#fL2BU

Jak to dzieciak bogatych rodziców (najlepsze szkoły, niania, markowe gadżety), rozpieszczony do granic, żyłem sobie beztrosko.

Będąc kiedyś w klubie z kumplem i zakładając się, kto wyrwie fajniejszą dziewczynę, zauważyłem pewną osóbkę. Raczej mój kumpel zauważył i postanowił "podbić", bo ma takie wyjątkowe oczy. Po chwili rozmowy, której się przyglądałem, i ocenieniu dziewczyny (cicha, niska, przeciętna, słowem: zupełnie inna od dziewczyn, do których startowaliśmy) kumpel mówił, że nie warto sobie nią głowy zawracać, myśli, że jest królową - taka wyniosła. Dla mnie była jedynie znośna; nic szczególnego, ale założyłem się, że będzie moja. Rozmawiałem, dostałem numer, ale ona totalnie mnie olewała. Nieprzyzwyczajony do obojętności walczyłem zaciekle. Udało się.

Była dla mnie najpiękniejsza, zabawna, inteligentna. Po jakimś czasie okazało się, że ma raka. Dobrze zniosła tę wiadomość, jest z natury pogodna, ale były chwile załamania. Znajomi, rodzina mówili mi daj sobie z nią spokój, po co ci chora, skoro możesz mieć każdą. Nie dałem sobie spokoju i walczyłem razem z nią, bo kochałem. Dziś patrzę na uroczy uśmiech i czarujące oczy mojej zdrowej żony. Gdybym wtedy się poddał, być może nie wygrałaby, a ja całe życie bym żałował.

Piszę to wyznanie, żeby powiedzieć coś ważnego: ludzie, jeśli coś kochacie, to walczcie o to, wbrew temu "co powiedzą ludzie" i nie rezygnujcie z tego, bo jest trudno. Ja dzięki temu, że walczyłem, mam najwspanialszą nagrodę, o jakiej nie marzyłem.

#tIknk

Jestem kierownikiem pociągu.

Dowodziłem pociągiem pospiesznym od Warszawy do Poznania. Ledwo ruszyliśmy z Warszawy i przyszła do mnie podróżna i zgłosiła mi, że ma 5 minut na przesiadkę w Poznaniu na pociąg osobowy. Następny był dopiero 4 godziny później. Powiedziałem jej, żeby przyszła do mnie dopiero jak będziemy opóźnieni, o czym pasażerowie będą poinformowani. Podróżna zagroziła mi, że jeżeli spóźni się na przesiadkę to dopełni wszelkich starań aby wyciągnięto wobec mnie konsekwencje. Ponieważ moim obowiązkiem jest zgłaszanie przesiadek. Powiedziałem, że 5 minut na przesiadkę przy podróży przez pół Polski jest raczej mało odpowiedzialne. Stwierdziła, że jestem bezczelny i arogancki, oraz że wylecę z pracy gdy nie dopełnię swoich obowiązków.

Podróżna była wyjątkowo upierdliwa. Jako, że miała miejscówkę w tym samym wagonie co przedział służbowy, to co stacje przychodziła pytać mnie czy mamy opóźnienie. Było to dla mnie niezwykle irytujące, bo pociąg cały czas nie dość, że jechał punktualnie to na niektórych stacjach zjawiał się kilka minut przed czasem. Gdy tylko postój trwał dłużej niż 2 minuty, to pani od razu materializowała się z pytaniem o jego przyczynę.

Kilka kilometrów przed stacją Poznań Główny, mieliśmy jeszcze postój na niewielkiej stacyjce o nazwie Poznań Wschód.

Zauważyłem, że poza jednym pasażerem, który miał bilet faktycznie do tej stacji wysiada ona. Oczywiście mogłem jej powiedzieć, że to jeszcze nie Poznań Główny. Lecz skoro wygłosiłem wcześniej odpowiedni komunikat to stwierdziłem, że nie należy to do moich obowiązków. Mam nadzieję, że miło jej się czekało.

#cdGGD

Miałem kiedyś żonę. Żona urodziła mi trzy piękne, mądre córki. Raz bliźniaczki, a drugi raz jedną.

Drugi poród niestety trochę się skomplikował i zostałem sam z trzema dziewczętami. Musiałem się od początku uczyć jak szybko przebierać pampersy, jak robić mleko, jak pogodzić pracę z obowiązkami ojca, jak ogarnąć sprzątanie przy trzech małych dziewczynkach itp. Żeby nie było, żona nigdy nie chciała aby ją wyręczać, ona sama chciała wszystko robić, nie pozwalała mi się do niczego dotknąć, tak więc skończyło to na tym, że nawet nie potrafiłem sam włączyć pralki. Jednak nigdy nie narzekałem, gdy żona umarła, zawsze starałem się dawać sobie radę.

Pierwszy kryzys przyszedł, gdy nadeszło ząbkowanie najmłodszej. Bliźniaczki miały wtedy ponad rok, najmłodsza 4 miesiące. To był koszmar, gdy mała się budziła, bliźniaczki też automatycznie zaczynały płakać. Myślałem, że z tego jej bólu i swojego niewyspania sam będę ryczał, bo mała całą noc na rękach lub przy butli, starsze też płakały. W tym momencie zastanawiałem się, gdzie ja byłem, gdy bliźniaczki były młodsze, gdy ząbkowały, gdy uczyły się mówić mamamama tatatata? Ja jeździłem w delegacje na drugi koniec Polski, aby dziewczyny miały co do gara włożyć. Drugi kryzys nastąpił gdy bliźniaczki miały około 4 lat i zaczęły się dopytywać, dlaczego po inne dzieci do przedszkola przychodzą mamy, a po nie tylko tata. To im wytłumaczyłem, że nie zawsze tylko mamy, ojcowie też mogą przychodzić po swoje dzieci. Kolejny kryzys nastąpił, gdy dziewczynki były w wieku dojrzewania. Wszystkie w jednym czasie zaczęły się buntować i uciekać ze szkoły. To też przeżyłem (mimo to, że bardzo często musiałem się zwalniać z pracy, bo dziewczynki mega rozrabiały).

Trochę wcześniej, bo gdy dziewczynki miały kolejno 7 i 8 lat, musiałem kupić mniejsze mieszkanie, bo z pensji 3 tys. nie dawałem rady utrzymać dużego mieszkania. I za to też dostałem zjebę od dziewczynek, ale to już swoją drogą.

Morału nie będzie, jednak chcę powiedzieć abyście szanowali i kochali drugą osobę. Bo nigdy nie wiadomo, co się może w życiu stać.

#jpmA4

Pewnie banalne i takich jest tu mnóstwo, ale gdzieś muszę o tym napisać/powiedzieć.

Kilkuletnie małżeństwo, znamy się jak łyse konie, w łóżku różne okresy, jak i w związku, jednak podczas jednego z dla nas najcięższych, gdzie żona skupiła się na dzieciach tak, że o mnie zupełnie zapomniała, pojawiła się ona. Koleżanka z pracy. Uroda trafiająca w mój gust, inteligentna, przez co jeszcze bardziej pociągająca, długo by wymieniać...

Zaczęło się niewinnie, spotkanie po pracy na kawę, raz, drugi, następnie u niej w domu popołudnie w łóżku przed TV, wspólne spędzone dni... Może to i żałośnie zabrzmi, ale żonę kochałem i pomimo kilkumiesięcznej znajomości nie zdradziłem jej. Wiem też, że tylko mi się tak wydawało, że się usprawiedliwiam, zdrada nie musi sięgać do spodni, żeby nią była, bo oczywiście każde spotkanie z tą drugą taiłem.

Kłamstwo ma krótkie nogi i wszystko wyszło na jaw. Przyznałem się do wszystkiego, do najmniejszej myśli, która mogła moja żonę zaboleć, i ziemia zadrżała mi pod nogami i w sumie drży do dziś. W domu kłótnie, awantury, poniżanie, moja próba samobójcza - czułem się niczego nie wartym zerem.

Minęło parę lat, a patrząc z boku wszystko się poukładało, tylko że nikt nie wie o tym, że nie było dnia, żebym o mojej emocjonalnej kochance nie myślał, nie tęsknił, nie wyobrażał sobie, jak spędzamy ten dzień. Wiem, że mnie kochała i ja ją też, nie wiem co u niej, a ona co nie wie co u mnie i nie wiem co robić. Kocham swoje dzieci, one są takie małe. Żony nie, choć się świetnie dogadujemy na poziomie partnerskim... Dziś choć kocham te wspomnienia, wolałbym tamtej kobiety nigdy nie poznać.

#loz80

Osiem lat temu w połowie ostatniej klasy liceum dowiedziałam się, iż jestem w ciąży. Przeżyłam szok. Byłam na tabletkach, a w dodatku mój (były) chłopak używał prezerwatyw - tak na wszelki wypadek. Mimo to jakimś cudem się stało. Gdy skończyliśmy rok, oboje postanowiliśmy oddać dziecko do adopcji. Miałam plany na przyszłość, dostałam się na wymarzone studia, nie potrafiłbym zapewnić mu warunków, a w dodatku byłam za młoda.

Urodziłam je tuż przed rozpoczęciem roku. Choć było to moje dziecko, nie patrzyłam na nie z matczyną miłością. Wiedziałam, że oddając je zapewnię mu dużo lepsze życie i warunki.

Patrząc na to z waszej perspektywy, pewnie powiecie jak wszyscy inni (w tym moi rodzice), że jestem bezduszna. Do dziś rodzina się do mnie nie odzywa, choć nawet moja mama namawiała mnie na usunięcie ciąży.
Gdybym go nie oddała, musiałabym zrezygnować ze studiów, nie miałabym dzisiaj dobrej pracy i nie dowiedziałabym się jak bardzo parszywą szumowiną był mój były (w tym ojciec tego dziecka). Co roku dostaję od tamtej rodziny zdjęcie mojego synka i pozwalam sobie, oczywiście za zgodą jego rodziców, na wysłanie mu prezentu pod choinkę. Nie podpisuje się, nie wtrącam w ich życie. Po prostu wiem, iż tamtej rodziny nie stać (nie przelewa się u nich) na takie rzeczy jak kupno dobrego telefonu komórkowego czy też jakiegoś sprzętu dla niego.

Nie żałuję swojej decyzji. Widząc uśmiech tego dziecka i miłość w oczach jego mamy mogę szczerze powiedzieć, że postąpiłam dobrze. Kobieta, która go przygarnęła jest bezpłodna i jej oraz jej męża jedyną szansą na dziecko była adopcja. Do dziś pamiętam jak mi dziękowała, gdy wybrałam właśnie ich rodzinę.

Teraz jestem już po studiach. Mam narzeczonego, który kocha mnie i rozumie, własny dom w jednym z większych miast. Oczekuję dziecka. Mimo iż to wszystko osiągnęłam, moja rodzina nadal się do mnie nie odzywa, a przyjaciele, którzy znali tę historię odwrócili się.

Morał? Mimo najlepszych intencji nie zadowolisz wszystkich.

#QP94R

Przeczytałem kiedyś gdzieś na Internecie wyznanie gościa, który był z brzydką laską, bo z tymi ładnymi nie wytrzymywał psychicznie. Gość opisywał tam dużo mojego życia. Zastanawiałem się, czy nie zrobić tak samo jak on zrobił, ale szybko doszedłem do wniosku, że to bez sensu, bo będę się wstydził z taką pokazywać.

Firma wysłała mnie na delegację 400 km od domu, do miejsca, gdzie nikt mnie nie znał, i postanowiłem faktycznie zrobić sobie eksperyment jak to będzie z brzydulą i po kilku miesiącach, kiedy zbliża się termin powrotu do domu, powstał nie lada problem. Bo jak się okazuje, to złota kobieta i szkoda mi ją zostawiać, a jednocześnie nie chcę być wyśmiany przez znajomych, jak mnie z nią zobaczą. Dziewczyna nie jest jakaś tragiczna, jest szczupła, kształty są OK, ale twarz ma taką, że cieszę się, że jest korona i ludzie noszą maseczki na twarzach i ona musi ją zasłaniać. Mogłaby się też trochę lepiej ubierać i zadbać o włosy, ale to akurat nie jest duży problem, bo jeżeli przyjedzie ze mną do domu, to ją dofinansuję i pokieruję.

Spotykamy się trzy miesiące, w tym miesiąc, gdzie ze sobą już praktycznie mieszkamy, nie miała ani jednego humoru. Wracam do domu i zastaję gorący obiad, w mieszkaniu błysk, otwieram szafę - wszystko w kosteczkę poukładane, na wieszakach poprasowane. Wstaje przede mną, robi mi kawę, śniadanie oraz dwa posiłki do pracy, bo jem co trzy godziny. Codziennie uprawiamy seks. Nie dość, że nigdy mi nie odmówiła, to jeszcze często sama go inicjuje. No czego chcieć więcej od życia? Widzę ogromny kontrast pomiędzy moimi byłymi, gdzie o ugotowaniu dla mnie czegokolwiek nie było mowy. W mieszkaniu wieczny syf, a w łazience to już był dramat, nawet wkładki były porozrzucane po kątach. Moja ostatnia była szykowała się trzy godziny, żeby wyjść po chleb do sklepu. Dwie lewe ręce do wszystkiego, foch gonił foch. Jaki bym prezent jej nie kupił i gdzie nie zabrał, to zawsze coś jej nie pasowało. A moja brzydula? Nie pamiętałem o jej urodzinach, zobaczyłem powiadomienie na fejsie i wysłałem jej pierwsze lepsze kwiaty pocztą kwiatową do miejsca jej pracy, bo nie chciało mi się chodzić po sklepach i szukać prezentu. Zachwycona była tak jakby wygrała w toto lotka. Porobiła dziesiątki zdjęć, obdzwoniła koleżanki. Jest we mnie strasznie zakochana i powiedziała, że jest gotowa rzucić wszystko i wyjechać ze mną w moje rejony. Tu bym jej znalazł lepszą pracę, a nie jak teraz rypie za podstawę u jakiegoś Janusza biznesu i pieniędzy wystarcza jej na ubieranie tanich szmat. Po powrocie od razu wjeżdża kosmetyczka, fryzjer, normalne ciuchy i powinno pomóc.

Nigdy nie myślałem, że będę się żalił obcym ludziom w Internecie, ale mam straszną rozterkę, co będzie słuszne. Albo ją zostawiam, albo zabieram ze sobą. Niby to tylko trochę wstydu i ludzie się przyzwyczają, a kobieta złota.

#Iwjyi

Uważam, że mężczyzna i kobieta są biologicznie i kulturowo przystosowani do pełnienia swoich ról w społeczeństwie i domu. Części z was czytających może się to wydać trochę nie na czasie, ale tak nas natura stworzyła. Idźmy do właściwej treści wyznania.

Moja dziewczyna dostała w spadku mieszkanie po babci i po pół roku znajomości postanowiliśmy zamieszkać tam razem. Moja druga połówka jest za równouprawnieniem płci i oznajmiła mi, że nie ma zamiaru mi gotować, prać, sprzątać itp. Mam nauczyć radzić sobie sam, bo ona mnie nie będzie wyręczała. No spoko. Średnio mi się to podobało, ale czasy są jakie są, musiałem nauczyć się gotować i obsługiwać pralkę (mam 24 lata, świeżo wybyłem z domu i wcześniej takie rzeczy robiła za mnie mama).

Pewnego ranka mówi mi, że auto jej nie odpaliło i żebym coś z tym zrobił, schodzę na dół i mówię, że akumulator padł i trzeba go podłączyć do ładowania. Ona do mnie "wyciągnij go i naładuj". I wtedy mi się przypomniały jej wywody o równouprawnieniu i powiedziałem "Nie, nie, nie. Jak jesteś taka postępowa, to sama to zrób". I zaczęły się teksty "Ty jesteś mężczyzną" itp. Walnęła focha i zapomniała o równouprawnieniu.

Nie uległem. Odkręcała go z 40 minut na mrozie i z 20 minut wnosiła na trzecie piętro. Połamała sobie tipsy, podarła kurtkę, a na końcu zachorowała, bo przemarzła i ją przewiało. Ten akumulator ważył z ¼ niej.

Na kolejne sytuacje nie trzeba było czekać długo. Zamówiła szafkę pod telewizor do mieszkania z wniesieniem i jakie było jej zdziwienie, jak zorientowała się, że trzeba ją złożyć. Spojrzała na mnie, a ja na to, żeby dała znać jak skończy, bo idę sobie popykać na plejce. Trzy dni się męczyła i jej nie złożyła. W końcu przyszła i negocjowaliśmy - umówiliśmy się, że ja ją składam, a ona za to tydzień mi gotuje, sprząta, pierze, prasuje.

Są pewne rzeczy, do których facet jest stworzony i ma lepsze predyspozycje, jak i są pewne rzeczy, które kobieta powinna wykonywać, a nie równouprawnienie tylko tam, gdzie jest mi wygodnie. Facet jest od prac siłowych i takich, które wymagają zdolności manualnych, myślenia przestrzennego itp. Kobieta niech się zajmie za to domem i jakąś lekką pracą zawodową. Ona mi ugotuje, ja jej naprawię kran, ona mi wypierze, ja wymienię koło w samochodzie. Jakoś do tej pory to dobrze funkcjonowało. A jak już chce tego równouprawnienia, to niech to będzie prawdziwe równouprawnienie w każdym aspekcie życia, a nie tylko tam gdzie jej pasuje.

Moja planuje remont, ale będzie go chyba sama robić, bo ja palcem nie kiwnę, pomimo że wykończeniówka to dla mnie pikuś, bo mam ojca pracującego w tym zawodzie, który mnie uczył. Nie stać ją na fachowca, a ja nie zamierzam przychodzić z pracy do pracy i wyjmować sobie kilku miesięcy życia dla dziewczyny, którą znam ponad pół roku i która nie chce mi nawet obiadu ugotować.

#Rn4XO

Właśnie przypominała mi się sytuacja sprzed roku.
Byłam w poważnym dołku emocjonalnym, jednak nikt z mojej rodziny o tym nie wiedział. Zawsze wstydziłam się tego przed nimi i ukrywałam, gdy było mi źle. Pewnego wieczoru byłam tak zdesperowana, że postanowiłam pójść nad rzekę i zakończyć swoje życie, a wszystko to pod pretekstem spaceru z psem. Ubrałam się i już miałam wychodzić z domu, gdy zatrzymał mnie mój brat. "Pójdę z tobą" - oznajmił i od razu zarzucił kurtkę, gotowy by wyjść ze mną.

Mój brat nigdy z własnej woli nie zaproponował czegoś podobnego, spacer wieczorny z psem to dla niego męka, więc rozumiecie moje zdziwienie. Chyba anioł stróż go do tego natchnął, bo inaczej mogłoby mnie już nie być. Kocham swojego brata.
Dodaj anonimowe wyznanie