#L5GOh
Biedni studenci, z kasą się nie przelewało, więc kupowaliśmy jedzenie raczej tańsze. Jednak po drobnym przypływie gotówki udałam się do sklepu w celu kupienia sobie kawałeczka bardzo drogiego sera pleśniowego i bułeczek. Wróciłam do domu, zakupy włożyłam do lodówki i poszłam spać marząc już o moim pysznym śniadanku.
Wstaję rano i patrzę - nie ma ani bułek, ani sera. No cóż, pewnie mój luby zrobił sobie kanapki do pracy. Trudno, zjadłam coś innego. Kiedy wrócił, spytałam, czy smakował mu serek. Jego odpowiedz brzmiała: "Chyba zwariowałaś, że miałbym to jeść?! Kupiłaś zepsuty ser, cały w zielonej pleśni! Bułki zjadłem z szynką, a ten ser ton do kosza wyrzuciłem!".
Po wytłumaczeniu co to za ser stwierdził tylko, że to obrzydliwe jeść zepsuty ser, że tego nie rozumie i że bardzo dobrze, iż znalazł się w koszu, bo jeszcze bym się pochorowała od tej pleśni...
Nie chodzi o to, że był ze wsi, on po prostu był irytujący debilem.
Niekoniecznie, kilku znajomych z różnych wsi poznało niektóre produkty dopiero po przeprowadzce do dużego miasta - w domu się takich rzeczy nie jadło, jeśli szli na zakupy za dzieciaka to raczej po konkretne rzeczy, więc nawet, jeśli np. pleśniowy ser był, to nie zwracali na niego uwagi. Miałam kiedyś znajomą, która pierwszego burgera (i to nie z fast foodu, tylko jakiegokolwiek burgera) zobaczyła i zjadła w wieku 19+.
Ja np dużo produktów znam, mimo tego że mieszkam na wsi. Rodzice zadbali, aby pokazać mi różne warianty smakowe, np egzotyczne owoce (jak karambola) Potem sama zainteresowałam się kuchnią, i mimo że wielu produktów nie próbowałam, to wiem co to jest i jak mniej więcej wygląda. Wydaje mi się, że może być to kwestia dostępności produktu oraz zamożności rodziców plus mentalności.
Meh, wystarczą dość wąskie nawyki żywieniowe rodziny + mało kontaktu z rówieśnikami.
Nie to, że nie widział i nie słyszał wcześniej o serze pleśniowym ( chociaż to dla mnie abstrakcja) robi z niego barana, ale reakcja. Dziewczyna sobie coś przynosi dla siebie do lodówki, to od razu inspekcja i hyc do kosza, bo przecież jak on by nie zjadł to do niczego. Laska z jakiegoś powodu postanowiła być cierpliwa i mu wyjaśnić, to też nie- bo sam przecież nigdy nie słyszał o procesach fermentacji, nie jadł kiszonych ogórków, kapusty, chleba czy żurku na zakwasie, o kefirze też nie słyszał. Po prostu nie bo nie, w jego Koziejdupie dolnej tego nie było, więc tu też nie będzie.
Poszerzanie światopoglądu u dorosłego człowieka jest niestety bardzo trudne. Ale mówienie, że jest debilem, to trochę zbyt wiele ;) Za to na pewno był irytujący.
Problemem nie jest to że on czegoś nie wiedział. Tylko to że wyżarł swojej dziewczynie śniadanie. Chociaż żywili się do osobno i ona SOBIE kupiła bułki i ser na śniadanie, to i tak nie miała co zjeść. Żeby zjadł tylko połowę tych bułek, bo sam zapomniał zrobić zakupy, to spoko. A nie, wyczyścić całą kuchnię, a czego mu się nie udało zjeść to wyrzucić. A potem zamiast spróbować zrozumieć swój błąd i przeprosić, to się upierał że dobrze zrobił, wręcz uratował zdrowie autorki
Ale bym sie wkurzył jakby mi zżarł co sam sobie kupiłem bo miałem w końcu na to hajs
Mieszkam na wsi i jakoś nie spotkałam kogoś kto nie wiedział o istnieniu serów pleśniowych.O obowiązkowych ziemniakach i mięsie na obiad też nie. Tutaj raczej chodzi o małą wiedzę o świecie niż o pochodzenie
Może to była mała wieś na Podlasiu ¯\_(ツ)_/¯
Albo upodobania kulinarne, ja nie lubię obiadów bez mięsa, choć wolę do niego inne dodatki niż ziemniaki.
Ambra ale z ciebie dzban, co wierzy we wszystkie memy o Podlasiu.
Horyzont świata.
Przykład - z najbliższej rodziny. Moja żona jechała kiedyś w na targi do Niemiec. Jako kierowcę i do pomocy wzięła ze sobą własnego brata. Tam nocowali w pensjonacie ze śniadaniem. Oczywiście był również serek pleśniowy :) - żona uwielbia, a szwagrowi zasmakował jako dobry serek topiony. Gdy się dowiedział, że to pleśniowy to jego komentarz był - "To Niemcy tutaj spleśniały ser podają?" i więcej nie tknął.
Wszyscy jesteśmy z dużego miasta...
a sztućców kawaler używa czy drewnianą łyzką ze wspólnej michy bo mama i tatko kazali??
Lata 20-ste życia po to właśnie są by poszerzać horyzonty... skoro już wtedy jest się stetryczałym, autorytarnym bucem to to nie wróży dobrze na przyszłość. Ja też wielu rzeczy w życiu nie jadłam lub nie znam, ale to nie znaczy, że jak widzę, że ktoś ma to mu wyrzucam do kosza.
Przecież nawet w telewizji reklamują sery pleśniowe.
No tak było, nie zmyślam.
Ciemnota
Ale co ma do tego wzmianka skąd pochodził? Jak ktoś jest z miasta, to nikt mu tego nie wypomina..
Nie ma to jak oceniać kogoś przez pryzmat skąd jest.
Taa, fajnie to w teorii brzmi.
Zrob sonde wsrod znajomych co sadza o np. Ukraincach, Bialorusinach, Arabach, Cyganach itd. Na koniec zapytaj sie ile tego typu osob znaja aby miec jakiekolwiek pojecie na ten temat. Ewentualnie, na jakich wiarygodnych zrodlach sie opieraja.