#vvgKJ

Historia miała miejsce ponad 3 lata temu. Politechnika Śląska, Centrum Edukacyjno Kongresowe, aula B (na 200 osób). Jako student kończący I rok studiów podchodziłem do egzaminu z Mechaniki. Kompletnie się nie uczyłem na ową mechanikę, tylko zarwałem kilka nocy z rzędu na zakuwanie innych, mniej ważnych przedmiotów, ale mimo to stawiłem się na auli wypełnionej po brzegi.

Egzamin, 3 zadania, robimy pierwsze na papierze kancelaryjnym, doktorzy zbierają od wszystkich kartki i tak po każdym zadaniu, jako że był to I termin nie przejmowałem się za bardzo tym że nie potrafię (bez spiny, są drugie terminy). Po drugim zadaniu zostały zebrane kartki i zaczynamy zadanie nr 3. Pani prof. podyktowała treść zadania i miałem już tego dość, gdyż już godzinę przesiedziałem nie robiąc nic, postanowiłem opuścić imprezę, siedziałem na krawędzi więc nikogo nie musiałem przepraszać czy omijać, powiedziałem tylko kumplowi siedzącemu obok, że się zwijam bo chce mi się spać i już dłużej tu nie wytrzymam.

Wstaję z krzesła i udaję się po schodach do górnego wyjścia po czym słyszę pytanie, zadane bardzo donośnym głosem pani profesor: "GDZIE PAN IDZIE?", nie zastanawiając się nawet sekundy odpowiedziałem: "DO DOMU" równie donośnym głosem, po czym usłyszałem największą salwę śmiechu jaką do tej pory udało mi się wywołać. Około 200 osób śmiało się w niebogłosy. Przyspieszyłem kroku i usłyszałem tylko jak pani prof. mówi "NIECH PAN ZACZEKA". Złapałem za klamkę i wybiegłem z Auli a następnie z Centrum Edukacyjno Kongresowego, tak szybko że aż mi się podeszfy przytopiły. Byłem zadowolony, że udało mi się uciec. Po chwili namysłu stwierdziłem jednak, że wrócę na aulę po egzaminie i przeproszę panią prof. bo i tak mnie rozszyfrują, bo sprawdzą kto nie oddał trzeciego zadania i już nigdy nie zaliczę egzaminu z Mechaniki.

Zaglądam do Auli przez dolne drzwi chcąc powoli do niej wejść, lecz mój kumpel macha mi gwałtownie ręką, wywnioskowałem że chodzi mu o "Run Forrest Run!". Wycofałem się szybko i oddaliłem w bezpieczne miejsce, po czym kumpel dąłączył do mnie i oznajmił mi, że pani prof. najpierw wszystkich pytała kto go zna itp. itd. nikt mnie nie wydał, po czym powiedziała że i tak policzą kartki i sprawdzą kto nie oddał 3 zadania...

Na szczęście mam bardzo dobrego kumpla, który podpisał za mnie kartkę i przerysował rysunek i oddał pracę 'moją' i swoją. Tak bałem się, że zostanę rozpoznany przez panią prof., że stawiłem się dopiero na kampanii wrześniowej na 3 terminie, obyło się bez żadnych konsekwencji. Założę się że pani prof. do dzisiaj się głowi jak to się stało, że mnie nie złapała. A koledzy opowiadali że jak wybiegła za mną z Auli i zobaczyła że mnie nie ma to jej mina mówiła sama za siebie, a była tak czerwona ze złości jak czerwony Fiat 126p. Dodam jeszcze że ostatecznie dałem radę i jestem na V roku.
BozenaPower Odpowiedz

Nie bardzo rozumiem, po co miałaby za tobą biec...?

Oxmgaomuch

A ja nie rozumiem po co ktoś się tak produkował z pisaniem. Ani to zabawne ani interesujące.

hot16siedlcee

A mi się podoba

Awtroil Odpowiedz

U mnie na studiach kolega przy podejściu na I terminie spojrzał tylko na pytania i wyszedł. Dostał 3 za nic, bo wszyscy oprócz niego zaliczyli I termin i profesorowi nie chciało się przyjeżdżać specjalnie dla jednej osoby.

PinkRoom Odpowiedz

Nie bardzo rozumiem czemu miałaby być zła, a tym bardziej za tobą biec. Jak wiesz, że nie zdasz to bez sensu nawet jej kartkę dawać, bo tylko roboty będzie mieć więcej. U mnie to norma, że czasem ktoś wstaje, wyrzuca kartkę do kosza, mówi do widzenia i wychodzi.

Niezywa

Bo chciała go udupić, więc dlatego była czerwona że złości. Taka mentalność.

Alelale Odpowiedz

<3 ! :D

Dodaj anonimowe wyznanie