#pi1Up

Pracowałam za granicą w modnym barze. Drogie alkohole, bogaci klienci, takie klimaty. Mieliśmy takiego ciekawego, stałego klienta. Miał ok. 27-30 lat, świetnie ubrany, przystojny. Przychodził regularnie, czasami raz w miesiącu, czasami raz na dwa. Siadał zwykle przy tym samym stoliku przy oknie i zamawiał dwie szklanki whiskey. Siedział tak sam jakiś czas, patrzył przez okno, nawet telefonu nie wyciągał. Jedną whiskey wypijał, drugą zostawiał nietkniętą i wychodził.

Na zapleczu zagadałam na jego temat do koleżanki (też z Polski) co to za typ i czemu tak robi. Wyjaśniła ze śmiechem, że "jakaś fanaberia, problemy bogatych dzieciaków", no i "kto bogatemu zabroni". W sumie też mnie to trochę rozbawiło.

Jakiś czas później od barmana, który pracuje w tym lokalu od lat, dowiedziałam się jednak, że kiedyś ten facet przychodził tu z bratem. Brat zginął dwa lata temu w wypadku i od tamtego czasu gość przychodzi sam go powspominać. Zamawia jeden drink dla siebie, drugi dla brata...

#uZzmn

Historia ze studiów.

Razem z dwoma kumplami zawsze mieliśmy głupie pomysły i zazwyczaj je realizowaliśmy. Pewnego razu na korytarzu budynku wydziału chemicznego naszej uczelni znaleźliśmy butlę z helem (niby zużyta, ale jeszcze jakieś ciśnienie tam było). Jako że nudziło nam się przed zajęciami, kolega postanowił zrobić balonik z helem. Oczywiście balonika nie miał, ale że w portfelu zawsze nosił gumki, nie stanowiło to przeszkody.

Po kilkudziesięciu minutach zabawy latającym kondomem, przyszła pora udać się na zajęcia. Sala już otwarta, prowadzącego nie ma, to wzięliśmy nasz balonik ze sobą.
Nagle ktoś krzyknął "idzie!", wszyscy zajęli miejsca, kumpel patrzy na kondoma, nie wiedząc gdzie go schować, w końcu spojrzał do góry i go puścił.
"Balon" schował się za stalową belką podtrzymującą sufit.

Trwają zajęcia, prowadzący woła mnie do tablicy, żebym rozwiązał zadanie, a sam usiadł w jednej z ławek. Pomiędzy mną a nim na innej ławce leżała jego otwarta torba.
Stoję przy tablicy, profesor tłumaczy mi coś odnośnie zadania, które mam rozwiązać.
W pewnym momencie naszą konwersację przerywa powolutku opadający z sufitu, lekko już sflaczały kondom. Profesor zamilkł w pół zdania i z otwartymi ustami obserwował niecodzienne zjawisko, razem ze mną i resztą studentów. Do dziś pamiętam jak ciągnęła się ta chwila. Ukoronowaniem powolnego lotu kondoma było jego lądowanie wprost w otwartej torbie prowadzącego. W tym momencie profesor wyszedł z szoku i (głaszcząc się po swojej łysej głowie) powiedział "a żona się dziwi, czemu już wyłysiałem... zróbmy może 5 minut przerwy" :D

#4AbqD

Pewnego zimowego dnia jechałam na uczelnię, na egzamin. Zaczytana w notatkach, opatulona kurtką, szalikiem i grubą bluzą - wizualnie kula ubrań. Podniosłam wzrok znad kartek i… trafiłam na przeszywający wzrok bardzo przystojnego chłopaka. On się uśmiechnął, a ja hyc! zawstydzona nos w notatki. Wiem, że spoglądał na mnie całą drogę (istotne jest to, że mam charakterystyczny kolor włosów i okulary).
Wysiedliśmy na tym samym przystanku, kiedy zobaczyłam, że idzie w moją stronę… zwiałam do metra. I tyle go widzieli. Plułam sobie w brodę, że jestem taką ofiarą losu, no ale trudno, sama jestem sobie winna.

Tydzień później jestem na siłowni, spocona i zmachana w czasie treningu, i kogo widzę? No jasne, że przystojniaka z autobusu! Pomyślałam, że to ewidentnie palec losu i że to nie może być przypadek. Tydzień uciekałam przed jego spojrzeniami (mimo iż podobał mi się do granic wytrzymałości), aż w końcu stało się! - podszedł i zapytał, czy pójdę z nim na drinka. Zgodziłam się.

Teraz świętujemy naszą drugą rocznicę i planujemy rodzinę :) Ale nie to jest puentą tej historii.
Otóż któregoś razu, kiedy byliśmy już parą, powiedziałam "Przepraszam, że uciekłam przed tobą do metra, kiedy uśmiechałeś się do mnie w autobusie, okropnie mnie zawstydziłeś". I w tym momencie mój luby skojarzył, że dziewczyna z autobusu i ta z siłowni to ta sama osoba…

#BmZuI

Mam 19 lat, a mój brat 24. Jesteśmy bardzo zgranym rodzeństwem i zawsze sobie pomagamy.

Kiedy miałam 10 lat, a mój brat 15, zawsze chętnie zabierał mnie na spacery czy na plac zabaw. Rodzice byli bardzo dumni z tego, że ich starszy syn tak bardzo kocha swoją małą siostrę. Ale nie wiedzieli o jednym. Że kiedy wychodziliśmy z domu, mój brat zakładał mi różową kokardkę, trzymał mnie za rękę i kiedy szła ładna dziewczyna, wywracałam się, płakałam, a on mnie przytulał, dawał buziaka w czoło. Za każdą taką akcję dostawałam złotówkę, a jak dziewczyna podchodziła i pytała, czy wszystko dobrze itp., dostawałam 2 zł. A jak udało mu się ją zapoznać - 5 zł.

Rodzice do dzisiaj opowiadają wszystkim o ich synu, który był bardzo troskliwym, kochającym, starszym bratem, który poświęcał swój wolny czas dla siostry.

#UOZfU

Jestem spokojnym facetem, 33 lata, stała, nudna, ale w miarę przyjemna praca.
Żona. Dom, dziecko i drugie w drodze...
Najbardziej przeciętny i najbardziej normalny szarak na tym bożym świecie...

A moim największym marzeniem jest przeżyć coś w stylu obalenia rządu - wyjść na ulicę, wziąć w rękę pałkę i lać wszystkich, którzy nie są z "nami". Chciałbym ruszyć na policjantów, którzy zostali po stronie rządu, chciałbym rewolucji. Uwielbiam filmy o obalaniu władzy, o walce o wolność, o walce, by móc nie walczyć już o każdy dzień...

Dobrze, że za marzenia jeszcze nikt nie karze.

Teraz siedzę cichutko, udaję, że pracuję, pisząc to wyznanie, i cicho nucę !no pasarán! !no pasarán!

#Vl02B

Przyjaźń damsko-męska podobno nie istnieje. Chciałabym się podzielić historią pewnej dziewczyny (nazwijmy ją Kasia).

Kasia miała najlepszego przyjaciela (nazwijmy go Tomkiem) od zawsze, było dobrze tak jak było, dużo rozmawiali, nigdy nie brakowało im tematów, spędzali razem całkiem sporo czasu. Kasia spotykała się z różnymi chłopakami, bez większych powodzeń, po każdym miłosnym zawodzie słyszała od Tomka "Nie przejmuj się, nie był Ciebie wart, pamiętaj, że masz mnie". Od kiedy Tomek powrócił do świata singli spędzali ze sobą jeszcze więcej czasu, chodzili razem na imprezy, do kina, na kawę, wszyscy znajomi mówili, że powinni być razem, bo przecież tak do siebie pasują. Na te słowa zawsze reagowali tak samo, zmieszane uśmieszki "my się tylko przyjaźnimy".

Pewnego wieczora po spożytej zbyt dużej ilości alkoholu przez Kasię i Tomka, zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej w sposób hmm... fizyczny. Kasia czuła się zakłopotana całą sytuacją, przecież on jest dla niej najlepszym przyjacielem, jak tak można się całować z przyjacielem? Tomek mówił, że niczego nie żałuje, Kasia jednak miała moralniaka. Wspólnie uznali, że nie będą do tego wracać. Nadal spędzali ze sobą czas, wszystko wróciło do normy.

Po paru tygodniach Kasia po usłyszeniu/przeczytaniu wielu historii związanych z wychodzeniem z friendzona, przeanalizowaniu wszystkich sytuacji i ewentualnych znaków, które mogłaby uznać za coś więcej niż przyjacielskie gesty uznała, że może jednak warto spróbować. Chcąc szczerze pogadać z Tomkiem postanowiła się z nim spotkać. Okazało się, że Tomek wrócił do swojej eks. Ich znajomość się skończyła, kontakt się urwał, a Kasia lada chwila ucieka na drugi koniec świata żeby zapomnieć. Nie bądź jak Kasia, orientuj się szybciej i wychodź z friendzona.

Cześć, jestem Kasia.

#rnFrm

Zazwyczaj sypiam całkiem nago, co jest kluczowe dla tego wyznania. I druga kluczowa rzecz - do mojego bloku często są otwarte drzwi, tak że każdy może wejść bez użycia domofonu.

I tak sobie kiedyś spałem, jak mnie Pan Bóg stworzył. Nagle obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałem, nie bacząc na nic (wiadomo, jak funkcjonuje zaspany człowiek), nie zauważywszy porannej erekcji, popędziłem otworzyć owe drzwi. I tak przywitałem mojego szefa, który przyszedł ze swoją żoną po jakieś dokumenty (faktycznie, dzwonił dzień wcześniej, że przyjdzie, żebym nie fatygował się w dniu wolnym). Przywitałem go nagi, ze sterczącym interesem wycelowanym wprost w niego. Dla całości pechowej sytuacji akurat za jego plecami przechodziły dwie sąsiadki z piętra wyżej...

Szef jakoś zrozumiał. Nigdy nie wracał do tematu, powiedział tylko, że następnym razem, jak będzie pod moim blokiem, zadzwoni najpierw telefonem, później dzwonkiem. A sąsiadki? Nadal dziwnie się uśmiechają na mój widok, a ja nie umiem na nie popatrzeć, jak mówię im "dzień dobry".

#eM4zr

Od października siedzę w domu. Przez pandemię zostało zamknięte moje miejsce pracy, studia zostały ograniczone do nauki zdalnej. Miałam tyle pomysłów co bym zrobiła, gdybym miała więcej czasu wolnego, a teraz kompletna pustka. Boję się wyjść do ludzi, boję się znaleźć zastępczą pracę. Boję się życia. Codziennie siadam, planuję co będę robić dzisiaj, ostatecznie i tak zostaję w łóżku, oglądając telewizję. Nie dbam o siebie, nie uczę się, nie rozwijam się, nie żyję.
Chciałam się po prostu wygadać komuś. Może komuś, kto to zrozumie, kto jest w podobnej sytuacji. Kogo tak samo jak mnie przytłacza to całe ograniczenie.

#xVK55

Na studiach, jakieś 6 lat temu, pojawił się nowy młody doktor... 30 paroletni, przystojny, niezbyt wysoki, tak z 1.75 cm. Wszystkie dziewczęta od razu zwróciły na niego uwagę, był można by rzec doskonały. Ten jego uśmiech, nie powiem szalałam za nim, ton głosu jak u anioła. Tak rozmarzona przychodziłam na zajęcia, nie dało się na nich skupić gdyż mój wzrok lądował na nim przez cały czas. Śnił mi się nawet po nocach.

Nie byłam jakąś mega wystrzałową dziewczyną, mogę powiedzieć że byłam cicha, nawet niezauważalna w wielkim tłumie jego "fanek", a mimo to zdawało mi się, że czasami spoglądał na mnie kątem oka. I tak oto przez cały semestr nie zamieniłam nawet z nim słowa, dopóki nie nakazał nam przygotować referatu o jakimś tam okresie w historii Niemiec (byłam na germanistyce), a to były jedyne zajęcia gdzie mogłam go zauroczyć swoja wiedzą. Tak, że przygotowywałam się do tego referatu ze 2 miesiące aby wystąpić. Wybrałam temat o Mitologii, lubię o tym czytać i wiem, że to był też jego ulubiony temat. Także do dzieła, chodzenie po bibliotekach, kupowanie książek itp. wszystko, aby mu zaimponować, chociaż trochę.

W końcu nadchodzi ten dzień, dzień przedstawiania mojego referatu. Wychodzę na środek sali, zestresowana jak cholera z lekkim zapaleniem krtani (efekt kibicowania, ujemnej temperatury i zimnego piwa), zaczynam czytać cicho, facet prosi abym czytała trochę głośniej, to staram się jak mogę, nie wychodzi... Mój kochany doktor widząc to, podchodzi do okna i je zamyka, aby lepiej mi się czytało...
Zawstydziłam się i rozkojarzyłam do tego stopnia że zamiast przeczytać "oryginalne wówczas metody zapobiegania najazdów przez dzikich Gothów", przeczytałam dość szybko jako "oralne wówczas metody zaspokajania przez dzikie koty"... i myślałam, że spalę się ze wstydu.

Spojrzałam na doktorka, który o mało nie udusił się ze śmiechu (nie tak jak moje koleżanki, które wybuchły śmiechem), dyskretnie usiłował go ukryć. Ale co tam, jako że mam do siebie dystans, zaczęłam się śmiać i przeprosiłam za przejęzyczenie, choć na twarzy byłam jak burak. Takim to sposobem na pewno muszę rzec, że jednak mnie zapamiętał.
Mało tego tuż po egzaminie i wpisach do indeksu, dostałam od niego 5, przy czy skwitował, iż urzekł go referat.

W sobotę znajomi wzięli mnie na imprezę aż do samych Siemianowic i wiecie kogo tam spotkałam? Doktorka w grupie jego znajomych. Podszedł do mnie, chwycił za rękę, pocałował, postawił drinka, jednego, drugiego, trzeciego, potem rozmowa i zaprosił na parkiet, gdzie spędziliśmy miłe chwile, aż w końcu położył swoją rękę na mojej talii, przyciągnął do siebie, serce biło mi ja oszalałe, normalnie sen, przyłożył usta do mojej szyi, zaciągnął się zapachem i wyszeptał o ucha "oralne metody zaspokajania dzikich kotów". Romantyk, nie da się ukryć.

I tak oto za pół roku odbędzie się nasz ślub :)
Dodaj anonimowe wyznanie