#jpmA4
Kilkuletnie małżeństwo, znamy się jak łyse konie, w łóżku różne okresy, jak i w związku, jednak podczas jednego z dla nas najcięższych, gdzie żona skupiła się na dzieciach tak, że o mnie zupełnie zapomniała, pojawiła się ona. Koleżanka z pracy. Uroda trafiająca w mój gust, inteligentna, przez co jeszcze bardziej pociągająca, długo by wymieniać...
Zaczęło się niewinnie, spotkanie po pracy na kawę, raz, drugi, następnie u niej w domu popołudnie w łóżku przed TV, wspólne spędzone dni... Może to i żałośnie zabrzmi, ale żonę kochałem i pomimo kilkumiesięcznej znajomości nie zdradziłem jej. Wiem też, że tylko mi się tak wydawało, że się usprawiedliwiam, zdrada nie musi sięgać do spodni, żeby nią była, bo oczywiście każde spotkanie z tą drugą taiłem.
Kłamstwo ma krótkie nogi i wszystko wyszło na jaw. Przyznałem się do wszystkiego, do najmniejszej myśli, która mogła moja żonę zaboleć, i ziemia zadrżała mi pod nogami i w sumie drży do dziś. W domu kłótnie, awantury, poniżanie, moja próba samobójcza - czułem się niczego nie wartym zerem.
Minęło parę lat, a patrząc z boku wszystko się poukładało, tylko że nikt nie wie o tym, że nie było dnia, żebym o mojej emocjonalnej kochance nie myślał, nie tęsknił, nie wyobrażał sobie, jak spędzamy ten dzień. Wiem, że mnie kochała i ja ją też, nie wiem co u niej, a ona co nie wie co u mnie i nie wiem co robić. Kocham swoje dzieci, one są takie małe. Żony nie, choć się świetnie dogadujemy na poziomie partnerskim... Dziś choć kocham te wspomnienia, wolałbym tamtej kobiety nigdy nie poznać.
To żona zajmowała się malutkimi dziećmi, a ty sobie z kochanką leżałeś całe popołudnia przed tv?
I ty się dziwisz, że żona nie miała czasu ani siły dla ciebie?
No ale to on był przecież taki pokrzywdzony, nawet miał próbę samobójczą.
Jak żony nie kochasz to się rozwiedz, szkoda żebyś babce marnował życie.
Cała prawda. Biedny mężczyzna wracał do domu, a żona nie czekała na niego w łóżku codziennie ubrana w inne erotyczne ubrania i jeszcze śmiała być zmęczona.
Bo przecież dzieci ani dom nie wymagają opieki, a patrząc na autora to pewnie nawet palcem w domu nie kiwnął jak wracał.
Po co dbać o małżeństwo? Przecież można poszukać kochanki, biedaczek taki smutny o próbował się zabić, ojojoj dajmy mu willę i masę kobiet wokół, żeby jakoś te krzywdy przeżył.
Bym Ci nawet współczuła, gdyby nie to, że obwiniłeś żonę, że się skupiła na dzieciach. To zamiast zawalczyć o nią w trudnym czasie, przygruchałeś sobie przyjaciółeczkę. Jak żona taka zla, to się rozwiedź. Dzieci potrzebują kochających się rodziców, bo potem same nie będą szczęśliwe w związkach
bo to zawsze facet ma się starać...
co innego, że brakło im po prostu rozmowy.
erenthar, od kiedy zwykła lojalność to staranie się?
Trochę naiwniak jesteś. Bez dzieci to i żona by leżała w łóżku całe popołudnie przed TV.
W końcu chyba się podobała przed ślubem? Rozumiem, że dzieci zmieniają rutynę, bo sama je mam, ale dzieci to nie wszystko, trzeba dbać o siebie. Żony nie kochasz, bo o nią nie dbasz jak o kobietę. Pewnie, że gdzieś indziej trawa zawsze bardziej zielona, ale serio, co to za porównanie, zmęczona dziećmi i zdradzającym (przynajmniej chętnym do tego) facetem a zadbana, wolna, adorowana kobieta? Dwa różne światy.
Zdradziłeś żonę, która musiała poświęcić się opiece nad małymi dziećmi, a potem próbowałeś manipulować sytuacją, bo Tobie jest tak smutno, źle i niedobrze. Borze szumiący.
Kiedyś usłyszałam od znajomego, że zdrada emocjonalna boli bardziej od fizycznej. I tu widać to dosadnie. Oczywiście, że w pewnym momencie związku wkrada się rutyna, oboje macie taki sam grafik, praca, dom, dzieci, to i tamto. Ale kurcze jak się kocha drugą osobę to się stara coś zrobić. Coś zmienić, zrobić nawet wypad na spontanie, albo wybrać się na spacer. Jest dużo możliwości. Okej, żona skupiła się na dzieciach ale czy podjąłeś jakieś kroki by wyjaśnić z nią tą kwestię? Czy powiedziałeś o swoich uczuciach? Pomogłeś przy dzieciach aby i ona odetchnęła. Nie. Znalazl się ktoś inny, kto według twoich potrzeb i wyobrażeń pasował do Ciebie, więc zacząłeś brnąć w tę relację. Nie dziw się swojej żonie, że straciła do Ciebie zaufanie. Natomiast jeśli sytuacja wygląda u was obecnie fatalnie to są dwa wyjścia z tej sytuacji. 1. Terapia małżeńska i wasza wspólna walka o was. 2. Rozwód. Bez sensu się męczyć w związku który tylko was unieszczęśliwia. Możecie tkwić w takim zawieszeniu i ciągłych awanturach, albo coś zrobić. Życzę powodzenia.
Oni nie mieli takiego samego grafika. Ona "skupiała" czyt. Zajmowała się dziećmi, a on latał wkoło innej kobiety
Nie wpadłeś na to że bez dzieci Twoja żona też by leżała przed tv i pachniała? Przy maluchach nie ma na to czasu. Bywa że przy starszych też. A Ty zamiast jej pomagać codziennie w obowiązkach (to tak jakby też Twoje dzieci i dokładnie tak samo masz się nimi zajmować jak żona) spędzałeś czas z "przyjaciółką" i jeszcze masz czelność się żalić. No cóż.
Szkoda mi tej Twojej żony. Powinieneś ją na rękach nosić za to, że wzięła na siebie trudny macierzyństwa i że Ty nie musiałeś zapierdzielać jak szalony. Szczerze? Ja robię tak, że po pracy idę często spać. Mąż, który opiekuje się dzieckiem kiedy pracuję, po tych kilku h ze mną znowu przejmuje opiekę. I tak, oczywiście, że każda chwila z dzieckiem jest cenna, ale jak się pada na pysk po 10-12h w pracy, to sen również. Bywa, oczywiście, że po pracy bierzemy się za robotę i ogarniamy dom albo idziemy na spacer i biegamy wszyscy jak porąbani, ale najczęściej jestem tak skonana, że zdycham. Nie wiem jak Ty znalazłeś jeszcze czas i chęci na romanse, ale powiem tak: opieprzałeś się. Jesteś cholernym leniem, który ani nie poświęcał czasu żonie ani dziecku. Cokolwiek robiłeś, czy bimbałeś na wszystko? Praca, a co po niej? Dałeś jej chociaż kilka razy możliwość odespania? Zrobiłeś jej głupi obiad, kiedy opiekowała się TWOIM dzieckiem? Mój mąż jest skarbem, ale takiego jak Ty bym najzwyczajniej w świecie za drzwi wystawiła.
Surowa ocena bez podstaw, tak wie są faceci którzy gotują i pieką wykonują techniczny zawód a do tego udzielają się w wychowaniu dzieci i uczestniczą w ich życiu rzedszkolnym/szkolnym i dokładnie wiem ile to wysiłku kosztuje. Uważam też, że przy szczęśliwych rodzicach dzieci zyskują więcej niż przy "opiekunach" którzy świata poza nimi nie widzą.
Zachowałes się jak świnia, takich rzeczy nie ukrywa sie przezd małzonkiem. Nie mówię że nie mozna mieć przyjaciółki, ale tu zawsze bedzie podtekst sexualny i trzeba uważac czy chcemy sie spotykac w celach czysto przyjacielskich czy zaspokoic swoje potrzeby emocjonalne. I tak jak napisałes nie musi to siegać spoddni.
I powiedzmy szczerze takie przyjaźnie zazwyczaj sie koncza jak rozwieja sie pewne nadzieje. Z jednej czy drugiej strony. Obie strony potrafia udawac zainteresowanie do czasu az okaze się ze nić wiecej nie bedzie. A prawdziwa przyjaźn mesko damska moze istnieć jedynie pomiedzy homosexualista a kobietą, wtedy przynajmniej z jednej strony nie ma kontekstu sexualnego.
Wszystko zależy od ludzi. Sama mam męskich przyjaciół i między nami nie ma podtekstów seksualnych, które miałyby zmienić nasza relacje czysto przyjacielską w coś więcej.
W czasie gdy ja zajmowałam się całymi dniami malutkimi dziećmi, mój mąż do mnie tylko burczał i marudził że nie ma seksu, gdy ja padałam z nóg. Po jakims czasie, młodsza miała wtedy 4 miesiące okazało się, że mój mąż pisze sobie z jakąś starą przyjaciółka. Pisali sobie jacy to oni są nieszczęśliwi, jak się rozumieją, możliwe że padło kocham cię...
Jak to zobaczyłam cały dzień miotałam się, czy natychmiast zerwać, czy to naprawiać. Myślałam o dzieciach, myślałam o dalszym życiu, czy jestem w stanie z nim żyć. Aż w końcu stwierdziłam, że to ja jestem w ej sytuacji najważniejsza i ważnej w tej sytuacji jest tylko to co ma szansę dać mi szczęście. Dałam mu szanse na wytłumaczenie się. W zasadzie nie było co tłumaczyć, przeprosił ale nie sądzę żeby kiedykolwiek zrozumiał jak bardzo mnie zranił. On też wie, że nadal czuje się zraniona. Wybaczyłam, ale nie zapomniałam i szybko to nie nastąpi.
Przeszlismy terapię dla par. Mąż depresję, to ja go ciągnęłam za uszy, żeby z niej wyszedł. Potem sama potrzebowałam terapii. Obecnie jest nieźle. Od pół roku rozmawiamy o wszystkim. Każdą kłótnie kończy rozmowa. Każdą. Jesteśmy w stanie wyłapać momenty, które prowadzą do błędnego rozumienia się nawzajem. Używamy 1 słowa w takiej sytuacji. Druga strona wie o co chodzi i nie ma jalowych kłótni. Jeśli chodzi o seks bywa różnie. Starsze jest jeszcze male, a młodsze ma za sobą dopiero kilka całkowicie przespanych nocy, więc najlepszy seks mieliśmy w jedyny jak do tej pory cały wolny od dzieci weekend. Pandemia nie sprzyja.
W tym momencie to ja jestem dla siebie najważniejsza. Nie mąż. Nie dzieci. Potrzeby każdego są oczywiście ważne i staramy się je zaspokajac, ale dla mnie ja jestem na pierwszym miejscu, bo jeśli ja siebie nie postawie na piedestale to dom się sypie. Wszyscy na tym zyskują.
Uczę teraz tego podejścia kobiety.
i bardzo dobrze
Jeśli chcecie żeby to małżeństwo przetrwało może warto zainwestować w terapię małżeńską.
Małżeństwo wymaga więzi, poczucia bliskości, zaufania. A to wszystko u was zdechło. Został układ, jak w pracy, dogadujecie się.
Najpierw ona zawiodła ciebie, pozbawiając cię bliskości, ty zamiast rozmawiać, pozbawiłeś ją poczucia bezpieczeństwa, zawiodłeś zaufanie. Nic dziwnego, że tęsknisz, za dziewczyną, z którą łączyła cię więź, przy której czułeś się dobrze, bezpiecznie. Jeśli nie da się tego odbudować, to nie wiem po co się męczyć i skazywać dzieci na życie z nieszcześliwymi rodzicami.