#OiFvL

Pewnego letniego dnia wracałam zmęczona do domu z treningu. Było już późno i ciemno, a do mojego domu prowadzą dwie drogi. Jedna przez ulicę, druga przez ciemny park skracający drogę o spory kawał. Jako że byłam piekielnie zmęczona, postanowiłam pójść przez park.

Kiedy byłam w trakcie przechodzenia, w połowie drogi zauważyłam jakąś ciemną postać, która zaczęła za mną iść. Postać była ubrana w bluzę z kapturem i ze zwieszoną głową zbliżała się coraz bardziej do mnie. Zaczęłam iść szybciej, po czym ona również. Pomimo zmęczenia zaczęłam biec, ale ona zaczęła biec za mną!

Już naprawdę spanikowana zaczęłam krzyczeć, kiedy nagle znalazła się obok mnie, złapała za włosy i odciągnęła na bok. Czułam na swojej szyi  uścisk i już wtedy zrozumiałam co się kroi - gwałt.

Jako że jestem osobą zawsze zachowującą zimną krew, a do tego potrafiącą wpadać na różne, głupie pomysły, wpadłam na plan. Kiedy mnie tak trzymał, zaczęłam chichotać i wcale się nie broniłam. Facet na mnie spojrzał i spytał:
- Dlaczego się śmiejesz?
- Ponieważ mam HIV.
Facet spojrzał w moje oczy przez chwilkę, po czym puścił mnie i zaczął uciekać jakbym to ja go goniła.
Opowieść o tym, jak HIV uratowało mi życie XD

PS Nie mam HIV.

#YgOJz

Jako że historie z dzieciństwa są najlepsze (no, zaraz po tych o dresach :)), to postanowiłam dodać moje trzy grosze.

Mój tata miał za dzieciaka kolegę, który był takim typowym miśkiem, więcej wszerz niż wzdłuż, a w kontaktach z dorosłymi był bardzo nieśmiały.

Pewnego dnia biegnie uradowane dziecko do sklepu, bo dostało od mamy drobne na cukierki. Pojawił się jednak jeden istotny problem - jak tu zagaić do ekspedientki o owe słodycze?

No ale nic - wkracza rozdygotany do typowego wiejskiego sklepiku, udało mu się wygęgać "Cukierki poproszę" i w tym momencie spełniły się jego najgorsze koszmary - pytanie ze strony sklepowej.
- Ale które? Te? - wskazuje na Irysy w pierwszej gablotce, znienawidzone przez chłopca, ale jak tu odmówić?
Chłopak przytakuje pośpiesznie i na skraju płaczu wychodzi ze sklepu z pełną torbą "Szatańskich Irysów".

Sytuacja powtarza się przy każdej próbie kupna upragnionych słodyczy przez malca, aż nastał Dzień - Ten Dzień, w którym wszystko miało się odmienić.

Chłopiec wkracza w progi sklepu z żelaznym postanowieniem, że dziś mu się uda, dziś powie ekspedientce, że nie chce Irysów!

Szybki rzut oka na wystawę z cukierkami, cóż to?! W pierwszej gablotce piękne, kolorowe landrynki, Irysów - brak.

Dziecię nie wierzy w swoje szczęście, prawie że ze łzami w oczach podbiega do lady i mówi standardowe "Cukierki poproszę". Szczęście jest na wyciągnięcie ręki, jeszcze tylko chwila...

Sklepikarka puszcza do niego oczko.
- Wiem, jakie ty lubisz - i wyciąga spod lady pełną torbę Irysów...

#jaTNK

Mieszkam w Warszawie z Chinką, która pomimo szczerych chęci wciąż nie umie mówić po polsku. Często pyta się mnie o poszczególne słówka, albo powtarza za mną to, co wpadnie jej w ucho. Sama staram się często wtrącić coś po polsku, żeby ją czegoś nauczyć.

Pewnego razu poszłyśmy razem na jej ulubiony polski "serniczek". Po zjedzeniu ciacha powiedziałam głośno "pyszny", nie musiałam długo czekać, aż spytała się co to oznacza. Wytłumaczyłam, że coś pozytywnego, synonimami - "amazing, great, nice". Kilkakrotnie powtórzone przez nią - "pyszny" i już wiedziałam, że zakodowane.

W drodze do naszego mieszkania spotkałyśmy panią z malutkim szczeniaczkiem na rękach. Z zamiłowania do zwierząt stanęłam, pogłaskałam, poszturchałam, a gdy miałyśmy ruszać dalej, moja chińska towarzyszka powiedziała z uśmiechem na twarzy i nieukrywaną dumą do właścicielki psiaka:
- PYSZNY.

#eSKDc

Moja mama ma tendencje do dawania mi czystej bielizny z prania nawet wtedy, kiedy siedzą u mnie znajomi. Po prostu wchodzi, kładzie sobie to gdzieś na widoku i wychodzi. Więc dzisiaj ją poprosiłam, żeby tego nie robiła, bo nie chcę, żeby wszyscy widzieli jakie majtki noszę...

No i siedzą u mnie znajomi, moja mama otwiera drzwi, tak się przechyla, robi śmieszną minę jak to ona i mówi z uśmieszkiem, śpiewnym tonem:
- NIE MAM BIELIIIIZNY!

...Dopiero po chwili uświadomiła sobie, jak to zabrzmiało.

#Gc4ls

Jestem księdzem w dużym mieście w Małopolsce, wiek Chrystusowy już za mną, a kryzys wieku średniego dopiero za parę lat. Od kilku lat jestem w jednej parafii, dłużej, niż zwyczajowo przyjęte.

Poznałem tutaj dziewczynę, z którą świetnie mi się rozmawiało, młodsza ode mnie sporo, bo 24-letnia. Potrafiliśmy gadać godzinami, bywaliśmy na piwie, kawie, w knajpie, ogólnie rzecz biorąc jak dobrzy przyjaciele. Od pewnego czasu wydawało mi się, że czuję do niej coś, co jest w moim zawodzie nieakceptowalne. Niestety, po rozmowie z nią, że musimy trochę przystopować ze spotkaniami, dowiedziałem się, że ona czuje do mnie to samo. Postanowiła zerwać kontakt, żeby nie kusić losu, wszystko, żeby mnie chronić.

Minął rok od naszej rozmowy, wymiana zdawkowych SMS-ów, mówienie sobie cześć i tyle. Ostatnio rozmawialiśmy chwilę grzecznościowo, na spotkaniu, w którym oboje braliśmy udział. Ona wciąż mnie kocha, z wzajemnością. Problem w tym, że czuję, że nie straciłem powołania, po prostu chciałbym je uzupełnić prawdziwą miłością do dziewczyny, która daje mi tyle dobroci. Dzięki niej staję się lepszym człowiekiem. Być może zasługuję na potępienie, ale Drodzy Anonimowi Użytkownicy, z każdą spędzoną z nią godziną czuję się bliżej Boga.

#jOlLq

Po dzisiejszym wydarzeniu straciłam kompletnie wiarę w ludzi.
Moja ciocia dowiedziała się niedawno, że jest w ciąży. Dzisiaj pojechałyśmy na zakupy, nic nie wskazywało na to, że mogłoby wydarzyć się coś złego. Ciocia została na chwilę w samochodzie, podczas gdy ja wyskoczyłam załatwić kilka swoich spraw. Wracam, a ona w szoku, bo krew leci z niej jak z kranu, autentycznie WSZYSTKO dookoła czerwone.

Byłyśmy akurat niedaleko gabinetu ginekologa, więc postanowiłyśmy jak najszybciej się tam udać. Ciocia wchodzi, ledwo stoi na nogach, roztrzęsiona, cała we krwi, a że kolejka duża to pyta, czy mógłby ją ktoś przepuścić, bo chyba poroniła... A ludzie jakby ogłuchli. Bo oni się tu wyczekali i mają pierwszeństwo. NIE WPUŚCIŁ JEJ NIKT.
Na całe szczęście zdążyła do szpitala, wstrzymali krwawienie, zostawili ją na oddziale, dziecku nic się nie stało.

A co do "ludzi" z gabinetu - brak mi słów...

#8GOXl

Urodziłam dziecko. Dziewczynkę. Ma już półtora roku.
Jest śliczna, kochana, mądra i bardzo urocza. Z wyglądu bardzo podobna do mnie. Czasami gdy oglądam jej zdjęcia mam wrażenie, że oglądam samą siebie sprzed ponad 20 lat.
Moja kochana dziewczynka już podczas samego poczęcia została bardzo skrzywdzona. Nie jest owocem miłości. Powstała w wyniku gwałtu.

Nie wiem co jej kiedyś powiem. Gdy dowiedziałam się o ciąży, uważałam, że dziecko w moim brzuchu ma prawo żyć. Nie ono jest winne tragedii, która się wydarzyła. A teraz... ona jest jeszcze za malutka, żeby cokolwiek rozumieć, ale przyjdzie czas, kiedy zapyta: Gdzie jest mój tata? Kim on był?

Czy kiedyś jej powiem prawdę? Gdy byłam w ciąży, nie myślałam o usunięciu. Podejmując decyzję o urodzeniu, czułam się jak jakaś pieprzona bohaterka. A teraz? Jeśli kiedykolwiek jej powiem, być może zrzucę ten ciężar z siebie, ale jednocześnie ją obarczę niechcianą informacją. Nikt nie chciałby dowiedzieć się, że jest dzieckiem z gwałtu. Jeśli jej nie powiem, będę kłamać, boję się, że zniszczę naszą relację, która i tak będzie trudna przez to, co się wydarzyło.

Nie boję się, że ktoś ją uświadomi - nikt o tym nie wie. Rodzinie powiedziałam, że to była jakaś jednorazowa akcja na imprezie, nie bardzo znam ojca, a i on się nie poczuwa do odpowiedzialności. Nie chciałam mówić prawdy, tego, żeby ktoś mi współczuł, w ogóle wiedział o całej sytuacji. Wolę, żeby rodzina uważała mnie za trzpiotkę i lekkoducha niż znała prawdę. Oni nie drążyli tematu, pewnie tez dlatego, że w momencie zajścia w ciążę byłam już na własnym utrzymaniu i moja córka nigdy nie zaznała finansowej biedy.

Bardzo wstydzę się tego co się wydarzyło. Jest mi z tym trudno. Ale najbardziej szkoda mi mojej córki, to ona w tym wszystkim jest największą ofiarą. Boję się, że gdy kiedyś się dowie, powie, że wolałaby nie żyć. Zapyta: dlaczego nie wzięłaś tabletki po. Dlaczego byłaś taka nieodpowiedzialna. Dlaczego kiedyś postawiłam na swój egoizm i jakieś dziwne poczucie, że muszę ją urodzić, bo po tabletce po lub aborcji już w ogóle się nie pozbieram.

#DB4Cg

Któregoś razu wróciłam z miasta, w którym studiuję na weekend do domu. Przy okazji odwiedziłyśmy z mamą dziadków. Byłam wtedy od jakichś 2-3 miesięcy ze swoim obecnym chłopakiem, ale nie było okazji się tym pochwalić. Sama też nie chciałam zacząć o tym odpowiadać, bo to była świeża sprawa, ale babcia zapytała:

- No a jak tam twoje sprawy sercowe ?

Nie trzymałam więc tego na siłę w tajemnicy. Jednakże chłopak jest ode mnie kilka lat starszy, więc gdy miałam opowiedzieć o nim babci, spodziewałam się lekkiej dezaprobaty, szczególnie że moi dziadkowie, jak i rodzice, są równolatkami. Babcia podała nam serniczek, nalała soku z porzeczki, a ja opowiadałam. Po skończonej historii mnie i mamę najpierw na sekundę zatkało, a potem roześmiałyśmy się do łez, gdy babcia skomentowała wiek mojego wybranka słowami:
- No. I dobrze, że starszy. Przynajmniej nie zarucha cię na śmierć.

#5aFIL

Historia wydarzyła się, gdy po raz pierwszy zostałem zaproszony na obiad przez rodziców mojej dziewczyny (na potrzeby tego wyznania, dajmy na to Madzi).

Słoneczne, sobotnie popołudnie, smaczne jedzenie i sielankowa atmosfera przy stole - krótko mówiąc wszystko zgodnie z planem.

Jak to przy większości tego typu spotkań, rodzice mojej lubej zapytali mnie o plany na przyszłość. Jako że byłem jeszcze dość młody i nie zastanawiałem się do tej pory nad poważnym zawodem, w mojej głowie zrodził się pomysł działalności vlogerskiej.

Oczywiście miało to być tylko hobbistyczne zajęcie, a nie główne źródło dochodów, ale jako że nie miałem innej odpowiedzi na pytanie o moje plany, wypaliłem z pełną powagą: "Marzę o założeniu działalności na portalu RedTube. Mógłbym w to wciągnąć Madzię, z jej zdolnościami stworzylibyśmy świetny duet".

W tej chwili atmosfera zmieniła się o 180°. Rodzice Madzi spytali z zażenowaniem, czy to jakiś nieśmieszny żart i nawet moja ukochana kazała mi natychmiast odwołać to co powiedziałem. Trochę zdezorientowany zacząłem się tłumaczyć, że przecież każdy może mieć swoje marzenia, tym bardziej że przecież to połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Nie poprawiło to mojej sytuacji i w krótkim czasie gospodarze oznajmili, że nie będą dłużej gościć w domu takiego degenerata. Próbując chwytać się ostatniej deski ratunku zaproponowałem, że zaprezentuję co potrafię przed kamerą.

W tej chwili ojciec Madzi stracił cierpliwość i wykrzyczał: "Żadnej pornografii u mnie w domu, wynoś się albo sam ci pokażę, co potrafię!"

Dopiero w tym momencie dotarło do mnie moje fatalne przejęzyczenie, lecz było już za późno na wyjaśnienia.

Madzia ze mną zerwała, a ja nigdy nie założyłem mojego wymarzonego kanału na YouTube.
Dodaj anonimowe wyznanie