#L5GOh

Kilka lat temu mieszkałam z moim, już eks, chłopakiem. Pochodził on z wioski i był przyzwyczajony, że nie ma obiadu bez ziemniaków i mięsa. Jako że ja nie przepadam ani za jednym, ani za drugim, uznaliśmy, iż każdy będzie gotował dla siebie.

Biedni studenci, z kasą się nie przelewało, więc kupowaliśmy jedzenie raczej tańsze. Jednak po drobnym przypływie gotówki udałam się do sklepu w celu kupienia sobie kawałeczka bardzo drogiego sera pleśniowego i bułeczek. Wróciłam do domu, zakupy włożyłam do lodówki i poszłam spać marząc już o moim pysznym śniadanku.

Wstaję rano i patrzę - nie ma ani bułek, ani sera. No cóż, pewnie mój luby zrobił sobie kanapki do pracy. Trudno, zjadłam coś innego. Kiedy wrócił, spytałam, czy smakował mu serek. Jego odpowiedz brzmiała: "Chyba zwariowałaś, że miałbym to jeść?! Kupiłaś zepsuty ser, cały w zielonej pleśni! Bułki zjadłem z szynką, a ten ser ton do kosza wyrzuciłem!".

Po wytłumaczeniu co to za ser stwierdził tylko, że to obrzydliwe jeść zepsuty ser, że tego nie rozumie i że bardzo dobrze, iż znalazł się w koszu, bo jeszcze bym się pochorowała od tej pleśni...

#vvgKJ

Historia miała miejsce ponad 3 lata temu. Politechnika Śląska, Centrum Edukacyjno Kongresowe, aula B (na 200 osób). Jako student kończący I rok studiów podchodziłem do egzaminu z Mechaniki. Kompletnie się nie uczyłem na ową mechanikę, tylko zarwałem kilka nocy z rzędu na zakuwanie innych, mniej ważnych przedmiotów, ale mimo to stawiłem się na auli wypełnionej po brzegi.

Egzamin, 3 zadania, robimy pierwsze na papierze kancelaryjnym, doktorzy zbierają od wszystkich kartki i tak po każdym zadaniu, jako że był to I termin nie przejmowałem się za bardzo tym że nie potrafię (bez spiny, są drugie terminy). Po drugim zadaniu zostały zebrane kartki i zaczynamy zadanie nr 3. Pani prof. podyktowała treść zadania i miałem już tego dość, gdyż już godzinę przesiedziałem nie robiąc nic, postanowiłem opuścić imprezę, siedziałem na krawędzi więc nikogo nie musiałem przepraszać czy omijać, powiedziałem tylko kumplowi siedzącemu obok, że się zwijam bo chce mi się spać i już dłużej tu nie wytrzymam.

Wstaję z krzesła i udaję się po schodach do górnego wyjścia po czym słyszę pytanie, zadane bardzo donośnym głosem pani profesor: "GDZIE PAN IDZIE?", nie zastanawiając się nawet sekundy odpowiedziałem: "DO DOMU" równie donośnym głosem, po czym usłyszałem największą salwę śmiechu jaką do tej pory udało mi się wywołać. Około 200 osób śmiało się w niebogłosy. Przyspieszyłem kroku i usłyszałem tylko jak pani prof. mówi "NIECH PAN ZACZEKA". Złapałem za klamkę i wybiegłem z Auli a następnie z Centrum Edukacyjno Kongresowego, tak szybko że aż mi się podeszfy przytopiły. Byłem zadowolony, że udało mi się uciec. Po chwili namysłu stwierdziłem jednak, że wrócę na aulę po egzaminie i przeproszę panią prof. bo i tak mnie rozszyfrują, bo sprawdzą kto nie oddał trzeciego zadania i już nigdy nie zaliczę egzaminu z Mechaniki.

Zaglądam do Auli przez dolne drzwi chcąc powoli do niej wejść, lecz mój kumpel macha mi gwałtownie ręką, wywnioskowałem że chodzi mu o "Run Forrest Run!". Wycofałem się szybko i oddaliłem w bezpieczne miejsce, po czym kumpel dąłączył do mnie i oznajmił mi, że pani prof. najpierw wszystkich pytała kto go zna itp. itd. nikt mnie nie wydał, po czym powiedziała że i tak policzą kartki i sprawdzą kto nie oddał 3 zadania...

Na szczęście mam bardzo dobrego kumpla, który podpisał za mnie kartkę i przerysował rysunek i oddał pracę 'moją' i swoją. Tak bałem się, że zostanę rozpoznany przez panią prof., że stawiłem się dopiero na kampanii wrześniowej na 3 terminie, obyło się bez żadnych konsekwencji. Założę się że pani prof. do dzisiaj się głowi jak to się stało, że mnie nie złapała. A koledzy opowiadali że jak wybiegła za mną z Auli i zobaczyła że mnie nie ma to jej mina mówiła sama za siebie, a była tak czerwona ze złości jak czerwony Fiat 126p. Dodam jeszcze że ostatecznie dałem radę i jestem na V roku.

#nPVqS

Za dzieciaka mieszkałem w małej, prawie bieszczadzkiej wiosce, równiutko zabitej dechami. Miałem sąsiada, starszy człowiek, raczej biedny, spożywający od czasu do czasu, wszyscy mówili na niego Pan Michał. Myślę, że na imię miał Michał, ale nie jestem pewny.
Łazimy po okolicy z kolegą Dawidem i robimy nic. Będąc koło posesji Pana Michała zauważyliśmy, że ten idzie do swojego wychodka za oborą. Wychodek raczej elegancki, przechył 10 stopni, drzwi były, ale bez tyłu/pleców. Pan Michał zasiada na tronie i szok! Widzimy dwa wielkie, owłosione arbuzy powiewające na wietrze.
"Dawid, legendy są prawdziwe! Pan Michał jednak ma największego zaganiacza w całej zapchlonej okolicy" mówię.
Odwracam się i widzę, jak Dawid sięga po jabłko. Rzuca. Przeraźliwy ryk Pana Michała niesie się po okolicy. Dawid trafił.

Widok Pana Michała, jak w amoku rozpieprza wychodek i wychodzi z drzwiami - bezcenny.
Kara od ojca, jak dowiedział się, że obiliśmy Panu Michałowi jaja - niezapomniana.

#sM5Lm

Wczoraj mój syn dostał wymarzony, zdalnie sterowany helikopter.

Rano mąż zawiózł dzieciaki do babci i... od tamtej pory wraca do domu tylko po to, żeby naładował helikopterek. Za chwilę będzie północ, a ja powoli zastanawiam się gdzie dziś mój ukochany spędzi noc - ze mną w łóżku czy na parkingu z helikopterkiem?

#fBAEm

Takich wyznań było już na pewno sporo. To też nie będzie jakieś inne od reszty.

Z moją żoną kochamy się bardzo mocno. Wiem to po ilości czułości, którą dostaję od niej na co dzień. Nie chciałbym spędzić życia z kimś innym, wiem, że to ta jedyna. Widzę to w niej, gdy śmieje się z moich głupich żartów, kiedy potrafi mnie pocieszyć po ciężkim dniu. Dogadujemy się, dzielimy się obowiązkami, lubimy spędzać ze sobą czas. Naprawdę wiele osób, o których tutaj czytam mogłoby nam pozazdrościć szczęścia.

Jest tylko jeden mały mankament. Żona ma problemy z tarczycą, ale problemem nie jest tu żadna impulsywność albo skoki nastrojów. Po prostu ma prawie zerowe libido. Była chora od początku naszej znajomości, ale nigdy tego seksu nie było tak mało - raz na tydzień lub dwa. Czasami raz na trzy tygodnie. Wybłagane. Wyproszone. Z jej strony nie ma nic, żadnej zaczepki, nawet najmniejszego błysku w oku. Czuję się przez to jak gorszy sort. Jak nikogo niepociągające gówno. I nie, nie zastanawiam się nad zdradą. Nie zdradzę jej. Ale się męczę.

#5x1jy

Jestem dziewczyną. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla tej historii to dość istotne. Trenuję kolarstwo grawitacyjne, a konkretniej BMX Racing. Nie jest to zbyt 'kobiecy' sport i każdy wam to powie.

Był to listopad. Zimno, a na trening jechać trzeba, więc stwierdziłam że założę zimową kurtkę. Do tego spodnie motocrossowe które dosyć porządnie spłaszczyłyby tyłek nawet Kim Kardashian. Stylizację dopełniała czapka z pomponem, włosy pod kurtkę żeby nie latały na boki i można jechać. I jeszcze okulary przeciwsłoneczne. I tak jadę sobie tym BMXem przez miasto, z wielką torbą sportową na plecach i nagle słyszę głośne "Cześć przystojniaku!". Odwracam się a tam jakieś dwie gimbery, a ja nie rozumiejąc w tym momencie o co im chodzi, tylko się na nie popatrzyłam i pojechałam dalej. Ale najlepsze miało się dopiero wydarzyć :)

Na treningach, wiadomo, kask z gardą i gogle motocrossowe, twarzy nie widać i jeszcze tego dnia byłam w luźnej bluzie, więc cycków również brak. Nagle patrzę, te dziewczyny przyszły, siedzą na ławce obok toru i się śmieją. Wpadłam na szatański plan. Podjechałam do ławki obok gdzie leżała moja woda, dziewczyny chichoczą jeszcze bardziej, a ja ściągam kask, rozpuszczam trzymanego pod nim kucyka i jakby nigdy nic zaczynam pić wodę. Ich miny zmieniły się nagle na zdziwienie z domieszką zażenowania. Wstały z ławki i popędziły do wyjścia niczym Usain Bolt.
Na treningi jeżdżę tamtą drogą dosyć często i nie miałam okazji spotkać tych dziewczyn po raz drugi :)

#gUnM6

Mój pierwszy chłopak zawsze zaskakiwał mnie prezentami mimo tego, że ich nie oczekiwałam. Bardzo często dostawałam różne prezenty. Kiedy pytałam się go o okazję, on odpowiadał mi albo że jej nie ma, albo że chciał mi sprawić tym przyjemność. Wydaje się kochane, prawda?
Ostatnim prezentem jaki mi "sprawił" był film, który mi wysłał w moje urodziny, a na nim nagrane, jak mnie zdradza. Pół roku później dowiedziałam się od jednego z jego byłych kumpli, że te liczne prezenty "bez powodu" były rodzajem, jak sam to nazwał, "odpokutowania zdrady".

#0OsMP

Pewnego razu do naszego schroniska zgłosili się chętni do adopcji psa. Dresik (napakowany i 2 m wzrostu) ze swoją dziunią chcieli jakieś "potężne" zwierzę, owczarka albo co... Wyszli ze schroniska ze szczeniakiem mieszańca - wyglądało toto jakby jakiś trochę większy pies wyłomotał shih tzu.

Dresik oglądając psy w pewnym momencie spojrzał w głąb klatki, gdzie leżała ta kupka nieszczęścia. Piesek popatrzył na niego i zaskomlał... i to był koniec. Nieważne, że dziunia próbowała go przekonać, że z takim czymś to na dzielni się przecież nie pokażą... Miał to gdzieś. Jak wziął psa na ręce, ten go polizał po dłoni, to widać było po jego wzroku, że cała dzielnica może go w du.. pocałować!
Dodaj anonimowe wyznanie