Święta, święta... Niby jest pięknie, choinka, prezenty... a ja po prostu ich nie cierpię. Zaczyna się od tego, że sama robię wszystko - zakupy, gotowanie i sprzątanie. Ciągle stoję przy garach i przy zlewie i odwrotnie. Ale żeby nie było - mam męża, dwie dorosłe córki i wnuka rocznego. Mąż dostaje jakby dwóch lewych rąk na ten czas. Córki zjeżdżają w ostatniej chwili do domu. A później każdy siada przy stole i czeka. A ja wtedy opadam z sił i każdy mnie się pyta, co mi jest. Oczywiście mówię, że nic, bo jak mogłabym powiedzieć inaczej? Jestem zmęczona i czekam, kiedy te dni miną. Takie są moje święta.
Dodaj anonimowe wyznanie
Matka polska bolesna. Rzygać mi się chce, jak czytam takie żale. Buzi nie masz? Rozumu brakuje? Tak naprawdę, ty to kochasz, uwielbiasz pławić się w żalu do bliskich, do dupy całe twoje poświęcenie, jak o to tylko chodzi, żeby czuć się uciśnioną niewolnicą.
Mamy sklepy, można kupić gotowe rzeczy. Ale pewnie, oj jak to? Barszczyk zrobię, pierogów nalepię, a później udręczona usiądę z wami do stołu, żebyście widzieli mój ból. Manipulatorka, do tego głupia. Rzyg.
Moja tesciowa tak miała. Pierogów nalepila, pasztety, serniki. Jak dla wojska, a najlepsze, ze 4 dzieci 15 wnuków, kilka prawnuków, jadlo jak ptaszki. I potem pierdolamento, ze tyle zostalo, ze tak sie narobila. Kiedys moj maz, najmlodszy z dzieci. Stanął i mowi" To po co kurfa tyle robisz? Co roku to samo? Kobieto! Kup krakersy i keczup i tez bedziemy sie cieszyć ". Wszyscy potwierdzili to. Od tego czasu, robi połowę (pierogi i pasztet bo tesciu lubi i kazdy) A na Wigilie jezdzi do dzieci na zmiane (co roku u kogos innego)
Moze czas, zeby twoje dzieci tez zaczely cos robic. Bunt kochana i tyle. Powiedz, ze sie zle czujesz i olej to.
No niestety. Rola ofiary jest bardzo wygodna. Ciekawe czy autorka kiedyś poprosiła spokojnie rodzinę o pomoc. Masz rację, że to manipulacja i rodzaj przemocy psychicznej.
moja mama do dzis tak ma, robi wszystko a ojcie crozparty w fotelu lub przed kompem
a potem chodzi zgieta i ja boli
nie powie zrob to czy tamto, nieeee, bo "po nas trzeba poprawiac", "powinnismy sie domyslic"
a potem placz i marudzenie
trafia mnie jak to obserwuje
Różnie bywa. W moim domu świątek piątek czy niedziela zawsze to ja i moja matka wszystko robimy. Jest dwóch dorosłych mężczyzn w domu i mimo, że często prosimy o pomoc, zawsze jest "nie umiem", "a po co to" albo "później" czyt. "nigdy". W święta to boli tym bardziej, bo to czas okazywania sobie miłości. A u mnie zawsze dwie kobiety zabiegane, zapracowane i udręczone, dwóch mężczyzn leżących 24h przed tv albo grających na komputerze, niemniej ekstra roszczeniowych i praktycznie nigdy nieżyczliwych...
@Xback
Ale... Twoja matka pewnie na to pozwalała całe życie, a Ty też dalej pozwalasz razem z nią, skoro nic się nie zmienia. Nie umiecie stawiać granic i brak Wam asertywności. Moja matka też taka jest i tylko płakać potrafi. A ja mówię bratu - albo xx jest zrobione, albo nie będziesz jadł. I działa, bo wie, że ja się nie ugnę i naprawdę nie będzie jadł.
@Oretyrety jeśli tego nie lubi i prosiła o pomoc ale ją olano to niech powie mężowi i córką, że robi zrzutke na katering i tyle...
Bo tak ciezko poprosić, żeby mąż raz w roku odkurzyl, a dzieci przygotowały po jednym trudniejszym daniu (jedna rybę, druga pierogi) jak będzie o jedna potrawę mniej na stole to przecież nikomu nic nie będzie.
@ohala Tak łatwo to brzmi tylko w teorii. Prawda jest taka, że jeśli my "ustawimy granice" i tego wszystkiego nie zrobimy to nie zrobi tego nikt i po kilku tygodniach cały dom będzie brudny, łazienki śmierdzące, a kuchnia lepka i odrzucająca, a tak żyć się nie da (przynajmniej ja nie potrafię). Mam się awanturować, krzyczeć, może ich bić? Starszych i dwa razy silniejszych ode mnie mężczyzn? Jak ugotuję zupę, mam ją zamykać na klucz? Nie dość, że przyniosłoby to skutek odwrotny od zamierzonego, to jeszcze (bez urazy) dla mnie wrzaski, wyzwiska, szantaże i agresja kojarzą się z patologią i nie chcę schodzić do tego poziomu.
@Xback
Ależ ja miałam dokładnie to samo, brat totalny leń. I tak, było mi łatwo. Bo ja wiem, że nie jestem służącą i sprzątaczką w domu, i nie mam zamiaru wchodzić w te role. Nie było przy tym żadnych krzyków. Od razu zakładasz przegraną, więc cóż. Pozostaje Ci histeryzowanie w necie i dalsze wypełnianie roli, którą przygotowała Ci matka.
@Ohlala Na Twoim miejscu byłabym ostrożniejsza wygłaszając takie tezy zaledwie po czyichś kilku zdaniach. Ile rodzin tyle niepowtarzalnych, złożonych problemów. Nie można generalizować, że zapracowane kobiety są sobie same winne, bo nie potrafią się postawić, to tak samo bezmyślne jak oskarżenia, że mężczyźni to świnie, są leniwi itp. Dlatego proszę, odrobinę mniej generalizowania i obwiniania, trochę więcej ważenia własnych słów.
A nie mozesz wprost powiedzieć, ze mogłyby przyjechać wcześniej i pomóc, albo żeby same przygotowały część potraw? Skoro mówisz, że nic Ci nie jest to jak mają się domyślić
Matka Polka Boleściwa. Wykona masę niepotrzebnej pracy, o którą nikt nie prosi, słowem się nie odezwie, ale potem ma pretensje, że inni się nie domyślili że chciała żeby jej pomóc, i że nie doceniają jej pracy, o którą nikt nie prosił. Kobieto, jak córki przyjeżdżają na święta, to nie po to, żeby jeść 20 dań, tylko żeby w miłej atmosferze pobyć z rodzicami, a ty im fundujesz wielkiego focha. I to będzie ich wspomnienie z każdych świąt: skwaszona, sfochowana nie wiadomo o co matka. Tego chcesz? Jak nie, to rozdziel obowiązki albo zrób połowę z tego co robisz, za to porozmawiaj z rodziną bez focha.
A skoro dorosłym córkom nie przyjdzie do głowy, żeby ci pomóc, to znaczy że je tak wychowałaś. Niestety świetnie wiem jak to wygląda: "zostaw, ja sama", "przecież nie umiesz", "to mają być pierogi?", "wolę sobie sama tu posprzątać, wtedy wiem że będzie czysto". Po nasłuchaniu się tego nawet świętemu przejdzie ochota do pomagania.
Albo próbowała je tak wychować, ale nie dały z siebie zrobić kolejnych Matek Polek Boleściwych i widzą absurd sytuacji.
taaa "jak mam po tobie poprawiac to lepiej juz nic nie rob" a potem- "oni nic w domu nie robia" ...
Zmineralizowana, jeśli podzieli się z mężem sprzątaniem i zakupami, a każdą z córek poprosi o jedno danie, to ilość pracy spadnie o połowę. Już nie mówiąc o tym, że skoro jest taka wykończona, to można sobie chyba odpuścić umycie okien czy wyszorowanie tego czy tamtego, i zamiast pokazowego sprzątania roku po prostu ogarnąć żeby było przyzwoicie. Serio, każde dziecko wolałoby mieć wigilię w domu nie zrobionym na błysk i bez 12 dań, za to z uśmiechniętą mamą, która cieszy się że spotkania, a nie milcząca i z umęczoną miną czeka na koniec imprezy.
Oj oj no żebyś czasem na zawał nie padła przy tych garach. Kto Ci każe tam stać? Jeżeli inni mają pomoc Tobie w dupie to Ty też miej to w dupie zrób sobie herbatę i dosiądz się do męża lenia którego tak przyzwyczaiłas a na Święta połóż córkom przed nos herbatniczki i kawałek ciasta ...
Dokladnie tak samo zachowywala sie moja tesciowa. Po drugim lub trzecim razie odmowilismy uczestnictwa w tym cyrku i zaczelismy organizowac wigilie sami. Szokujace bylo to, ze schemat sie powtorzyl. Tym razem w wykonaniu mojej zony.
Zareagowalem bez zwloki i wymusilem na niej pisemne rozplanowanie przygotowan swiatecznych wedlug zasad logistyki procesow. Latwo nie bylo, ale i tak duzo mniej stresu. No i tylko raz.
Od tej pory kazde Swieta to wspanialy, relaksujacy czas dla wszystkich czlonkow rodziny. Z biegiem lat dodalismy do poczatkowego pomyslu kilka ulepszen. Najwazniejsze to calkowita prohibicja oraz zakaz podejmowania tematow politycznych i religijnych przy stole. Efekt, to kilka do kilkanascie osob w pelnej harmonii.
Polecam.
Moja mama też robi wszystko sama. Mój tato to taki leń, normalnie potrafi się położyć o 3:00, a mama to do 3:05 robi, a kładzie się o 4:00, bo jeszcze gra na komputerze. Mama wszystko sprząta, ja z bratem to tylko byśmy na tyłkach siedzieli, co to jest ogarnąć dwa pokoje, łazienkę i kuchnię we dwoje, kiedy ona okna pomyła! No a w kuchni to już zupełnie sama zostaje. Nawet jak 90% dań zrobię sama, to przecież robię je źle, bo ziemniaki za grubo pokrojone, bo za długo miksuję, tylko czas marnuję. No i do tego tylko jej czas zabieram, jak ja mogę pytać, gdzie jest garnek, który sobie przygotowałam w tym miejscu przed sekundą, ewidentnie próbuję się wymigać od pracy.
Każda sytuacja ma dwie różne strony i na dwa różne sposoby można ją opisać. Myślę, że jak twoje córki mieszkały w domu, dużo ci pomagały, ale wolałaś robić wszystko sama, no i tak wyszło, że teraz już im się nie chce starać. A może im się nigdy nie chciało. A mąż? Też nie koniecznie jest taki zły
Sama jesteś sobie winna. Każda z córek powinna przynieść po jednym daniu wigilijnym. Mężowi od odkurzania korona nie spadnie. A jak nie chcą pomóc to basta. Jak jedne święta spędzicie przy pizzy to wezmą się do pomocy.
Wręczasz mężowi odkurzacz, mopa, ścierę, cokolwiek i ma być zrobione, kropka. Możesz też dyplomatycznie zapytać, czy woli odkurzać czy myć okna, albo robić zakupy. Nie ma siedzenia i czekania na gotowe. Jedna córka przywozi bigos, druga sałatkę czy co wy tam macie w planach. Poza tym możesz oznajmić, że w przyszłym roku święta u któreś z nich, tudzież planujesz wyjazd w Bieszczady z szanownym mężem i za rok świąt w "tradycyjnym" stylu nie będzie. Możesz też zostać w domu, oglądać 3 dni netfliksa i mieć w poważaniu ten cały przedświąteczny burdel. Jak Ci źle, to coś z tym zrób, zamiast jęczeć.
Ani mąż, ani córki, nie są jej niewolnikami. Nie może nikomu kazać wykonywać danej czynności w danym momencie. Mąż może odpoczywać, kiedy ona pracuje, jeśli będzie pracował, kiedy ona będzie odpoczywała, albo skończy swoje zadania szybciej. Ale te zadania muszą być wspólnie ustalone. Zarówno przy wzmożonych, przedświątecznych porządkach, jak w ciągu roku. Przed świętami najlepiej byłoby chyba podzielić się różnymi obowiązkami, w normalnym czasie ustalić dwa zestawy zadań i wymieniać się nimi co jakiś czas, ewentualnie zamieniając się jeszcze między sobą nielubianymi czynnościami. Ale tu też trzeba wziąć pod uwagę "zewnętrzne" obowiązki. Jeśli jedno pracuje i zarabia, drugie powinno w tym czasie, jeśli oczywiście nie pracuje, przygotować obiad i zmyć po sobie naczynia, i nie robić z tego powodu żadnych wyrzutów. Jak ktoś rzuca poleceniami, sam siebie stawia automatycznie na stanowisku osoby odpowiedzialnej za dom, więc niech się nie dziwi, że na niego spadają potem obowiązki i jak nie powie, to nikt nie zrobi.
Co do świąt u którejś z córek, może zasugerować taką opcję, albo żeby się wymieniali co rok organizacją, ale jak ktoś nie będzie miał na to ochoty, to po prostu się nie zgodzi i nic nikomu nie zrobi, ewentualnie mogą sobie popsuć relacje. Jedyne co autorka może powiedzieć kategorycznie, to rzeczy dotyczące jej osobiście. Może powiedzieć, że nie zgadza się na taki sposób organizacji jak dotychczas, że jak ktoś chce przyjechać, to niech coś ze sobą przywiezie (dogadać się co, uwzględniając zdanie każdej ze stron, a nie decydować samemu), że ona w tym roku nie zaprasza, ale nie może powiedzieć, że córka zaprasza, bo to nie od niej zależy.
No typowe, baba zapierdziela, a chłop pierdzi w fotel i patrzy na choinkę. Magia świąt. Dobrze, że twoje córki poszły po rozum do głowy i nie będą powielać tego niewolniczego układu pomimo twoich usilnych prób.
Polecam komiksy Szarosen o świętach (i nie tylko).
Typowe...baba zamiast powiedzieć o co jej chodzi to tylko jęczy ale jak zapyta sie ja w czym pomóc to od razu z ryjem się rzuca i narzeka że nic nie robią...
Ja pier... Ale nienawidzę takich umęczonych matek. Ktoś Cię zmusza do robienia tego wszystkiego? Sama się pchasz, a później całą rodzinę męczysz tym, jaką to Ty jesteś zmęczona. Masz tyle osób, każdy by mógł zrobić cokolwiek i by było ok. Matka polka, która wszystko zrobi najlepiej, a jak nie zrobi, to świat się zawali.