#hIa20
Rodzice to jeszcze dalej w przyszłość wybiegają i mama ostatnio delikatnie zaczyna się żalić, że ze mną to wnuków chyba się nie doczeka. A ja milczę, bo nie mam serca powiedzieć jej, że owszem, dzieci na 99% miał nie będę. Nawet jak życiową partnerkę kiedyś znajdę, to na co mi dzieci? Jakie życie im podaruję? Zdewastowane środowisko naturalne, morza pełne plastiku i ropy, rzeki i jeziora ścieków, a jako miejsce zamieszkania rozrastające się do niebotycznych rozmiarów, cuchnące smogiem, betonowe pustynie. Świat pełen wzajemnej nienawiści z lewicy i prawicy, gdzie chora polityka wdziera się praktycznie w każdą dziedzinę życia od sportu po gry komputerowe. Świat rządzony przez chciwe korporacje, które cały czas mnożą majątek i wpływy, niszcząc zwykłych ludzi. Ulice pełne przemocy i bluzgów, a drogi wariatów, o których mogę napisać osobną historię. Na dokładkę na każdym kroku chamska inwigilacja i cenzura, zarówno ze strony rządu, jak i wspomnianych korporacji, które chcą znać każdy szczegół z mojego życia. Nie, nie chcę nikomu przekazywać świata w tym stanie. Nigdy.
Od wielu lat staram się patrzeć na życie do bólu obiektywnie, czego ludzie zwyczajnie nie mogą znieść i uważają mnie za totalnego pesymistę i malkontenta. Ale może się mylę? Może jestem tylko życiową pierdołą, a świat wokół jest piękny i cudowny, tylko ja tego w ogóle nie dostrzegam?
#U3HBb
Stwierdziłem też, że to dobra okazja, żeby przyswoić kilka dobrych nawyków, które po rowerze stają się wręcz koniecznością + popracuję nad swoją śmiałością. Plan był prosty - gdy zobaczę jakąś ładną dziewczynę w trakcie jazdy, to pomacham/uśmiechnę się, ogółem wykonam jakiś miły w odbiorze gest. Sprawa mogłoby się wydawać wręcz banalna, a czynność kompletnie niewstydliwa, wszak jeżdżę zawsze w przyciemnianych delikatnie okularach, co ukrywa moje rozbiegane oczy w takiej sytuacji, no i widzę tę osobę dosłownie parę sekund, w końcu jadę na rowerze.
Gdy po przejechaniu 40 km powoli zacząłem się kierować w stronę domu, zauważyłem jakąś dziewczynę, więc chcąc wykonać gest, zbliżając się nieco zwolniłem. Będąc już naprawdę blisko, skierowałem wzrok na nią, ona popatrzyła na mnie... A ja przejechałem powolutku dalej, gapiąc się jak idiota, nie robiąc dosłownie niczego.
Wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że nie ma dla mnie nadziei :P
#GgAsZ
Ostatnio czekam w sklepie na koleżankę. Nagle podchodzi do mnie chłopczyk na oko 5 lat. I co mówi?
- Dzień dobry. Zastanawiam się, bo moja mama mówi, że są dwa typy dresów. To pani jakim jest? Pospolitym czy Anonimowym?
Chyba nie muszę opisywać wyrazu swojej twarzy ;-)
#DO4Fg
W momencie, gdy ktoś dowiadywał się o moim wyborze słyszałam:
1) "Tylko nie na nauczycielkę..."
2) "Mam nadzieję, że nie chcesz być nauczycielką"
3) "Pod żadnym pozorem nie idź na nauczycielstwo!".
Każda z tych wypowiedzi pochodzi z ust nauczycielek. Nauczycielek, które dobrze sprawdzają się w swojej pracy, są lubiane przez uczniów i potrafią uczyć. Nauczycielek, które poniekąd były moimi autorytetami na różnych etapach mojej edukacji, bo każde z tych zdań zostało wypowiedziane przez moje wychowawczynie. Na początku myślałam sobie "Hej, nie ma mowy! Ja i uczenie dzieci? Nigdy w życiu" - i tak też odpowiadałam tym kobietom.
Dziś, po spotkaniu, na którym dowiedziałam się więcej o tej specjalizacji, jestem rozdarta. Dotarło do mnie, że to jest coś świetnego... że chyba chciałabym to robić w życiu. Tutaj wstępują argumenty - nauczycielki odradzają, wszyscy narzekają na pensję, ciągle są jakieś problemy z sytuacją ogólną edukacji... A choć powinien być to zawód szanowany i nauczycieli tak właśnie powinno się traktować, wszyscy wiemy jak jest naprawdę. Martwi mnie narzekanie na pensję, bo wiadomo, że chciałabym za coś żyć, jednak moim największym utrapieniem w tym momencie jest odradzanie obrania tej ścieżki przez osoby wykonujące już ten zawód.
Jestem w kropce.
#Vury2
Jak wiadomo, wizycie u tego lekarza często towarzyszy stres i zakłopotanie. Jak to u ginekologa... pozycja "bierz co chcesz", a następnie badanie piersi.
A teraz wyobraźcie sobie, że podciągacie biustonosz, a z niego wylatuje wam 2,50 zł w 1-, 2- i 5-groszówkach, których wcześniej nie miałyście gdzie wsadzić... Brzdęk monet o płytki na podłodze powoduje zmianę koloru twarzy na wściekłą czerwień i nagle po 20 latach zaczynasz się jąkać. Szybka kalkulacja w głowie "wyginać się nago w poszukiwaniu miedziaków po podłodze czy udawać, że nic się nie stało?".
Pan doktor nie wytrzymał, parsknął śmiechem i oznajmił, że mają kontrakt z NFZ, więc wizyta jest bezpłatna.
Nawet nie pamiętam, jaka była diagnoza.
#jICvz
Facet wychodzi sobie parę razy dziennie po piwko, bo jest alkoholikiem, w dupie to ma, że był przez nas powiadomiony, że jesteśmy chorzy i musi pozostać w domu. Sam kaszle i pluje, ale co tam - hulaj dusza, w dupie ze wszystkimi, on browara musi mieć, podczas gdy mamusia załatwia mu wolontariusza, aby przyniósł synkowi pod drzwi jedzonko... No ku#!a mać! Coś jeszcze lepszego powiem - gdy po paru dniach udało się go zgłosić do sanepidu, dzięki czemu jest w końcu formalnie na kwarantannie, zadzwoniliśmy na policję zgłosić, że on parę razy dziennie wychodzi po piwo. Komisariat oddzwonił i stwierdził, że nic z tym nie zrobią, bo tym zajmuje się inna placówka - która z kolei nie odbiera telefonów, sanepid też kieruje nas gdzieś... Nic, wielka olewka, a on będzie tak sobie wychodził, dopóki wystarczy mu kasy.
Uprzykrza nam życie swoim pijaństwem, obsikiwaniem całej łazienki, nocnym wyciem... już nie będę mówić o zapachu, jaki po sobie pozostawia, przechodząc obok. Nieprzestrzeganie kwarantanny bezkarne, jak i zakłócanie spokoju domowników - czy to w dzień, czy w nocy. Policja reagować nie zamierza, bo to niska szkodliwość jest. Żeby ktokolwiek z mundurowych się tym panem zainteresował, musiałby nas chyba pozabijać.
Pozdrawiam i bardzo dziękuję za ten cały system i rządzących, którzy takie komedie tworzą.
#gMSFg
Właśnie odprowadzałem chłopaka na pociąg, on pojechał, a ja zmierzam ku schodom do wyjścia, gdy do moich uszu dochodzą obraźliwe względem mnie przezwiska od takich dwóch, może trzech typowych dresiarzy. Mi to lata co gadają i dumnie idę w dół. Tak dumnie, że źle ułożyłem stopę, przez co poleciałem pięknie twarzą z 7 m w dół.
Poczułem ogromny ból, ruch ograniczony i nagle podbiegają do mnie dresy i jeden "Stary, ku**a, myślałem, że nie żyjesz", drugi do niego, że po karetkę trzeba dzwonić, ja już mówię, że nie, a ten pierwszy, że mam zamknąć ryja, w międzyczasie odplątał mnie i położył na plecach (ściągnął swoją bluzę i podłożył mi pod głowę, wow), gdy drugi w cudny sposób rozmawiał przez telefon, co chwilę używając pospolitych jak na ich język przekleństw, a gdy skończył, powiedział do tego drugiego, że jak nie dojadą w 20 minut, to mnie biorą sami. Ja już w myślach modlę się, by jednak nie uznali jego telefonu za jakiś głupi żart i przyjechali. No i tak sobie leżę, nade mną stoją dwa osiłki niewiedzące co mają robić, wkoło nikogo nie ma, to siadają po turecku obok mnie i patrzą się. Ja udaję, że tego nie widzę. Z 5 minut ciszy mija, mnie już aż tak nie boli, gdy słyszę "Ej, stary, długo się tak zabawiasz?". Ja takie wtf, o co ci chodzi, a on, że "wiesz, ten tego, z chłopakami", drugi walnął mu w bara, że co go to obchodzi i zaczęli się sprzeczać o mój homoseksualizm. Chcąc to przerwać powiedziałem im to czego chcieli i wtedy jak zbawienie przyjechała karetka.
W szpitalu troszkę poleżałem ze względu na złamany bark i żebra. Jakoś trzeciego dnia mojego pobytu odwiedza mnie nikt inny jak panowie dresiarze. Zapytali jak u mnie, poprzeklinali, przedstawili się i nasze drogi się rozeszły...
No niezupełnie. Bo jak ich gdzieś widzę to do mnie podbijają i zaczynają z tekstem "Siema, geju, jak tam?".
Grunt, że to nie oni zrzucili mnie ze schodów i że są mili. Na swój własny sebkowy sposób, ale jednak.
#xmKwG
Naszła mnie taka refleksja – nie byłem tak blisko seksu od dobrych trzech lat!
#lnVmR
Któregoś deszczowego dnia byłam u swojej koleżanki, zobaczyłyśmy przez okno, jak pana bezdomnego, siedzącego na ławce, obcina inny mężczyzna. Bez włosów i brody nie wyglądał już tak strasznie i w sumie zrobiło mi się go trochę żal. Razem z innymi dziećmi postanowiliśmy go odwiedzić. Okazało się, że to sympatyczny pan o imieniu Stanisław i nie jest ani trochę przerażający, a miły i serdeczny. Zbierał różne rzeczy w śmieciach i układał sobie obok miejsca, gdzie spał - działający zegarek, słoik ze starymi, sztucznymi kwiatami, poduszkę. W naszych małych, pełnych pomysłów główkach zrodził się plan. Charytatywne zbiórki dla pana Stacha! Codziennie każde z nas dawało mu niezjedzoną kanapkę ze szkoły (lub specjalnie przygotowaną w domu), jakieś owoce czy coś słodkiego. Braliśmy o jeden więcej kartonik mleka rozdawany w szkole, aby móc się podzielić ze Staszkiem.
Staliśmy się jego małymi przyjaciółmi, którym opowiadał ciekawe historie. Któregoś dnia ktoś z mieszkańców wezwał policję czy też straż miejską. Ślad po panu Stanisławie zaginął, a nam było bardzo smutno.
Teraz mam 20 lat. Ostatnio będąc w osiedlowej bibliotece i przeglądając książki niespodziewanie usłyszałam "dziękuję". Powiedział to siwy starszy pan z laską, schludnie ubrany, odrobinę zgarbiony. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi i pewnie moja mina wyglądała dosyć zabawnie, ale on uśmiechnął się i odszedł. Wydawało mi się, że gdzieś go już widziałam i bardzo mnie to zaintrygowało, więc z ciekawości zapytałam bibliotekarkę (moją sąsiadkę), czy go zna lub wie jak się nazywa. I wiecie co usłyszałam?
- To pan Stanisław.