#DTt5R

Dzisiejsi uczniowie narzekają na nauczanie zdalne.
To ja się spytam: czy was popieprzyło?!

Oddałbym wszystko, żebym miał możliwość nauki zdalnej.
- Nie musiałbym się martwić, czy zdążę na autobus do szkoły.
- Nie miałbym dylematów, czy wejść do klasy w trakcie lekcji, czy poczekać do dzwonka, bo trochę głupio.
- Ominąłby mnie ten wstyd, bo wyskoczył mi pryszcz. HE, HE, tak bardzo śmieszne, rówieśnicy, dojrzewałem i niezależnie od mojej woli miałem trądzik na twarzy.
(Wiem, że w niektórych klasach uczniowie muszą mieć włączone kamerki, ale po pierwsze na kamerce komputerowej gorzej widać, a po drugie przy nauczycielu nikt cię nie wyśmieje)
- Ominąłby mnie ten wstyd na WF-ie, że nie dałem rady odbić piłki podczas gry w siatkówkę i nasza drużyna przegrała. Może dla niektórych to abstrakcja, ale moja klasa w podstawówce, gimnazjum i liceum traktowała mecz podczas WF-u jak co najmniej mistrzostwa świata i miała do mnie pretensje, bo nie byłem alfą i omegą w każdej dyscyplinie.
- Odszedłby stres, bo pani od plastyki wymyśliła sobie, że musimy zrobić i przynieść makietę. To wcale nie tak, że przy rozbieganym tłumie uczniów ciężko tego dopilnować, a plastyka oczywiście na 7 lekcji.
- Ominęłoby mnie to wyśmiewanie i obrażanie, bo według niektórych byłem za chudy. Przepraszam, że nie kontrolowałem swojego trawienia i niezależnie od mojej woli nie mogłem przytyć.
- W gimnazjum zmuszanie przez wychowawczynię do zagrania roli mówionej w jasełkach, albo innym przedstawieniu, bo inaczej dostanę naganę i jedynkę z jej przedmiotu. Dziękuję, że przez panią już w gimnazjum byłem zmuszony brać silne leki uspokajające.
- Te krzyki, albo wyśmiewanie przez nauczycieli, za każdym razem, gdy miałem czelność odezwać się do kolegi z ławki.
- Jedynki za brak zeszytu lub podręcznika. Hitem było, że w 1 liceum, gdzie i tak nosiliśmy dużo podręczników, zeszytów itd. posypały się jedynki, bo połowa klasy na język polski nie wzięła BIBLII. Tak, tej 4-kilowej świętej księgi.

W szkole były też dobre momenty, ale jednak te przykre najbardziej wbijają się w pamięć. Może gdybym i ja miał okazję uczestniczyć w zdalnych zajęciach, to trochę przyjemniej przebrnąłbym przez okres edukacji.

Pewnie większość z was powie, że szkoła to również kontakt z rówieśnikami. No to tak, 4 moich najlepszych przyjaciół poznałem na osiedlu, a dwójkę przez znajomych rodziców, reszta znajomych poznana na różnych wydarzeniach. Z nikim z nich nie chodziłem do szkoły. Więc uwierzcie, że znajomości można sobie znaleźć poza szkołą, ale nie tak łatwo wyleczyć zniszczoną psychikę, więc kontakt z rówieśnikami nie jest tego wart.
metalingus Odpowiedz

Wogóle co to jest za wyznanie? Człowieka, który żali się, że miał chvjową szkołę, więc jak inni mogą ją lubić? XD! Tego podejścia nawet się nie da skomentować. Dawno nie widziałam takiego bełkotu.

agathe

Dokładnie, ja tam lubiłam szkołę i bardzo się cieszę, że mogłam ją normalnie skończyć. Nawet teraz na studiach ledwo wytrzymuję to siedzenie w domu. Każdy ma inne preferencje, co z tego, że autor nie lubił szkoły. Są tysiące uczniów, którym nauczanie zdalne zniszczy zdrowie psychiczne.

Sciezka Odpowiedz

Po tysiąckroć tak, też mnie to rozbraja. O nieee, musze sie uczyć we własnym pokoju, leżąc na brzuchu, na plecach, siedząc, tańcząc, dłubiąc w nosie, o rety, jeszcze herbate moge sobie wypić i ciacha chrupać, jednym okiem zerkać na Netflixa? Zabijcie mnie, umrę.

metalingus

Ale ty wiesz, że uczenie się w domu to tak jak praca w domu? Musisz być zdyscyplinowany, skupiony i konsekwentny. Dla niektórych codzienna podróż to rutyna, pozwala uporządkować dzień, zmusić cię do organizacji. Jest pełno młodych ludzi, którzy z natury nie spotykają się z rówieśnikami, teraz bez szkoły ta samoizolacja się pogarsza. Już nie wspominając o tych wszystkich od z problemami natury psychicznej zaczynając, na tych z rodzicami alkoholikami kończąc.
Czy wy naprawde myśliście, że każdy żyje jak w bajce? Otóż, ja już bym wolała pracować, niż codziennie użerać się z nauczycielami i stresować się byle gównem. I tak wiem co mówie, bo w pracy było mi lepiej niż w tej zdalnej utopii.
Kolejny przykład, że problemy dzieciaków są sprowadzane do kategorii "gówno warte", bo jest garstka osób, która faktycznie narzeka mimo, że nie ma na co. Ale mnóstwo uczniów ma już dosyć i fajnie by było jakby ktoś zrozumiał zamiast bezrefleksyjnie krytykować.

KlaraBarbara

Jako studentka dzieląca pokój z młodszą siostrą i z gównianym internetem raczej pragnę zauważyć, że nie każdy ma warunki by się tak cieszyć. Ale też mam fobię społeczną więc rozumiem radość

bazienka

a potem pyk, matura
i lezysz i kwiczysz
a potem studia i pierwszy egzamin na auli, bez telefonu
bez materialow
i panika, i imkrozawal

Sciezka

@metalingus, co można podciągnąć pod naturalne warunki do nauki, własną przestrzeń, przewietrzony pokój, wygodne meble, czy ciasną, śmierdzącą klasę z krzesełkiem jak dla karła? Wyznania, które widziałam tu na anonimowych opierały sie na argumentach "nie mamy kontaktu z klasą i plecy bolą i kondycja siadła". Sorry, ale to żadne argumenty. Rusz zad z fotela i zrób sobie parę skłonów. W klasie niby miałbyś taką możliwość? Stąd moja reakcja taka a nie inna, najgłośniej jojczą ci, którym nie wiadomo o co chodzi.

beskid

@Scieżka To że niektórzy mają jakąś urazę do ludzi, i nie potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem to nie jest norma, a raczej zboczenia spowodowane jakąś traumą/nieumiejętnością życia w społeczeństwie. Raczej przebywanie w towarzystwie swoich znajomych, kontakt z nauczycielem i przymus skupienia uwagi, co w wieku nastoletnim jest bardzo potrzebne, kiedy nie mamy jeszcze w sobie dużo dyscypliny, to BARDZO ważne rzeczy. Pomijam aktywność w dotarciu do szkoły i ze szkoły co mi zajmuje łącznie około godziny spaceru z przystanków i na przystanki, oraz 3 godziny wf-u tygodniowo gdzie można się fajnie pobawić i zadbać o to żeby te twoje ciacha chrupane przy netflixie się nie odłożyły

PepperPotts Odpowiedz

Ja naprawdę mam wrażenie, że ludzie nie są w stanie zrozumieć, że ich sposób postrzegania świata nie jest jedyny słuszny. Ty doświadczyłeś wyśmiewania przez rówieśników w szkole. Teraz cię zaskoczę, że jest ogrom dzieci i młodzieży, którzy w domu mają tysiąc razy gorzej niż w szkole, są przez rodziców non stop bici, poniżani, gnębieni. I przez obecną sytuację nie mają od tego ucieczki ani na chwilę. W dodatku zwróć uwagę na złe warunki do nauki, z którymi męczy się spora część- nie zawsze jest w domu wystarczająco miejsca, żeby każdy uczył się i pracował zdalnie w osobnym pokoju, czasami są małe dzieci, które po prostu przeszkadzają, głośno się bawią, potrzebują uwagi. Zamknięcie dużo gorzej działa na psychikę większości ludzi, co jest potwierdzone badaniami, a to, jak ty personalnie się z tym czujesz, naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Więc zamiast pytać, czy „ich popieprzyło”, polecam patrzeć nie tylko na czubek własnego nosa.

PaniPanda

Nikt nie mówi o powinności ucieczki, ale jeśli dzieciaki mają np. przemocową, alkoholowa sytuację w domu, to sorry, ale czasem szkoła właśnie staje się ucieczką sama z siebie. Myślę, że to o to chodzi, ja wiem z doświadczenia ;p Nie każdy rodzic tak zajebiście wypełnia swoje obowiązki. W technikum potrafi być 9 lekcji dziennie bez dodatkowych zajęć tak btw.

Exvivo

Miałam 9 lekcji w 1 dzień tygodnia w gimnazjum, tylko obowiązkowych, w technikum codziennie po 8, też obowiązkowych.

PepperPotts

Mówię o uciekaniu od toksycznych rodziców, gdzie dziecko może zmienić środowisko chociaż na te głupie 7 godzin dziennie. Gdzie jest cień szansy, że ktoś zauważy, że w domu dzieje się coś złego. Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, ile w kraju mamy takich dzieci i jak bardzo one tego potrzebują. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy spędzaniem 7 godzin dziennie w ciepłym, zadaszonym pomieszczeniu a uciekaniem na tyle do lasu? Zwłaszcza biorąc pod uwagę mrozy w tym roku. -20 stopni, zaspy śniegu, a dziecko ucieknie do lasu i nie będzie wracać przez kilka godzin. No chyba nie. A szkoła twoim zdaniem nie może być i do tego, i do tego? Zapewniam cię, że świat naprawdę nie jest czarno-biały. To, że w „w dupie masz” jakie kto ma warunki, to kwestia wyłącznie twojego sumienia i empatii, nie moja sprawa. Natomiast przeraża mnie jedno. „Zamiast podejmować działania mające zaniechać przemocy domowej, ty mówisz, że dzieci powinny uciekać?” Jakich działań przeciwko przemocy w domach ty się podejmujesz? Pytam zupełnie serio. Bo nie wiem czy zauważyłeś/aś, że państwo ma to głęboko w dupie, a pojedyncze osoby czy fundacje nie są w stanie działać na taką skalę. Więc tak, dzieci MUSZĄ mieć możliwość ucieczki, bo inaczej są skazani tylko na przemoc w domu.

KlaraBarbara

Mieta, trochę z dupy zakładasz kto komu dokuczał na podstawie togo, że nie zgadza się z Twoją wersją rzeczywistości

Anonimolina

@Mieta, jak ktoś cieszy się, że miał możliwość choć przez 7h dziennie wyrwać się z piekła w domu, to od razu oznacza, że w szkole znęcał się nad innymi dziećmi? Czyś ty na głowę upadł?

KlaraBarbara

Mieta, zgadnij kto jeszcze umniejsza problemy innych? Podpowiem, jesteś to Ty

Anonimolina

O ironio, to jest właśnie to co robisz.

Hamlet

Powiedzmy, że szkoła nie jest od przetrzymywania dzieci, ale najczęściej (przynajmniej moja) oferuje jakieś zajęcia dodatkowe. Nie pochodzę z rodziny patologicznej, ale trudnej, i ta "ucieczka" z domu była mi bardzo potrzebna. Koniec końców przesiadywanie na kilku zajęciach pozalekcyjnych, pomogło mi na wielu płaszczyznach i pozytywne skutki odczuwam do dzisiaj. Z drugiej strony też czuję się niezręcznie przy obcych, ale bardziej chyba krępuje mnie rozmawianie przez kamerę, nie poznawszy tych ludzi wcześniej w prawdziwym życiu. Wszystko ma plusy i minusy. Cudownie, że nie muszę zimą biec na uczelnię z mokrymi włosami, ale dzielę z kimś małą kawalerkę i magisterka się po prostu nie pisze. Czekam od miesięcy, żeby wypieprzyć na kampus/do biblioteki i wreszcie się odizolować, paradoksalnie w tłumie.

KlaraBarbara

"W dupie mam to jakie kto ma warunki, obowiązkiem rodzica jest zapewnienie odpowiednich warunków mieszkaniowych i sprzętu do nauki. Dobro jednego nie może dziać się kosztem innych." - muszę Cię oświecić, że to nie chroni dzieci przed patologią, ponad to uważasz, że dobro tych dzieci jest mniej ważne niż dzieci którym dokuczają, co świadczy o tym, że umniejszasz ich problem. Ponad to umniejszasz potrzeby ekstrawertyków, którzy potrzebują się spotykać z ludźmi, bo jakiejś grupie dzieci dokuczają co łatwo można odbić argumentem, że dla innych piekło jest nie w szkole a w domu. Wszyscy mamy przesrane, nie musimy się bawić w wyliczanki kto ma gorzej, ale nie możemy udawać, że problem innych nie istnieje jak Ty to robisz.

BabaJaga2 Odpowiedz

Myślę, że każdy kij ma dwa końce. Ja bym sto razy wolała pojechać na uczelnię, siąść w ławce i posłuchać prowadzącego. Uczniowie mają, tak myślę, problemy ze skupieniem się podczas lekcji, zatarła im się granica między miejscem pracy a miejscem odpoczynku. To co do tej pory bylo azylem odpoczynku nagle stało się miejscem pracy. Niby to takie fajne, że jednym okiem patrzę na lekcje a drugim mogę oglądać Netflixa. Tylko czy to faktycznie jest nauka? W szkole za to byłby zmuszony, niejako, żeby minimum uwagi zwrócić na lekcje. Wyjście z domu na przystanek itd samo w sobie jest dobre. Siedzenie non stop w domu nie jest na dłuższą metę dobre.
To przykre, że masz złe wspomnienia o szkole, ale pokaż mi kogokolwiek, kto skończył podstawówkę/gimnazjum i nie miałby żadnych złych wspomnień. Człowiek wtedy, nie oszukujmy się, jest głupawy :) i mam na myśli nie inteligencję a właśnie mądrość życiową :)

Chrapek

@BabaJaga2 każdy doświadczał złych rzeczy, ale u autora wyznania jest to tak napisane jakby chciał przekazać że u niego to nie był drugo czy trzecio planowy problem, w sensie jakby często doświadczał przykrości w szkole.

BabaJaga2

@Gumbal odnośnie Netflixa to odniosłam się do komentarza innego użytkownika. Ja tam wole gapić sie na przentacje prowadzącego. Nie założyłam też, że jeśli ktoś nie pójdzie na przystanek to nie ma ruchu - podałam to jako przykład w ogóle wyjścia z domu tak aby to właśnie dom był miejscem odpoczynku a nie ciągłej pracy. Dodatkowo to już jest jakaś forma ruchu, jakakolwiek. Głównie chodziło mi o to, że każdy patrzy na tą sprawę wg własnych przeżyć i ile ludzi tyle opinii.
Jeśli źle się wyraziłam to przepraszam :)

sostysiacawsi Odpowiedz

Kolejne wyznanie z cyklu "moja racja jest mojsza, niż twojsza".

Solange

Mieta, ogólnie zgadzam się z tobą (+ jeśli osoba, z którą się dyskutuje poda lepsze argumenty i przykłady to wypadałoby się zgodzić albo wycofać się z dyskusji. Ale są przypadki (jak ten z wyznania), gdzie to się nie sprawdza, bo swoją rację opiera się na własnych przeżyciach. Autor podał swoje argumenty, a ja mogę powiedzieć, że się nie zgadzam, bo brakuje mi codziennego widzenia się ze znajomymi ze studiów (niektórzy mieszkają bardzo daleko), zdalne zajęcia utrudniają prowadzenie części zajęć, w domu mam problemy ze skupieniem się (nie dlatego, że oglądam sobie serial, ale jest zbyt dużo rozpraszaczy wokół), domownicy czasem mi przeszkadzają w zajęciach itd*. I kto ma rację? Oboje, bo opieramy się na doświadczeniu. Jego racja nie ma zastosowania u mnie, a moja u niego. Więc nie widzę sensu takiego forsowania się w takich przypadkach, a proszę zauważyć, że sposób pisania autora wyraźnie sugeruje, że to nie jest wyrażenie opinii, że jemu tak akurat pasuje, ale innym może nie pasować i to akceptuje, a totalne wyrażenie niezrozumienia, że komuś może zdalne nauczenie nie odpowiadać.
*podałam tylko minusy sytuacji, bo tego wymagał mój przykład, na pewno są osoby, które zdalne nauczanie widzą tylko w ciemnych barwach, ale w rzeczywistości dostrzegam także plusy.

Foki3 Odpowiedz

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i udowadnianie na siłę w co drugim wyznaniu, że jest słabo/dobrze jest absolutnie bez sensu.

Przynajmniej Odpowiedz

Było sobie załatwić zwolnienie z WF-u. I nie, nie popieprzyło mnie. Po prostu zdalne nauczanie jest mniej skuteczne i często bardziej stresujące (TAK, to wcale nie jest taki luz).

KlaraBarbara

Zwolnienie z wf to trochę raczej nie fajna sprawa, trzeba faktycznie jakoś je organizować. Ale grzeczna prośba o odbijanie piłki na boku gdy reszta gra jest z mojego doświadczenia pozytywnie odbierana, nie siedzisz na dupie tylko faktycznie próbujesz się poprawić bez stresu, że ściągniesz na siebie nienawiść klasy.

chlef123 Odpowiedz

rozkminy, czy wchodzic do klasy, czy nie i bycie kiepskim w siatę - no faktycznie tragedia i trauma do końca życia...

Ebubu

@mietia
Zawsze znajdzie się coś w czym jesteś gorszy od innych - szkoła to dobry czas i miejsce by nauczyć sobie radzić z takimi rzeczami

Ebubu

@mietia
Aleś ty agresywny...
Ale właśnie udowodniłeś że w dorosłym życiu też są osoby które będą obrażać i wyzywać ludzi

Ebubu

"@Ebubu, co ty pieprzysz? " - no tak - zero agresji. Po co zaczynać wypowiedz np od nie zgadzam się z twoim zdaniem skoro można od razu rzucić co ty pieprzysz...

Po co mam się odnosić do jakichkolwiek twoich punktów? Zresztą odniosłem się - napisałem że dorośli też bywają obrażani, wyzywani i obgadywani.

Piszesz bzdury, zresztą nie pierwszy raz - masz dokładnie taki sam styl wykłócania się jak @solo.... sadzę że masz multikonto....

". Mam prawo napisać, że pieprzysz głupoty i jest to prawda a nie obrażanie" -
Ja mogę napisać że jesteś przewrażliwionym małolatem leczącym tu swoje kompleksy i też mogę napisać że Cię nie obrażam, bo to jest przecież prawda.

Lunathiel Odpowiedz

"W szkole były też dobre momenty, ale jednak te przykre najbardziej wbijają się w pamięć" - święte słowa. Jak poczytałam o tych szalonych ludziach (i uczniach i nauczycielach xD) to aż mi się przypomniała moja podstawówka i gimbaza na pato-osiedlu... What a fuckin' shitshow.

nkp6 Odpowiedz

Jak te wyznania broniące/ negujące zdalne nauczanie są durne.
Naprawdę, kiedy w końcu dotrze do autorów tych tekstów, że każdy ma prawo do swojego zdania na ten temat, każdy w takim nauczaniu widzi plusy i minusy i to, że Wy to lubicie, nie znaczy że każdy musi i na odwrót. Banalna do zrozumienia rzecz, a nadal nie każdy to ogarnia.

Zobacz więcej komentarzy (21)
Dodaj anonimowe wyznanie