#92RH9
Lata 90. Wojskowy poligon. Las na totalnym wygwizdowie. Zima. Po całym dniu ciężkich ćwiczeń na wielkim mrozie, przyszła chwila kiedy żołnierze z ulgą wracali do swoich namiotów. Tacie przemarzły stopy, no i po tylu godzinach w wojskowych opinaczach chciał je odświeżyć. Wziął więc miskę, nasypał do niej śniegu i postawił na tzw. kozie, żeby się roztopił i woda stała się ciepła. Gdy nadeszła chwila, że woda nabrała odpowiedniej temperatury, ojciec z niesamowitą ulgą zdjął wreszcie buty, usiadł na krześle i włożył stopy do miski. Stwierdził wtedy, że tak potwornie waliły mu kopyta, że mało nie zemdlał, ale to normalne gdy przez tyle godzin, dzień w dzień noga poci się w jednych butach. Po paru minutach, gdy stopy odmarzły, odstawił miskę z powrotem na kozę. W tej chwili do namiotu przyszedł inny żołnierz, za którym mój tata, jak i wielu innych, niespecjalnie przepadał. Spojrzał na miskę z uśmiechem, po czym rzekł:
- O, jak dobrze, ciepła woda, cholernie mnie suszy po tych ćwiczeniach - po czym ją chwycił i jednym haustem wypił połowę tej wody...
Ojciec z kumplami ze stoickim spokojem się wszystkiemu przyglądali, choć w głębi duszy pękali ze śmiechu, ale długo się nie napatrzyli, gdyż owy kolega w sekundę wybiegł z namiotu. Wymiotował chyba pół godziny.
Podobno po jakiś czasie przeniósł się do innej jednostki, bo koledzy z wojska spokoju mu nie dawali.
Rozumiem, że to było dawno temu i inne czasy no ale kurcze... Zdarzyło się Wam po powrocie do domu wypić ciepłą wodę z miski ???
W sumie po całym dniu ciężkich ćwiczeń na mrozie mogłoby się zdarzyć.
Może była brązowa i pomyślał ze to herbata... :p
Nie ma to jak woda z sosem ze stóp kolegi.
Aż mi się niedobrze zrobiło.. no, to było mega mocne.
Patole. Gdzie koleś popełnil bład? Że wszedł z mrozu i nie miał węchu?
Że nie pomyslał ze ktos sobie grzeje brudna wode? Na h* komu gorący syf? pomijajac juz zasmradzanir namiotu? I to za taka bzdure facet nie miał zycia? Nie znalezli nic lepszego zeby sie przypie...?
Szczerze? Gdybym byl w oddziale z twoim tatkiem i kumplami, to ci goscie zgineli by "z rak nieprzyjaciela" przy pierwszej nadazajacej sie okazji... Powiem wiecej, mieli by troche wyzszy priorytet niz oficialny wrog, bo wole ryzykowac przypadkowa kule niz pewniaka prosto w potylice jak dorwą jakąs małą wiesniaczke, lub poniewaz mój +/- dobry przyklad sprawia ze źle sie czuja z tym że są sku*nami, czy po prostu z nudow...
Kiedyś w wojsku było coś takiego jak fala i takie zachowanie względem kolegi to i tak nic.