Czasem z moim chłopakiem robimy sobie różne świńskie żarty. Generalnie zabawa ta polega na nieznacznym, acz stopniowym przekraczaniu granic ogólnie pojętej przyzwoitości. Chwilami wkręty, które są uskuteczniane, mogłyby być uznane za chamskie i ktoś na naszym miejscu mógłby poczuć się poważnie obrażony. No, ale cóż – nam to sprawia radochę.
Wczoraj na przykład ukochany ukradkiem nagrał moje jęki podczas uniesień, a następnie ustawił je jako dzwonek w mojej komórce.
Przekonałam się o tym dzisiaj, kiedy zadzwonił do mnie podczas ważnego zebrania w mojej pracy...
Historia o mojej kochanej mamusi.
Moja mama jest już w podeszłym wieku i ostatnio zaczęła się trochę zapominać. Postanowiliśmy, że nikt oprócz mnie i taty nie będzie o tym wiedział. Ale długo to nie trwało.
Pewnego pięknego dnia poszliśmy do kościoła. Wszystko ładnie pięknie, nic się nie dzieje. Ksiądz jest w połowie kazania i w tym właśnie momencie moja mama zaczyna śpiewać "O Panie nasz".
Wszyscy na nią patrzą, ale że mama nie kończy śpiewu, to reszta kontynuuje razem z nią.
Po chwili mamie przypomina się tok mszy i pyta mnie:
- A oni to zwariowali? Żeby tak księdzu przeszkadzać? Nie do pomyślenia.
Od zawsze mam bardzo delikatne ciało, co jest plusem i minusem.
O delikatnej skórze będzie dzisiaj. Mimo tego, że jestem delikatna, lubię mocny, czasami ostry seks i klapsy.
Ostatnio byłam z lubym i znajomymi nad morzem, wiadomo przyjemny klimat, odpoczynek itp. Wieczorem ja z facetem już w łóżku w wiadomym celu. Klapsów co niemiara itp.
Rano wstajemy, a ja posiadam pięknego siniaka w kształcie ręki. Cóż, nie należę do osób wstydliwych, więc mówi się trudno, żyje się dalej, nie rusza mnie wzrok zdegustowanych kobiet i dziwny facetów. Szykujemy się na plażę.
Siedzę na plaży, opalam się, czytam książkę, facet w wodzie, znajomi gdzieś tam krążą.
Leżę na brzuchu, relaksuję się. Po chwili podchodzi do mnie chłopiec plus minus 10 lat.
Tekst mnie zabił:
- A pani co spsociła?
- Słucham?!
- No ma pani siniaka po karze. Ja takie miałem jak tata był zły, ale już nie mieszka z nami. Pomóc pani uciec?
Mnie zamurowało, kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam, że nic mi złego się nie stało, że to tylko wygłupy i przypadek, tak że może spać spokojnie. Gdy trzy razy się jeszcze spytał, czy na pewno się nie boję mojego ''przyjaciela'' (jak to określił), usiadł ze mną na kocu i opowiedział jak miał tatę kata, ale z mamą uciekł i teraz są szczęśliwi, że przyjechali nad morze pierwszy raz w jego życiu, bo mama dostała ''pieniążki z 500+'' (opowiedział mi o co chodzi z 500+, znał nawet zasady przyznawania i to szczegółowo, jakie dokumenty trzeba załatwić itp., mówił wszystko poprawnie, wiem, bo jestem księgową i musiałam się z tym zapoznać). Był strasznie inteligentny, w życiu nie spodziewałabym się takiej wiedzy po 10-latku. Pogadaliśmy, poczęstowałam go żelkami, ucieszył się, bo też takie lubi i poszedł.
Patrzyłam jak idzie i myślałam jakim zwyrodnialcem trzeba być, żeby takiemu złotemu dziecku krzywdę zrobić.
Będąc w liceum, miałem nauczyciela od chemii, który był wyjątkowo wyluzowany. Pamiętam, że na początku jednej z lekcji, kolega, niby żartem, zapytał naszego belfra, czy ten ogląda może „Breaking Bad”. Nauczycielowi zaświeciły się oczy, uśmiechnął się, a następnie zamknął książkę, z której pomocą miał zamiar prowadzić lekcję, a następnie przez resztę zajęć opowiadał nam krok po kroku, jak wygląda produkcja metamfetaminy, odwołując się do konkretnych scen z serialu. Facet tak się wczuł, że nawet porozpisywał na tablicy wzory chemiczne i w zasadzie przedstawił nam gotowy przepis na wytworzenie narkotyku o potężnej wartości rynkowej. Może niezbyt to rozsądne uczyć dzieciaki o takich rzeczach, ale jakże to było dla nas fascynujące! Monologu naszego wykładowcy nikt nie ważył się zakłócać. Nawet dzwonek na przerwę nie ruszył nikogo z ławki!
Po ukończeniu technikum urwał mi się kontakt z paroma znajomymi, z którymi wtedy naprawdę dobrze trzymałem. Jedną z takich osób był M. Pochodził z ubogiej rodziny, ale jako człowiek był w porządku, szanował ludzi, był miły, często więc przebywałem w jego towarzystwie. Stał się mi jak przyjaciel. Przechodząc więc do sedna tej historii...
Otóż dostałem ostatnio przeniesienie z pracy do innego miasta, gdzie właśnie przypadkiem spotkałem M. Zaczęliśmy rozmawiać i tak od słowa do słowa dowiedziałem się, że ma żonę i dziecko ma utrzymaniu, ale zanim zapytał mnie jak mi się życie ułożyło wspomniał, że dorabia jako diler, by móc utrzymać rodzinę. Powiedział mi o tym ot tak - po prostu cały czas ma do mnie zaufanie.
No cóż... Pracuję w policji... W wydziale antynarkotykowym.
Gdy byłam w ciąży okazało się, że nie mam prawa być biologiczną córką mojego ojca. Zupełna niezgodność grup krwi.
Od trzech lat drętwieję na żart "chyba nie jesteś moją córką".
Tak, tato, nie jestem.
Kiedy miałam jakieś 11-12 lat, obejrzałam jakiś horror i w nocy tak bałam się chodzić do toalety, że sikałam na ręcznik i codziennie go wymieniałam...
Ostatnio byłam świadkiem bardzo ciekawej sytuacji w jednym ze sklepów. Mieszkam blisko sklepu, więc często w nim bywam robiąc codzienne zakupy i widziałam wiele sytuacji, ale ta po prostu powaliła mnie na kolana.
Stałam sobie przy jednej z półek wybierając paluszki i orzechy. Obok mnie stała dziewczyna, dość młoda. W pewnej chwili zadzwonił do niej telefon tak głośno, że aż się wystraszyłam i wyrwałam z moich rozmyślań na dręczące mnie pytanie: paluszki słone czy nie? Ale do rzeczy.
Nie chciałam podsłuchiwać, co mówi ta dziewczyna, ale mówiła głośno i nie dało się jej po prostu nie słuchać. A jej rozmowę słyszałam mniej więcej tak: "Cześć, kotku... Mh... tak, tak... Słuchaj, mam pytanie, chcesz na obiad kurczaka z warzywami, pstrąga czy wołowinę? Kurczaka? Dobra, no pa, pa".
Naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczyna rozłączyła się i sięgnęła po kocią karmę, mówiąc przy tym "No to smacznego...".
Na pożegnanie uśmiechnęła się do mnie i powiedziała tylko, że chłopak był niegrzeczny i poszła.
Naprawdę nie wiem, co zrobił jej luby, ale musiał grubo przekroczyć granicę wytrzymałości tej dziewczyny. Takiej satysfakcji w oczach i złowieszczego uśmiechu jeszcze nie widziałam ;)
Jak miałam 18 lat, to poszłam do salonu tatuażu i poprosiłam o dziarę z kodem kreskowym na wewnętrznej stronie przedramienia, bo uznałam, że to takie cool, futurystyczne i w ogóle. Teraz jestem na studiach zaocznych, a dorabiam sobie pracując na kasie w jednym z dużych supermarketów. Wczoraj coś mnie podkusiło i postanowiłam, za pomocą czytnika, zeskanować mój tatuaż. Okazuje się, że jestem kurzym rosołem za 1,49 zł od Vifona.
Moja przygoda z "ciocią z Ameryki" rozpoczęła się bardzo wcześnie, gdyż w wieku 9 lat. Dostając okresu nie wiedziałam co to. Nie wiedziały też tego inne dziewczynki z klasy.
Dostałam go w szkole, podczas jednej z przerw. Zauważyły to moje przyjaciółki, które jednoznacznie stwierdziły, że umieram. Uwierzyłam też w to i ja. Koleżanki zaprowadziły mnie do łazienki, położyły na ziemi, a ja "ostatkiem sił" powiedziałam, żeby poinformowały moich rodziców o mojej śmierci. Koleżanki poszły zatem na lekcję. Kiedy wychowawczyni zapytała się gdzie jestem, jednogłośnie odpowiedziały, że umieram w łazience i mam wylew. Zdezorientowana nauczycielka pobiegła do łazienki, lecz w przypływie emocji straciła przytomność na korytarzu. Huk upadającego ciała usłyszała inna nauczycielka, która wybiegła z sali i od razu przystąpiła do reanimacji. Dopiero wtedy koleżanki powiedziały o moim stanie.
Nauczycielka przyszła do mnie i od razu stwierdziła jaka przypadłość mnie złapała. Nie wierzyłam w żadne słowo nauczycielki. Dopiero po 4-godzinnym tłumaczeniu mamy zrozumiałam, że nie umieram, a stałam się kobietą.
Dodaj anonimowe wyznanie