#92RH9

Tata opowiedział mi ostatnio fajną historię.

Lata 90. Wojskowy poligon. Las na totalnym wygwizdowie. Zima. Po całym dniu ciężkich ćwiczeń na wielkim mrozie, przyszła chwila kiedy żołnierze z ulgą wracali do swoich namiotów. Tacie przemarzły stopy, no i po tylu godzinach w wojskowych opinaczach chciał je odświeżyć. Wziął więc miskę, nasypał do niej śniegu i postawił na tzw. kozie, żeby się roztopił i woda stała się ciepła. Gdy nadeszła chwila, że woda nabrała odpowiedniej temperatury, ojciec z niesamowitą ulgą zdjął wreszcie buty, usiadł na krześle i włożył stopy do miski. Stwierdził wtedy, że tak potwornie waliły mu kopyta, że mało nie zemdlał, ale to normalne gdy przez tyle godzin, dzień w dzień noga poci się w jednych butach. Po paru minutach, gdy stopy odmarzły, odstawił miskę z powrotem na kozę. W tej chwili do namiotu przyszedł inny żołnierz, za którym mój tata, jak i wielu innych, niespecjalnie przepadał. Spojrzał na miskę z uśmiechem, po czym rzekł:
- O, jak dobrze, ciepła woda, cholernie mnie suszy po tych ćwiczeniach - po czym ją chwycił i jednym haustem wypił połowę tej wody...
Ojciec z kumplami ze stoickim spokojem się wszystkiemu przyglądali, choć w głębi duszy pękali ze śmiechu, ale długo się nie napatrzyli, gdyż owy kolega w sekundę wybiegł z namiotu. Wymiotował chyba pół godziny.

Podobno po jakiś czasie przeniósł się do innej jednostki, bo koledzy z wojska spokoju mu nie dawali.

#gI9qg

Wstyd mi straszliwie o tym pisać, ale będąc jeszcze licealistą, wpadłem na samo dno wielkiego dołu znanego pod nazwą „friendzone”. Agata, najładniejsza dziewczyna w naszej szkole, kompletnie zawróciła mi w głowie. Przez prawie trzy lata robiłem wszystko, aby wynieść naszą znajomość na wyższy poziom, a jedyne co mi się udawało, to coraz bardziej grzęznąć w bagnie przyjaźni.

Największe upokorzenia spotkały mnie w ostatniej klasie, kiedy to Agata zakochała się w pewnym chłopaku i z wielkim zaangażowaniem opowiadała mi o szczegółach kolejnych randek i radziła się mnie odnośnie swoich kolejnych posunięć. Jednak prawdziwym gwoździem do trumny mojej umierającej godności były rozebrane fotki, które od niej dostawałem. Agata uznała, że jestem najbardziej godną zaufania osobą oraz powiernikiem wszystkich jej osobistych spraw i tylko ja mogę pomóc jej wybrać najbardziej seksowne fotki, które ona później wyśle swojemu chłopakowi...

#8D1j6

Mając jakieś 6 lat, wybrałam się razem z rodzicielką w odwiedziny do jej koleżanki. Siedzimy, wiadomo - kawka, herbatka, a na stole leży okrągły talerzyk z ogromem cukierków. Koleżanka mamy wyszła na moment, a gdy wróciła, wpatrywałam się jak oniemiała w ten talerzyk (nie bez powodu). Ona mówi do mnie, żebym się poczęstowała, a nawet zabrała kilka do domu, a ja na to:
- Dziękuję, mama już zabrała, ma w torebce!

Mama cała czerwona, podśmiechując się ze wstydu, zaczęła mnie ubierać i stwierdziła, że czas do domu.

#XxEGW

Nie rozumiem, dlaczego niektórzy księża są nieprzychylni Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Rok temu uciekałam przed księdzem, który gonił mnie z kijem. W tym roku inny ksiądz powiedział, że mamy wyjść za teren kościoła. Jakaś kobieta zaczęła na nas krzyczeć, że Owsiak nie ma nic wspólnego z kościołem i nie powinniśmy tu stać - ładnie to ujmując. Kilka razy zostałam zwyzywana za to, że chodzę i zbieram pieniądze dla Owsiaka. Ludzie ja rozumiem, możecie się nie zgadzać z tą akcją, przejść obojętnie, nie wrzucić pieniążka. Po co od razu wyzywać od najgorszych?

Jestem wolontariuszką WOŚP od czterech lat. I mam ku temu powody. Gdyby nie wyposażenie szpitala, gdzie na każdym sprzęcie było serduszko, pewnie bym nie pisała tego wyznania.

#dQP2r

Jestem śpiewaczką operową. Nie mieszkam w Polsce, ale w Polsce zaczynałam swoją edukację. Wśród muzyków klasycznych jestem już od kilku lat dobrze znana, mam swojego agenta, wiele występów na scenach operowych całej Europy. Mam opinię niezwykle pracowitej, zawsze świetnie przygotowanej profesjonalistki.
O Boże, gdyby tylko wiedzieli...

Szczerze kocham swoją pracę. Żyję występami na scenie, kocham muzykę. Ale to co dzieje się w moim domu przed każdą nową produkcją czy koncertem z nowym dla mnie materiałem to jest po prostu horror.

Jeśli mam dwa miesiące na przygotowanie dzieła, któremu trzeba poświęcić przynajmniej miesiąc, bądźcie pewni, że wezmę się do roboty może 5 dni przed deadline'em, z czego pouczę się może 2 h pierwszego dnia, nic drugiego i gdzieś od trzeciego zacznę zarywać dni i noce, głośno zawodząc i przeklinając. Wypijam hektolitry kawy, jem jak szalona podczas przerw, chodzę w szlafroku i kapciach i pragnę 10 000 razy rzucić to wszystko albo się pociąć, tak bardzo jestem nieszczęśliwa. Serio, jestem w takich momentach tak bliska olania wszystkiego - kariery, lat pracy, pieniędzy.

Rodzina wie, że mają po prostu do mnie wtedy nie dzwonić, a już broń Boże pytać, jak mi idzie. Agent i cała ekipa jest przekonana, że ten mój ostatni tydzień to intensywne doszlifowywanie materiału, a ja ryczę z twarzą na szybie, rozmazując gluty na twarzy i googlując, czy wyżyłabym w tym kraju na jakiejś minimalnej krajowej.

A potem bum - próby, premiera, wszyscy oczarowani, ja odżywam i unoszę się na fali sukcesu.

Jedynie wy i moja terapeutka wiecie o tym, co dzieje się przed każdym z tych występów. Lekarz przepisał mi tabletki na uspokojenie, terapeutka staje na głowie, ale niewiele może mi pomóc. Wie, jak bardzo destrukcyjny jest dla mnie etap nauki, ale nie mogę się od niego wymigać. Bo tylko stojąc na scenie jestem naprawdę szczęśliwa.

#EdB6n

Wybrałam się z mamą do Biedronki na zakupy, miałam 17 lat. Jak to na zakupach wzięliśmy potrzebne rzeczy i ruszyłyśmy do kasy. Kolejka była dosyć spora i wpadłam na pomysł, że zrobię mamie żart i wrzucę jej na taśmę pod produkty Durexy.

Przyszła kolej na nasze zakupy, mama zaczęła pakować, gdy w pewnym momencie zauważyła, jak kasjerka chce już kasować to, co podrzuciłam. Widziałam tylko mamy wzrok, jak zerknęła na mnie, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Jednak mama opanowała sytuację i na cały głos powiedziała:
- Tego proszę nie kasować, to mojej córki.
Kasjerka i ludzie w kolejce zaczęli się śmiać, mama do samochodu nie mogła powstrzymać śmiechu, a ja wychodziłam czerwona jak burak...

Podsumowanie "nie róbcie jaj z rodziców w publicznych miejscach, bo możecie sami sobie zaszkodzić" ;)

#8B6hH

Sam piwo w domu robię, więc i butelek potrzebuję. Dziś z kubła na szkło wyciągałem dwie butelki, gdy pod wiatę śmietnikową podjechał samochód. Wychodzę ze śmietnika z siatką i brzęczącymi butelkami, a przede mną staje gość ok. czterdziestki i wciska mi w rękę 10 zł ze słowami "Masz pan". Zbaraniałem całkowicie i tylko podziękowałem.
Oj, cienko musiałem wyglądać, że wzbudziłem litość u tego pana, którego serdecznie pozdrawiam! :D

Najlepsze jest to, że w portfelu miałem 4000 zł, które później miałem wpłacić w banku.
Fajnie wiedzieć, że ludzie ot tak pomagają innym :)

#0amHS

Miało to miejsce w jednej z warszawskich podstawówek w którejś z klas I-III. Miałem urodziny, więc były i cukierki. Każdy został obdarowany cukierkiem. Jednak zostało mi ich trochę, więc zacząłem nimi handlować.

Jednak koleżanka nie miała tych 20 groszy, żeby kupić cukierka, więc zaproponowała, że pokaże mi pupę. Niewiele myśląc, zgodziłem się. Ona zrobiła, co obiecała, a ja wręczyłem jej cukierka.

Uprzedzając pytania, nie, nie jesteśmy razem. Jestem gejem ;)

#Gqgz0

Święta, święta... Niby jest pięknie, choinka, prezenty... a ja po prostu ich nie cierpię. Zaczyna się od tego, że sama robię wszystko - zakupy, gotowanie i sprzątanie. Ciągle stoję przy garach i przy zlewie i odwrotnie. Ale żeby nie było - mam męża, dwie dorosłe córki i wnuka rocznego. Mąż dostaje jakby dwóch lewych rąk na ten czas. Córki zjeżdżają w ostatniej chwili do domu. A później każdy siada przy stole i czeka. A ja wtedy opadam z sił i każdy mnie się pyta, co mi jest. Oczywiście mówię, że nic, bo jak mogłabym powiedzieć inaczej? Jestem zmęczona i czekam, kiedy te dni miną. Takie są moje święta.

#EdUVu

Mam 28 lat, a moja mama 66. Jak wiadomo w Polsce nie żyje się łatwo, a już na pewno nie emerytom. W ostatni dzień roku moja Mama poszła na drobne zakupy do pobliskiego sklepu. Rachunek wyniósł 14 zł z groszami, w portfelu było ostatnie 50 zł i trochę drobnych. Gdy mama wyciągnęła banknot, ekspedientka poprosiła o wysypanie drobnych z nadzieją, że podana kwota się uzbiera. Mama dokładnie tak zrobiła, uzbierało się 14 zł, więc poszła do domu. Po kilku minutach zauważyła, że portfel jest pusty, a 50 zł zostało w sklepie. Wróciła po swoje pieniądze, niestety pani sprzedawczyni nie umiała sobie przypomnieć, co stało się z banknotem. Poinformowała moją mamę, żeby przyszła po 15:00, a wtedy się okaże, czy w kasie jest nadwyżka.
Po powrocie mama zadzwoniła do mnie i opowiedziała ze ściśniętym gardłem, co się jej przydarzyło. Nie chciałam, żeby ten rok w taki sposób się dla niej zakończył, więc podjechałam do tego sklepu i po krótkiej rozmowie z ekspedientką przyznałam się, że jestem córką i chciałabym zostawić swoje 50 zł, które w razie nieodnalezienia tamtych miała przekazać mojej mamie – przekonując ją, że się odnalazły :) Dodatkowo zostawiłam swój numer telefonu, gdyż pani się wzruszyła i obiecała, że zaraz po zamknięciu do mnie zadzwoni. W końcu po 15.00 sprzedawczyni zadzwoniła do mnie z dobrą nowiną informując, że faktycznie zguba się znalazła, a ja mogę odebrać moje pieniądze.

Piszę to nie po to, żeby się chwalić, ale żeby przypomnieć, że czyny są ważniejsze od ciągłego powtarzania "kocham cię" ;)
Dodaj anonimowe wyznanie