Od października siedzę w domu. Przez pandemię zostało zamknięte moje miejsce pracy, studia zostały ograniczone do nauki zdalnej. Miałam tyle pomysłów co bym zrobiła, gdybym miała więcej czasu wolnego, a teraz kompletna pustka. Boję się wyjść do ludzi, boję się znaleźć zastępczą pracę. Boję się życia. Codziennie siadam, planuję co będę robić dzisiaj, ostatecznie i tak zostaję w łóżku, oglądając telewizję. Nie dbam o siebie, nie uczę się, nie rozwijam się, nie żyję.
Chciałam się po prostu wygadać komuś. Może komuś, kto to zrozumie, kto jest w podobnej sytuacji. Kogo tak samo jak mnie przytłacza to całe ograniczenie.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie przez pandemię, tylko przez decyzję rządu.
foliowa czapeczka sie komus przekrzywila
tak, tobie
Bez przesady z tą foliową czapeczką. To, że radiant napisał, że to przez decyze rządu (a trzeba przyznać, że są beznadziejne i przez to właśnie wielu ludzi nie może normalnie pracować i zarabiać na utrzymanie), nie oznacza od razu, że neguje istnienie pandemii.
@bazienka To, że ktoś jest przeciwko niszczeniu gospodarki i niszczeniu życia ludziom nie oznacza, że nie wierzy w pandemię (swoją drogą to nie religia, żeby w nią wierzyć lub nie).
Heh dane za 2020: bezrobocie na poziomie 3.4% wg eurostatu i 6.1% za GUS. W pierwszym kwartale PKB poleciało o 8.4% r/r, ale w trzecim już tylko -1.5%.
Według Monitora Sądowego w 2019 upadłości firm zgłoszono 586 a w 2020 587.
Jedyna metryka która rzeczywiście wygląda niepokojąco to prawie dwukrotny wzrost upadłości konsumenckich ogłoszonych porównując 2019 do 2020 roku, 7944 do 13 084. Cóż może ludzie nauczą się że życie na kredycie jednak nie działa aż tak dobrze.
Galopująca inflacja to moim skromnym zdaniem w mniejszej mierze wynik obostrzeń a w większej działania rządu dotyczącego polityki społecznej i gospodarczej. Ekonomistą nie jestem więc pewnie się mylę ale ten kryzys nie wygląda na taki zły. Bezużyteczny dowód anegdotyczny, może w jakimś dziwnym otoczeniu się obracam ale większość ludzi których znam nie przymiera z głodu przez pandemię.
Dak - ja uważam, że efekty obecnych działań rządu będą dopiero odczuwalne, dopóki hajs jest pompowany do systemu, to tego nie czujemy, ale bańka pęknie. Inflacja, recesja i obostrzenia zbiegły się nam w jednym czasie, nie sądzę by wyszło z tego coś dobrego.
Największe kryzysy wychodzą dopiero po ok. 2 latach po załamaniu gospodarki, więc najgorsze jeszcze przed nami
@Dak Ale nikt nie wie tego, jakie bezrobocie się pojawi, kiedy kurek z pieniędzmi dla firm zostanie zakręcony.
A co miały rzady zrobic? Olać?
Nie no super, co bedziemy ograniczac ludzi, zostawmy tak jak jest, wymrze polowa populacji, rozwiąże sie sam problem przeludnienia, ekologii, ekonomi...
Noo, to wszystko wina rzadu!
@jaketakecos Za restauracjami, siłowniami, dyskotekami itp. nie stoją roboty, tylko ludzie, którzy muszą z czegoś żyć. A przedsiębiorca nie przebranżowi się tak łatwo jak Patkowski. Nie chodzi o to, by nie wprowadzać absolutnie żadnych obostrzeń, tylko wprowadzać dużo łagodniejsze obostrzenia. Kiedy rząd decyduje o tym, czy dana branża może działać czy nie, mamy do czynienia z nielegalnym komunizmem.
Moja droga. Mam dokładnie tak samo od zeszłego kwietnia. Tamten rok był pełen pięknych planów (pierwszy wyjazd do Azji, plany ślubne, spełnienie marzenia lubego o koncercie, zmiana pracy i planowanie przeprowadzki). Niestety wszystko przepadło. Do tej chwili, mimo materiałów do nauki, nie ruszyłam w tym kierunku nic. Gastronomia nie działa tak jak zwykle, w domu siedzę całymi dniami. Różnie wstaję, róznie jem, praktycznie tylko gram, ogladam bądź czytam komiksy. Jednego dnia się zmobilizuję żeby coś w końcu porobić ale to raz na miesiąc. Mój partner przejawia taki sam problem, mimo że otwarcie o tym nie mówi. Jakby nie przygarnięte dwa kotki nic by ze mnie nie zostało. Żyjemy z dnia na dzień, jakby to był nieustanny deszczowy weekend, który trwa już zdecydowanie za długo. Trzymaj się. Nie jestes sama, niestety nie wiem czy coś poza powrotem do normalności (który zapewnie też będzie dość ciężki) nam pomoże. Pozdrawiam
Przepraszam za pytanie, ale z czego się utrzymujesz? Fajnie tak całymi dniami grać i czytać...
Mm tak samo, nic mi się nie chce i wiem, że marnuję czas oraz brakuje mi energii. Mobilizuje się do spacerów i ćwiczeń ale jest to wymuszone.
Ifyoulikeme
Nie ładnie zaglądać w czyjąś kieszeń. Aż mi się mem przypomniał "a skąd somsiad ma na to pienionżki?"
Widać jak zazdrość cię zżera, że ktoś może sobie pozwolić na więcej niż ty.
"nieustanny deszczowy weekend, który trwa już zdecydowanie za długo" - aż bym tego użyła w jakiejś piosence czy w szkicowniku chociaż bo to za dobre żeby przepadło. Jest mega akuratne i dokładnie tak samo czuje jakoś od marca 2020.
Lunathiel, dla mnie pierwszy lockdown był jeszcze znośny, ten mnie dobił.
Ekoniks - A dla mnie one się mieszają w jakąś taką papkę czasoprzestrzeni i dni nieodróżnialnych od siebie. Teoretycznie powinnam sporo z tego pamiętać, bo coś tam się działo - na przykład była wiosna i dużo jeździłam na rowerze dopóki rząd (kij wie czemu) nie zabronił mi wchodzenia do mojego lasu; później było lato i były wybory; znalazłam nową pracę (a potem, częściowo przez covid ją straciłam); później zaczęłam robić jeszcze co innego i jakoś wtedy działy się protesty; były święta, zwykle moja ulubiona część roku - i chociaż słabe, to jednak były; ogólnie dużo się pozmieniało w naszej codzienności, większa część świata trochę wywróciła się do góry nogami... Ale i tak, jakimś cudem, prawie wszystkie te rzeczy w moich wspomnieniach wydają się jakieś takie nijakie i szare i czasem mam wrażenie że dookoła jest wciąż tylko gorzej. Ale no, staram się o tym nie myśleć i robić cokolwiek żeby właśnie nie dać się dobić, bo ja, jak mnie coś dobije to zamykam się w tym poczuciu na długie miesiące, a nie mogę tego zrobić sobie i swoim zwierzakom i rodzinie i przyjaciołom. Także no, wszyscy mamy już dosyć i trochę zdychamy, ale jakoś to będzie, co nie? 💗
No właśnie tak, zazdroszczę, bo też lubię leżeć i grać/czytać, więc pytam jak to osiągnąć.
Jak to skąd pieniążki, ifyoulikeme- od mamusi😂
Umów się do psychiatry
Ja nie wiem skąd u ludzi tyle wolnego czasu i aż tak patologiczna niechęć do jego wykorzystania. Mieszkamy na jednej planecie. U mnie też pandemia hula. Ale nie wyobrażam sobie tak po prostu siedzieć na dupie i egzystować dla samej egzystencji.
Jest to bardziej czekanie na powrót do normalności i smutek z powodu niemożliwości realizacji własnych planów. Mnie strasznie dobija myśl ile mam niezrealizowanych celów przez obostrzenia. Sam fakt utraty dodatkowej pracy, która była jednocześnie moim hobby mnie przygnębia. I tak sobie egzystuję nie robiąc nic lub na ostatnią chwilę, mając nadzieję, że nie przedłużą kolejnych raz tych zasranych obostrzeń.
Obniżenie nastroju i brak motywacji można też powiązać z porą roku, bo na zimę nawet w normalnych warunkach wiele osób jest mniej wydajnych i zmotywowanych do działania, a jak jest dodatkowy stresor to tak to wygląda.
@Takajata A wpadłaś na to że nie wszyscy są Tobą? Przecież autorka nie jest zadowolona ze swojego stanu.
Też mam tak samo, a nawet gorzej. Jest nas dużo. Jedni ludzie mają tak a inni inaczej. Część jak karlitoska widzi pozytywy i ładnie się zorganizowała. Ale jednak większość z nas potrzebuje jakiegoś bata, czy motywatora nad sobą. Wygadanie się pomaga, mnie pomogło trochę, chociaż wiadomo, nie jest łatwo. Ale jakoś powoli walczę, obiecałam sobie, że tym razem może przegram, ale się nie poddam. Trzeba trochę samemu sobie wybaczyć też to rozmemłanie... Trzymaj się.
Nawet nie wiesz autorko jak Cię rozumiem! Jestem w podobnej sytuacji właściwie od kwietnia. Miałam tyle planów i wszystko zablokowane. Jestem na drugim roku studiów - zamiast się rozwijać i spędzać czas z ludźmi - ja gniję w domu, bo inaczej tego nazwać nie można. Bez sensu teraz zamieniać studia na zaoczne. Musiałam wrócić do domu rodzinnego, do małej miejscowości a tu nie ma pracy, którą by się dało pogodzić ze studiami więc w zasadzie nigdzie nie wychodzę. Coś tam robię - ćwiczę, uczę się języków ale bardziej dla zapchania czasu niż dla przyjemności. Straciłam jakikolwiek punkt zaczepienia i absolutnie nie wiem co dalej
Wiesz, że to jest kwestia Twojego podejścia? Ja też mam pandemię, a realizuje cały czas mnóstwo pomysłów - ogarnęłam sobie dodatkowe zlecenia, w weekendy robię sobie magisterkę, nie muszę dojeżdżać na uczelnię, więc na wykładach często robię słuchając ogarniam sobie już projekty i zaraz będę miała zaliczony semestr, chociaż sesja dopiero zacznie się za tydzień. Siłownię zamieniłam na bieganie w parku, pracuję zdalnie, więc przygarnęłam pieska, bo w końcu mam czas żeby go wychować. Po prostu trzeba się zmotywować i działać, a nie szukać wymówek w pandemii :) Zaplanuj sobie aktywności i je realizuj.
Widzisz autorko! Przestań być smutna . A do tego "Po prostu trzeba się zmotywować i działać, a nie szukać wymówek w pandemii :)"
:)))))
@karlitoska - Super, że dla ciebie ta sytuacja nie jest problemem i cały twój komentarz brzmi naprawdę świetnie, widać że miałaś bardzo udany czas ostatnio. Serio, tak trzymaj 💗 Ale jednocześnie, co do tego że "to kwestia podejścia", nie mogę się zgodzić. Ludzie są różni i mają różne organizmy. Niektórzy zwyczajnie potrzebują spędzać większą część swojego dnia wśród ludzi, w grupie, bo mają taki styl pracy i indywidualne potrzeby. Niektórzy siedząc w domu nie będą w stanie zorganizować sobie pracy, bo potrzebują do tego narzuconych odgórnie zasad. A ja na przykład "ładuję baterie" siedząc w domu sama ze sobą, ale samo to mi nie wystarcza - też potrzebny mi kontakt z ludźmi, a już tym bardziej muszę regularnie pobyć na zewnątrz, najlepiej w lesie czy w parku (bez tego wraca mi depresja, a wtedy już *na pewno* nic nie zrobię 😐).
Fajnie jest szybko adaptować się do nowych warunków, być elastycznym i ogólnie zdrowym człowiekiem, którego niewiele rzeczy rusza. Ale niestety nie każdy ma w życiu takie szczęście. To trochę loteria, to jakie dostaje się geny i w jakich warunkach kształtuje się nasza osobowość. I warto pamiętać, że niektórzy nie trafili tak dobrze, jakby mogli - więc choćby z całych sił próbowali, to nie w każdych warunkach będą umieli wydajnie funkcjonować :)
Uszy do góry, autorko :) nie jesteś sama, mam dokładnie to samo, co Ty. Od totalnego zdziczenia ratuje mnie jedynie praca zdalna :) ale wiesz co? Kiedyś to wszystko się skończy. Cała ta pandemia (o ile skończy się moda na teorie spiskowe i foliarstwo), nasz upośledzony rząd i jego tragiczne decyzje. A wtedy będzie tylko lepiej :)
Jak chcesz, to możesz zacząć uczyć się języka. Są do tego różne aplikacje, ja sama używam jednej, nie wiem czy wolno mi napisać jej nazwę, w każdym razie jest darmowa i uczy bardzo dobrze.
ja tak mam od 10 lat i obecnie przynajmniej nikt ode mnie nic innego nie wymaga, a niektórzy to rozumieją (witam, nerwico lękowa)