#Wu7Ow

Byłem ostatnio w markecie w celu zakupu małego bochenka chleba. Stojąc na stoisku z pieczywem zauważyłem mały chleb "Kozioł" 2,99 i chleb "Koza" za bodajże 3,29. Bochenki wyglądały identycznie, a różniły się w cenie zaledwie o 30 gr. Akurat przechodziła ekspedientka, więc uprzejmie zapytałem:
- Przepraszam, czym różnią się te dwa chleby?
Ekspedientka z miną pokerzysty bez chwili zastanowienia odparła:
- Płcią.
I odeszła...

#NlOt8

Bory Tucholskie, Zielona szkoła, 5 klasa podstawówki.

Jak to na zielonych szkołach bywa, mnóstwo zwiedzania. Wybraliśmy się więc wycieczką do miejscowości o nazwie Pelplin. Jest tam naprawdę piękna bazylika.
No ale dla dzieciaczków w tym wieku zwiedzanie takich miejsc to raczej żadna atrakcja tylko nudy, więc już na początku wycieczki kleryk, który nas tam oprowadzał, żeby wzbudzić naszą ciekawość powiedział, że zabierze nas do takiej czarnej czaszki, która spełnia życzenia, ale pod warunkiem, że będziemy grzeczni i uważnie go słuchali przez całą wycieczkę.

Dzieci grzeczne, czas na nagrodę. Zaprowadził nas pod taką marmurową ścianę z porozwieszanymi potężnymi kółkami na rogach (kojarzycie stare drzwi? Kiedyś takim czymś się pukało), no i oczywiście czarną metalową czaszką mniej więcej rozmiarów prawdziwej ludzkiej głowy na wysokości 160-170 cm.

Legenda głosiła, że jeśli ktoś tak mocno uderzy głową w tę czaszkę, że te 4 kółka „zadzwonią/zapukają”, to spełni się jego życzenie.
Od razu próbował zgasić nasz entuzjazm mówiąc, że próbowała tego masa ludzi i nikomu się to nie udało i wychodzili tylko z bólem głowy.

No cóż.. CHALLENGE ACCEPTED, a mi się bardzo podobała Paulinka, koleżanka z równoległej klasy... podszedłem... podskoczyłem... ZAJE****M...
Koledzy i koleżanki w śmiech, wychowawczyni zbladła jak ściana. Pielęgniarka od razu skierowała moją głowę na zimne kościelne kraty w celu złagodzenia skutku, którym był nieźle prezentujący się 3-4 cm róg niczym u jednorożca.
Gdy tak chłodziłem czółko i zbierałem ochrzan od nauczycielki, zapytałem śmiało pana przewodnika, który zresztą też był w niezłym szoku, czy zadzwoniło.
Odpowiedź zapamiętam do końca życia „Czy zadzwoniło? Cała bazylika się zatrzęsła, dziecko...”.

Skończyło się to wizytą u lekarza, dla pewności w szpitalu, i pizzą z bardzo sympatyczną i śliczną panią pielęgniarką, bo nie zdążyliśmy na zwiedzanie zamku w Malborku. Panią pielęgniarkę pozdrawiam serdecznie ;)

A Paulinka? Była moja...

#VBPZw

Gdy miałem piętnaście lat, dostałem od mojej mamy rower górski. Fajny taki. Z przerzutkami! Na początku lat 90. tego typu wehikuły były powodem do dumy. Od razu, gdy tylko wsiadłem na moją maszynę, pojechałem do specjalistycznego sklepu po porządne zapięcie, aby nikt mi mojego dwukołowego cuda nie przywłaszczy.ł W sklepie byłem przez zaledwie dwie minuty, a kiedy z niego wyszedłem trzymając w garści łańcuch z kłódką, okazało się, że ktoś mi ukradł rower. Zapłakany wróciłem do sklepu, aby oddać zapięcie, ale sprzedawca oznajmił mi, że „zwrotów nie przyjmuje”. To był najgorszy dzień mojego życia.

#L42vy

Miałam jakieś 6 czy 7 lat. Wakacje. Szłam do domu, prawdopodobnie wracałam na obiad, żeby potem wrócić do zabawy z koleżankami z podwórka. Środek dnia, słonko świeci, ptaszki śpiewają.

Nagle podchodzi do mnie pan, na oko trochę więcej niż 20 lat i trochę mniej niż 30. Przystojny, szczupły, dwudniowy zarost, schludnie ubrany. Wyglądał jak taki zwyczajny chłopak, świeżo po ślubie, pierwsza praca, pierwsze właśnie mieszkanie. Mówi: "Przepraszam, nie widziałaś może gdzieś w okolicy psa? Wilczur, takiej wielkości, ciemna sierść...". Ja, jako miłośniczka istot szczekających, od razu się przejęłam. Ale widzieć nie widziałam, więc po chwili namysłu odpowiadam przecząco. Pan wyglądał na zatroskanego, coś chyba chwilę mówił - że wyszedł z nim na spacer, a ten się zerwał, czy coś w ten deseń. Po chwili namysłu zapytał, czy nie pomogłabym mu szukać psa. Mimo nieśmiałości zgodziłam się, bo szkoda mi było i pana, i pieska. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że to trochę dziwne, że mała dziewczynka ma szukać dorosłego wilczura, jakieś 40 kg wagi i ostre kły... Ale pan powiedział, żebym przeszła kawałek, on pójdzie inną drogą i spotkamy się w jakimś tam punkcie, powiedzmy przy sklepie. Osiedle znałam jak własną kieszeń, więc pognałam przed siebie, przy okazji rozglądając się za czworonogiem. Ani widu, ani słychu. Kiedy doszłam do punktu kontrolnego, ustaliliśmy, że on idzie tą drogą, ja tamtą i spotykamy się tam i tam. Okej, idę, rozglądam się, pieska niet.
Spotykamy się w kolejnym miejscu, a pan zrezygnowany mówi: "To teraz ty idź w stronę lasu, ja pójdę inną drogą i spotkamy się na jego obrzeżu". Powiedziałam "Dobrze", przełknęłam ślinę i poczekałam kilka chwil, aż przemiły pan zniknie z mojego punktu widzenia.


Nigdy wcześniej i nigdy później tak szybko nie spie*dalałam.

#LmSSH

Mam 22 lata i jestem samotną matką. Mój syn ma niecałe 2 lata. Radzę sobie jak mogę, nie biorę benefitów (choć mieszkam w kraju, w którym Polki są z tego znane). Pracuję zdalnie, zarabiam wystarczająco, by utrzymać siebie i dziecko. Nie mam tutaj ani rodziny, ani przyjaciół, jestem całkiem sama. Tak mi się życie ułożyło.

Gdy zaszłam w ciążę, nikt nie wierzył, że sobie poradzę. Facet, z którym spotykałam się od 3 lat, zostawił mnie na wieść o ciąży. Planowaliśmy wspólną przyszłość, razem wyjechaliśmy za granicę, ja na studia, on do pracy. Stwierdził, że nie jest gotowy na dziecko, zostawił mi pieniądze na aborcję, spakował się i wrócił do Polski.
Ja o dziecku marzyłam, choć byłam bardzo młoda. Postanowiłam urodzić. Studia musiałam przerwać, ale postanowiłam zostać w Anglii. Poszłam do pracy, przez te kilka miesięcy odkładałam każdy grosz, wynajmowałam malutki, zagrzybiały pokój, brałam wszystkie nadgodziny. Gdy musiałam iść na macierzyńskie, udało mi się wynająć małe mieszkanie. Żyłam głównie z oszczędności i niewielkiego dodatku od państwa, ale pieniądze szybko się kończyły. Łatwo tutaj stracić dziecko, a ja nie miałam perspektyw. Dlatego zdecydowałam się na pracę seksualną.
Byłam zdesperowana, a wizja ciągnięcia kasy od państwa była dla mnie o wiele bardziej hańbiąca. Zaczęłam kilka tygodni po porodzie, jak tylko doszłam do siebie fizycznie i psychicznie. Pracowałam głównie na kamerkach, ale brałam też kasę za seks. Nie żałuję tego, udało mi się stanąć na nogi, kupić wózek i lepsze łóżeczko dla dziecka, zaczęłam lepiej się odżywiać, zrobiłam prawo jazdy.
W międzyczasie szukałam pracy, którą będę mogła pogodzić z wychowywaniem dziecka. Udało mi się znaleźć pracę zdalną, miałam też już sporo odłożone, więc zrezygnowałam z pracy seksualnej.

Nie wstydzę się tego, w jakim sposób zarabiałam. Najważniejsze dla mnie jest, by mój syn miał dom i był szczęśliwy. Niedługo planuję wrócić na studia. I jestem dumna, że sobie poradziłam. Szkoda tylko, że ten rodzaj pracy jest tak stygmatyzowany i oceniany. Nie zrobiłam niczego złego, nikogo nie skrzywdziłam, zrobiłam wszystko, by zapewnić mojemu dziecku dach nad głową i wszystko, czego potrzebuje. Gdybym znowu stanęła przed takim samym wyborem, podjęłabym dokładnie te same decyzje.

#iHqFq

Zacznijmy od tego, że od dziecka mieszkam z rodzicami i babcią. Rodzice pracowali do od 8 do 16, więc w tych godzinach byłem pod opieką babci. Babcia jak to babcia, wnuś nie może chodzić głodny. Byłem pakowany słodyczami, pierogami etc., co przełożyło się na moją wagę. Pod koniec podstawówki doszedł do tego komputer, efektu możecie sami się domyśleć. Rok temu ważyłem 120 kg przy wzroście 176 cm, otyłość kliniczna II stopnia. Rodzice nie reagowali, w końcu stwierdziłem, że coś jest nie tak i trzeba wziąć się do roboty.

Po zrobionym treningu na siłowni stanąłem na tamtejszej wadze. Wynik? Waga 96 Wzrost 180. Co to oznacza? Że nie mam już otyłości, tylko nadwagę. Może wam się to wydawać dziwne, że się z tego cieszę, bo jeszcze dużo mi zostało. Ale w szatni płakałem jak dziecko. Pierwszy raz odkąd pamiętam nie jestem otyły. Zostało do zrzucenia jakieś 10 kg. Trzymajcie kciuki. :)

#Ar4YE

Miałam wtedy może 6-7 lat, mieszkałam na wsi, nie przelewało się u nas, ale też tragedii nie było. Jako że moi rodzice nie mieli pieniędzy na wysyłanie mnie gdziekolwiek na wakacje, pojechałam do mojej cioci, wioskę obok mojej.
Dodam tylko, że w tych czasach byli naprawdę majętną rodziną.

Kiedy byłam u nich już 2 dzień, usłyszałam od "wujka" słowa, które pamiętam do dziś, "kiedy ona wreszcie stąd pojedzie, siedzi nam na głowie i żre za nasze pieniądze"...
Wtedy pierwszy raz w życiu poczułam się jak kompletne zero, jak wyrzutek, który jest nikomu niepotrzebny.
Poszłam do sąsiadów, i poprosiłam, żeby zadzwonili do mojego taty, żeby po mnie przyjechał.

Nigdy nie powiedziałam rodzicom co usłyszałam, skłamałam, że nudziło mi się tam i tęskniłam za moimi zwierzakami, nie chciałam im robić przykrości.
Krótkie przesłanie, dzieciaki rozumieją więcej niż wam się wydaje i uwierzcie, zostaje do końca w pamięci, minęło ponad 20 lat od tamtego zdarzenia, a ja nadal nie rozmawiam z moim "wujkiem".

#INKIA

Od kilku dni cierpiałem na dziwne schorzenie, a mianowicie miałem wrażenie, że moja kupa pachnie fiołkami. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż w łazience nie mamy żadnego odświeżacza powietrza, który mógłby mieć taki zapach. Dzisiaj nareszcie znalazłem rozwiązanie mojego problemu... podcierałem się zapachowym papierem toaletowym!

#JMo3H

Mieszkam na wsi, bezpośrednio przy lesie. Do najbliższego sąsiada mam jakieś 300 metrów. Sąsiedzi mają 11-letniego syna. Chłopczyk uwielbia podglądać przyrodę. Biega wieczorami z aparatem, by fotografować zwierzęta. Nigdy nie odchodzi jednak dalej jak kilkaset metrów od domu.

Ojciec chłopaka jest myśliwym. Nie znaczy to, że strzela do wszystkiego co się tylko rusza, bo dzikich zwierząt jest u nas mnóstwo. Ale do rzeczy.

Pewnego sierpniowego wieczoru mały Michałek (syn sąsiada) wybrał się na pobliską ambonę, by aparatem "upolować" jakieś stworzonko. Pech chciał, że jacyś kretyni podpiłowali nogi ambony. Chłopczyk spadł przygnieciony konstrukcją myśliwskiej budki. Tata zaniepokojony faktem, że chłopak nie wrócił przed zachodem słońca rozpoczął poszukiwania. Znalazł go. Chłopak już 2 miesiąc leży w śpiączce i ma połamany kręgosłup. Jego tata porzucił polowanie, próbował popełnić samobójstwo.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy chcąc walczyć o dobro zwierząt zapominają o dobru drugiego człowieka.
Dodaj anonimowe wyznanie