#zNXKn

Kolejna historia o tym, jak sprowadzić na ziemię frajera (przepraszam za to słowo, ale inaczej nazwać się tego pana nie da ;))

Jakiś czas temu na imprezie poznałam przystojnego faceta. Żeby chwilę porozmawiać na spokojnie, wyszliśmy na parę minut z klubu. Chłopak prawił mi komplementy, czarował uśmiechem. No cud miód, nie ma co. Było mi zimno, więc przytulił mnie, spojrzał w oczy i zapytał, czy może mnie pocałować. Grzecznie odmówiłam, gdyż jestem kobietą z zasadami i nie całuję się na imprezach z nowo poznanymi mężczyznami. On przyjął to z pokorą. Powiedział, że jest mną oczarowany. I tak od słowa do słowa wymieniliśmy się numerami telefonu.

Pisaliśmy ze sobą około tygodnia. W planach mieliśmy już nawet spotkanie. Przez telefon mówił mi, jaka to jestem wyjątkowa, że jestem piękna i gdzie podziewałam się cały ten czas. Wydawało mi się to dziwne, że po tak krótkim czasie znajomości mówi mi coś takiego, ale okej, pomyślałam że może po prostu takie dobre wrażenie na nim zrobiłam.
Postanowiłam odszukać go na Facebooku. Głupio było mi pytać o nazwisko, więc zabrałam się za znalezienie go sama. Wiedziałam, jak ma na imię oraz że jest DJ-em w pewnym klubie. Te dwie informacje mi wystarczyły. Znalazłam go.

Jak się okazało, miał dziewczynę. Gdybym chociażby podejrzewała, że może kogoś mieć, w życiu nie ciągnęłabym tej znajomości. Byłam wściekła. Chciałam natychmiast zadzwonić do niego i zażądać wyjaśnień. Przyszedł mi jednak do głowy pewien plan...

Napisałam do jego dziewczyny, jak jej ukochany zachowuje się, kiedy nie ma jej w pobliżu. Dziewczyna była w takim szoku, że nie mogła w to uwierzyć. Ostatecznie przekonały ją screeny wiadomości od niego, które jej wysłałam. Poprosiłam też o to, żeby na razie nie zdradzała mu, że o wszystkim wie. Ciężko było ją przekonać, ale po wytłumaczeniu jej mojego planu, zgodziła się.

Z panem frajerem umówiłam się na następny dzień. Nalegał, żeby spotkać się w jakimś ustronnym miejscu. Zaprosiłam go do siebie. Kupiłam wino, zrobiłam dobrą kolację. Punkt dwudziesta przyszedł wystrojony w koszuli, pachnąc jak perfumeria. Zaprowadziłam go do stołu, który nakryty był dla trzech osób. Wytłumaczyłam mu, że na chwilę przyjdzie moja przyjaciółka. Nie był najszczęśliwszy.
Dziesięć minut później zabrzmiał dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a tam... niespodzianka! Jego dziewczyna. Powiedziała mu, że z nimi koniec i że nie chce go znać. Jego mina nie była bezcenna. Z chęcią zapłaciłabym, żeby znowu ją zobaczyć. Po serii standardowego "ale to nie tak jak myślisz", wykopałyśmy go z mojego mieszkania.

Wino wypiłyśmy same, kolację zjadłyśmy.
Uprzedzając pytania... Nie jesteśmy przyjaciółkami. Dziewczyna była jednak za mocno zraniona i myślę, że po części było jej przykro, kiedy na mnie patrzyła.
W sumie to się nie dziwię.

#AJ4dh

Kiedyś pracowałem w lombardzie. Niestety często miałem zbyt miękkie serce i czasami gdy przyszedł ktoś biedniejszy płaciłem więcej niż dany przedmiot był wart. Oczywiście zostawało to potrącone z mojej pensji. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę jak głupi byłem, a uświadomił mi to kolega z pracy.

Pewnego dnia przyszedł do nas smutny chłopiec, zapytał, czy nie można by taniej sprzedać tych gier, bo on jest fanem gier, ale niestety jego rodzice nie mają pieniędzy i mu nie kupią. Porozmawialiśmy chwilkę i uznałem, że mogę mu to zafundować (gra co prawda na najnowszą konsolę, ale była używana i kosztowała 15 zł, więc nie były to duże pieniądze dla kogoś ze stałą pracą). Chłopak bardzo się ucieszył, podziękował mi i poszedł. Minął jakiś czas, po czym do pracy przyszedł wcześniej wspomniany kolega. Opowiedziałem mu co się stało, a on popatrzył się na mnie jak na debila i zapytał:
- Czy ty jesteś debilem?
Zdziwiłem się, bo spodziewałem się innej reakcji.
- Dlaczego?
- A powiedz mi, czy gdybyś dostał taką grę, to byś w nią grał?
- Noo, chyba tak, bo fajna jest...
- Nie, nie pytam, czy byś chciał, tylko czy mógłbyś w nią zagrać, gdyby ktoś ci ją dał?
- No nie, bo ja nie mam konsoli, na komputerze gram.
- No właśnie, a skąd biedny dzieciak, dla którego 15 zł to za dużo, miałby mieć najnowszą konsolę, żeby sobie odpalić tę grę?

Niestety musiałem przyznać mu rację. Po tej sytuacji nie byłem już tak litościwy.
Wniosek? Nie oszukujcie ludzi, bo przez to zniechęcacie innych do pomagania. Przez takie zachowanie ludzie myślą, że jeśli ktoś nie ma pieniędzy, to jest naciągaczem. Sam przez tę sytuację miałem opory przed wpłacaniem na różnego rodzaju zbiórki, bo pamiętałem o tamtej sytuacji.

#3GCq3

Mój ojciec zrobił mi kiedyś taki przypał, że aż do dziś robi mi się słabo na samą myśl o tym.

Żyjemy w malutkiej mieścinie – mamy tu parę osiedli, kościół, przedszkole i liceum. Wyobraźcie sobie, że mój ojczulek pewnego czerwcowego poranka wyszedł pogadać z sąsiadem przez płot i drzwi od domu się zatrzasnęły. W środku lekcji, bez pukania, wkroczył więc do sali, w której akurat mieliśmy zajęcia, odziany jedynie w piżamę oraz kapcie i zwrócił się do mnie (czerwonego niczym pawiani zad): „Paprochu, kurde, wyskakuj z kluczy. Do chaty nie mogę wrócić, a kawa mi stygnie!”.

Ta sytuacja stała się już legendą i do dziś koledzy przezywają mnie „Paproch”.

#2g2Tb

Karolinę poznałam w podstawówce, kiedy pomagała wyciągnąć mi gumę do żucia z włosów i pozbierać przybory do plecaka. Przeprowadziłam się z rodzicami w wieku 7 lat do innego miasta, wiązało się to ze zmianą szkoły i przyjaciół. Dzieci przyjęły mnie wyjątkowo niemile, co zresztą mogliście już wywnioskować na samym początku mojego wyznania.

Zaprzyjaźniłam się z Karoliną - cudowna osoba, stałyśmy się nierozłączne. Poszłyśmy razem do gimnazjum, liceum, a później na studia. Karolina była duszą towarzystwa, wszyscy ją uwielbiali, była bardzo przyjacielska i pomocna. Nie miała wrogów. Nigdy także nie miała złamanego serca.

Nie miałam zbytnio pola do popisu jako przyjaciółka, aby jej z czymkolwiek pomóc. Zawsze za to ja miałam od niej ogromne wsparcie. W gimnazjum poznałam Maćka, zakochałam się, jak to czternastolatka może zakochać się w czternastolatku. Jak się okazało, był ze mną dla zakładu. Szkoda, że nie widzieliście Karoliny, kiedy się o tym dowiedziała. W trybie natychmiastowym, kiedy zobaczyła moje łzy, pobiegła do niego na szkolnym dziedzińcu i wylała mu na głowę sok pomidorowy, po czym rzuciła w jego stronę parę wyzwisk.

Zawsze była gotowa mi pomóc. W liceum za to miałam wielki problem z matematyką, siedziałyśmy razem w ławce, kiedy to nauczyciel kazał mi wstać i przy całej klasie oświadczył, że jestem największym tumanem, jakiego przyszło mu uczyć. Karolina wtedy wstała i powiedziała mu, że jest największym idiotą, jakiego przyszło jej spotkać.

Z nią się niczego nie bałam, ryzykowała dla mnie wszystko. Pewnego wieczoru Karolina była bardzo przygnębiona, nie chciałam pytać co się stało, wiedziałam, że sama mi powie, kiedy będzie gotowa, więc po prostu usiadłam obok niej i ją przytuliłam. Powiedziałam, że zawsze może na mnie liczyć i we wszystkim jej pomogę. Uśmiechnęła się, powiedziała, że to wszystko wie i kocha mnie jak siostrę. Odprowadziłam ją do domu, umówiłyśmy się nazajutrz na basen. Rano poinformowano mnie, że w nocy Karolina popełniła samobójstwo.

Byłam święcie przekonana, że znam ją jak własną kieszeń. Jak się okazało, miała mnóstwo masek, które ściągała tylko wtedy, kiedy była sama.

Strasznie tęsknię.

#deGtO

Wiele już tu widziałem historii o rozwodach, więc myślę, że dojrzałem, aby opowiedzieć i moją.

To było jakieś pięć lat temu. Byliśmy małżeństwem z dość krótkim stażem i (na szczęście) jeszcze nie dorobiliśmy się potomków. Mieliśmy za to psa Kleofasa. Pewnego letniego dnia, kiedy wróciłem wieczorem z pracy, zauważyłem, że Kleofas coś zmarkotniał. Przestał jeść i był jakiś taki nieswój, ewidentnie zgaszony. Wsiadłem więc w samochód i pojechałem z nim do weterynarza. Doktorek obejrzał mojego pupila i uznał, że trzeba zrobić mu prześwietlenie żołądka, bo możliwe, że łakomczuch coś zjadł za naszymi plecami. No i miał rację! Kleofas połknął nakładkę wibracyjną na członka. To taki mały gadżet do urozmaicania łóżkowych uniesień.
Problem w tym, że nigdy nie używałem z żoną takich wynalazków. No właśnie – ja (!) nie używałem, natomiast, jak się okazało, jej kochanek był miłośnikiem erotycznych gadżetów.

Rozwód udało się wziąć w trybie ekspresowym i moja już była małżonka wyprowadziła się. A Kleofas został ze mną. Żyje do dziś i ma się dobrze.

#N7nds

Kilka miesięcy temu zacząłem pracę w salonie ze sprzętem AGD. Któregoś razu do sklepu wjechał jakiś niepełnosprawny facet na wózku inwalidzkim. Oglądał przez chwilę pralki, zadał kilka pytań i ostatecznie zdecydował się wziąć jedną. Na raty, czyli przechodzimy do spisania umowy, co trwa około 10/-15 minut. No i jak ostatni cioł wypaliłem do niego z tekstem:
- Dobrze, już spiszemy umowę, proszę sobie wygodnie usiąść.
Dopiero po chwili do mnie dotarło co powiedziałem i już zdążyłem spalić buraka, gdy pan na wózku odparł:
- Dziękuję, postoję.

Potem się roześmiał i powiedział, żebym się nie przejmował, bo takie teksty słyszy często i go nie urażają. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a że było miło, to pogadałem z kierownikiem i pan dostał specjalny rabat, więc wyszedł od nas zadowolony ;)

#9bVyU

Sytuacja miała miejsce 2 lata temu. Dowiedziałam się, że tego dnia mamy biegać na zajęciach WF-u przez 2 godziny lekcyjne. Nie jestem osobą, która lubi ćwiczyć, a zwłaszcza nie lubię biegać. Wymyśliłam więc, że pójdę do pielęgniarki i powiem, że boli mnie noga. Jak pomyślałam, tak i zrobiłam. Pielęgniarka zapytała się, która noga mnie boli, kazała zdjąć buta. Stwierdziła, że kostka jest cała spuchnięta i opatrzyła mi ją. Kazała mi się jak najszybciej udać do lekarza, aby mi ją sprawdził. Pani zadzwoniła po moich rodziców, a ja w tym czasie poszłam do szkolnej łazienki i kilka razy uderzyłam się linijką w tę nogę, aby nie wyjść na kłamcę. Pojechałam do szpitala, lekarz opatrzył moją nogę i stwierdził skręcenie.

Dostałam zwolnienie ze szkoły na 2 tygodnie.
Dostałam zwolnienie z WF-u do końca roku szkolnego.
Dostałam duże odszkodowanie.

A tak naprawdę ta noga nigdy mnie nie bolała...

#cRKql

Jakiś czas temu poznałem dziewczynę. No po prostu ideał. Ale taki ideał ideał. O piłce nożnej wie więcej niż większość panów. O motoryzacji również. Na informatyce zna się jak mało kto, a do tego spokojnie wymieni uszczelkę w kranie. Jest piękna, ma idealne, wysportowane ciało. Słucha świetnej muzyki. Nie maluje się prawie w ogóle, a wygląda jak z okładki, i nie są to tylko moje słowa!
Jest szczera, odważna, silna i w zasadzie trochę jak facet, ale bardzo, bardzo pozytywnie. Je bardzo dużo i wie, że wygląda dobrze. Nietypowych pozytywów można by wymieniać bez końca, ma wszystko, o czym faceci nawet nie śnią. Do tych wszystkich cech jest jeszcze bardzo mądra, ambitna i inteligentna. Ma jedne z najlepszych wyników w szkole, dużo wygranych konkursów, bardzo ścisły umysł. Aż trudno uwierzyć, że istnieje taki ideał, lubiący ciemne piwo :)

Bardzo mi miło, że mogłem przedstawić Wam moją PRZYJACIÓŁKĘ.

#2HraT

Dorabiałam sobie na recepcji basenowej wypasionego hotelu i kompleksu mieszkalnego w dużym mieście. Nuda, ludzie po prostu przychodzili na basen, a ja dawałam im ręczniki. Jak wspomniałam, był to tez kompleks mieszkalny, „apartamenty” za sporą kasę, korzystać z basenu mogli mieszkańcy, jak i goście hotelu. Wielu właścicieli mieszkań je po prostu wynajmowało. Któreś mieszkanie zostało wynajęte romskiej rodzinie. Normalna rodzinka, dwójka dzieci, ubrani w markowe ciuchy, trochę złota na ciele, bardzo życzliwi. Codziennie korzystali z basenu, w końcu za to płacili.

Co ważne, jak zmieniali się mieszkańcy lub ktoś zakupił mieszkanie, to ja automatycznie dostawałam dane takich osób, żeby nie było problemu z wpuszczaniem.

I tak mijały dni, rodzinka pluska się na basenie (jednak widoku na basen nie miałam), nagle dostaję telefon na recepcję. Przytoczę mniej więcej sens słów, ale było to bardzo dziwne: „Kogo ty wpuściłaś, jak śmiałaś, wygoń ich”. I tyle. Nie miałam pojęcia kto to, zaraz się rozłączył. Po chwili z basenu wyszedł facet, kojarzyłam go, podobno on ten cały kompleks zaprojektował. Patrzył się na mnie dziwnie i nawet nie podziękował za rzeczy. No OK.

Za jakiś czas przyleciała jakaś babka, dyrektorka kompleksu czy coś. Zaczęła się na mnie wydzierać, że kogo ja wpuszczam, że goście uciekają przestraszeni. Wytłumaczyłam jej, że państwo mają wszystkie kody i karty, w tym na korzystanie ze strefy basenowej. Wynajmują mieszkanie i sama zostałam o tym powiadomiona, a ich dane były wprowadzone do bazy. Zapowietrzyła się i poszła.
Od ochroniarza dowiedziałam się, że sam pan prezes do mnie dzwonił. Zadzwonił do niego architekt z basenu i poskarżył się, że jakieś „brudasy tu pływają”.

Byłam wściekła. Planowałam na drugi dzień się zwolnić. Okazja jednak pojawiła się już wieczorem. Spadł duży deszcz i piękny hotel zaczął na moim pietrze przeciekać. Lało się okropnie, niedaleko basenu. Powiadomiłam panie sprzątające, żeby poratowały jakimiś wiadrami, bo nie daję rady z jednym i nie wiem już gdzie je podkładać. Otworzyła się winda i wysiadł mężczyzna. Nie musiałam go wcześniej widzieć, żeby wiedzieć, że to słynny pan prezes, takie rzeczy się wie. Najpierw spojrzał na mnie jak na gówno, a potem zaczął krzyczeć, że czemu tu leci woda (no ciekawe), mam się ruszyć i coś z tym zrobić, powinnam stać z wiadrem i z mopem i zapier*dalać. Jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Byłam w szoku i nie wytłumaczyłam mu, że od 2 godzin właśnie zapie*dalam, a powinnam być przy swoim stanowisku. Rzuciłam wiadrem w pi*du, wzięłam rzeczy, spisałam jeden numer telefonu i wyszłam. Powiadomiłam tylko ochroniarza.

Wiem, że była mała afera w związku z Romami i moim nagłym odejściem. Napisałam rodzince, że jak coś, to mogę zeznawać. Podziękowali, ale nie zgłaszali tego. A ja nawet dostałam całą wypłatę. Szok.
Dodaj anonimowe wyznanie