#dQP2r

Jestem śpiewaczką operową. Nie mieszkam w Polsce, ale w Polsce zaczynałam swoją edukację. Wśród muzyków klasycznych jestem już od kilku lat dobrze znana, mam swojego agenta, wiele występów na scenach operowych całej Europy. Mam opinię niezwykle pracowitej, zawsze świetnie przygotowanej profesjonalistki.
O Boże, gdyby tylko wiedzieli...

Szczerze kocham swoją pracę. Żyję występami na scenie, kocham muzykę. Ale to co dzieje się w moim domu przed każdą nową produkcją czy koncertem z nowym dla mnie materiałem to jest po prostu horror.

Jeśli mam dwa miesiące na przygotowanie dzieła, któremu trzeba poświęcić przynajmniej miesiąc, bądźcie pewni, że wezmę się do roboty może 5 dni przed deadline'em, z czego pouczę się może 2 h pierwszego dnia, nic drugiego i gdzieś od trzeciego zacznę zarywać dni i noce, głośno zawodząc i przeklinając. Wypijam hektolitry kawy, jem jak szalona podczas przerw, chodzę w szlafroku i kapciach i pragnę 10 000 razy rzucić to wszystko albo się pociąć, tak bardzo jestem nieszczęśliwa. Serio, jestem w takich momentach tak bliska olania wszystkiego - kariery, lat pracy, pieniędzy.

Rodzina wie, że mają po prostu do mnie wtedy nie dzwonić, a już broń Boże pytać, jak mi idzie. Agent i cała ekipa jest przekonana, że ten mój ostatni tydzień to intensywne doszlifowywanie materiału, a ja ryczę z twarzą na szybie, rozmazując gluty na twarzy i googlując, czy wyżyłabym w tym kraju na jakiejś minimalnej krajowej.

A potem bum - próby, premiera, wszyscy oczarowani, ja odżywam i unoszę się na fali sukcesu.

Jedynie wy i moja terapeutka wiecie o tym, co dzieje się przed każdym z tych występów. Lekarz przepisał mi tabletki na uspokojenie, terapeutka staje na głowie, ale niewiele może mi pomóc. Wie, jak bardzo destrukcyjny jest dla mnie etap nauki, ale nie mogę się od niego wymigać. Bo tylko stojąc na scenie jestem naprawdę szczęśliwa.
Sciezka Odpowiedz

Współczuję Ci, tak zwyczajnie. Sama borykam się z prokrastynacją i wiem jak męczące jest siłowanie się z własnym mózgiem. Tabletki coś dają?

Kars

Prokrastynacja nie zawsze objaw choroby, a zwykłego bycia człowiekiem. To czasem nawet gorzej. Mózg jest z natury leniwy

paroleparole Odpowiedz

O boże mam bardzo podobnie. Szukałam długo przyczyny na razie mam kilka metod, które pomagają trochę. To znaczy staram się sobie tłumaczyć (jak głupio by to nie brzmiało;) że zasługuję na to żeby sobie czegoś takiego nie robić.
Doszłam do tego, że u mnie to ma podstawy w:
-objawianiu się działań autodestrukcyjnych, -presji, przez ktorą nie mogłam zacząć pracy nad projektem
- uzależnieniu od stresu, jak od andrenaliny i ściganiu się ze sobą - poczucie ulgi i satysfakcji na koniec

Niektórzy mają styl pracy jako takie zrywy flow, ale dobrze by było doprowadzić chociaż do mniej drastycznych scen. Sama pewnie nie zrezygnuję całkiem z takiego trybu pracy. Przeczytałam gdzieś też, że ogólnie człowiek dąży na przykład przez lenistwo, do magazynowania zasobów energii, ogólnie jak najmniej się narobić ale kiedy dobrze się wyczuje swój limit olewania, to można te samą pracę wykonać super szybko i z lepszymi efektami. Więc to nie jest takie głupie, jednak w naszym przypadku to jest skrajne xD
Może pomoże Ci właśnie to co mi - dojście dlaczego mam jakieś w ogóle zachowania autodestrukcyjne, robię sobie tym szkodę, tłumaczyć sobie racjonalnie że to nie ma sensu i zasługuję na spokojne życie i lepszy żywot xD no a adrenalinę można znaleźć w oglądaniu serialu, niekoniecznie ryzykując swoje życie zawodowe. Dobrze też znaleźć większy sens nie w samym celu, a w tej drodze do niego, bo robiąc tak na łapu capu też nie wyłapiemy wszystkiego i czasami serio możnaby po kilku dniach nanieść jakieś poprawki. Trzymam kciuki <3 sama dzielnie walczę ale widzę znaczną poprawę od kiedy zaczęłam po prostu tak świadomie dbać o siebie.

Lunathiel

To jest świetny komentarz. To wszystko prawda, że warto racjonalnie przemyśleć te nasze destrukcyjne zachowania, rozłożyć je na czynniki pierwsze. Pomyśleć dlaczego robimy tak a nie inaczej, od czego się zwykle zaczyna ten proces, a potem - od czego zacząć zmienianie tych nawyków. Sama miałam i czasem nadal mam podobny problem - kiedy mam do zrobienia coś na tyle ważnego, że czuję presję, to psychicznie nie daję rady się za to zabrać. Paradoksalnie, wielokrotnie wykonywanie innych, trudniejszych zadań przychodziło mi bezproblemowo, ale tylko wtedy, kiedy robiłam to sama z siebie, a nie przyciśnięta deadlinem :') Jedna porada ode mnie: czasami bywa tak, że najtrudniej jest nam zacząć wykonywanie tej przytłaczającej czynności. A kiedy już zaczniemy, to samo jakoś idzie. Także warto się czasem zmusić do tego pierwszego kroku jakoś absurdalnie wcześnie, kiedy mamy jeszcze naprawdę dużo czasu.

paroleparole

Lunathiel, o tak, też to zauważyłam, że najgorzej jest zacząć a potem idzie. Już sama nie wiem czy odwlekam zaczęcie z presji czy z poczucia przytłoczenia ilością pracy, którą wiem że trzeba poświęcić żeby taki projekt wykonać. Przeraża mnie wizja ilości pracy, bo też zależy mi żeby była zrobiona możliwie jak najlepiej. Może to zakrawa trochę o perfekcjonizm, a nawet ucieczkę od niego w takie olewactwo, które ogranicza nam czas na działanie 🧐
Kiedy odpadł element presji i uzależnienia od stresu, widzę że jednak zostało poczucie przytłoczenia ilością pracy. A to już ciężko przeskoczyć. Można chyba jedynie tym, że generalnie lepiej jest coś robić niż nie robić zupełnie nic w tym temacie, rujnując sobie przy tym zdrowie.

Lunathiel

@paroleparole - Ahh, odwieczny strach przed tym że mam "tak dużo do zrobienia", myśli typu "przecież ja sobie z tym nie poradzę, tego jest za wiele". Też to mam i wiele rzeczy przez to zawaliłam w życiu :') Czytałam trochę o tym i na terapii usłyszałam to samo: że na ten problem dobrym rozwiązaniem jest rozkładanie pracy na części (a części można rozłożyć na jeszcze mniejsze części i tak dalej). No i, jeśli tak jak mnie, uspokaja cię psychicznie świadomość że coś już zrobiłaś i jakoś się udało, to może ci pomóc widok listy z zadaniami i wykreślanie/ odhaczanie ich po kolei. Warto sobie zrobić taką listę i wypisać na niej nawet najmniej istotne szczegóły, dosłownie wszystko co się ma do zrobienia. To znaczy, tobie może to w ogóle nie pomóc, wiadomo, ludzie są różni. Ale mi pomaga, więc się dzielę 🙂 Działa chyba też dlatego, że moje flow jest bardzo chaotyczne i ochota na robienie czegokolwiek przychodzi mi bardzo znienacka, więc potrzebuję się co jakiś czas wytrącić się z poświęcania energii na pierdoły - wtedy zerknięcie na listę pomaga zabrać się za to co powinnam robić, zamiast np. czytania entej strony na wikipedii bo zabłądziłam przy robieniu researchu 😅

SempreLibera7 Odpowiedz

Tu autorka.

Akurat siedzę nad operą, zrobiłam przerwę na kawę, i tak zerkam na anonimowe a tu...moje wyznanie.

Dla niedowiarków, małe wyjaśnienie.
Przez te miesiące na przygotowanie, działam z nagraniem na głośnikach czy na słuchawkach. Sprzątam, maluję, łażę, czytam. Wszystko, byle czymś się zająć, ale nie otworzyć nut. Mam więc operę "w uchu" i to ratuje mój tyłek, bo to jednak ogromna pomoc. Zdarza się, że wpada mi do przygotowania dzieło z którym jestem osłuchana ale nigdy się go nie uczyłam.

Nie chodzi też o 3 dni do premiery, ale do rozpoczęcia prób (napisałam o tym, choć może mało dokładnie). Muszę znać materiał, czasem na pamkę, czasem mam próby muzyczne gdzie dyrygent prosi o nuty, żeby nanosić uwagi. Ale muszę ten materiał znać i umieć go wykonać.

Jestem bilingualem, mówię (lepiej lub gorzej) w 6 językach łącznie, francuski znam fonetycznie (jest upiorny jak dla mnie,w śpiewie wymawiamy samogłoski a nawet całe sylaby pomijane normalnie w mowie.

Dziś na zoomie z obsadą jak zwykle zgrywałam pewną siebie, ale mam świadomość, że jestem jak zwykle mocno w tyle.

Dzięki za dużo wsparcia, spodziewałam się raczej ogromu hejtu ❤.

Ściskam!

PS Moi znajomi i rodzina czytają anonimowe, bliscy pewnie i tak połączą fakty.

SempreLibera7

Matko, wybaczcie te błędy, mózg mi paruje.

Anonimolina

Hmm, nie wiem czy to będzie w stanie Ci pomóc, ale borykam się z bardzo podobnym problemem i niedawno doszłam do jego źródła. Może u Ciebie działa podobny mechanizm?

Byłam zdolnym dzieckiem. Często to słyszałam od rodziców, nauczycieli, i tak też jako dziecko siebie identyfikowałam. I to, z czego byłam dobra lub do czego wystarczyło logiczne myślenie lubiłam, a wszytko co wymagało systematycznego uczenia się olewałam, bo byłam ponad to. Przecież gdybym poświęciła na to czas i energię, mogłabym i tak dostać słabą ocenę, a to podważyłoby moją tożsamość mądrego dziecka! Unikałam trudnych rzeczy, robiłam tylko te łatwe, z których byłam naturalnie dobra. I tak sobie myślę, można to poniekąd odnieść do Twojej sytuacji - może paraliżuje Cię próbowanie w domu, bo widzisz siebie jako zdolną (chocby podświadomie), i gdyby Ci nie wyszło, to to zostałoby podważone? A potem i tak nie masz juz wyjścia, wiec na próbie śpiewasz. Ludzie Cię doceniają, karmią ego, i odżywasz? Oczywiście nie znam Cię, wiec tylko teoretyzuję, ale to podobo częsta przyczyna unikania u zdolnych osób. Jeśli myślisz, ze to może być coś w tym stylu daj znać, podeślę linki o tym mechaniznie :)

Dkshilll

Anonimolina, podeślij link, jak nie autorka to pewnie inna część anonimowej społeczności chętnie poczyta

zurawinka

Taki talent i to z mojego miasta... ;) Pozdrowienia z T! Trzymaj się i uwierz w siebie! :)

anonimowaautorka343

@Anonimolina, mam dokładnie tak samo. Identiko to co piszesz. Najbardziej na świecie boję się wyjść na idiotkę, jedyne co mam to swoją inteligencję. Całe życie byłam "zdolna, ale leniwa". Jakieś rady co z tym zrobić?

Anonimolina

Jeśli ktoś dobrze rozumie angielski to głównie kanał HealthyGamer na YouTube. Wiem, to brzmi niepoważnie, ale ten człowiek (lekarz psychiatra) zmienił w moim życiu więcej niż jakikolwiek terapeuta (a współpracowałam z trzema). Z tego tematu polecam głównie „How inteligence leads to avoidance” oraz wywiady „The burden of lost potential”, „Why failure is liberating”. Dodatkowo o podobnej tematyce świetny jest jeszcze „How ego controls us and how to control ego”. Na pewno jest tego znacznie więcej, ale myśle ze od tych materiałów warto zacząć.

PaniZdzisia Odpowiedz

Pytanie, czy na pewno zmiana będzie dla Ciebie dobra. Wiem po sobie, że jak nie odkładam czegoś na później, to i tak później tracę czas na wprowadzanie poprawek, zastanawianie się, czy w ogóle czegoś nie trzeba zmienić itp. Nie znoszę tego uczucia przed dedlajnem, ale odkryłam, że systematyczna praca nie zawsze się u mnie sprawdza czy minimalizuje stres. Zamiast spodziewanego zestawu pod tytułem "najpierw praca, później przyjemności", funduję sobie zestaw "najpierw praca, później praca i na końcu też praca". Nie to, że jestem jakimś totalnym leniem, pilne rzeczy robię od razu, ale jeśli coś może poczekać, to czeka. ;)

tappi Odpowiedz

Próby scena + orkiestra zaczynają się dużo wcześniej, niż pięć dni przed premierą. Ktoś tu coś czaruje. Chyba, ze chodzi o recitale z fortepianem, etc. W takim wypadku współczuję pianiście, który musi Cię "łapać". A tak poza tym, to nie bylabyś wyjątkiem. Szczególnie u wysoce utalentowanych ludzi niemożność popracowania na czas jak zwykły śmiertelnik, jest bardzo rozpowszechniona.

WielkieGie4

Czytanie ze zrozumieniem...

Slimshady1 Odpowiedz

Zupełnie jak ja przed sesją xd

Ekoniks

Ja też :/ zawsze wszystko na ostatnią chwilę

karinuredo

Ja już zabieram sie do pisania magisterki drugi semestr, udało mi się jeden koronawirusem przsunąć, ale teraz jestem w czarnej dupie, 2tyg do oddania pracy, a ja mam tylko obliczenia (te zrobilam w 3 pierwsze dni, okolo 30 stron). A nadal brakuje mi całej teorii... Wartości z teorii wyciągniete użyłam w obliczeniach, ale za cholere samej teorii nie umiem napisać...

Ifyoulikeme Odpowiedz

Mam tak samo! Piątka! Nie umiem funkcjonować bez bata nad tyłkiem.

Amiogoo Odpowiedz

Nie znam bardziej leniwych ludzi jak muzycy, wiecznie wszystko ma być podane na tacy, a w domu nie zrobi nic bo artysta pi....ny.

ZapachZimy Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie😳 tylko ty masz dużo więcej do stracenia. To jest straszne, takie igranie z czasem.

Elly Odpowiedz

Brzmi jak typowy student przed sesją. :D

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie