#dbeSq

Mieszkam w bloku. Niestety, ściany u nas są dość cienkie, można usłyszeć co głośniejsze dźwięki z sąsiednich mieszkań.

Pewnego dnia zostałam akurat sama w domu, korzystając z nieobecności rodziców postanowiłam dać upust swoim pragnieniom i sobie... pośpiewać. Nigdy nie miałam dobrego głosu, więc przy innych się wstydzę, ale mimo braku talentu lubię sobie czasem zrobić własny koncert. Akurat miałam chęć na piosenki z bajek Disneya, a konkretniej z "Pocahontas". Fragment "Czy wiesz czemu wilk tak wyje w księżycową noc, i czemu ryś tak zęby szczerzy rad?" upodobałam sobie wystarczająco, aby zaśpiewać go kilka razy tego wieczoru, przyznam, że straciłam panowanie nad sobą i mogło wyjść trochę głośno...
Nagle przeszkodził mi dzwonek drzwi, poszłam więc otworzyć, a tam moim oczom ukazał się mój sąsiad, dość wysoki i przystojny, dotychczas mówiliśmy sobie tylko cześć, mijając się na korytarzu. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczami, otworzył usta i spytał...
- No i czemu ten wilk tak wyje, co?

#w9JrS

W zeszłym roku w wakacje razem z kumplami siedzieliśmy jak co roku w klubie żeglarskim, w którym mamy domki, przyczepy itp. Nasi rodzice są klubowiczami, więc prawie całe wakacje spędzamy sobie nad jeziorkiem i szlajamy się po okolicy.

Zawsze jak jest ciemno to gramy w chowany-ganiany i nikt nigdy nie chce szukać pierwszy. Drogą sprawiedliwej demokracji (poczujcie ironię) ja i kolega zostaliśmy wybrani do szukania. Usiedliśmy na huśtawkach na placu zabaw i odliczaliśmy minutę gadając o czymkolwiek.

Zaczęliśmy szukać naszych kumpli, ale po dwudziestu minutach, w ciągu których nie udało się nikogo złapać, zrezygnowaliśmy z szukania. Wydarliśmy się na pół klubu, że się poddajemy i usiedliśmy na szlabanie, który blokował przejazd samochodów z parkingu między domki oraz łódki. Po paru minutach zaczęli wracać pozostali i nabijali się z nas, że nie daliśmy rady. Gadaliśmy trochę, a potem jeden kumpel skoczył na szlaban obok mnie, nie wiadomo po co. Usłyszałam trzask, a szlaban pod naciskiem trzech osób złamał się w miejscu spawania. Wylądowaliśmy na tyłkach, śmiejąc się głośno. Po pozbieraniu resztek godności z ziemi kolejny kolega powiedział, że tu są kamery... Rzeczywiście, na budynku trzy metry dalej białe pudełko celowało w nas obiektywem. Stwierdziliśmy, że się nie przyznajemy i modlimy, aby nie szukali sprawców, a potem rozeszliśmy się do swoich domków.

Następnego dnia siedziałam sobie pijąc kawę razem z moim tatą i bosmanem (panem, który odpowiada za wypożyczalnie sprzętu wodnego) i bosman mówi, że ktoś rozwalił szlaban. Tata powiedział, że pójdzie sprawdzić kamery kto to zrobił i w tym momencie zachłysnęłam się kawą. Dzwonię do kumpli, którzy jeszcze spali, żeby zbierali tyłki i przyszli tu szybko. Mój tata z bosmanem poszli do innego budynku sprawdzić zapis nagrań, ale po chwili idą w kierunku miejsca, gdzie są kamery. Oglądaliśmy ich z ukrycia na pokładzie łódek stojących na placu i wtedy mój tata powiedział coś, przez co uniknęłam zawału serca "Coś w nią przywaliło i nic nie nagrała".
W ten sposób uniknęliśmy odpowiedzialności, a szlaban został naprawiony.

W tym momencie dziękuję temu gołębiowi, który wg nagrań z innej kamery, która obejmowała tę zepsutą (na szczęście krzaki zasłaniały szlaban), przywalił w kamerę i tym samym zepsuł to urządzenie.

#7NrFe

Ja, zwykły chłopak, typowej urody. Ona, piękna, mądra. Moja dziewczyna! Prawie rok zajęło mi dotarcie do niej, naprostowanie jej psychiki, ale udało się!

Miała pewną przypadłość. Mianowicie jej piękne ciało było pokryte w niektórych miejscach większą ilością włosów niż u normalnej, zdrowej kobiety. Trudne do usunięcia na dłuższą metę, odrastały szybko, do tego podrażnienia itd. Jednak nie przeszkadzało mi to w ogóle. Kochałem ją szalenie i starałem pomóc. Choć wizyty u specjalistów przyniosły marne efekty, to - jak sama stwierdziła - dzięki mnie poczuła się w końcu kochana i lepiej jej ze sobą.

Na 5 rocznicę wręczyłem jej kopertę. Była tam zbierana przeze mnie przez 4 lata suma pieniędzy, która starczyła na zabiegi laserowe, by usunąć z jej ciała to zbędne owłosienie, które nadal pomimo wszystko spędzało jej sen z powiek.
Pomijam tamtą radość, jej płacz ze szczęścia. Po ponad pół roku wszystkich zabiegów zostawiła mnie... twierdząc, że teraz może mieć każdego.
Życzę Ci szczęścia...

#OV9PJ

Mam 24 lata, długie włosy, piękną sylwetkę (płaski brzuch, okrągłą pupę, świetne nogi), nie jestem ani za niska, ani za wysoka - taka w sam raz. Mam piękną, oryginalną, słowiańską urodę. Ludzie mnie uwielbiają, spełniam się w swojej pracy, w której mam kontakt z drugim człowiekiem, uwielbiam to! Mam cudownego faceta, swojego wymarzonego z wyglądu i z charakteru. Wynajmujemy razem mieszkanie już dwa lata. Wygląda to pięknie, prawda?

Oprócz tego co napisałam u góry jestem również alkoholiczką, kleptomanką i cierpię na zaburzenie odżywiania, kompulsywne objadanie się. I nie trwa to rok czy dwa... Mam również 3 wyroki i wysokie długi - ot, błędy z młodości...

Chciałam to z siebie wyrzucić i też pokazać, że z zewnątrz idealny człowiek (uważana jestem za bardzo atrakcyjną osobę) też ma swoje drugie ja... Może nie każdy, ale jednak.

#J6GPB

Tyle tu o oświadczynach, że aż muszę podzielić się własną historią!

Przyszło wesele mojego brata. Po wielu toastach na podest wszedł mój ukochany. Złożył gratulacje młodej parze i wtedy stało się coś czego zupełnie się nie spodziewałam. Mój chłopak zaczyna zwracać się do mnie, mówi, że jestem najważniejszą osobą w jego życiu. Puls w tym momencie przyspiesza, widzę jak luby wyciąga z kieszeni małe eleganckie pudełeczko, którego przeznaczenie jest wszystkim znane. Serce bije jak oszalałe i ze stresu nie wiem co robić. Mimo że nie wyczekiwałam tego, czuję, że będzie to jedna z najważniejszych chwil mojego życia. Obserwuję jak ukochany schodzi po schodkach na parkiet i coś mówi, ale ja go nie słyszę. Myślę sobie "chyba powinnam wstać"? A może podejść do niego? Decyduję się na obie rzeczy. Nogi jak z galarety, ale niezdarnie próbuję wykonać jakiś ruch, chociaż wszystkie oczy gości skupione na mojej osobie. I w tym momencie moje szpilki płatają mi figla. Próbuję złapać równowagę i czego się łapię? Obrusu. Lecę do tyłu i ciągnę za sobą prawie całą zastawę stołu. W locie mam myśl jeszcze, żeby złapać się krzesełka brata siedzącego obok, tak więc robię, a on leci razem ze mną. A właściwie na mnie. Tak więc z gracją rozwaliłam się prawie na środku sali razem z panem młodym, tłukąc wszystko co było wokół.

Chwila szoku i niedowierzania w to co się stało. Szybko ogarniam swój stan i brata. O dziwo - wciąż żyjemy!
I nagle dociera do mnie co zrobiłam, ale wtedy mój chłopak nie patrząc na to, co się przed chwilą stało, klęka obok mnie (wciąż leżącej) i nadchodzi ten kulminacyjny moment, brat (wciąż leżący) trzyma mnie za rękę, aby dodać mi otuchy... Łzy szczęścia i wzruszenia napływają mi do oczu, gdy widzę rękę z pierścionkiem wyciągniętą w moją stronę. Ledwo docierają do mnie jego słowa:
- Jeśli chcesz możesz zrobić dwa razy większą zadymę na naszym weselu, tylko zostań moją żoną.
Popłakałam się ze śmiechu, ale zgodziłam się.
Wesele za rok, może nauczę się utrzymywać równowagę.

#xEcCn

Mam przyjaciela, z którym chodzę do tej samej klasy liceum. Jest on grubym nieudacznikiem, którego nie chce żadna dziewczyna - tak myśli moja klasa. A jaka jest prawda?

Zawsze gdy gdzieś razem wychodzimy (teraz rzadziej się to zdarza, bo jest lockdown), to raczej on zagaduje do dziewczyn, a ja po prostu w pewnym momencie dołączam się do rozmowy. Koleś może nie jest Zackiem Efronem, ale ma taką gadkę, wiedzę o świecie i masę ciekawostek w garści, że każda dziewczyna chętnie z nim rozmawia, a większość daje mu numer telefonu.
Większość dziewczyn później nawet chce się z nim spotkać (wiem, bo pokazywał mi SMS-y). On sam nie ma dziewczyny i nawet przyznał mi się, że jest prawiczkiem. Dlaczego tak jest? On twierdzi, że nie chce wydawać kasy na dziewczyny tylko po to, żeby być w związku, a poza tym szkoda mu czasu na randki. Jako że rozmawiamy o wszystkim, to powiedział, że w zupełności wystarczą mu pornosy i masturbacja, a jak mu się znudzi, to zamówi "pannę z roksy".
Sam dzięki niemu byłem już w trzech związkach.

Ci, którzy go nie lubią, pytają dlaczego się z nim zadaję i ciągle zarzucają mu, że nie ma dziewczyny. No to odpowiadam, że po prostu jest spoko, albo podaję jakąś wymijającą odpowiedź. Ale zawsze śmiać mi się chce w takiej sytuacji. Powiem wam, że ja te ich dziewczyny widziałem i z wyglądu nie dorównują żadnej, z którą mój przyjaciel mógłby być, gdyby tylko chciał.

#g1ZnF

Historia, którą Wam opowiem, przydarzyła mi się kilka lat temu. Do tej pory nie wie o tym nikt, poza mną i kilkoma osobami, które były w nią zaangażowane...

Zacznijmy od tego, że pochodzę z bogatej rodziny. Przez całe życie niczego mi nie brakowało, z rodzicami miałam stabilne stosunki, choć nigdy przesadnie się mną nie interesowali. W domu mieliśmy gosposię, sprzątaczki, ogrodnika - słowem, nie musieliśmy się zajmować absolutnie niczym. Kiedy byłam młoda, zauważyłam, że w pewien sposób odstaję od swoich rówieśniczek. Podczas gdy one marzyły o przystojnych chłopakach, mnie to jakoś nie interesowało. Od kiedy bowiem pamiętam, fantazjowałam o upokorzeniach, pogardzie, służeniu, byciu bitą, a wreszcie o tym, by być wykorzystywaną przez naprawdę obleśnych ludzi. Czas mijał, a moja fantazja stała się dla mnie prawdziwą obsesją. Nie potrafiłam skupić uwagi na niczym, tylko ciągle rozmyślałam, co by było gdyby... Tak minęła mi podstawówka i liceum, a na studia poszłam do innego miasta, setki kilometrów od domu.

Pewnego wiosennego dnia wybrałam się na przejażdżkę rowerem. Po drodze skończyła mi się woda, więc wstąpiłam do pierwszego lepszego sklepu. Na zapleczu siedziało kilku amatorów tanich trunków, którzy gwizdali na mnie i komentowali między sobą moje "walory". Niewiele myśląc, ucięłam sobie z nimi krótką pogawędkę, w trakcie której zaproponowali mi, bym się z nimi napiła. W mojej głowie zaświtała myśl, że oto nadarzyła się szansa. Poszłam z nimi do domu jednego z nich - alkohol zrobił swoje, rozkręciłam się na tyle, że zostałam tam przez całą dobę. Nie będę tu opisywać dokładnie, na czym polegał mój pobyt, bo nie takie jest przeznaczenie tego portalu, jednak muszę wspomnieć, że w pewnym momencie gnieździło się ich tam pięciu... Na jednym razie się nie skończyło.

Trwało to przez trzy lata, w każdy dzień wolny - najdłużej spędziłam tam ponad tydzień. Moje koleżanki myślały, że jestem u rodziców, a rodzice - że bawię się z koleżankami. Na szczęście nikt z moich znajomych nie zauważył mnie wracającej do siebie boso, czasami nawet zimą, w podartych łachmanach, bo w przypływie euforii kazałam im niszczyć swoje ubrania, bym nie miała w czym jechać do domu. Pozbawiona jakiejkolwiek godności, bita i nie tylko, usługiwałam im na wszystkie sposoby. Jadłam to, czego oni zjeść nie mogli, piłam tylko wodę ze studni, spałam w piwnicy lub stodole, a ponadto robiłam rzeczy, o które nikt przy zdrowych zmysłach by mnie nie posądził. W zasadzie sprawdzili na mnie chyba wszystkie sposoby zadawania bólu, co nie było szczególnie dużym wyczynem, bo dwóch z nich miało tzw "żółte papiery"...

Czy do dzisiaj mam z tym jakiś problem? Nie. Blizny się zagoiły, choroby żadnej nie złapałam, podobnie jak niechcianej ciąży. Traktuję to jako wybryk młodości, którego wcale w sumie nie żałuję...

#qsE87

Przykro mi to pisać, ale odnoszę wrażenie, że krakowscy kierowcy, zwłaszcza ci w droższych autach, to ludzie mocno ograniczeni umysłowo. Wjeżdża taki pan albo pani do innego miasta (chociaż w swoim też pokazują chamstwo) i wydaje się mu, że wszystko mu wolno. Wymuszanie pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi, duże przekroczenia prędkości w mieście i nieużywanie kierunkowskazów. To ostatnie to taka wizytówka krakusów-kierowców, coraz częściej mam podejrzenie, że ci ludzie kupują auta bez kierunkowskazów w wyposażeniu. I najczęściej jest to BMW.

Dzisiaj wracałam sobie do domu z pracy, jechałam przepisowe 50 km/h, w pewnym momencie sportowe BMW z krakowskimi blachami zjechało na mój pas - oczywiście bez kierunkowskazu. Gdyby nie mój refleks, wjechałabym w "dupę" cwaniakowi. Udało mi się stanąć na jego wysokości na kolejnych światłach. Okazało się, że za kierownicą siedzi blond paniusia, która była wielce zbulwersowana tym, że śmiałam jej zwrócić uwagę, powiedziała "spierdalaj" i pokazała środkowy palec. Czego więcej można się spodziewać po czymś (ciężko to nazwać człowiekiem), co przerasta czynność zasygnalizowania zmiany pasa ruchu?

W sumie to się cieszę, że ta debilka była tak pewna siebie jak wystawiała do mnie środkowy palec, bo wszystko - od stworzenia przez nią zagrożenia w ruchu drogowym aż po pokazanie fucka - się nagrało, a nagranie zostało przekazane policji. Nie lubię donosić, nie jestem z tych, którzy dzwonią na straż miejską, kiedy widzą krzywo zaparkowany samochód, ale takich durnych cip, które myślą, że są bezkarne na drogach nie będę tolerować. To się cwaniara zdziwi ;)

#F9jHv

Nie poszczęściło mi się w liceum, jeśli chodzi o klasę. 23 dziewczyny na 28 osób, z czego zdecydowana większość pasowałaby do kompletu „iPhone + airmaxy + tatuś prawnik”. Nie piszę tego jako biedna uczennica, która tak naprawdę im tego zazdrościła, bo sama na brak pieniędzy nie mogę narzekać, lecz w porównaniu z nimi nie ukazywałam tego, że pochodzę z zamożnej rodziny. Ba! Nieraz kupuję ciuchy w second handach, tak że zbrodnia okropna!

Z powodu mojej "inności" byłam przez elitkę klasy wyśmiewana, konkretnego powodu nie znam, po prostu się im nie spodobałam. Nieważne co zrobiłam, zawsze było złe, brzydkie etc. Pewnego dnia wychowawca zapytał, czy ktoś zna kogoś, kto potrafi robić zdjęcia, bo potrzebne nam tablo, a że sama interesuje się fotografią, a nawet moje zdjęcia są popularne i chwalone w internecie, to się zgłosiłam. Pokazałam przy klasie próbkę moich zdjęć, lecz elitka stwierdziła, że to "pikseloza" i odrzucili moją propozycję. No OK, płakać nie będę, zapomniałam o całej sytuacji na długo.

Już pod koniec klasy maturalnej, gdy byłam u mojego chłopaka w domu, przyjechała jego kuzynka z narzeczonym i osobiście zaprosiła całą rodzinę na ślub. Rozmawiali przy stole i moi "przyszli teściowie" zaczęli wychwalać zdjęcia mojego autorstwa i pokazali im kilka moich prac. Kuzynka chłopaka była tak zachwycona i zapytała, czy bym mogła porobić na ich ślubie zdjęcia, bo są niczym z profesjonalnego studio, zgodziłam się, ale pod warunkiem, że uznają to za prezent ślubny.

W następny poniedziałek wchodzę do klasy, gdzie główna przywódczyni stada gada coś o weselu, a gdy mnie zobaczyła, aż podeszła z plikiem zdjęć i powiedziała, że jej brat będzie mieć superwypasionymagicznyfantastyczny ślub i mają takiego super fotografa, że moje zdjęcia są przy nich nędzne. Patrzę i nie wierzę własnym oczom, bo to moje zdjęcia, które rodzice chłopaka dali jego kuzynce. Przyznałam jej rację, że rzeczywiście są lepsze, że takie profesjonale, fotograf pewnie z najlepszej półki. Potwierdziła, dodając, że to FOTOGRAF GWIAZD. Mój mózg już płakał ze śmiechu, ale wciąż ze spokojem mówiłam, że się cieszę etc.

Wyobraźcie sobie minę tej dziewczyny, gdy:
a) dowiedziała się, że chodzę z kuzynem jej bratowej
b) fotografem gwiazd okazałam się ja.

#a4v0N

Otarliście się kiedyś o śmierć tak blisko, że jej stęchły oddech połaskotał was po karku? Kiedyś, jeżdżąc sobie po Peru, zachciałem zobaczyć słynne linie z Nazca – to leciwe geoglify pokrywające jedną z pustyń na zachodzie kraju. Aby je zobaczyć, można skorzystać z prymitywnych konstrukcji służących za wieże widokowe, albo skorzystać z usług lokalnego lotniska. Dziesięć lat temu startowały stamtąd stare, kilkuosobowe, rozklekotane samoloty. Ogorzały pilot kalkulował sobie „na oko” ile benzyny trzeba zalać i zabierał ekipę na pokład maszyny, która od kilku dekad powinna dokonywać żywota na jakimś peruwiańskim złomowisku. Czasem dochodziło do awarii, czasem kończyło się paliwo… Na szczęście niedaleko znajdowała się Panamericana – długa droga ciągnąca się przez całe południowoamerykańskie wybrzeże, więc w razie kłopotów samoloty lądowały na asfalcie. Nie zawsze jednak miały na to szansę.

Na lotnisku nie było nic poza pasem startowym i budą służącą za lotnisko, stragan z pamiątkami oraz kiosk z czipsami i colą. Zmęczony upiornym upałem i klimatem tak suchym, że byłem już o krok od mumifikacji za życia, poczłapałem do wspomnianej budy po jakiś napój. Wówczas to jak na złość zjawił się pilot samolotu, którym miałem lecieć. Korzystając z zamieszania i mojej chwilowej nieobecności, jakiś facet wcisnął się na moje miejsce. Kiedy wychodziłem z budynku sącząc gazowany płynny ulepek, zobaczyłem wzbijającą się Cessnę. Napój kosztował mnie pół godziny czekania na moją kolej i, jak się wkrótce okazało – była to doprawdy niska cena za uratowanie mi życia. Samolot rozbił się dziesięć minut później. Wszyscy zginęli.

Nawet nie wiecie, jak bardzo dziękuję losowi, że pragnienie wygrało wówczas z moją silną wolą. Mógłbym dziś nie pisać tych słów.
Dodaj anonimowe wyznanie