#pGKH6

Chciałam jechać w wakacje z narzeczonym do malowniczej miejscowości poleconej mi przez przyjaciółkę na kilka dni wypoczynku. Marcin stwierdził jednak, że nie będzie brał wolnego w pracy na te chociaż dwa czy trzy dni, bo sobie tak wymyśliłam.
Przyznałam mu rację.

Zupełnie przypadkowo i omyłkowo niedawno zamówiłam najnowszą wersję jego ulubionej sportowej gry komputerowej do paczkomatu w dokładnie tej miejscowości, do której chciałam pojechać. Szach-mat, kochanie ;)

#5SS1k

Jestem z facetem od około 10 miesięcy. Nie mieszkamy jeszcze razem. Mamy wspólne hobby, jego rodzina mnie lubi. Natomiast mam jeden problem: jego była.

Rozstali się ponad półtora roku temu, podobno w miłej atmosferze. Nie mają żadnych wspólnych zobowiązań, ani dzieci. Po rozstaniu, a przed poznaniem mnie widzieli się może raz, czy dwa. Natomiast odkąd ona dowiedziała się o moim istnieniu co chwilę coś od niego chce. A to trzeba ją pocieszyć, bo jest ciężko chora, wręcz umierająca. A to coś pożyczyć, albo w czymś pomóc, albo coś innego.

Ostatnio nawet się z nim zabrała do kilku salonów optycznych, bo akurat w tym samym czasie szukała okularów.

Jego uczuć jestem pewna i wiem, że z jego strony to czyste koleżeństwo. Mówi mi o każdym spotkaniu i melduje się po. Natomiast nie wierzę w jej dobre intencje. Wydaje mi się, że ona cały czas liczy na jego powrót, tak mi podpowiada intuicja. Facet mówi, że przesadzam i jego uczuć mogę być pewna. Wydaje mi się, że on ma wyrzuty sumienia, że ją rzucił. Natomiast ja mam już dość tej baby i tego, że po takim czasie nie potrafi nawet spróbować ułożyć sobie życia. Mówi, że nowego faceta nie ma i nie szuka. Cały czas coś od niego chce. A ostatnio się okazało, że ona by chciała jeździć z nami na wycieczki, albo przynajmniej z moim facetem. Na co się nie zgodziłam i facet to uszanował. Tyle dobrego, ale nie zmienia to faktu, że przez te sytuacje jestem ciągle wkurzona i boję się, że ona w końcu coś odwali.

#67GEB

Ciekawi mnie wątek oszustów tinderowych.
Sama niemal padłam ofiarą faceta, który podawał się za kogoś, kim nie jest, jak się potem okazało, posługiwał się zdjęciami ukradzionymi z Insta... Mówił, że jest kapitanem statku i obecnie w rejsie w Singapuru do UK. Miał zdjęcia w mundurze i był diabelnie przystojny. Dziwne było to, że po trzech dniach stwierdził, że on usuwa Tindera, gdyż mnie poznał i jestem tą jedyną.

Po tygodniu pisania na WhatsAppie powiedział, że mieli sztorm i popsuła im się turbina, przez co stracili kontakt z całym światem... i działa mu tylko WhatsApp na tym jego satelitarnym telefonie. Krok po kroku prosił mnie, abym zamówiła mu nową turbinę przez swojego maila, a następnie opłaciła fakturę, a on mi zwróci kasę...
Wcześniej dla uwiarygodnienia wszystkiego podał mi hasło i login do swojego konta bankowego, na którym faktycznie miał kupę siana. Jak się potem okazało, była to fejkowa strona zrobiona przez jakiegoś chyba licealistę na lekcji informatyki.
Oczywiście nic mu nie wysłałam i kazałam spadać na drzewo. Jednak ciekawość sprawiła, że zaczęłam szperać w necie i okazało się, że ten sam gość, używając tych samych zdjęć, próbował tak nabrać kogoś w Niemczech (jest tam firma, która się specjalizuje w sprawdzaniu osób poznanych na portalach randkowych, które wyłudziły kasę, więc jest to zjawisko dość powszechne, że ludzie w ten sposób sobie "zarabiają").
Tak więc mój kapitan okazał się ściemą. A taki był ładny...

PS Słyszałam od znajomej, że jej dwóch kolegów wysłało laskom pieniądze na bilety do Dubaju, bo akurat są pilotami i tam mieszkają, oczywiście kobietek w życiu nie zobaczyli.

#SQAZ6

Od ponad roku mam psa, dokładniej suczkę. Mieszkam w małym bloku na najwyższym piętrze. Za to na samym dole mieszka pewne małżeństwo, również posiadają suczkę, która jest dość dużo większa od mojego psa. Problemem jest to, że pies z dołu jest agresywny do mojej suni.

Kiedyś gdy wychodziłam ze swoją na spacer, ta z dołu otworzyła sobie sama drzwi skacząc na klamkę i po prostu nas zaatakowała. Wydzierałam się wniebogłosy. Całe szczęście nic nie nam nie stało. Miałam nadzieje ze właściciele po tej sytuacji zaczną przekręcać drzwi na zamek i sytuacja się nie powtórzy. Niestety nie. Wczoraj znowu moja psina została zaatakowana, tym razem ma przegryzione ucho. Nie chcę, aby tamten pies został uśpiony czy zabrany, ale bardzo się boję. Czy ktoś wie gdzie powinnam to zgłosić?

#ntri1

Jakieś pół roku temu miałam dość duże problemy z zasypianiem. Kładłam się do łóżka o normalnej porze (dwudziesta druga to dla czternastolatki wcześnie), ale mimo to budziłam się okropnie zmęczona. Czytałam różne artykuły o tym, w jaki sposób można poprawić jakość snu. W kilku z nich napisane było, że według ekspertów najlepiej jest spać... kompletnie nago. Z początku nie przekonało mnie to z oczywistych względów. Ale kiedy pewnego razu zostałam na noc sama w domu postanowiłam spróbować. Na początku było mi trochę dziwnie leżeć pod kołdrą bez niczego, zwłaszcza, że była wtedy jeszcze zima, jednak następnego dnia wstałam już o siódmej wypoczęta i zadowolona.

Od tego czasu prawie zawsze przed snem zamykałam pokój na klucz i zdejmowałam z siebie wszystko. Oczywiście nikt oprócz mnie o tym nie wiedział. Do czasu...

Przedwczoraj około drugiej w nocy obudziłam się z pełnym pęcherzem. Po chwili dotarło do mnie, że jak zaraz nie znajdę się na kibelku to z moim prześcieradłem będzie źle. Tak jak wstałam, wybiegłam cichaczem do łazienki. Kiedy już sobie ulżyłam, wychodząc z łazienki usłyszałam głos mamy. Widocznie musiałam ją obudzić hałasem spłuczki. Zapytała mnie, czy wszystko jest dobrze. Zamarłam na chwilę i natychmiast zakryłam swoje miejsca intymne rękami. Dopiero po chwili odpowiedziałam mamie, że wszystko jest dobrze. Nie było jeszcze aż tak jasno, ale wydaje mi się, że mnie widziała. Wróciłam do pokoju tak szybko, jak tylko umiałam.

Resztę nocy spędziłam zastanawiając się co teraz będzie. Przez cały następny dzień nic mi o tym nie powiedziała, chociaż pewnie o wszystkim wie. Nadal chodzę spać nago, ale jestem już bardziej ostrożna. Mimo tego nadal dręczy mnie myśl, że kiedyś ktoś znowu mnie nakryje i będę miała z tego powodu poważne konsekwencje.

#ymDAl

Przyjęcie urodzinowe marzeń?

Dużo gości, wszyscy wystrojeni, najbliższa rodzina i znajomi. Ponadto wielki tort, stos prezentów i zabawa do późna przy ulubionych potrawach, napojach oraz muzyce do której można tańczyć aż do zmęczenia...

Dokładnie tak było w dniu naszego ślubu, gdy z obecnym już mężem i naszymi bliskimi świętowaliśmy również jego 30 urodziny, jak wspomina, najlepsze jakie miał w życiu i nie żałuje, że oddał mi swoje nazwisko, a ja już wiem, że nigdy nie zapomni o naszej rocznicy :)

#w5SoY

Gdy choroba mojej siostry zmusiła ją do siedzenia w domu, rodzice kupili jej laptopa, dzięki któremu odkryła świat gier MMO RPG. Wciągnęła się w nie, przez co mogła się oderwać od bólu, lekarstw oraz zastrzyków. W grze znów czuła się zdrowa i silna. Poznała również wiele wspaniałych osób, z którymi wspólnie dzieliła swoje pasje. Nie chciała im mówić o swojej chorobie, nie chciała by jej współczuli lub by co chwila pytali się jak się czuje. Dla nich chciała być taka jak jej wirtualna postać.

Z czasem zauważyłam, że znów zaczęła się uśmiechać, a nawet donośnie śmiać. Wyglądała jakby odzyskiwała energię. Okazało się, że to dzięki jednemu chłopakowi, który samym słowem "Hej" potrafił poprawić jej humor. To było naprawdę wspaniałe uczucie móc ją taką zobaczyć. Dla niego pokonała nawet swoją nieśmiałość i zaczęła rozmawiać z nim na ts, później także z szerszą grupą osób. Najgorsze dla mnie i rodziców było to jak opowiadała o dniu spędzonym w szkole, w której nie mogła być.

Czasem, gdy musiała przez dłuższy czas leżeć w szpitalu, widziałam jak odchodzi od niej to szczęście, jak patrzy się w szybę myśląc o swoich znajomych, którzy zapewne zastanawiali się gdzie ją wywiało. Po powrocie do domu tłumaczyła się, że musiała zrobić sobie przerwę od gry. Trzeba przyznać, że zawsze gdy dostawała laptop do rąk, od razu "odżywała".

Pewnego dnia powiedziała mi, że dla tego chłopaka mogłaby wsiąść w pociąg i pojechać na drugi koniec Polski, więc spytałam ją dlaczego by nie? Jeśli ona nie może, to może on przyjechałby do niej? Okazało się, że rzeczywiście, chłopak zgodził się przyjechać. Rodzice byli wpierw przeciwni spotkaniu, ale gdy zobaczyli jak bardzo jej na tym zależy zgodzili się, pod warunkiem, że wraz z ojcem pójdziemy ich pilnować z pewnej odległości. Siostra czuła się wtedy naprawdę dobrze, co prawda bała się, że jej znajomy wreszcie dowie się o jej chorobie.

Dzień przed spotkaniem była taka pobudzona, pełna życia, śmiała się. Myślała w co się ubierze, o czym będzie z nim rozmawiać. Cały czas powtarzała, że nie da rady zasnąć.

Odeszła tej samej nocy, bezboleśnie, spokojnie. Dopiero następnego dnia przypomniałam sobie o chłopaku, który zapewne poczuł się wystawiony. Zebrałam się i zadzwoniłam do niego, by chociaż podziękować mu za to, że był z nią, że umiał przynieść jej ukojenie w cierpieniu.

Przyszedł na jej pogrzeb, by chociaż tak spełnić jej marzenie o spotkaniu.

#yQk8M

Kilka lat temu w okresie świąt odwiedził mnie dobry kumpel jeszcze z czasów szkoły. Nazwijmy go X na potrzeby tej historii. Istotne dla dalszego rozwoju sytuacji jest to, że był wtedy sam, bo jego dziewczyna gdzieś wyjechała. No i tak sobie siedzimy w składzie: X, moja żona i ja. Piwko, ploty itd. Nagle sielankę przerywa telefon - do żony dzwoni mama i ostrzega, że wybiera się (bezczelnie wprasza) do nas dawno niewidziana rodzina, z którą kontakty mamy, delikatnie mówiąc, luźne...

Sytuacja patowa - wiedzą, że jesteśmy w domu, a od teściów mają jakieś 20 min autem, co oznacza koniec imprezy, no więc X się zbiera, a my żegnamy go z bólem serca i wizją spędzenia reszty wieczoru z ciastem zamiast piwka. Wtedy obudził się we mnie troll i rzuciłem żartem w stylu "może odprowadzę X na miasto, a ty przyjmiesz wujka i ciocię sama?". O dziwo żona zgodziła się od razu, więc zaczynamy się szybko zbierać :)

Stwierdziliśmy, że ja muszę wyjść z domu jak najszybciej, żeby się nie nadziać na gości, więc łapię browary ze stołu, wskakuję w buty i wychodzę. X ma jeszcze zaliczyć WC i dogonić mnie już na dworze.

Resztę akcji znam już tylko z opowieści :D
W czasie gdy ja czekałem między piętrami, rodzinka wjechała na górę windą i okazała się szybsza od X, który też chciał zdążyć wyjść zanim przyjadą.

I teraz wyobraźcie sobie sytuację. X otwiera drzwi i widzi rodzinę żony z niezłym karpiem na twarzach na korytarzu. X się spieszył, więc ma rozwiązane buty i rozpiętą koszulę pod szyją (gorąco mu u nas było), a kurtkę trzyma w ręce. Zza X wychyla się moja żona. Mnie nie ma w domu. X odebrało mowę jak ich zobaczył, więc zdążył tylko wydusić "dzień dobry, eee... ja już pójdę" :D

Do dzisiaj pewnie plotkują o tym, jak duże mam rogi :D

#b6le3

W semestrze letnim akademickim musieliśmy wysłać referaty.

Zasada była taka, że musi być na 5, ale można odsyłać poprawiony aż do końca terminu. Jeśli chodzi o treść merytoryczną, to nie było się do czego przyczepić, ale ciągle coś wykładowcy nie pasowało z zapisem przypisów i bibliografii.

Po 11 próbach wkurzyłem się i postanowiłem sprawdzić czy on to w ogóle czyta. Postanowiłem wysłać mu ten sam referat co poprzednio. Plan był taki, że najwyżej powiem, że wysłałem zły plik i przeproszę.

Dostałem taką samą odpowiedź, ale chyba się nie skapnął, że zastosowałem autoplagiat.

Ten manewr zastosowałem jeszcze kilka razy i wreszcie dostałem odpowiedź, że referat zaliczony.

Także... Pozdrawiam przyszłych absolwentów szkół wyższych xD
Dodaj anonimowe wyznanie