Fachowcy na to mówią "Wysoko funkcjonujący alkoholik". Tak to o mnie.
Nie piję już prawie 3 lata nie licząc wpadki w te wakacje kiedy przez pomyłkę wypiłem żony piwo alkoholowe zamiast mojego bezalkoholowego.
Nigdy nie chodziłem na żadne terapie ani do innych szamanów. Po prostu przestałem pić.
A jak to zrobiłem? Któregoś dnia wypiłem dużo za dużo, urwał mi się film, ale jak przez mgłę pamiętam że wymiotowałem w ubikacji, pamiętam też, że miałem rozstrój żołądka i moje zwieracze nie wytrzymały gdy pochylałem się nad ustępem. Efektem było to, że ubikacja wyglądała fatalnie, gorzej niż najgorsza taka placówka w pociągu czy na dworcu.
Fekalia były wszędzie (miałem urwany film nie wiem jak to się wszystko stało) jakby ktoś wrzucił petardę do wiadra pełnego nieczystości, a moja żona to sprzątnęła żeby dzieci nie widziały, kocham ją bardzo mi było wstyd że musiała to zrobić. W każdym razie wstyd ten spowodował że nie pije. Z żoną na ten temat nie rozmawiamy, nie wracamy do tego a ja czasem w nocy budzę się zalany potem ze strachu że znów mi się to przydarzy.
Trzymam kciuki za wszystkich anonimowych, którzy walczą z nałogiem. Mam nadzieję, że wam się uda tak jak na razie udaje się mi.
Zdradzałam swojego męża.
Mój mąż był miłością mojego życia. Uwielbiałam jego poczucie humoru, szalone pomysły, czułość, romantyczne gesty. Jednak jeden temat od początku leżał - seks. Mąż nie tylko nie umiał, ale też nie lubił. Naiwnie liczyłam na to, że z czasem mu się spodoba... Niestety... (Pozdrawiam w tym miejscu hejterów, którzy sobie pomyśleli - pewnie jesteś zimną rybą w łóżku. Nie jestem)
Nie szukałam, ale kiedyś w jakimś komunikatorze nawinął mi się żonaty facet, z którym świetnie mi się rozmawiało. Po wielu miesiącach pisania spotkaliśmy się. Poszliśmy do łóżka. Facet był niski, gruby, wąsaty i miał małego ptaka, ale uwielbiał seks. Spotykaliśmy się rzadko, może raz na dwa miesiące, ale seks z nim był tak dobry, że chciało mi się czekać. Miałam potworne wyrzuty sumienia. Kochałam mojego męża. Wiele razy kończyłam tę znajomość, ale tamten zawsze jakoś mnie znajdował i namawiał na spotkanie. To nie był nawet romans. Żadne z nas nie chciało kończyć swojego małżeństwa, byliśmy bardzo ostrożni i nikt się nigdy nie dowiedział. Chodziło tylko o seks.
Ta znajomość trwała około dziesięciu lat. Tak! 10 lat! I paradoksalnie pozwalała mojemu małżeństwu trwać.
Któregoś dnia mój wąsacz oznajmił, że to koniec, bo właśnie się zakochał. Rozwodzi się z żoną i przeprowadza do nowej oblubienicy. Cóż za ironia losu, co za niespodziewany zwrot akcji! Mój świat się zawalił. Straciłam bardzo ważny filar równowagi mojego życia.
Rok później byłam już rozwiedziona. Nie chciałam znów zdradzać męża ani żyć niewidzialna jako kobieta. Seks jest dla mnie ważny tak samo jak inne elementy udanego związku.
Morał? Nie czekajcie z seksem do ślubu. Jeśli wasze temperamenty okażą się bardzo różne, to lepiej żebyście wiedzieli to wcześniej. Taki związek może po prostu nie zadziałać.
Moja piętnastoletnia siostra wybrała się na imprezę bez zgody i wiedzy rodziców. Wszyscy myśleliśmy, że nocuje u koleżanki aż do momentu, gdy dostałam od niej smsa o treści: "Jessi, co to jest łiskiskolom, jestem w Energy, nie mów rodzicom".
Mieszkam ze swoim chłopakiem ponad rok. Ostatnio zrobiłam całą masę placków z jabłkami na obiad. On siedzi zadowolony, kończy jeść już 30 placka, patrzy na mnie z miłością w oczach i mówi: "Kochanie, jesteś bezwartościowa!". Chyba 3 minuty zajęło mu zrozumienie, co do mnie powiedział. Na szczęście się zreflektował i stwierdził, że miał na myśli, że jestem bezcenna. To musi być miłość!
Mój chłopak to przytulas, ponadto często mówi mi, jak bardzo mu na mnie zależy. Jednak jeśli miałabym wybrać najsłodszą rzecz, jaką kiedykolwiek od niego usłyszałam, byłoby to: "Spałem po twojej stronie łóżka, żeby ci było ciepło, jak pójdziesz spać" - powiedział to zaspany, przesuwając się na swoją stronę łóżka, gdy chciałam do niego dołączyć.
Właśnie takie małe rzeczy pokazują, że komuś zależy :)
Kraków. Chciałem pilnie wysłać list, poszedłem na pocztę kupić znaczek, kolejka 4 osoby. Stanąłem na końcu kolejki, a pani poczciarka mówi, żebym już nie stawał, bo ona zaraz ma przerwę półgodzinną. Ja na to, że tylko znaczek, ale nie i koniec. No to ja pytam drugiego w kolejce, czy mi nie kupi znaczka, a on: "Ja nie mówić po polski", pytam trzeciej osoby - to samo. Co za filozofia poprosić jeszcze znaczek. A czwarty był jakiś dziadek i mi mówi, że kupno znaczka to zawsze sekundy i finalnie on nie zdąży załatwić sprawy przed przerwą.
Zagotowało się we mnie, złapałem za drzwi, wyraziłem w sposób niezbyt kulturalny swoje zdanie o poczcie i ogólnie o takim zachowaniu, że w tym kraju nawet wysłanie pieprz*nego listu stanowi problem. Złapałem za klamkę, przeszedłem próg ciągle wyrażając swoją opinię, wziąłem zamach i z dumą trzasnąłem drzwiami.
Wtedy dopiero spostrzegłem, że zamiast wyjść z poczty to wszedłem do kabiny telefonicznej...
Właśnie przez 20 minut trzymałam na włosach krem do depilacji zamiast maski regenerującej. Teraz wertuję allegro w poszukiwaniu peruki ;(
PS Czytajcie opakowania przed użyciem!
O mojej "traumie" z dzieciństwa.
Moja mama ma koleżankę, jeszcze z podstawówki. Koleżanka urodziła syna z niepełnosprawnością. Nie wiem dokładnie co to było - psychicznie i umysłowo był kumaty, nawet bardzo, ale fizycznie niemal warzywo. Czy muszę dodawać, że mąż tej pani stwierdził, że sytuacja go przerosła i szybko zniknął?
Chłopak był trochę starszy ode mnie, czasami bywałyśmy u nich z mamą, czasem bywałam razem z dzieciakami ze szkoły. Szkoła i cała społeczność osiedlowa bardzo angażowały się w pomoc tej rodzinie. Nie ukrywam jednak, że mnie jako dziecko ten chłopak trochę przerażał. Był miły, fajny, raczej chodziło o tę jego fizyczną inność tak obcą dla nas, zdrowych dzieciaków.
Któregoś dnia mama wróciła od koleżanki bardzo poruszona. Syn koleżanki zapytał, czy ona w trakcie ciąży wiedziała, że on się taki urodzi. Powiedziała, że tak. Wtedy on zapytał - "Mamo, to dlaczego nie usunęłaś ciąży? Zobacz, jak wygląda nasze życie - ja się męczę i ty się męczysz. Nie masz koleżanek, bo ciągle zajmujesz się mną, a ja nigdy nie mogłem nawet zrobić ci laurki na Dzień Matki. Gdybyś mnie usunęła, to pewnie tata by od ciebie nie odszedł i byłabyś szczęśliwa"...
Nie pamiętam ile miałam wtedy lat i pewnie nie powtórzyłam tu jego słów dokładnie, ale sens był właśnie taki. Moją mamę to poruszyło, ale dla mnie jako dziecka to był prawdziwy wstrząs etyczny.
Minęło wiele lat i ja ciągle myślę o tym chłopaku. Myślę o tym, że nigdy sobie nie pobzyka, nie upije się tanim winem, nie pójdzie na koncert rockowy ani na studia, nie pojedzie z plecakiem w Bieszczady, nie zmieni pieluchy swojemu dziecku. Myślę o jego życiu, w którym nic od niego nie zależy. O życiu w więzieniu ciała. O życiu, którego nawet nie może sobie sam odebrać.
Zastanawiam się też, czy świadome urodzenie dziecka z taką niepełnosprawnością jest aktem odwagi i miłosierdzia czy raczej egoizmu. Nigdy nie pomyślałam źle o żadnej osobie, która usunęła nieprawidłową ciążę. Myślę, że ocaliła duszę, która być może dostała szansę urodzić się w innym, zdrowym ciele. A jeśli nie ma reinkarnacji, to przynajmniej nie cierpiała tak bardzo...
Historia, którą opowiem, zdarzyła się kiedy miałam około 5 lat. Byliśmy z rodzicami u cioci i kuzynki na jakiejś imprezie. Jak to zawsze na imprezie bywa, ktoś zawsze musi się czymś pochwalić, więc gdy ciocia wstała od stołu i wyciągnęła jakiś kluczyk z kieszeni, wszyscy zaczęli się zastanawiać się, co to może być... Może jakiś pierścionek, albo naszyjnik z brylantów, przecież jest powód, dlaczego jest to tak bardzo strzeżone. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w pudełeczku znajduje się ząb Ani, który wypadł jej w nocy. Moja kuzynka była zachwycona i zdążyła już nam opowiedzieć, że odwiedzi ją dzisiaj Wróżka Zębuszka i schowa jej pod poduszkę jakiś banknot. Wtedy właśnie pięcioletnia ja wpadłam na wspaniały pomysł - jako że od dawna brakowało mi funduszy na gazetkę z jakimś super dodatkiem, to postanowiłam ukraść ząb Ani... Poszło całkiem łatwo - zauważyłam, że ciocia nie schowała kluczyka, tylko zostawiła go na szafce. Wyciągnęłam moją zdobycz z pudełeczka, owinęłam chusteczką i schowałam do mojej torebki. Załatwiłam sobie też alibi i powiedziałam, że idę do toalety.
Impreza się skończyła, kiedy Ania zauważyła, że jej ząb zniknął - zaczął się płacz i poszukiwania zęba. Ja klepałam tylko moją zapłakaną kuzynkę po ramieniu i mówiłam, że na pewno się znajdzie, chociaż wiedziałam, że nie.
Wróciliśmy do domu, gdzie oznajmiłam rodzicom, że nagle wypadł mi ząb, pokazałam im go, jakby mieli jakieś wątpliwości, czy dać mi pieniądze pod poduszkę (wiedziałam już, że Zębuszka nie istnieje). Bałam się strasznie, że ktoś ukradnie "mojego" zęba, więc poszłam się z nim myć. Stwierdziłam, że to świetna okazja, żeby odwinąć go z chusteczki, żeby czuł się wolny. Nie przewidziałam jednak tego, że spadnie mi do wanny i już nigdy go nie zobaczę. Byłam bardzo smutna, humor poprawili mi trochę rodzice - powiedzieli, że Wróżka Zębuszka wie o moim zębie i na pewno mi coś da. Gdy rano się obudziłam, szczęśliwa, że mogę sobie w końcu kupić gazetkę moich marzeń, zajrzałam pod poduszkę. Dostałam słodycze...
Cała praca na marne.
Zdarzenie to miało miejsce, gdy byłam na pierwszym roku studiów. Wracałam autobusem do rodzinnego miasta i wiedziałam, że nie mam zbyt dużo czasu między wyjściem z autobusu a tramwajem, którym miałam dojechać do domu.
Gdy tylko wysiadłam, poszłam wyjąć moją walizkę z bagażnika. Warto zaznaczyć, że byłam ostatnią osobą wysiadającą i mój bagaż niefortunnie znalazł się po drugiej stronie luku. Nie myśląc dużo, weszłam do środka, wzięłam walizkę i wtedy zobaczyłam zamykające się za mną automatyczne drzwiczki. Oczywiście w panice krzyknęłam "NIE!" i zaczęłam kopać w drzwiczki nogami. Nie pomogło, zamknęły się, autobus ruszył. Ze mną w luku bagażowym.
W ciągu milisekund popadłam w histerię i odczułam klaustrofobiczny lęk, jednak jak głos z niebios usłyszałam krzyk "MASZ K*RWA DZIEWCZYNĘ W LUKU!!!". Autobus się zatrzymał, drzwiczki się otworzyły, ja wyszłam, tłum gapiów ryknął śmiechem. Podziękowałam mojemu wybawcy i pospiesznie oddaliłam się w stronę tramwaju.
Dodaj anonimowe wyznanie