#nSPuz

Historia działa się około 12 lat temu, gdy byłem ledwo nastolatkiem.
Na ogół mieszkam w bardzo dużym mieście, jednak na wakacje zawsze wyjeżdżam na wieś, jak zapewne wielu z was.

Miałem wtedy dobrego kolegę, z którym zawsze w wakacje robiliśmy głupie rzeczy, począwszy od kąpania się w jeziorze, choć mieliśmy zakaz, czy strzelania z procy do kaczek. Niby nic wielkiego, ale za małego dzieciaka był to wielki wyczyn. Ale do rzeczy.

Byliśmy wtedy nad jeziorem, a z nami dwie starsze o dwa lata koleżanki. Dość złośliwe. Wyrzuciły nasze buty na środek jeziora i musieliśmy po nie płynąć sami. Gdy dotarliśmy z powrotem nad brzeg jeziora oznajmiliśmy im, że pójdziemy naskarżyć na nie do ich rodziców. Teoretycznie powinny nas pilnować, abyśmy się nie utopili i nie odchodzili zbyt daleko od brzegu. Przeczuwaliśmy ich reakcję, więc oboje wpadliśmy na pomysł, że zapomnimy o sprawie, jeżeli obie pokażą nam piersi. Zgodziły się, jednak były bardziej cwane od nas. Przyłożyły do piersi reklamówki jednorazowe - oczywiście nic nie było widać. Jednakże umowa to umowa, nic rodzicom nie powiedzieliśmy.

Byliśmy z kolegą młodzi i strasznie napaleni, hormony buzowały, więc gdy w drodze powrotnej naszła nas straszna ochota, to obaj wzajemnie zrobiliśmy sobie dobrze... Do teraz, gdy tylko o tym pomyślę, robi mi się niedobrze i jest mi cholernie wstyd.

Nic nie czuję do facetów, historii jednak nie zmienię.
Dzisiaj mam kobietę (mam nadzieję, że swojego życia), planujemy ślub, ale nigdy jej ani nikomu innemu nie powiem, że kiedyś zrobiłem loda koledze.

#WNTXe

Byłam na bardzo nudnym wykładzie, więc postanowiłam pograć sobie w The Sims 3. Stworzyłam rodzinę no i zaczynam budować dom. Zabrakło mi hajsu, więc myślę jaki był ten kod na kasę. Jak to ja, lubię sobie myśleć głośno. Domyślacie się chyba, że wypaliłam: Jaki był ten kod na kasę w Simsach?
Na co mój wykładowca:
- MOTHERLODE, ale wolę, żebyś skupiła się na wykładzie.

Spaliłam buraka, ale grałam dalej :D

#qV7ga

Jestem 34-letnim mężczyzną. Zajmuję się między innymi nauczaniem online indywidualnie, głównie dzieci i młodzież z tzw. "dobrych domów", uczących się ekonomii i zarządzania biznesem w systemie homeschoolingu.

Mam jednego ucznia w wieku licealnym, nazwijmy go Kacper. Pracuje się z nim bardzo dobrze, chłopak jest inteligentny, ma bardzo trzeźwe i dojrzałe spojrzenie na rzeczywistość. Jego program jest dosyć zaawansowany - chce aplikować na studia biznesowe do USA i moim zdaniem już teraz nie byłoby z tym większych problemów. Nie ma żadnych zaburzeń, z tego, co mogę spostrzec po jego social mediach, ma sporo znajomych, jeździ na wycieczki, zawody i generalnie - normalny chłopak. Rodzice również w porządku, ojciec prowadzi kilka działalności gospodarczych, matka też działa w biznesie - ogólnie ludzie na poziomie, z którymi współpraca zawsze była w punkt.

W swojej dotychczasowej karierze nigdy nie miałem podobnego problemu i nie do końca wiem, jak go rozwiązać. Generalnie rzecz biorąc rozchodzi się o to, że Kacper zwykle musi przygotować na zajęcia konkretną wypowiedź pisemną / zadanie / rozwiązanie problemu etc., na zadany przeze mnie temat, co następnie jest bazą do naszej dyskusji na zajęciach. Zwykle wysyłał mi przed lekcją zdjęcia prac swoim telefonem - ot, kładł kartkę z zadaniem na kolanach i cykał fotkę.

Problem w tym, że z lekcji na lekcję tło zdjęć stawało się coraz bardziej odważne - a to wysłał zdjęcie kartki położonej na udach bez żadnego nakrycia, albo zdjęcie wykadrowane tak, by było wyraźnie widać jego bokserki. Przesada nastąpiła w momencie, gdy na jednym ze zdjęć znalazł się wystający z bokserek fragment jego członka. Powiedziałem wtedy stanowczo, że prosiłbym, żeby na zdjęciach, które mi wysyła, znajdowały się tylko i wyłącznie jego prace, lub też żeby pisał je na komputerze, a nie ręcznie. Kacper w ogóle się nie zawstydził i po prostu stwierdził, że nie ma najmniejszego problemu. Na kolejnych zajęciach otrzymałem już rzeczywiście zdjęcie "samej pracy", bez żadnych fragmentów ciała, jednak wyraźnie ochlapaną pewną wiadomego pochodzenia białą mazią. I tu prawdopodobnie popełniłem błąd, ponieważ nie zareagowałem w żaden sposób i poprowadziłem zajęcia jak gdybym niczego nie zauważył.

W kolejnym tygodniu następne zajęcia, a ja zastanawiam się, czy nie zerwać współpracy bez podawania powodu (wiąże nas umowa do końca semestru, więc będzie to dla mnie strata także finansowa i, co gorsza, wizerunkowa). Plus szkoda mi ucznia z tak dużym potencjałem intelektualnym i obawiam się, że może to mieć wpływ na moją karierę, gdy rodzice dowiedzą się, że zwlekałem z reakcją tak długo. Zastanawiam się, jak rozegrać to tak, byśmy zapomnieli o całej sprawie, a jednocześnie by chłopak nie poczuł się w żaden sposób urażony.

#hIQea

Kiedy miałem 7 lat, a mój młodszy brat zaledwie kilka miesięcy, zmarli nasi rodzice i dostaliśmy się pod opiekę wujka. Opiekował się nami, dopóki nie skończyłem 12 lat - wtedy tak naprawdę już tylko u niego mieszkaliśmy, bo przestało go to obchodzić.  Kiedy skończyłem 18 lat, rzuciłem szkołę i poszedłem do pierwszej lepszej pracy, żeby móc utrzymać siebie i brata. Niecały rok później wujek kazał nam się wyprowadzić, ale i z tym sobie poradziłem.

A mój brat... praktycznie go wychowałem.  Były problemy, przyznaję, w końcu nigdy nie miałem w tym żadnego doświadczenia, ale Bóg mi świadkiem, że starałem się jak mogłem. Ale im brat był starszy, tym problemy stawały się większe.

Kiedy miał niecałe 16 lat dowiedziałem się o tym, że bierze narkotyki. A dowiedziałem się tylko dlatego, że wylądował na SOR-ze. Byłem załamany, ale starałem się mu pomóc, naprawdę. Potem zaczęło się podbieranie pieniędzy, zawalanie szkoły, znikanie na noce - a myślałem, że to się dzieje tylko w telewizji. W końcu doszło do tego, czego najbardziej się obawiałem - nie chciałem mu dać pieniędzy, więc najzwyczajniej w świecie pobił mnie do nieprzytomności i uciekł.  Do tej pory nie mam z nim kontaktu, nie wiem nawet, czy jeszcze żyje.

Nie pamiętam dokładnie swoich rodziców, ale przez ten czas nauczyłem się wiele o rodzicielstwie. Nadal kocham brata i nigdy nie poszedłem z tym na policję, ale jestem już na wyczerpaniu. Mam nadzieję, że wszystko u niego OK i że niedługo wróci. Marzę, że zmądrzeje i poukłada sobie życie. Czekam na niego i mu pomogę, w końcu to mój brat.

#dfktU

Pracuję w drogerii już dobrych parę lat i wielu klientów zadowolonych lub nie przewinęło się na mojej zmianie. Jak to w sklepie - istnieje możliwość reklamacji... i tu się zaczyna akcja.
Otóż przychodzi do mnie pani typu blond dziunia, botoks i te sprawy (generalnie inteligencją nie grzeszy), pokazuje pudełko po kulkach brązujących, których jeszcze jest kilka w środku i mówi coś, co mnie totalnie zatyka:
- Dzień dobry, chciałam zareklamować ten badziew, bo łykam te kulki już drugi miesiąc i nie widzę opalenizny na skórze...

Do dzisiaj wniosek o reklamację - oczywiście odrzucony - wisi u nas na tablicy korkowej i jak mam gorszy dzień, to sobie lubię popatrzeć i się dowartościować przy okazji :D

#lsqDi

Wracałam dzisiaj ze szkoły, szła przede mną pewna parką: kobieta i mężczyzna, który niósł w dłoniach dwie torby zakupów. Po chwili ona spojrzała się na te reklamówki i powiedziała:
- Daj mi coś do potrzymania.
Na co on przełożył z jednej ręki reklamówki do drugiej i wyciągnął do niej tę wolną dłoń, wtedy ona nieco zdezorientowała powiedziała:
- Pytałam o torbę, nie rękę....
- Chciałaś coś potrzymać, to masz!
I z uśmiechem chwycił ją za dłoń.

Uśmiechałam się całą dalszą drogę do domu :)

#PBSKJ

Chcę śmierci mojego ojca.

Wychowałam się w patologicznej rodzinie. Mój ojciec pił, większość zarobionych pieniędzy wydawał na alkohol i kasyno, znęcał się nad moją mamą fizycznie i psychicznie.Traktował ją jak niewolnika, nie pozwalał jej mieć znajomych i chodzić do pracy, potrzebna mu była wyłącznie do gotowania obiadków i utrzymywania jego statusu samca alfa. Moja mama zawsze starała się ukrywać przede mną to, co robił jej ojciec, ale ja zawsze wiedziałam. Nieraz zdarzyło mi się nie przespać nocy z powodu strachu, że ojciec zrobi krzywdę matce, gdy ona śpi. Mając 10 lat byłam świadkiem tego, jak mój ojciec prawie zabija moja matkę, w ostatniej chwili weszłam między nich wiedząc, że mi nie zrobi krzywdy. Tamtej nocy powiedziałam mojej mamie, że ma to skończyć, że wolę żyć jako dziecko z rozbitej rodziny niż być świadkiem tego, jak ojciec ją zabija.

Rodzice się rozwiedli, po dwóch latach od rozwodu moja mama w końcu zarobiła na własne mieszkanie, umożliwiając nam wyprowadzkę z tego okropnego miejsca. Moje traumatyczne dzieciństwo odbiło się jednak trwale na mojej psychice.

W wieku 13 lat miałam pierwszą próbę samobójczą, w ostatniej chwili coś we mnie pękło, wiedziałam, że nie mogę zrobić tego mojej mamie po tym wszystkim co przeszła, co zrobiła dla mnie po to, żeby dać mi chociaż skrawki normalnego życia, nie mogłam jej zostawić samej. Starałam się zrobić wszystko, by stanąć na nogi, niestety mi się to nie udało. Od tamtego zdarzenia minęło już kilka lat, a ja wciąż żyję z depresją, ciągłym poczuciem winy i z nienawiścią do samej siebie, a to wszystko dzięki mojemu ojcu.

Dziękuję "tatusiu" za zniszczenie mi i mojej mamie życia, za twoje długi, które musimy spłacać, za SMS-y z pogróżkami, za nachodzenie nas. Z całego serca życzę ci, żebyś zgnił w piekle i dostał to, na co zasłużyłeś.

#mngkj

Chciałam Wam opowiedzieć o moim najbardziej zwariowanym roku,

Od 16 roku życia wplątywałam się w koszmarnie toksyczne relacje. Być może wpływały na to: moje wychowanie przez same kobiety, mocno pogrążane w depresji, ofiary choroby alkoholowej rodzica i partnera oraz przemocy fizycznej i psychicznej. Ja na siłę próbowałam uszczęśliwić drugą osobę, ale po kolejnym związku z niesamowicie toksycznym chłopakiem byłam na skraju samobójstwa i w głębokiej anoreksji i depresji.
Ponadto jakoś mocno wkładano mi w głowę, że to, że mam biust, urodę i wzrost, powinno być powodem do wstydu, a głębsza bluzka robi ze mnie ladacznicę.

Po zerwaniu (bardzo, bardzo ciężkim, musiałam wyjechać na jakiś czas z kraju, żeby w ogóle to przetrwać), poczułam niesamowity spokój i wolność. Przebywałam akurat na zagranicznym stażu. Pozwoliłam sobie w końcu włożyć piękną sukienkę, iść na drinka, śmiać się żartować i flirtować i nie czuć się przy tym jak wywłoka. Dotarło do mnie wtedy, że moje ciało nie jest grzechem ani powodem do wstydu, a rozmowa i uśmiech nie robią ze mnie osoby godnej pogardy.

Poszłam wtedy do łóżka ze znajomym poznanym podczas stażu. Seks był wspaniały, całą sytuacja pełna wzajemnego szacunku, a przy tym z dreszczykiem emocji, ponieważ mieliśmy się już w zasadzie nie spotkać.

To wtedy założyłam sobie konto na OkCupid. W przeciągu roku poznałam wielu interesujących, inteligentnych mężczyzn z całego świata. Kilku przyjechało do Polski specjalnie dla mnie. Z kilkoma widziałam się podczas różnych podróży.
Z niektórymi spałam, z innymi nie. Każde doświadczenie było świetne. Każda relacja dodawała mi wiary w siebie i uświadamiała, jak ciekawą, pociągającą i zabawną kobietą jestem.

Z wieloma mam kontakt do dzisiaj. Mam kilka pamiątek, w tym seks zabawkę od jednego z chłopaków, który obrał sobie za cel nauczenie mnie, jak osiągnąć orgazm.

Dzięki tym relacjom odkryłam, że relacja z mężczyznami może być przyjemna, satysfakcjonująca, seks przyjemny i pikantny. Udało mi się pozbyć tych dziwacznych polsko-katolicko-zjebanych uprzedzeń robiących z kobiet grzeszne ladacznice tylko ze względu na to, iż przytrafiło im się urodzić kobietami. Nauczyłam się, że dbanie o własne zdrowie psychiczne i umiejętność mówienia ''nie'' nie jest przejawem egoizmu.

Ten rok jest już dawno za mną, ale wiele mu zawdzięczam. Oczywiście, nikt nic nie wie... poza moim mężem, którego poznałam na OkCupid.

#LNYcI

Sytuacja działa się tydzień temu, a mimo to i tak do tej pory gdy o tym myślę łzy napływają mi do oczu.

Jestem młodym chłopakiem, moja pasja to mecze piłki nożnej, w skrócie jestem tzw. "kibolem" :) Tego dnia szedłem ulicą mojego miasta z uczelni do domu i wydarzyło się coś, co wzbudziło we mnie dosłownie agresję. Przede mną szedł starszy mężczyzna, podpierał się laską, a raczej kawałkiem patyka, nawet nie wiem jak to nazwać. Z naprzeciwka widziałem grupkę ludzi mniej więcej w moim wieku, średnia jak na wygląd 20-25 lat. Kiedy mijali się z tym mężczyzną, usłyszałem słowa typu "zgredzie, zajmujesz cały chodnik", "pieprzeni emeryci"... Kiedy jeden z nich, widać, że pijany, zaczynał szarpać mężczyznę, nawet nie zastanawiałem się i dosłownie wyjechałem jak czołg w tę grupkę. Kojarzę ich po twarzach, oni mnie też, bo to moje osiedle, więc wiedzieli, że jestem zawodnikiem tajskiego boksu, co spowodowało u nich dosłownie popłoch :)
Starszy mężczyzna najpierw się serio przestraszył, ale kiedy było już po wszystkim, spokojnie do niego poszedłem, zacząłem przepraszać, aż w końcu rozryczałem się jak baba na jego oczach ze wstydu z jaką pogardą moje pokolenie pochodzi do starszych osób. Po długiej rozmowie ze starszym panem, już pod jego blokiem (postanowiłem go odprowadzić), okazało się, że jest to nikt inny jak kombatant wojenny, działający w czasach okupacji sowieckiej na Kielecczyźnie. Żołnierz Wyklęty, NIEZŁOMNY. Tak właśnie poznałem żywego bohatera i mojego idola. A do tego będzie świadkiem na sprawie sądowej za pobicie, zakłócenie porządku publicznego, naruszenie nietykalności osobistej pięciu osób...
 
Powiem tyle, nie piszę tego, żeby znaleźć adwokata i daleko w poważaniu mam tę sprawę sądową, może to świadczy o moim lekkim braku odpowiedzialności, ale nie potrafiłem obok tego przejść obojętnie. Jeśli ci, którzy wytoczyli mi sprawę sądową jakimś cudem czytają to wyznanie, to mam dla was wiadomość ze środkowym palcem i butami na waszych ładnych buźkach, a dla reszty czytelników prośbę. Szanujcie starszych ludzi, bo wielu z nich walczyło o to, żebyście mogli czytać to wyznanie w polskim języku, a nie niemieckim czy rosyjskim. Pamiętajcie o tych, którzy oddali życie za waszą wolność, bo oni nawet nie zastanawiali się, czy bronić ojczyzny, tylko łapali za broń, a większość dziś obsikałaby swoje rureczki ze strachu...
Dodaj anonimowe wyznanie