#NmDxC

Od kilku lat mieszkam i pracuję w Szwecji.

Ostatnio do sklepu, w którym jestem zatrudniona, przyszło dwóch chłopaków na oko w moim wieku. Jak się okazało - byli to Polacy. Przy kasie jeden mówi do drugiego: "O kur#a, takiej ładnej Szwedki jeszcze nie widziałem".

Natomiast ja nigdy nie widziałam większego buraka, jak wtedy, gdy odpowiedziałam: "Może to dlatego, że jestem Polką" :)

#TQBtE

Raz znajomy ksiądz opowiadał mi historię o starszej pani, która co tydzień dawała na mszę w "wiadomej sprawie". Kiedyś nie wytrzymał i pyta ją, co to za sprawa, bo tyle lat te msze zamawia, może trzeba jakoś jej pomóc, a może chora jest i on by dołączył z modlitwą? Pani najpierw nie chciała powiedzieć, aż w końcu wypaliła z mocą: "Za tę starą Jędruchową z końca ulicy daję, żeby zdechła wreszcie, jędza wredna!".

Ja lałam, a ksiądz mówił, że po słowach tej babki zawias życia złapał :D

#XHky8

Mój chłopak zginął 700 metrów od mojego domu. 

Nie, nie pokłóciliśmy się wcześniej, nie powiedziałam mu, że jestem w ciąży, zwyczajny, miły wieczór spędzony razem. Zginął, bo wymusił pierwszeństwo na niebezpiecznej krzyżówce. 

Jest to jedyna droga, żeby wyjechać z mojego domu, więc za każdym razem, gdy patrzyłam na drzewo bez kory, na którym zatrzymał się samochód mojego chłopaka, zanosiłam się panicznym płaczem.

Mój Tata codziennie odprowadzał mnie na przystanek, żebym mogła pojechać na studia, zwalniał się z pracy i szedł na nogach ponad kilometr, żeby mnie przeprowadzić przez zagajnik, miejsce spotkania menelów i częstych napaści. Zostawiał auto koło przystanku, szedł na nogach po mnie i tą samą drogą mnie odprowadzał, gdy chciałam wyjść na zakupy czy do koleżanki i potrzebowałam jego samochodu. 

Trwało to ponad rok, gdy udało mi się przełamać strach przed krzyżówką. 

Jestem niezmiernie wdzięczna mojemu Tacie, który poświęcał 2 godziny dziennie, żeby mnie odprowadzać, mimo że mógł zignorować mój strach i kazać się ogarnąć. 

Jednak dzisiejszego dnia znowu wybuchłam płaczem, tym razem ze wzruszenia. Mój Tata wydał oszczędności życia, żeby wykupić działki sąsiadów i poprowadzić od nas drogę do głównej ulicy, omijając nieszczęsna krzyżówkę. W tajemnicy przed wszystkimi, przez dwa lata załatwił formalności, żebym już nigdy więcej nie musiała omijać miejsca śmierci mojej pierwszej miłości. 

Kocham mojego Tatę najbardziej na świecie i nie wiem czy kiedykolwiek zdążę mu się odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobił.

#UIkhi

Może jestem dziwna, ale nie ogarniam myślenia "nienawidzę ludzi, kocham zwierzęta". To jest rozumiem, że ktoś może mieć uraz do ludzi, nie każdy jest komunikatywny, ale znam osobiście ludzi, którzy prędzej gotowi są oddać życie za psa niż za dziecko. Oglądałam filmik, który mówił o tym, aby nie zostawać w aucie dzieci i zwierząt. Na filmiku było pokazane dziecko i pies. 90% komentarzy to było "OMG, a pieskowi nic nie jest?", "czy piesek żyje?" itp. Serio, ludzie? Mam wrażenie, że to idzie w złym kierunku, że panuje dziwny kult zwierząt, które stawia się coraz częściej nad ludźmi. Zwierzęta mają już więcej praw niż ludzie, dla mnie to chore. Sama lubię zwierzęta. Wychowałam się na wsi, gdzie zwierzęta traktowane były z szacunkiem, ponieważ pozwalały nam przeżyć. Ale szacunek a kult to zupełnie inne rzeczy. Powiem szczerze, że do wegetarian nic nie mam, ale weganie to już moim zdaniem dziwactwo. To jest psycho-weganie, którzy dostają wręcz kociokwiku widząc, jak ktoś je mięso, organizują protesty itp.
Myślę, że powinno kochać się zwierzęta i traktować z szacunkiem, ale stawianie świni czy chomika nad człowiekiem to moim zdaniem chora przesada.

#JRMIs

Po raz pierwszy widziałam mojego narzeczonego ze łzami w oczach w zeszłym tygodniu, po trzech latach związku.

Wzruszył się, ponieważ dzięki lepszym zarobkom mógł w końcu zakupić nowe aparaty słuchowe, dzięki którym nie ma problemów ze słyszeniem otoczenia.

Co z tego, że będziemy je spłacać przez kolejne 2 lata, ponieważ w porównaniu z ceną sprzętu dofinansowanie z NFZ jest kroplą w morzu? Za każdym razem, kiedy widzę jego uśmiech spowodowany tym, że nie musi prosić o powtórzenie tego, co się mówi, utwierdzam się w przekonaniu, że zdecydowanie jest to warte przełożenia wesela na późniejszy termin.

Może nie jest to anonimowe wyznanie, ale chciałam się tym podzielić.

#I8D2H

Najgłupsza historia w moim życiu.
Na któreś tam urodziny dostałam od koleżanki wibrujące jajko do stosowania domyślacie-się-jak. Wieczorem przystąpiłam do próbowania. Jajko miało taki sznureczek i oczywiście przy wyjmowaniu... sznureczek się urwał.
Jajko wibrowało jak szalone, bo nie miało żadnego pilota ani innych cudów i nie dało się tego w żaden sposób wyjąć. A próbowałam na wszelkie możliwe sposoby.
No cóż, rady nie ma, trzeba jechać do lekarza.
Pojechałam na dyżur, ja cała wymęczona, wibrująca, weszłam na odział pobrzękując jak dorodna mucha. Lekarz z trudem utrzymał powagę, kiedy wytłumaczyłam co i skąd trzeba wyjąć. No nic, przeszło.

Następnego dnia widziałam się z tą koleżanką, ale oczywiście sprawę przemilczałam. Tymczasem ona zaczęła opowiadać o swoim chłopaku, który studiuje medycynę. I zaczęła jakoś tak:
- Ej, ale nie uwierzysz, co się wczoraj działo, doktor opowiadał mojemu chłopakowi, że przyszła taka laska, która...
I tutaj oczywiście moja historia.

Podobno jestem legendą tego szpitala :( Gdzie się podziała tajemnica lekarska czy jak to się zwie?

#6xci1

Chyba każdy będąc w przedszkolu bawił się w dom/rodzinę. Ja także, ale w trochę inny sposób. Ja byłam matką, a koleżanka bobasem, zawsze się kryłyśmy, gdy przychodziła pora "karmienia".

No więc... ssała moje brodawki piersiowe udając, że wypływa z nich pokarm, a ze względu na to, iż jej się to spodobało, często wołała o "mleko".

Teraz jestem w liceum, a mijając ją na ulicy nadal nie umiem spojrzeć jej w oczy...

#g6K5d

Pracowałem kiedyś w call center w jednej z firm oferujących internet i telewizję. Obok miałem kolegę, który miał wyjątkowo ciężki przypadek interesanta, któremu ciągle coś nie pasowało - a to mu internet nie działał, a to coś tam.

Dla tych co nie wiedzą, każdy pracownik ma taki guzik, który umożliwia wyciszenie rozmowy od naszej strony. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Kolega: A czy próbował pan włączyć i wyłączyć router?
Interesant: Tak, i ciągle nie działa.
K: Proszę chwileczkę poczekać, zaraz sprawdzę, czy to coś od naszej strony (w tym momencie wcisnął przycisk wyciszenia) NOŻ KU*WA MAĆ!!!
Interesant: Co to było?!?!
K: Pan też to słyszał?!

Otóż okazało się, że nie wcisnął wyciszenia. A jednak kolega z zimną krwią odpowiedział tak szybko i z takim zdziwieniem w głosie, że klient naprawdę uwierzył. Dotąd mnie to bawi, chociaż tekst pisany i tak nie odda tamtej chwili :)

#aRDaM

Nikt z rodziny nie wie, że to ja w dużej mierze przyczyniłam się do tego, że brat z żoną mają nadzór z MOPS-u. Nie zrobiłam tego z zazdrości czy złośliwości.

Brat ożenił się dość późno jak na naszą rodzinną wieś (miał wtedy 33 lata), głównie  wynikało to z jego wygórowanych oczekiwań. Kiedy dowiedziałam się o planowanym ślubie, nawet się ucieszyłam. Kiedy jednak poznałam bratową, zaczęłam się martwić. Jola ma stwierdzone lekkie upośledzenie. Owszem, dom jakoś ogarnia, ale w innych kwestiach jest całkowicie bezradna. Teraz mają jedenastomiesięcznego synka, ale bratowej marzy się cała gromadka, rodzina to popiera, bo przecież dają 500+, a Caritas też pomoże. Kiedy wspomniałam, że to niekoniecznie dobry pomysł, brat na mnie naskoczył, że jak w mieście mieszkam i pracuję, w dodatku szkoły pokończyłam i "ukradłam" naszą siostrzenicę (po śmierci siostry sąd przyznał mi prawa do opieki), to mam się nie odzywać.

Brat z żoną mieszkają z naszymi rodzicami i bratem z zespołem Downa, na szczęście Wiesio nie jest agresywny, po prostu opieka nad nim jest absorbująca i męcząca (problemy z mową, korzystanie z pampersów). Nasza matka prawdopodobnie też ma pewien stopień upośledzenia. Pewna nie jestem, bo nikt tego nie badał.
Nasz rodzinny dom jest w nie najlepszym stanie, nie licząc byle jakiego pomalowania pokoi nie pamiętam żadnego remontu.
Ojciec i brat wprawdzie pracują, ale są tak nauczeni, że w domu nie kiwną palcem. Do tego stopnia, że nie nałożą sobie sami jedzenia na talerz, o zrobieniu prostej kanapki czy herbaty nie wspominając. Poza tym brat codziennie po pracy popija.

Dla dobra bratanka ich zgłosiłam i nie żałuję. Ku złości brata asystentka rodziny jest kompetentna i widać, że naprawdę jej zależy. Janek kilka razy chciał, żebym poszła z nim do MOPS-u i kazała się odczepić.

Mam nadzieję, że się jakoś ogarną, bo inaczej mały trafi do rodziny zastępczej. Proponowałam nawet, że dorzucę się do remontu, ale usłyszałam tylko, że przecież w domu wszystko jest, więc oni kombinować nie będą.
Przeraża mnie jednak to, że bratowa prawdopodobnie znowu jest w ciąży.

#vv2A3

Opowiem wam niesamowitą historię, która zmieniła tok myślenia pewnego człowieka, a to za sprawą mojego młodszego brata, który ma 7 lat.

Pan (nazwijmy go Mietek) mieszkał u nas na osiedlu. W tragicznym wypadku zginęła jego żona, co spowodowało, że facet załamał się psychicznie. Popadł w alkoholizm, przestał dbać o siebie i nie tylko. Jedyne co trzymało go przy życiu to jego jedyny syn, który mieszkał niedaleko w większym mieście i opłacał mieszkanie swojego ojca oraz dawał mu pieniądze na przeżycie. Niestety większość z tych pieniędzy szła na alkohol.
 
Teraz przejdźmy do sedna. Mój młodszy brat często bawił się na placu zabaw i gdy wracał cały brudny do domu, często robił awantury, że nie chce się myć, tylko chce iść prosto do spania, bo jest zmęczony. Więc wymyśliłem, że postaram się wpłynąć na jego upartą główkę, pokazując mu jak wyglądają ludzie, którzy o siebie nie dbają. Nie osądzajcie mnie źle, ale przykład nasunął się sam. Ów pan Mietek był bardzo zaniedbany, zarośnięty i oczywiście się nie mył zbyt często.

Gdy pokazałem bratu owego pana, który siedzi na schodkach pod sklepem (typowy sklep osiedlowy), zrobił on coś, co mnie zdziwiło. Podszedł i powiedział panu Mietkowi, że w przyszłości chce zostać taki jak on. Załamałem się, wziąłem młodego prosto do domu. Uznałem, że lekcja, którą chciałem przeprowadzić się nie udała.

Od nieudanej lekcji minęły 4 miesiące. Do naszych drzwi ktoś puka. Mama otwiera je i do domu wchodzi nie kto inny jak pan Mietek. Czysty, ogolony, porządnie ubrany. Mama zrobiła kawę, okazało się, że ma on prezent dla mojego brata (był to samochodzik na pilota). Okazało się, że te słowa mojego brata wypowiedziane kiedyś tak do niego trafiły, że nie mógł on znieść swojego położenia i postanowił zmienić swoje życie. Opowiedział nam co się z nim stało jak stracił pracę (z zawodu był architektem). Znalazł nową pracę, zaczął dbać o siebie. Zrobił to dla swojej zmarłej żony, syna i by być przykładem dla mojego brata. Człowiek stał się nie do poznania, szczęśliwy, żyjący pełnią życia.
Aktualnie pracuje on w swoim zawodzie, często nas odwiedza. Wolny czas spędza z synem, a co więcej, jego syn niebawem będzie się żenił.

I tak lekcją, którą chciałem dać bratu o higienie osobistej sprawiliśmy, że człowiek uwierzył w siebie i zaczął żyć na nowo.
Dodaj anonimowe wyznanie