#3iViH

Zabiłem człowieka. Nie zrobiłem tego chwytając za nóż, jak pewnie większość z Was pomyśli. Nawet nie zrobiłem tego celowo.
Pracuję w zakładzie produkcyjnym, a jak powszechnie wiadomo, wszystko musi dziać się według konkretnych zasad narzuconych przez konkretne instytucje. Przestrzeganie takich zasad to pewne koszta, więc większość pracodawców zręcznie je omija. Dzięki temu mam szczęście. Czemu? Nie dopilnowałem jednej rzeczy w czasie pracy, a przez to ktoś zginął. W wyniku niedopatrzeń pracodawcy niemożliwym było sprawdzenie kto zawinił i czemu oraz kiedy (specyficzna branża, której z wiadomych przyczyn nie podam).
Facet miał dziecko i dziewczynę, a teraz nie żyje. Nie przyznam się, skoro nie muszę. Codziennie idę do tej samej pracy i rozmawiam z innymi o tym zajściu, a patrząc im w oczy nerwowo się uśmiecham, zastanawiając się, czy o czymś nie zapomniałem.

#4gboW

Mam 17 lat i dwóch starszych braci, jeden ma 18 lat, a drugi 20. Od zawsze chciałam mieć młodszą siostrę, bo jak byłam mała to bracia nigdy nie chcieli się ze mną bawić, a tak bym miała kompana do zabawy w postaci siostry.

Lata mijały, rodzice coraz starsi, a ja traciłam powoli nadzieję, że jeszcze młodsze rodzeństwo będę miała. Gdy prawie dwa lata temu do końca straciłam nadzieję, rodzice oznajmili nam, że spodziewają się dziecka. Oczywiście my z braćmi przeżyliśmy wielki szok, bo jak to możliwe w wieku naszych rodziców. Bardzo się cieszyłam, bo w końcu to było moje odwieczne marzenie. Niestety moja mama dostała dość szokujących informacji od lekarza. Podejrzewali, że moja siostra może urodzić się chora. Szok, łzy i smutek, lekarz poradził mojej mamie, żeby zrobiła badanie, w trakcie którego pobiorą wody płodowe. Rzecz jasna moja mama się nie zgodziła, bo przy tym badaniu dzidziusia można uszkodzić. A nawet gdyby było chore, to i tak go nie usunie, bo czy z chorobą czy bez i tak będziemy je kochać. Oczywiście my z braćmi nie wyobrażaliśmy sobie tego. Ciężko nam było przyjąć do wiadomości, że będziemy mieć młodsze rodzeństwo, a co dopiero to, że będzie chore.

Czekaliśmy z niepewnością na nadejście nowego członka rodziny. I teraz biegam po domu za zdrową jak rybka, prześliczną siostrzyczką. Wszyscy kochamy ją i nie wyobrażamy sobie, jak to by było bez niej.
Więc jak widać marzenia się spełniają :)

#8Ur2J

Pracuję w sklepie. Ostatnio do mojego miejsca pracy przybył niewidomy klient wraz z kolegą po odbiór zamówienia. Oczywiście na początku miła rozmowa i klient mówi:
- O jaka pani miła, tak dobrze się rozmawia.
A ja na to od razu:
- No widzi pan, jaka obsługa może być dobra.
On na to z rozbrajającą szczerością:
- No niestety ja nie widzę.
Ja burak spalony w momencie, ale klient zaczął się po śmiać. Mimo to i tak było mi głupio.

#r3jDt

Pewnego dnia, gdy byłam sam na sam z moim byłym już chłopakiem, po 4 latach związku pozwoliłam mu pójść na całość. Dałam mu się związać i zakneblować, po czym... doszedł na moją twarz, ubrał się i wyszedł.
Najgorsze jest to, że rozwiązywać mnie musieli rodzice.

PS Uważajcie na swoich chłopaków.

#OOzun

Aktualnie siedzę w domu na urlopie macierzyńskim. Jak każda mama, gdy przychodzi potrzeba na grubszą sprawę, a dziecko nie śpi, trzeba je zabrać ze sobą. Tak też stało się dzisiaj. Niestety okazało się już po fakcie, że zabrakło najważniejszej rzeczy, czyli papieru. Mała, rozbawiona na całego, bawi się w bujaczku, a ja zastanawiam się, co z tym faktem zrobić. Już byłam gotowa z dupskiem gołym zejść piętro niżej do drugiej łazienki, a tu dzwonek do drzwi. Gościu, co spisuje liczniki z wodą. Ma taki brzydki zwyczaj, że po tym, jak zadzwoni, od razu sam wchodzi do domu. Słyszę z dołu
- Dzień dobry, ja do wody.
Na co ja, cały czas siedząc w kiblu:
- Dzień dobry. Sram. Jak poda mi pan papier, to wyjdę.
No i podał. Tak "sztywnej" atmosfery między nami jeszcze nie było.

#oqktk

Jestem w seminarium duchownym. Pochodzę ze wsi i moją decyzję ostro zakrapiali. Wiecie, jak jest. Babcia wyszywa ornat na szydełku, matka chwali się rodzinie w Ameryce, podobno nawet cała wieś chce się złożyć na samochód na prezent prymicyjny...

Nie wyobrażam sobie, jak się poczują, gdy oświadczę im, że zakochałem się i odchodzę z seminarium...

#4AFPk

Kilka lat temu, gdy chodziłem do liceum, poznałem miłą dziewczynę. Rozmawialiśmy krótko i to tylko dlatego, że to siostra mojego kolegi z klasy, ale coś zaiskrzyło. Postanowiłem lepiej ją poznać.
Zwykle nie ryzykuję, ale po kilku dniach bicia się z myślami postanowiłem napisać do niej na FB, wpajałem sobie zasadę, że jeśli nie spróbuję to nigdy się nie dowiem. Krótko mówiąc, opisałem, że niedawno rozmawialiśmy w szkole i czy chciałaby się umówić na kawę. Odpisała, że chętnie się spotka, ale raczej nic z tego nie będzie, bo ona nie chce się z nikim wiązać i że jestem starszy (ona w pierwszej klasie, a ja w maturalnej - teraz to absurd, ale uwierzcie, że w wieku szkolnym różnica wieku, nawet dwa lata, wydaje się czymś poważnym).
Około rok temu wzięliśmy ślub, a wczoraj się dowiedziałem, że pod serduszkiem nosi nasze dziecko.

Kto wie co by było, gdybym uznał, że nie warto do niej pisać, bo i tak mnie odrzuci. Jeżeli jesteście w takiej sytuacji, to pomyślcie o mnie i o tym, co możecie zyskać, gdy odważycie się zaprosić kogoś na randkę.

#NGfcH

W te święta wybraliśmy się z mężem do teściów. Nie były to oczywiście duże rodzinne święta, bo byliśmy tylko we czworo. Wigilia minęła nam sympatycznie, pyszne jedzenie, teść grający na gitarze, a reszta śpiewająca kolędy.
Sielanka trwała do rana, gdy poszłam do łazienki. Umyłam się i chciałam umyć zęby (gdy przyjechaliśmy, teściowa przygotowała dla nas nowe szczoteczki i wrzuciła je do wspólnego kubka na umywalce). Odruchowo wzięłam pomarańczową... bo przecież u mnie w mieszkaniu mam pomarańczową. Mając już tę szczoteczkę w ustach, uświadomiłam sobie, że pomarańczowa należy do teścia, a moja tutejsza to zielona. Było za późno. Jestem dosyć wrażliwym człowiekiem, więc gdy przypomniałam sobie jak wygląda stan uzębienia teścia, zwymiotowałam do wanny... Wspólne śniadanie oczywiście mi nie szło, bo straciłam apetyt. Teściowa co chwilę dopytywała, czy wszystko w porządku. Zmyśliłam, że się przejadłam, że zjadłam za dużo ciasta wczoraj i mnie zemdliło. Na obiedzie też skubnęłam niewiele więcej.

Gdy wieczorem wróciliśmy do domu, mąż nieśmiało podpytywał, czy dobrze się czuję, a potem wypalił: "Może masz dla mnie jeszcze jeden prezent, bo moi rodzice podejrzewają, że jesteś w ciąży". Ponoć rano teściowa słyszała, jak wymiotuję w łazience, a potem to moje niejedzenie i mdłości... Parsknęłam śmiechem, ale nie trwał on długo. Nie chciałam urazić męża czy zrobić mu przykrości, ale musiałam opowiedzieć mu co tam w łazience się stało, co mnie tak obrzydziło. Euforia męża szybko znikła, widać było, że było mu głupio i trochę przykro, bo wszyscy czekamy na to dziecko. Może w przyszłym roku się uda ;)

#1VP7q

Historia ta miała miejsce w latach pięćdziesiątych. Bohaterem jej jest mój dziadek. Właśnie on rankiem wybrał się po drewno, aby zapalić w piecu, do przydomowej drewutni. Nakładając drewno na ręce usłyszał dziwne dźwięki, podobne do płaczu dziecka. Bardzo go to zaniepokoiło i zaczął lokalizować źródło dźwięków. Ponieważ było jeszcze bardzo wczas, nie budząc nikogo, udał się w kierunku pobliskiego zagajnika i torów kolejowych. O dziwo, przy torach kolejowych dźwięki stawały się wyraźne i wskazujące na płacz dziecka.
Jakież było zdziwienie, gdy oczom dziadka ukazała się postać dziewczynki leżącej i płaczącej kolo torów. Dziadek zabrał płaczące dziecko do domu. Było trochę poturbowane, bo o zgrozo... wypadło z pociągu. Jechało z tatusiem do Zakopanego. Pomyliło drzwi i wypadło. Gdy dziadek przyniósł dziewczynkę do domu, wszyscy byli niebywale zaskoczeni. Opatrzono ją i rodzina ze zgubą czekała do rana.

Rankiem dziadek zatrzymał biegnącą po drodze grupę mężczyzn wraz z ojcem dziewczynki. Nerwowo szukali dziecka i znaleźli. Dziewczynka nazywała się Basia. Miała niebywale szczęście. Ojciec też był bardzo wdzięczny za odnalezienie jego córki.

W albumie rodzinnym mamy jej zdjęcie, przypomina nam ono o wielkiej przygodzie dziadka i dziewczynki z Grudziądza.

#WsYYO

Moja siostra i babcia prowadzą między sobą wojnę przez ostatnie 2 lata. Mimo wszystkich obrońców babci i znawców od tego, że to siostra powinna ją szanować - młoda ma rację. Nie będziemy wnikać w sytuację rodzinną, ale generalnie to babcia nie jest w porządku.
Dodam jeszcze, że babcia za młodu dwa razy zaszła w ciążę i dwójkę dzieci oddała... Pozostałą trójkę postanowiła wychować.

No więc sytuacja wydarzyła się kilka dni temu, na rocznicy śmierci naszego ojca, a jej syna. Cała rodzina jak zwykle w ten dzień przygnębiona, rozmowy niby żwawe, ale nastrój wyjątkowo okropny. Młodzi oczywiście zostali wypytani o związki, o szkołę... Właśnie - o szkołę.

Moja siostra jest wyjątkowo zdolną dziewczyną. Szkołę średnią zaczynała w technikum, ale kierunek po prostu jej się nie spodobał... Dużo też chorowała, miała zaległości. Tak też po pierwszym semestrze zapadł wyrok - zmiana szkoły. Jedyną opcją na uratowanie roku było liceum zaoczne. Mojej siostrze to pasuje - pracuje sobie w dzień i bardzo pomaga w domu... Ale babcia oczywiście chciała jej dopiec:
- Przecież to wstyd, co ludzie powiedzą, zaraz pomyślą, że jesteś w ciąży!
Siostra nie wytrzymała. Spojrzała na babcię i odparła:
- Wiesz babciu, to nie są te czasy, kiedy panna z dzieckiem musi je oddawać obcym, bo to wstyd.

Pierwszy raz w życiu ktoś zgasił naszą wredną babkę... Chociaż przy stole zapadła niezręczna cisza, to siostra jawnie mówi, że "warto było".
Dodaj anonimowe wyznanie