#SVT7y

Wujek jest organistą w kościele. Raz przyjechał do mamy wieczorem pogadać, bo dawno się nie widzieli. Było późno, więc poszłam już spać. W nocy przebudził mnie delikatny zgrzyt moich drzwi, a potem ciche słowa mamy "Śpi mocno. Możesz mówić co się stało". Zaintrygowało mnie to. Udawałam, że śpię, ale jak drzwi się zamknęły, na paluszkach podeszłam podsłuchiwać. Wujek zaczął opowiadać. Na imieninach proboszcza była ostra popijawa. Wujek bardzo mocno się napił, tak mocno, że na koniec imprezy nie dał radę stać na nogach. Zaprowadzono go do pokoiku z łóżkiem, gdzie od razu położyli go i zasnął. Pamięta, że przebudził się lekko, jak ktoś zaczął go rozbierać i jak przez mgłę słyszał głos proboszcza. Myślał, że do spania go rozbiera. Ale proboszcz zaczął się do niego dobierać. Wujek próbował go odepchnąć, ale był bardzo pijany, bełkotał żeby zostawić go w spokoju, że on nie chce, poza tym ogólnie wujek jest bardzo delikatnej postury. Został zgwałcony.

Organista to bardzo wąska specjalizacja, więc wujek nie mógł pójść na policję, bo wywalono by go z pracy, a kościół postarałby się, żeby nigdy nie dostał drugiej. Kiedy delikatnie zasugerował, że myśli nad przeniesieniem do innej parafii, proboszcz ze specyficznym uśmieszkiem powiedział, że nigdy nie wypuści stąd swojego ulubieńca, co oczywiście oznaczało, że zadba, by nikt inny go nie przyjął do pracy. Wujek potrafi tylko grać na organach, to całe jego życie i to co kocha. Codziennie musi patrzeć na swojego oprawcę. Na dodatek boi się, co on jeszcze może zrobić.

Pamiętam, jak strasznie wujek płakał, kiedy opowiadał to mamie. Pamiętam, że żałowałam, że to podsłuchałam, wolałam nigdy nie usłyszeć tej opowieści.

#wzdCM

Dużo ostatnio o dresach, to i ja swoje dodam.

Moja mama zostawiła samochód na parkingu i poszła do pracy. Wieczorem, koło 22.00, niestety inne zaparkowane samochody były zbyt blisko i sama nie dawała rady wyjechać, próbowała kilka razy i nic. Wyszła z samochodu i głośno przeklęła. W tym czasie tamtejsze Sebki przyszły do parku obok, mijając moją mamę rzucili w jej stronę "Ej, ty! Masz jakiś problem?!". A moja mama, kobieta mało bojaźliwa, odpowiedziała "No mam, nie mogę wyjechać". Sebki zbite z pantałyku stanęły jak wryte.

Chyba wiecie jak zakończy się historia? Jeden Sebek wyjechał mamie z parkingu i do dziś Sebki krzyczą do niej "Siema !" :D

#XcO7E

Mieszkam na stancji ze współlokatorką i dzielę z nią jeden pokój. Staramy się utrzymywać porządek i jednocześnie nie spędzać na sprzątaniu całych dni.

Pewnego dnia moja współlokatorka poszła wziąć prysznic, więc ja korzystając z sytuacji szybko przebrałam się z piżamki w nowe ciuchy. Niestety pralka i nasze kosze na brudne ubrania znajdują się w łazience, która aktualnie była zajęta, więc wszystkie ubrania rzuciłam na moje krzesło. I tu narodziło się pytanie: co zrobić z brudnymi gaciami? Trochę nieładnie zostawiać je na krześle, więc niewiele myśląc, schowałam je do tylnej kieszeni spodni. Jeszcze musiałam umyć zęby i tak dalej, więc zdążyłabym się ich pozbyć. Zaparzyłam sobie kawę i rozpoczęłam odprawianie wszystkich porannych rytuałów, kiedy moja współlokatorka opuściła łazienkę.

Spojrzałam na zegarek - omatkoicórko, za chwilę miał odjechać mój autobus na uczelnię! Pobiegłam więc do tej łazienki, żeby się umyć, zrobić prowizoryczny makijaż i wyszłam z domu na przystanek. Mniej więcej w połowie drogi za plecami usłyszałam jakiś głos. Więc odwróciłam się i moim oczom ukazał się przystojny facet (dwa metry, umięśniony, ciemne włosy, błękitne oczy, normalnie cud, miód i orzeszki), który powiedział:
"Hej, chyba coś ci wypadło" i patrzyłam, jak schyla się po skrawek białego materiału w zielone kropki. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona, ale jak głupia tak stałam i patrzyłam jak chłopak podnosił moje brudne gacie.

Kiedy zorientował się co właśnie wziął do ręki, wyrzucił to jak oparzony i odsunął się, patrząc na mnie jak na skończoną kretynkę. Ja oczywiście wciąż czerwona jak burak podnoszę te gacie z ziemi i uciekam. Nie, nie na autobus. Z jakiegoś powodu pomyślałam, że muszę najpierw odnieść gacie do domu.
Nie dotarłam na uczelnię, poczułam, że to jeden z tych dni, które należy spędzić w domu bez żadnego konkretnego powodu, pożerając lody i użalając się nad swoim życiem.
Na szczęście już nigdy go nie spotkałam, ale dlaczego do jasnej ciasnej nie mógł mi wypaść z tej kieszeni jakiś kasztan, albo chociaż czerwone koronkowe stringi? Musiały to być babcine majtasy w zielone kropki?!

#2oIvY

W wieku 12 lat postanowiłem, że kiedyś zrobię mojemu dziecku największy żart primaaprilisowy. Stwierdziłem, że powiem mu, że urodziło się 1 kwietnia, będzie świętowało 1 kwietnia, a w jego 18. urodziny wyjawię mu prawdę.

Niestety cały plan poszedł w pi*du.

Syn urodził się 1 kwietnia...

#XlWR4

Siedzę sobie w parku, nagle patrzę... dosiada się do mnie mega przystojny facet. A że jestem dość śmiałą kobietą, od razu zagadałam.
Koniec z końcem - umówiliśmy się na kawę. Ja, czekając na niego w małej, przytulnej kawiarence, uświadomiłam sobie, że obiad wciąż jest na gazie. W mgnieniu oka wyskoczyłam z restauracji, biegnąc do domu.
Oczywiście nie rozmawialiśmy wcześniej z panem x o zainteresowaniach ani pracy.

Wiedziałam, że zostało mi dziesięć minut, więc stwierdziłam, że skoczę do domu taksówką.
Wsiadam szybko do auta i podaję adres. Zza kierownicy wychyla się mężczyzna i mówi:
- Bardzo bym panią prosił, czy mogłaby pani jechać inną taksówką, nie chciałbym spóźnić się na pierwszą... – i tu właśnie urwał wypowiedź.

Ja, trochę zaskoczona sytuacją, zaczęłam się śmiać i poprosiłam jednak o podwiezienie.
Jak można się spodziewać, na spotkanie spóźniliśmy się oboje.
Grunt, że ślub odbył się punktualnie. :)

#ykehG

Wszedłem kiedyś w bardzo toksyczną relację. Zabiegałem o względy dziewczyny, która niby dawała mi nadzieję, a tak naprawdę wodziła mnie cały czas za nos. Zapraszałem ją na mój koszt w różne miejsca, robiłem prezenty, byłem jej taksówkarzem, pocieszycielem, tragarzem. Byłem w zasadzie na każde jej skinienie. Trwało to prawie rok, podczas którego słyszałem, że nie jest do końca pewna, nie wie, czy chce się wiązać, że muszę ją czymś jeszcze zaskoczyć i całą masę takich wymówek. Czas ocucenia przyszedł, kiedy przyjechałem odebrać ją z babskiego wieczoru, który nie okazał się być babskim wieczorem, ale randką z jakimś kolesiem, z którym dodatkowo całowała się na pożegnanie. Nie chcę rozpisywać szczegółów, ale usunąłem ją z kontaktów i zewsząd skąd się dało, pocierpiałem, pocierpiałem i jakiś czas później zapomniałem, że istniała.

Kilka lat minęło i niedawno znów się do mnie odezwała. Od słowa do słowa i okazało się, że jest samotną matką bez pracy. Od razu wiedziałem, że szuka jelenia i głos rozsądku podpowiedział jej, że będę beta-bankomatem. Czułem, jak dyskretnie robi ze mną wywiad środowiskowy. Podjąłem grę. Pochwaliłem się własnym mieszkaniem, samochodem, pracą. Nie zarabiam źle i już osiągnąłem jakąś pozycję w firmie, więc nie omieszkałem się tym pochwalić, oczywiście nie bezpośrednio, ale dałem jej to do zrozumienia między wierszami.

Nie chcę z nią być. Przypuszczam, że chodzi ze mną do łóżka, bo wie, że musi, ale mi to nie przeszkadza, ja podchodzę do tego czysto mechanicznie. W głowie mam, że ona już i tak nie jest dla mnie, bo ma dziecko. Ona myśli, że mnie wykorzystuje, ale tak naprawdę to ja ją wykorzystuję. Trzy miesiące "jesteśmy razem" i dzięki temu co mi wcześniej zrobiła nie żywię do niej żadnych uczuć, więc w pułapkę miłości nie wpadłem. Seks z nią zaczyna mi się powoli nudzić i przyszedł czas, żeby wystawić ją za drzwi.

Niektórzy powiedzą, że jestem chory, ale ja podchodzę do tego inaczej i dostanie ode mnie to, na co sobie wcześniej zapracowała. Z czystym sumieniem stwierdzam, że poza urodą nie ma nic do zaoferowania, nie ma z nią za bardzo o czym porozmawiać, jest bezrobotna, gotuje tragicznie, jest syfiarą, a w łóżku leży jak kłoda i czeka, aż ja odwalę całą robotę. Niech przynajmniej w jakimś procencie poczuje się tak wykorzystana jak ja kiedyś.

#UjyuQ

Jestem psychiatrą. Jak to wiadomo czy nie wiadomo, muszę często zmieniać miejsce pracy. Raz pada na jakąś klinikę, innym razem na szpital ściśle związany z moją profesją. Kocham moją pracę, chociaż jest trudna i wywołuje wiele emocji. Najgorsza jest współpraca z "niewinnymi" zbrodniarzami. Jako że jestem kobietą, wolę pracować z ludźmi chorymi na schizofrenię.Tacy mili "dziwacy".

Sześć lat temu trafił mi się nocny dyżur w jednym ze szpitali na oddziale schizofreników. Pomyślałam "spoko, przeżyję". I rzeczywiście nie było ciężko. Wszyscy poszli "grzecznie" spać, a ja mogłam zrobić swoją robotę papierkową. Koło 3 czy 4 w nocy (nie pamiętam dokładnie) zaniepokoił mnie cichy płacz. Oczywiście poszłam sprawdzić co i jak i dlaczego. Był to młody mężczyzna. Bez namysłu sięgnęłam po klucz i weszłam do jego sali. Był przerażony, a zarazem zdziwiony, że do sali jak gdyby nic, bez żadnego zabezpieczenia, wchodzi młoda kobieta z szeroko otwartymi oczami. W skrócie: spytałam faceta, dlaczego, cholera jasna, płacze o takiej godzinie. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Brzmiała ona mniej więcej tak: "Płaczę codziennie. Wie pani dlaczego? Cóż, siła wspomnień. Jak byłem małym gówniarzem, mój starszy brat wykorzystał mnie seksualnie i puścił w obieg plotę, że jestem gejem. Wszyscy w to uwierzyli, nauczyciele patrzyli na mnie z pogardą, rodzice mnie unikali, a koledzy? Straciłem ich. Nie miałem nikogo, więc postanowiłem coś zrobić ze swoją samotnością. Wymyśliłem sobie przyjaciela, który mnie słuchał i przede wszystkim nie widział we mnie parszywego geja. Któregoś dnia mój brat przyłapał mnie na tym, że sam ze sobą rozmawiam i poleciał do rodziców. I się stało. Trafiłem tutaj już chyba na zawsze. I szlag trafił moje studia i plany na przyszłość".

Spędziłam z nim całą noc, rozmawiając. Brakowało mu kontaktu z ludźmi. Ale to ludzie go odrzucili, a nie on ich. Po tej nocy stwierdziłam, że muszę sprawdzić jego kartotekę. Stwierdzili u niego schizofrenię rezydulną. Gdyby ją naprawdę miał, to normalna rozmowa nie byłaby możliwa.
Zarządziłam przeprowadzenie badań, które potwierdziły moje przypuszczenia. Zdrowy człowiek w złym miejscu. Po 10 latach niesprawiedliwej odsiadki wyszedł na wolność. I co? Nie oskarżył lekarzy, nie pozwał szpitala, nie chciał odszkodowania. I o dziwo nie zerwał kontaktu ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się i po roku pojechałam z nim do jego "kochanej" rodzinki. Chciał ich tylko zobaczyć i powiedzieć parę słów. Stałam przed domem, kiedy uśmiechnięty wyszedł, a za nim wybiegła zabeczana matka i krzyczy "synku, ale ja nie chciałam, popełniłam błąd, ale każdemu się zdarza".
Tak, błędy rzecz ludzka, ale taki? Boże chroń od takich matek.

A teraz finał. Mój przyjaciel zdał prawko, skończył medycynę i jest wreszcie szczęśliwym człowiekiem.
I cóż, zakochałam się w nim, z wzajemnością.
Żartuję, bez. :/

#hiIEM

Gdy miałam kilkanaście lat, jako jedna z pierwszych na osiedlu miałam internet, więc koleżanki często przychodziły do mnie pograć czy "poklikać" na GG.
Jedną z osób była Aśka, za którą nie przepadałam ani ja, ani nikt inny, bo była chamska, narcystyczna, egoistyczna i podrywała każdego chłopaka, nawet jeśli to był chłopak jednej z nas. Niestety tak się złożyło, że moi i jej rodzicie się przyjaźnili, więc byłam skazana na jej towarzystwo.
Miałam też przyjaciela, który się w niej zakochał i za nic nie dał sobie przegadać, że ona nie jest tego warta. A Aśka, jak to ona, flirtowała z nim, uwodziła go, tylko po to, by po kilku tygodniach dać mu kosza i wyśmiać go prosto w twarz.

Było mi go szkoda, widziałam jak cierpi, więc gdy powiedział, że chciałby się na niej zemścić, tylko jeszcze nie wie jak, to ja podsunęłam mu pomysł. Jako że Aśka logowała się u mnie na GG, to znałam jej hasło, bo wcale go nie ukrywała (swoją drogą, inteligencją też nie grzeszyła). Podałam je więc kumplowi i powiedziałam, żeby zrobił z tym co zechce. Od razu po tej rozmowie poszłam spać. Ważnym faktem jest, że komputer stał u moich rodziców w pokoju, a moje pójście spać było głównie w celu załatwienia sobie ewentualnego alibi, na wypadek, gdyby kolega postanowił odwalić coś naprawdę mocnego. No i odwalił.

Następnego dnia, z samego rana, do moich drzwi zapukała Aśka z ojcem i w towarzystwie policji. Okazało się, że ktoś poprzedniego wieczora z jej konta wypisywał do jej znajomych teksty typu "jestem dziwką, pieprzę się za kasę" i o wiele gorsze rzeczy, na poparcie czego wysyłane były jej zdjęcia w bieliźnie (które Aśka wcześniej sama chętnie wysyłała różnym ludziom). Oczywiście byłam główną podejrzaną, bo tylko u mnie logowała się na GG. Na szczęście moi rodzice potwierdzili, że to nie mogłam być ja, bo bardzo wcześnie poszłam spać, a wiadomości wysyłane były późno w nocy. Dało się też sprawdzić, że nie logowałam się na jej konto poprzedniego wieczoru.
Policja w końcu doszła do tego, że sprawcą był mój przyjaciel. On do wszystkiego się przyznał, ale nie zdradził, że to ode mnie miał hasło, powiedział, że je zgadł. Wiem, że został dość poważnie ukarany, miał też szlaban praktycznie do osiemnastki (mieliśmy wtedy około 15 lat).

Nikt nigdy nie dowiedział się, że byłam współwinna. Z Aśką jeszcze przez jakiś czas się widywałam, ale w końcu kontakt mam się urwał, gdy poszłyśmy do różnych liceów. Mimo to do dziś, gdy odwiedzam rodziców i spotkam ją gdzieś przypadkiem, to zamienimy parę słów jak stare znajome, a ona do dziś nie wie o moim udziale.
A ja niczego nie żałuję. Po tamtej sytuacji stała się trochę milsza i przestała "bawić się" ludźmi.

#pzavV

Ogółem zostałam wychowana w zamożnej rodzinie - tata prawnik, mama lekarka. Moi rodzice zawsze starali się dać mi wszystko, ale nie za nic. Musiałam sobie jakoś zasłużyć i często nie przychodziło mi to łatwo, ale "nagrody" były dodatkową motywacją. Tak więc gdy byłam mała postanowiłam, że tak jak tatuś zostanę prawnikiem.

Rodzice zawsze dawali mi wolną rękę jeśli chodzi o kwestie gdzie chcę się uczyć czy kim zostać, jaki profil wybrać itp. Ufali mi, wiedzieli, że wszystko co robię, robię dla siebie, bo robię to z własnej woli. Starali się nawet akceptować mojego bardzo bardzo dawnego chłopaka (typowego Sebka), a obecnego wręcz uwielbiają, pomimo że studiuje inżynierię produkcji, a nie np. medycynę.
 
Gdy tylko skończyłam 18 lat, postanowiłam, że zrobię sobie tatuaż. Powiedziałam to rodzicom podczas niedzielnej kolacji, na której często też pojawia się moja ciotka, kobieta mądra, wykształcona, trochę przemądrzała pani profesor na jednej z prestiżowych uczelni. Tata zapytał tylko, czy jestem tego pewna i czy mam dobrze przemyślane to jak mój przyszły tatuaż będzie wyglądał, a mama stwierdziła, że okej, ale musimy wybrać dobry salon, żeby zrobili to porządnie.
I nagle moja ciotka dosłownie wybuchła. Zaczęła krzyczeć na mnie, że zwariowałam, że kto to widział, tu chce być prawnikiem, a mi takie coś po głowie chodzi, że to samookaleczenie, że ludzie będą patrzeć na mnie jak na dziwoląga, że jak sobie wyobrażam być prawnikiem z tatuażem, to takie niedorzeczne...

Moi rodzice za wiele nie powiedzieli. Stwierdzili tylko, że to moje ciało, jestem pełnoletnia i zrobię z nim co zapragnę, a oni nie mają prawa mi niczego bronić. Gdy ciocia wyszła, umówiłam się z rodzicami, że tatuaż zrobię, ale jej o nim nie powiemy i będzie spokój.

Po 3 tygodniach ciotka odwiedziła nas znów, ja swój tatuaż miałam i nie miałam najmniejszego zamiaru nic o nim wspominać, ona sama chyba zresztą zapomniała, albo chciała zapomnieć, bo nawet słowem się na ten temat nie odezwała. I tak trwa sobie kolacja, wszystko po staremu - rozmawiamy, śmiejemy się, ogólnie fajna, miła, rodzinna atmosfera. Aż nagle mój ojciec dosłownie z dumą w głosie zapytał jak tam mój tatuaż, czy nic się nie dzieje, czy strupki znikają, czy nie boli. Ja w totalnym szoku, mój chłopak też, patrzymy się na tatę jak na idiotę. A cioci aż widelec spadł z hmmm... wściekłości. Momentalnie zrobiła się czerwona, zaczęła krzyczeć do moich rodziców jak mogli na to pozwolić i jeszcze dać mi na to pieniądze, że to chore, że to masochistyczne...

I w tym momencie mój ukochany tatuś wstał, podwinął rękaw i powiedział - "spójrz, jestem prawnikiem i mam tatuaż". Ciotka w szoku, a tu jeszcze mama robi to samo, dodając "tak, a żeby było śmieszniej, ja jestem lekarzem i też mam tatuaż".

Moi rodzice wytatuowali sobie dla mnie moją datę urodzin. Byłam w kompletnym szoku, rozpłakałam się, za to ciotka nic już nie powiedziała.
Kocham moich rodziców! Nie sądziłam, że są na tyle szaleni :)

#wdYbS

Mam naprawdę kochanego tatę. Serio, odkąd pamiętam zawsze był ojcem do rany przyłóż. Niestety na starość zaczęło mu odwalać - i to konkretnie.

Zawsze był nerwowy, ale teraz stał się po prostu agresywny. Przez poglądy polityczne jest skłócony z dużą częścią rodziny. Można sobie z tego żartować, ale według mnie przerodziło się to w niezdrową obsesję. Każdy, kto się z nim nie zgadza jest śmieciem/kretynem/s*urwysynem. Kiedy dowiedział się, że moja koleżanka była na marszu kobiet, zaczął ją wyzywać i wyraża się o niej z nienawiścią. Ja sama mam poglądy bardzo wypośrodkowane. Mówiąc wprost, nie jestem ani zbyt w lewo, ani w prawo. Przy tacie nie mogę powiedzieć, że np. kobieta może być niezależna i nie widzę w tym nic złego, bo mogę zostać zwyzywana od lewackich suk. Mój narzeczony chciał przy porodzie naszego dziecka przeciąć pępowinę i też został zwyzywany od lewaków. Tak, to są już takie granice absurdu. Zapowiedział mi, że na ślubie nie zaprowadzi mnie do ołtarza, bo to amerykański lewacki wymysł, a on mnie wychowywał na Polkę.

Mam ogromną niechęć do takich skrajności. Czy ktoś jest skrajnym prawakiem, czy lewakiem, po prostu nie cierpię, jak ktoś tak obsesyjnie broni swojej opcji. W imię czego? W imię polityków, którzy mają nas gdzieś? Kiedy powiedziałam tacie, że nie życzę sobie wciskania polityki w każdą prywatną sferę mojego życia, bo nie interesuje mnie to, jestem ponad to i chcę być po prostu szczęśliwa i żyć zgodnie ze sobą, a nie z tym, co ktoś próbuje mi narzucić, to usłyszałam, że jestem młoda i głupia, ale może kiedyś zmądrzeje. Moja mama ma już dość tej agresji, tych wrzasków, przekleństw, teorii spiskowych. Wszystko zeszło na dalszy plan, liczy się idea, którą wyznaje. Jak ktoś chodzi do psychologa, to też jest lewakiem, więc on do żadnego konowała nie pójdzie. W ogóle wszyscy lekarze to debile i nie można im ufać, profesorowie, doktorzy też są nic nie warci. Kiedyś usłyszał jakąś głupotę wypowiedzianą przez profesora i to jest jego koronny argument na to, że każdy profesor jest idiotą. Najmądrzejszy jest jego kolega, który jest płaskoziemcem i antyszczepionkowcem, a poza tym uważa, że przez 5G nie jest w stanie normalnie funkcjonować, bo cały czas to czuje i to jest nie do zniesienia. Nic, że facet zostawił dziewczynę z dzieckiem, bo miała zbyt lewackie poglądy.

No i tyle. Nie zaprowadzisz takich nigdzie, żadna terapia, wszystko to spisek i lewacki wymysł i to wszyscy wokół mają wyprane mózgi, tylko nie oni.
Dodaj anonimowe wyznanie