#Fnn8O

Ja i mój brat nigdy nie mieliśmy problemu z dziewczynami. Całkiem przystojni, z dobrego domu, części bywalcy siłowni i fani motoryzacji z dziada pradziada, dzięki czemu mamy w domowym garażu arsenał godny pozazdroszczenia. Gdy sypnęło się dobrą bajerą, na branie nie narzekaliśmy i często otaczaliśmy się pannami a'la jedna nocka i do widzenia. Dlatego zdziwiło mnie, kiedy mój brat nagle zaczął latać za pewną dziewczyną, która miała go całkowicie gdzieś. Ot, przeciętna, widziałem lepsze. Tydzień dało się przeżyć, ale kiedy trwało to kilka miesięcy, myślałem, że oszaleję. Chcąc nie chcąc, nieszczęsna panna została jego dziewczyną i tak to już mijał im niecały rok razem, gdzie to zawsze on się bardziej starał niż ona. Nigdy nie powiedziała mu, że go kocha.

Brat wypadł z drogi na motocyklu i niemalże wbił się w barierkę. Cały połamany, roślina. Jedyne czym może ruszyć to głowa. To był najgorszy czas w całym moim życiu. Kiedy wpadłem do szpitala w odwiedziny, zastałem go płaczącego. Gdy spytałem o co chodzi odpowiedział, że kazał dziewczynie odpuścić. Że nic z niego nie będzie, że zostanie kaleką, rośliną, a ona znajdzie sobie fajnego chłopaka, którego pokocha i będzie z nim szczęśliwa. Nie poszła. Została. Opiekowała się nim, aż stanął na nogi. Karmiła, myła. Kochała. A na każde "idź do domu" reagowała prostym "nie pier*ol".

No cóż. Aśka, witaj w rodzinie.

#hb92L

Wiecie jaką zabawę pamiętam z dzieciństwa? Zabawę w starszego brata.
Autorska zabawa kogoś z mojego rodzeństwa (jest nas sporo). Niby spoko brzmi...
Polegała ona na odwzorowywaniu tego, co dzieje się z naszym najstarszym batem. Dlatego też on w niej nie uczestniczył i nawet o niej nie wiedział.

Kiedy nie było rodziców, skakaliśmy po kanapie. Wtedy jedna osoba, która zostawała w kuchni (''rodzic''), wchodziła z impetem do pokoju, udawała, że się złości i zabierała jedno z nas (tę osobę, która przybierała rolę najstarszego brata) do kuchni i biła. Ręką. Bo uderzenia pasem, którym katowany był brat, nie wchodziły w grę. Nasze klapsy były niczym wobec tego, co urządzali mu rodzice. Druga runda polegała na tym, że siedzieliśmy w rządku na kanapie i nagle jedno z nas zaczynało zbliżać ręce do ust, a wtedy ''rodzic'' od razu występował z wrzaskiem:
- Nie obgryzaj paznokci!
- Nie obgryzam...
Nie, to nie było żadne usprawiedliwienie. Też były klapsy. W rzeczywistości brat nie mógł liczyć na upominający klaps. Ojciec ściągał pas, chwytał go za ramię i bił. Bił aż do nieprzytomności.
Tak samo udawaliśmy wywiadówki, pisanie lewą ręką (rodzice uważali to za chorobę), niechęć do zjedzenia czegoś, zjedzenie słodyczy bez pozwolenia itd...

Pomyślicie, że to chore. Owszem.
Ale to było coś, co towarzyszyło nam na co dzień. Nie znaliśmy innej rzeczywistości, że można nie bić. Robili to na naszych oczach. A my za każdą najdrobniejszą czynność drżeliśmy, czy i nam się to nie przytrafi. Mi się zdarzyło raz - za otwarcie nutelli bez pozwolenia.
Kiedyś nagle się to skończyło. Przestali go bić. Do dziś nie wiem, co się takiego stało. Miał wtedy z 12 lat. Nigdy o to nie zapytam rodziców, chyba nie chcę wiedzieć.

Dziś już wszyscy jesteśmy dorośli. A ja nadal budzę się czasem z płaczem, kołataniem serca, bo śni mi się jego krzyk zza zamkniętych drzwi, kiedy to po wywiadówce katowany był w kuchni do nieprzytomności. I błagał tylko mamę:
- Mamo, proszę, powiedz mu, że już się będę dobrze uczył!
A ona odpowiadała:
- No co ja mogę zrobić... Nic nie poradzę...

Nikt nie mówi na głos o tym, co działo się kiedyś. Wiem, że wszyscy mamy do nich o to żal. A oni czasem się dziwią, dlaczego do nich nie dzwonimy regularnie, dlaczego nie odwiedzamy często, dlaczego nie przytulamy. Ale jak, skoro mamy takie wspomnienia...?

#mMcaC

Kilkoma słowami wstępu.
Mieszkam w Gdańsku i dorabiam sobie jako kelnerka w jednej z licznych restauracji tego miasta.
Kojarzycie może osobę Tomasza H.? To ten facet, który zabił staruszkę i nie poniósł konsekwencji.

Ostatnio miałyśmy okazję obsługiwać go w lokalu i choć zdaję siebie sprawę z tego, że nie jest to strona do tego typu wyznań to muszę to z siebie wyrzucić, bo takiego ludzkiego śmiecia nie spotkałam jeszcze nigdy w życiu.

Ten cham bez żadnego skrępowania zachowywał się jak zboczeniec pozbawiony kultury od momentu, w którym tylko przekroczył próg otwartych drzwi. Teksty o tym jakby nas "rżnął" na zapleczu były najmniej ordynarne. Nie krył się nawet przy żonie, która później dołączyła do stolika wprost mówiąc mojej koleżance, która obsługiwała go przy barze, że żona wie o wszystkim i zwyczajnie woli nie poruszać tematu.

Jak tacy ludzie mogą w ogóle chodzić po Ziemi? Jakim cudem daje się im pracę w TV?! Jak? Pośród tylu doniesień o molestowaniu i karaniu takich ludzi trafia się ktoś taki, kto nawet nie kryje się z tym zbytnio i nadal jest zapraszany na wywiady czy różne wydarzenia sportowe?

Czytając o nim w internecie (tak, też znalazłam jego żonę) widać, że nie ma on dobrego PRu, ale patrząc na to jak się zachowuje powinien mieć o wiele gorszy.
Mając na uwadze to, że robił to wyjątkowo bezpośrednio i z pewnością siebie można odnieść wrażenie, że nie była to pierwsza taka sytuacja i z pewnością w innych miejscach zachowywał się identycznie. Wolę nie myśleć o pracownikach Hoteli, które odwiedza, skoro my zaczęłyśmy go nienawidzić po dwóch godzinach.
Zastanawiam się tylko co mają w głowach kobiety, które naprawdę się z nim przespały (jeśli wierzyć jego opowieścią to było ich mnóstwo).

#dupc1

Mieszkam z rodzicami i babcią. Babcia, pomimo osiemdziesiątki z hakiem, cieszy się dobrym stanem zdrowia, zarówno ciała jak i ducha. Babcia wiele lat temu rzuciła palenie, tzn. nie pali regularnie, od czasu do czasu zdarza jej się tylko wziąć papierosa od kogoś z domowników (komplet palaczy) lub wręcz poprosić osobę aktualnie palącą o możliwość zaciągnięcia się. Tyle na wstępie.

Dzień był z gatunku wyjątkowo obrzydliwych, taki, w którym nic się nie udaje i wszystko idzie nie tak. Wracam, a raczej wlokę się do domu i obmyślam sposoby odreagowania całego paskudztwa, kąpiel, czekolada czy coś. W drzwiach minęłam się z rodzicami, którzy wybierali się na większe zakupy. Oznaczało to, że przez około 3 godziny w domu będzie tylko nieszkodliwa pod pewnymi względami starsza pani. Ten fakt podsunął mi pomysł na relaks w wersji specjalnej. Ze specjalnej skrytki w szafie wyciągnęłam pamiątki z wizyty u kuzyna pracującego w Holandii. Szybko skręciłam, muzyka i robi się lepiej.

Oczywiście nie byłoby tej historii gdyby babcia nie weszła, ale jak mówiłam - zero spiny, nie ma szans, żeby zorientowała się o co chodzi. Zamieniłyśmy kilka zdań, babcię zainteresował dziwaczny papieros w mojej dłoni. Bez stresu powiedziałam coś o cenach fajek i marnych próbach samodzielnego ich skręcania w celu obniżenia kosztów. Oczywiście przeszło bez problemu, ale babcia wyciąga rękę w moją stronę:
- Daj, spróbuję.
Nie miałam pomysłu na odmowę. Babcia zaciągnęła się dwa razy, zakaszlała, podziękowała i poszła do siebie. Zerkałam co jakiś czas w stronę jej pokoju, ale wyglądało na to, że wszystko OK, siedzi na kanapie i ogląda tv.

W pewnym momencie zdrzemnęłam się w fotelu, a po przebudzeniu bardzo zachciało mi się pić. Odgłosy z kuchni sugerowały, że rodzice właśnie wrócili, więc udałam się tam z nadzieją na pepsi. To, co zobaczyłam zostanie mi w głowie na długo. Ojciec stoi nad torbą z zakupami, a babcia stoi przy nim, szarpie go za rękaw i prawie krzyczy z histerią w głosie:
- Jurek! Ty mi powiedz! GDZIE PTAKI ŚPIĄ?!
Zdumienie na twarzy taty nie do opisania. Babcia kontynuuje:
- No takie wrony czy gołębie! W dzień to je widać, a w nocy??? Gdzie one nocują?
Tata dobrą chwilę próbował ogarnąć, ale chyba mu nie wyszło, bo wybełkotał tylko:
- Nie wiem... chyba gdzieś... w jakiejś... noclegowni?
W tym momencie musiałam zacisnąć powieki, bo bałam się, że od ciśnienia tłumionego śmiechu wypadną mi gałki oczne. Babcia dosłownie odskoczyła od ojca i wrzeszczy:
- ALE TY GŁUPI JESTEŚ!
Po czym obrzuciła nas dzikim spojrzeniem i z wyraźną irytacją w głosie:
- I co teraz?! BĘDĘ NIE WIEDZIAŁA? Przez was!!!
Po czym szybko poszła do swojego pokoju i za chwilę pochłonął ją serial.

Temat ptaków już nie wrócił. Mamy tylko mi szkoda, bo się trochę zmartwiła, że to może początki jakiejś choroby.

#nRVEw

Miałam 5 lat kiedy starszy o 7 lat kuzyn pokazał mi w tajemnicy swojego penisa. 
Tak to się zaczęło. Pamiętam, że chciałam pochwalić się mamie, że wiem jak to wygląda, ale powiedział, żebym nic nie mówiła. To tajemnica. Z każdym następnym spotkaniem, a widzieliśmy się co tydzień, posuwał się dalej. Jak miałam około 8 lat, robił mi minetkę, biegł do toalety i wracał. Nie rozumiałam co się dzieje, aż raz nie zdążył i skończył na moim swetrze. Miałam później zajęcia dodatkowe i poszłam taka śmierdząca spermą - żadna nauczycielka nie zwróciła uwagi. Byłam w 4 klasie.
 
Wielokrotnie "bawił się mną" gdy ja oglądałam kreskówki. Nie wiedziałam, co się dzieje. W pewnym momencie zaczęło mi się nawet podobać, nie wiedziałam co robić, ale jak wrócił z toalety rzucił: "Co robisz? Ubieraj się". Nie rozumiałam, że chciałam, żeby dał mi też skończyć.

Teraz mam męża, dziecko i nie potrafię cieszyć się seksem. Reaguję irracjonalnie na złapanie mnie za tyłek na schodach, czasami podczas pieszczot odlatuję myślami. Mąż wie, ale chyba nie rozumie do końca. Jak słyszę od znajomych tekst: "zły dotyk boli całe życie", to cała się skręcam. Nie wie prawie nikt. 

Na domiar złego mój teściu jak wypije, to rzuca niejednoznaczne uwagi czy łapie za sukienkę. Mimo że na co dzień jestem przebojową, odważną, "ostrą" kobietą, nie umiem zareagować. 

W środku chyba dalej jestem tą małą dziewczynką, która nie wiedziała, że nie powinna widzieć jeszcze wzwodu.

#AOmUd

W dzieciństwie byłem niesfornym dzieckiem. Nie słuchałem się rodziców, byłem głośnym dzieckiem; Zawsze wszystko robiłem po swojemu. Zresztą... egocentryzm został mi do dziś. No, ale nie o tym.

W przedszkolu - aniołek.
W domu - diabeł.
Tak było ze mną. Rodzice zapytali mojej przedszkolanki, co zrobić. Stwierdziła, że pomóc może psycholog.
Zapisany zostałem na wizytę. Pamiętam to jak dziś! Pani psycholog powiedziała, żebym usiadł przy stole. Chwilę później przyniosła mi kartkę A4, na niej położyła ołówek. Na odległość około metra od kartki położyła duże pudełko z kredkami.
Powiedziała, bym narysował "swój świat". Moją rodzinę, bliskich itd. Automatycznie wziąłem się do roboty.

Był jednak jeden problem... Na kartce leżał tylko ołówek, a po kredki musiałbym wstać. Wstydziłem się zapytać, czy mogę użyć kredek, a więc wszystko naszkicowałem ołówkiem. Mój rysunek mimo iż przedstawiał szczęśliwą rodzinę i moją przedszkolną miłość (taaaaaki byłem kochliwy chłopak, haha), to wydawał się być nieco mroczny z racji użycia jedynie ołówka. Zero kolorów. Tylko jeden, ciemny odcień.

Pani psycholog zawołała rodziców na rozmowę, a ja czekałem w innym pomieszczeniu.
Wiecie czego dowiedzieli się moi rodzice o mnie po interpretacji przez panią psycholog mojego szkicu?
Usłyszeli, że jestem niesamowicie zamkniętym w sobie dzieckiem, pesymistycznie patrzącym na świat. Nie widzę w świecie kolorów, pozytywów, a jedynie zło.

A to wszystko dlatego, że wstydziłem się zapytać o kredki...

#Dfq06

Moja siostra ma 17 lat i potrafi nieźle zabalować. Pewnej nocy obudziło mnie walenie w ścianę, które dochodziło z jej pokoju. Niczym ninja się tam zakradłem, ale to co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania.
Moja pijana siostrzyczka próbowała pozabijać motyle nadrukowane na jej tapecie w pokoju...
Brak słów.

#BusjP

Mam 17 lat i pochodzę z patologicznej rodziny. Między rodzicami jest (lub było) 10 lat różnicy, dodatkowo jestem typową wpadką. Szybki ślub itd. Matka nieraz dawała mi do zrozumienia, że mnie nienawidzi, więc nic dziwnego, że wybrała alkohol i zostawiła mnie z ojcem, również alkoholikiem, który przepijał niemal wszystkie pieniądze, bił mnie i zmuszał do pracy w domu oraz jako opiekunka.

Niedługo miną dwa lata, odkąd trafiłam do Domu Dziecka. I wiecie co? Tu mam znacznie lepsze warunki niż w domu rodziców. Wbrew stereotypom mam tu bardzo dobrze, pomagają mi poradzić sobie z depresją i stanami lękowymi. Więc czy dom rodzinny jest najlepszy? Nie wydaje mi się.

Jeśli jest tu ktoś, kto boi się trafić do DD ze względu na obawy przed tymi "okropnymi warunkami"... Nie martw się. Zgłoś się po pomoc, nie pożałujesz.

#qHxPa

Miałem jakieś 6 lat. Zbliżał się sylwester, mama z tatą postanowili. że pierwszy raz zabiorą mnie na rynek, żebym mógł zobaczyć fajerwerki. Nadeszła pora wyjścia, jednak ja kłócę się z mamą, ponieważ każe mi ona ubrać grubą zimową czapkę, która zakrywa uszy. Po naleganiu mamy ubrałem "hełm'' i wyszliśmy na rynek. Sylwester rozkręcał się, wszyscy czekamy na godzinę 00:00. I jest! Zaczęło się! Byłem strasznie podekscytowany, nigdy w życiu nie widziałem czegoś piękniejszego! Już po wszystkim wszyscy podchodzą do barów i zaczynają swój Nowy Rok. Podszedłem z tatą i ja. Dostałem dużą colę. Wypiłem ją, po czym poszedłem wyrzucić śmieci do kontenera. Kontenery były ogromne i stalowe. Z trudem wrzuciłem tam śmieci (byłem niski) i nagle "usłyszałem'' ogromny huk! Urwał mi się film.
Obudziłem się w szpitalu. Obok siedział tata z mamą i z siostrą. Wszyscy przerażeni patrzyli na mnie. Tato zapytał: "Synu?". Ja odpowiedziałem: "Tak?". Mama rozpłakała się ze szczęścia, a tato odetchnął z ulgą.
Okazało się, że jakiś debil wrzucił petardę do kontenera akurat wtedy, gdy wyrzucałem colę. Huk był tak ogromny, że gdybym nie miał na sobie czapki, która zakrywa uszy, straciłbym słuch. Teraz jestem szczęśliwym nastolatkiem, mam dziewczynę, jednak od tamtej pory nigdy nie poszedłem na sylwestra.

Można powiedzieć, że mama uratowała mi słuch zwykła czapką :D

#e2lTt

Mam 16 lat i boję się otyłości.
Gdy się urodziłam, moja otyła mama stwierdziła, że pulchne bobasy wyglądają ślicznie, dlatego postanowiła mnie też utuczyć. Nieraz jako małe dziecko wymiotowałam z przejedzenia, a chipsy i czekolada były głównym pokarmem, jaki dostawałam.

Gdy miałam 4 latka, mój tato nas zostawił i stwierdził, że mama jest chora psychicznie (co później okazało się prawdą). Gdy byłam starsza, nie chciałam tyle jeść, ale byłam zmuszana. Mama nakładała mi przeogromne porcje śmieciowego jedzenia i nie pozwalała wstawać od stołu, dopóki talerz nie będzie pusty. Wielokrotnie byłam też karana z powodu niezjedzenia słodyczy albo po prostu zwymiotowania ich.

Ponad rok temu odwiedziła nas babcia (wcześniej widziałam ją tylko dwa razy, bo mieszkamy na innym końcu Polski). Przestraszyła się tym, jak wyglądam (54 kg nadwagi) oraz tym, jak mama mnie karmi. Postanowiła nasłać na nas policję i zażądać odebrania mamie praw rodzicielskich. Wszystko przebiegło szybko. Teraz mama jest w zakładzie psychiatrycznym, a ja mieszkam z babcią i... chudnę! Mimo to niechęć i obrzydzenie do otyłości ludzi pozostała. Mam nadzieję, że to się zmieni, a ja w końcu będę szczupła. :)
Dodaj anonimowe wyznanie