#sugB3
W domu rodzinnym było tak standardowo po polsku, chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, do kościoła w większe święta, a poza tym bardzo rzadko. Sprawy związane z wiarą nigdy nie były podczas rozmów poruszane. Za to na studiach wkręciłem się w duszpasterstwo akademickie.
Namówili mnie znajomi, których bardzo ceniłem. Początkowo chodziłem dla nich, żeby wejść do ich "paczki", ale potem zaskoczyło i zacząłem chodzić sam z siebie. Nie chcę używać górnolotnego określenia "nawrócenie", nie czuję się nawrócony (o tym może później), bardziej określiłbym to jako fascynację wiarą. Były spotkania biblijne, wieczory modlitewne, rekolekcje, a w wakacje wyjazdy w góry, pielgrzymka akademicka na Jasną Górę itp.
Oprócz tego robiliśmy też trochę roboty charytatywnej: dawaliśmy darmowe korki dzieciakom, a w wakacje pomagaliśmy organizować dla nich kolonie. Tam poznałem swoją przyszłą małżonkę: oboje byliśmy opiekunami w tej samej grupie kolonijnej. Teraz studia mamy dawno za sobą, jesteśmy 7 lat po ślubie i mamy trójkę dzieci. Nadal jesteśmy wierzący i staramy się żyć w zgodzie z nauką Kościoła, ale siłą rzeczy nasza aktywność wokółkościelna została zredukowana. Czasem mi tego brakuje.
Ale po co ja to wszystko... Na jesieni małżonka oświadczyła, że chce uczęszczać na spotkania jednej z grup w naszej parafii. Jedno spotkanie na tydzień, w dzień powszedni o 19, 1,5 do 2 godzin.
Oczywiście zgodziłem się, nawet ucieszyłem się, że będzie miała jakąś odskocznię od ciągłego zajmowania się dziećmi. To jedna z niewielu aktywności dostępnych podczas tego idiotycznego lockdownu. Żonka zaczęła chodzić. Trochę dziwiło mnie, że wychodzi na spotkania wystrojona jak na bal, ale tłumaczyła, że chce poczuć się kobieco i pokazać wszystkim koleżankom, jak schudła po ciąży. No cóż, cieszyłem się, że mam piękną żonę.
Kilka tygodni temu żona wróciła ze spotkania ze smutną miną i powiedziała, że musi mi coś wyznać. Otóż... zakochała się w księdzu! Właśnie tym, który prowadzi spotkania grupy. Do niczego między nimi nie doszło i on nawet o niczym nie wie, wszystko dzieje się po jej stronie (jakby to miało mnie pocieszać!).
Ona oczywiście nigdy mnie nie zostawi, ale głupio się z tym czuje i musiała mi powiedzieć. Ja widząc jej skruchę, powiedziałem, że jej wybaczam i zaproponowałem, żebyśmy po prostu o tym wszystkim zapomnieli.
Niestety, sprawa nie skończyła się tak dobrze. Żona nie przestała chodzić na spotkania. Często robi aluzje i dowcipkuje z całej tej sytuacji. W zakładkach jej przeglądarki znalazłem "modlitwę kobiety zakochanej w księdzu". Kupiła całą stertę książek o księżach, którzy porzucili sutanny i czyta je przy mnie. Boże, jak mnie to wkurwia!
Znajdź sobie zakonnice w której sie zakochasz. Albo mozesz się zakochac też w tym samym ksiedzu, w końcu mamy nowoczesne czasy. Moze jakis trójkacik wam wyjdzie.
Łał, Hvafaen, znowu błysnęłaś jak chrząstka w salcesonie...
ten pomysł z księdzem jest dobry. Małżonkę by szlag trafił jakby się dowiedziała, że tata jej dzieci też jest gotowy na "rozgrzeszenie":))
Nie ma co się oburzać na pomysły boruty z racji samego nicku. Akurat gdyby gość zaczął udawać zainteresowanie kimś innym, to byłby to jakiś sposób. Dość dziecinny, ale to tak samo jak zachowanie żony.
@Hvafaen Ludzie tu sa naprawde pozbawieni humoru i dystansu do siebie, sztywna jesteś jakbys połkneła widły którymi twój dziad na Wołyniu nadziewał ludzi.
Zabawne jak piewcy LPGRTVAGD chca komus dopiec wmawiajac mu bebalstwo, jakby to było cos ponizajacego. LOL.
sklaniam sie ku temu ze kociambe to nowy badar, oni sobie pryzklaskiwali
@Hvafaen Przynowsisz wstyd Ukraińskiemu narodowi, tam takich głupoli az nie ma. Możźe chucułem jesteś?
Kocham innego ale nie martw się, nie zostawię cię :*
Kwintesencja większości mega katolickich małżeństw.
Soczewica, oczywiście masz na to twierdzenie jakieś statystyki, prawda? I nie są prowadzone przez Instytut „bo ja kiedyś słyszałam”
To jest tak bardzo absurdalne, ze jedyne co mi przychodzi do głowy, że ona chce wywołać w Tobie zazdrość, dlatego czyta te książki przy Tobie i o tym zartuje. To dziecinne. Musicie pogadać (magiczna rada z anonimowych xd). Musisz jej powiedzieć że jeśli dalej zależy jej na tym małżeństwie ma po prostu tam nie chodzić. Woz albo przewóz, to jest zdrada emocjonalna.
Nie rozumiem ani zachowania żony, ani marazmu autora (po przebaczeniu już i tolerowaniu dalej tego, co wybaczył). Ludzie na jakimś poziomie przecież, studia, rodzina, wartości religijne... a problem wręcz jak z jakiegoś taniego filmu, gdzie nie wiadomo co dla akcji wymyślić.
Wytłumacz jej, że jest już za stara na to by być w związku z księdzem i nie o pedofilię mi tym razem chodzi - studia, troje dzieci, 7 lat po ślubie - pewnie już po trzydziestce. Jak księdzu nie przeszkadzają śluby, a jest przystojny, to będzie głuszył młódki z Oazy lub nauczania akademickiego. Nie zdejmie sutanny (pozbawi się dochodu) by związać się z matką trojga dzieci. By się z nią związać musiał by nie tylko odejść ze stanu kapłańskiego, ale również od wiary - ślub z rozwódką jest zakazany (zakaz współżycia = cudzołóstwo).
Swoją drogą jak tłumaczy, to że siedzi z jakimś facetem (tobą) i co jakiś czas mu daje, a kocha innego. Jest z Tobą dla kasy? Poszukaj kiedy jelenie mają rykowisko, bo pewnie do tego czasu to już ci rogi wyrosną (z braku laku to i Twoja żona księdzu się nada).
i to jest to. Po prostu księdzu się nie opłaci a oazówki czy pielgrzymówki same mu się pchają. To co tam będzie siępchał w rozbijanie związku. Same tylko problemy potem.
Rozbijanie związku? Boże broń... Często celują w mężatki bo to i plotek mniej i mniejsza szansa że kobieta z dziećmi będzie od nich jakiegoś trwałego związku oczekiwać...
Daj potem znać czy się rozwiedliscie.
księżulo im załatwi rozwód kościelny:))
Kotku, nie da się załatwić czegoś, co nie istnieje ;)
W przypadku kościoła katolickiego nazywa się to unieważnieniem małżeństwa. Z tego co się orientuje to kościół nie jet zbyt chętny, żeby takie unieważnienia "rozdawać".
Kiedyś nie był. Teraz wystarczy, że potrząśniesz sakiewką.
to postaw jej granice, chodzicie tam razem albo zadne z was
wywala te ksiazki
itp.
Wkurzylabym się gdyby ktos wyrzucił moje książki, bo mu się nie podobają
a ja bym sie wkurzyla, jakby mi partner ostentacyjnie czytal w mojej obecnosci ksiazki na temat, ktory sprawia mi bezposrednia przykrosc
Tak to jest denerwujące, nie wątpę, ale do rozwiązywania takich problemów są rozmowy, a nie niszczenie czyiś rzeczy.
czyiCHś kurcze, jak wyscie mature zdali tak piszac?
ksiazki mozna oddac np. do biblioteki i innych instytucji (kiedys przepakowywalam na wolontariacie ksiazki do szpitali), niekoniecznie od razu do kosza
ale nalezaloby je usunac lub zasugerowac jej, ze maz tez ma uczucia, ktore dobrze byloby szanowac
To niech zacznie on czytać playboja komplementując młode i jędrne ciała modelek.
A gdy zacznie czytać artykuły typu "Jak poderwać młodszą koleżankę żony", może kobieta zrozumie, że ostentacyjne epatowanie chęcią zdrady może czynić komuś ból.
Hohohohohoho to będzie małzonka berło księdzu obrabiać. To ciekawe swoją drogą ile takich zakompleksionych przemodlonych chętnych biedulek trafia na takie spotkania z księdzem:)) Jak małżonka autora robi takie żart, aluzje, czyta w żartach takie artykuły to znaczy, że księżulo już w niej był. Prawdopodobnie wmówił idiotce , że szybciej do nieba trafi albo użył argumentu że "w dupe to nie zdrada". No to autorze szykuje się na kolejne spotkania, tym razem dotyczące rozwodu. Jest co prawda ryzyko, że puści się z prawnikiem albo prawniczką ale ciebie to już nie powinno obchodzić.:)))) Gratuluje odnalezienia wiary w czasie gdy ksiądz odnalazł drogę do majtek twojej żony nieszczęsny przemodlony idioto.
ale tak na poważnie aby nie pognębić całkiem autora to może warto porozmawiać na osobnści z księdzem, I z małżonką.
no i uważaj na wszelkie wyjazdy ponad 200 km. :))) bo wiesz jak mówią.
Jeśli to nie jest zdrada, to cóż nią jest?
Odpowiedź jest zawarta w takiej jednej scence w filmie "Nic śmiesznego".
Z księdzem to nie grzech
Pewnie, da rozgrzeszenie, ale to po każdym zgrzeszeniu trzeba nowe i ten warunek poprawy....może warto się o jakąś dyspensę u biskupa wystarać?