#awPdt

Postanowiłam, że od dziś zaczynam dietę.

Moja matka, nie wierząc, że mi się uda kupiła mi 10 sztuk moich ulubionych batoników. Kilka położyła na biurku w moim pokoju, a pozostałe przy łóżku. Wszystko po to, by "przetestować moją odporność na pokusy".

Trzymajcie za mnie kciuki!

#L4lk0

Mam syna w jednej z pierwszych klas SP. Nauczyciele twierdzą, że mają z nim ogromne problemy wychowawcze (których nikt - ani my, ani osoby z naszego otoczenia nie obserwujemy w przestrzeni domowej).
 
W poradni pp zdiagnozowano deficyt uwagi, wydano opinię. Szkoła przez cały okres pobytu dziecka w szkole wywiązywała się jedynie z formalnych zajęć nałożonych w obowiązku przez poradnię.

Żadne inne formy pomocy podczas lekcji nie były podejmowane. A winą za to, że zachowuje się w szkole, jak furiat obarczono mnie i żonę. Syn pracował wybiórczo na lekcji, a dopiero po pół roku, przez przypadek wyszło, że ma trudności z wykonaniem zadań. 

Nikt nas nie poinformował, nikt nie udzielił dziecku pomocy (a my sądziliśmy, że widocznie nie uzupełniają wszystkiego w ćwiczeniach). Doszło do tego, że nasze dziecko zostało kilkakrotnie pobite w szkole przez rówieśników. Wychowawca i pedagog obarczyli winą naszego syna. Po tym incydencie udaliśmy się z żoną do dyrektora szkoły.
 
Okazało się, że dyrektor miał przedstawione wybiórcze informacje o tym, co się dzieje.
Jedynym naszym wsparciem w tej sytuacji był... ksiądz katecheta. Jako jedyny zadzwonił i poinformował, jakie są problemy. Jako jedyny zainteresował się tym, co się dzieje i widząc brak współpracy ze strony wychowawcy, zainterweniował. Stanął też po naszej stronie w tym konflikcie. 

Dzięki niemu dostajemy że wszystkich przedmiotów informacje o tym, co przerabiane jest w szkole i możemy popracować z synem w domu nad treściami, które były dla niego trudne. Jako jedyny podszedł do naszego syna, jak do człowieka. 

Do końca życia będę mu za to wdzięczny. Bo moje dziecko było już w takim stanie, że twierdziło, że chce zniknąć z tego świata. Mimo, że nie skończyło nawet 10 lat.

#HqTBo

Ostatnio byłam na 18 i był tam DJ, który puszczał bardzo smętną muzykę.
Na dodatek ciężko się go było doprosić o jakąkolwiek weselszą piosenkę.
Na imprezie przeważało młodsze towarzystwo i trochę zaczęło się denerwować.
Co zmieniło nastawienie DJ-a?

Dziadek jubilatki wyskoczył do niego z tekstem, że zamawia go sobie na pogrzeb :D

#JDp0A

Chyba tak na co dzień, w szkole podstawowej, było po mnie widać, że jestem trochę zaniedbanym dzieckiem. Mama mnie nie czesała, więc włosy miałam związane w byle jaką kitkę, ubrania też pewnie średnie, a na dokładkę nigdy nic nie ogarniałam w szkole, bo rodziców nie interesowały moje zadania domowe. Ale mimo to szczęśliwie wspominam dzieciństwo. Wiecznie ganiałam na dworze z innymi dzieciakami i było generalnie fajnie.

Kiedy byłam w 2 klasie podstawówki, moja nauczycielka powiedziała mi, że przyszedł do szkoły pewien pan, który powiedział, że opłaci jednemu dziecku z klasy obiady na cały rok. Pani powiedziała, że zaproponowała mnie i od jutra będę na długich przerwach jadła obiady na stołówce. Nie wiem kim był ten pan, ale dziękuję.
Obiecałam sobie, że po studiach jak będę już pracować i lepiej stać finansowo, to zrobię też taki prezent jakiemuś dziecku z podstawówki.

#ecRUC

Dwóch facetów, Bolek i Lolek. Bolek to typowy lekkoduch, eks model, jedynak, bezrobotny, mieszka u mamy. Czasem ogarnie sesję lub reklam koszulek i z tego dostanie kilka złotych. Za te pieniądze spłaca raty za perfumy (!), konsole, tv, trzy zegarki. Mama gotuje i utrzymuje, więc luz. Bolek ma 29 lat. Dodatkowo wymiana żarówki w aucie to dla niego wyzwanie.

Lolek jest wysportowany, dobrze zbudowany, jednak niski i łysy od 15 roku życia. Do tego jest albinosem. Często słyszy szepty ludzi, że chemioterapia wyniszcza, pewnie na raka chory. Lolek pracuje na etacie, postawił na naukę, zna wartość pieniądza. Od 18 roku życia dorabiał na budowie, byle mieć lepszy start. Dziś Lolek ma 31 lat i własne M.

Bolek i Lolek zostali zaproszeni na wesele kumpla. Poszli szukać koszul. Jako, że obaj są singlami, postanowili na tych zakupach poderwać dwie dziewczyny. Ala i Ola roboczo.

Rozmowa, a raczej monolog trwają w najlepsze. Bolek opowiada o czerwonych dywanach, vip lożach, prywatnych samolotach, willach w których przebywał gdy był modelem. Jednak wrócił opiekować się chorą matką. Lolek wie, że to wszystko kłamstwo. Bolek był modelem na zleceniu i nie wyjechał poza kraj nigdy.

Lolek niewylewnie opowiedział o sobie, czym się zajmuje, co lubi, jakie ma pasje. Jako, że spotkanie było zapoznawcze, najpierw chcieli dziewczyny przyzwyczaić do towarzystwa, a nie od razu proponować wesele.

Lolek wybrał Olę, gdyż bardziej przypadła mu do gustu. Poszli po czasie na kolację, Lolek odprowadził i pojechał do domu. Następnie każda próba kontaktu była olewana przez Olę, nie odbierała, pełne zdania pisane zamieniły się w: nwm, spoko, ok, może, hehe, no. Lolek więc odpuścił Olę i wrócił do codzienności.

Co u Bolka? Zaliczył. Ale, spytał Lolka, czy nie ma nic przeciwko jak zaliczy Olę, bo "pcha się do berła". Ala została zlana totalnie. Skontaktowała się z Lolkiem, by spytać czemu Bolek się nie odzywa. Pytała co ONA zrobiła źle, że on już jej nie chce. Próbowała się żalić, lecz Lolek znając losy takich spraw odsunął od siebie, nie chcąc wpaść we friendzone i słyszeć "czemu nie ma takich facetów jak ty".

Lolek zawsze słyszał, że wygląd to nie wszystko. Trzeba być sobą, trzeba być zaradnym, wykształconym. Lolek jest zaradny, ogarnął życie, nie szasta pieniędzmi, a w jednej materii mu nie wychodzi.

Bolek zawsze traktował dziewczyny jak rzeczy. Kończył z jedną, zaczynał z drugą. Patologiczny, przystojny kłamca wybiera i przebiera oraz bawi się dziewczynami, a one i tak za nim szaleją.

Lolek spakował zaś torbę i poszedł na siłownię. Robi dalej co lubi i znów godzi się ze swoim losem na nowo. Pójdzie do kumpla na ślub, ale na wesele już nie. Da w kopercie kasę za talerzyk, żeby nie był kumpel stratny. A z kim Bolek pójdzie na wesele? Z Olą? A może z Kasią? Kto to wie. Pewnie zadzwoni za 2 tygodnie, że coś mu się drzwi w szafce w kuchni nie domykają i stara mordę drze żeby coś z tym zrobił i spyta Lolka czy ogarnie.

Z pozdrowieniami, Lolek.

#V9t6E

Jakiś czas temu byłam na poczcie. Oba okienka zajęte, przy 1 kobieta lat ok. 65, przy drugim młody facet z dzieckiem. Czekam sobie w kolejce i słyszę, że owa 65-latka coś gada. Na początku sobie tylko narzeka, że gorąco, że długo tu musi stać itp. Ale OK, niech sobie jęczy. Ale z narzekań przeszło to w najeżdżanie na panią z poczty. I się zaczyna:
- Chcę kupić znaczki z Reksiem.
- Nie mam w tym okienku, proszę podejść do koleżanki.
- Pani jest leniwa! Dupy się pani nie chce ruszyć! Nie będę chodzić od okienka do okienka! (Pani z poczty wstała, przyniosła znaczki i szeptem podlicza sobie cenę za koperty, znaczki itp.).
- No widzę, że wyższa matematyka, nie wiem kto cię tu zatrudnił!

I tu wkraczam ja, szkoda mi się pani z poczty zrobiło :(

Ja: Ale pani jest niemiła, trochę szacunku należy się każdemu.
65l: Pani wróci do domu i męża i dzieci poucza!
Ja: Nie mam męża ani dzieci.
65l: Nie dziwię się!
Ja: Ja też nie, mam 19 lat. Za pani czasów to już pewnie 15-latki męża miały?!
65l: 19 lat i śmiesz mnie pouczać?!
Ja: Podobno człowiek uczy się przez całe życie, to może jeszcze zdążę panią kultury nauczyć.
65l: Ty powinnaś być kulturalna, nie ja, smarkulo!
Ja: Ach, czyli kultura obowiązuje do 60., a potem można być wredną, chamską zołzą?

Babeczka zapłaciła i wyszła cała czerwona. Pani z okienka dziękuje mi do tej pory, jak tam przychodzę coś wysłać :)

#Ox6Sn

Moje życie to porażka.

Mam 20 lat i nigdy nie byłem w związku. Nigdy się nie całowałem, nie mówiąc o czymś więcej. Nie mam zbyt wielu przyjaciół, a z tymi z którymi miałem dobry kontakt od jakiegoś roku rozmawiam tylko na Messengerze i bardzo rzadko telefonicznie lub przez komunikator głosowy. Uprzedzając, nie ma wśród nich dziewczyn. Tak już się moje życie potoczyło. Nie mam też pracy.

Przy życiu utrzymuje mnie tylko, to że studiuję kierunek który naprawdę mnie interesuje i chciałbym z nim wiązać przyszłość zawodową.

Nie piszcie, że to nie strona na takie wyznania, bo ja po prostu muszę się wygadać. To wyznanie, to coś w stylu terapii. Nie wiem już co mam robić. Boję się, że całe życie będę kawalerem.
 
Dobija mnie również, to że rodzice ciągle zachęcają mnie żebym znalazł sobie dziewczynę. Nawet głupi powrót z trasy rowerowej kończy się pytaniem mamy: "a nie spotkałeś jakichś fajnych dziewczyn?"
- Tak mamo, spotkałem, ale nie wiem co to niby zmienia.

Czy ktoś z was jest może w takiej sytuacji, albo był i może mi coś doradzić?

#Vx8vm

Mieszkam w bloku na trzecim i ostatnim piętrze. Miasto jest małe i na ogół spokojne, tak jak moje osiedle. Nie powiem - zdarzają się jakieś ekscesy napitych nastolatków z patologii. Biegają tacy po osiedlu, drą ryja, klną i udowadniają wszystkim, jak bardzo są zdemoralizowani.

Pewnej nocy, grubo po ciszy nocnej, bo jakoś w okolicy pierwszej, słyszę właśnie takie wrzaski grupki osób. Tłuczone szkło, przekleństwa, wrzaski. Zdawać się może, że zaraz sobie pójdą, no i poszli, ale na pobliski powojenny cmentarz, mieszczący się na osiedlu. Ów cmentarz jest dość mały, są tam pochowani rosyjscy i niemieccy żołnierze. A ponieważ jest on blisko, wszystko było słychać. Otóż jeden z chłopaków wszedł na jakiś nagrobek, reszta mu wtórowała. Sąsiad z parteru najwidoczniej się wkurzył, bo wychylił głowę przez okno, i naprawdę przerażającym tonem zaczął charchać coś po niemiecku.
Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak pijany tak szybko uciekał :D

#1y9vn

Gdy miałam może jakieś 11-12 lat (obecnie mam 16), okropnie bałam się duchów. Głupi, dziecięcy lęk, spowodowany najpewniej naczytaniem się głupot w internecie. Stanowiło to dla mnie poważny problem, ale że byłam wychowywana z dala o jakichkolwiek przesądów, sama radziłam sobie z tym i praktycznie nie było problemu. Z wyjątkiem chwil, w których zostawałam sama w domu.

Raz, gdy byłam u dziadków, zdarzyła się właśnie taka sytuacja. Mimo, żeby był środek dnia ciągle słyszałam dziwne szmery, dochodzące to z piwnicy, to z klatki schodowej. Postanowiłam zamknąć się w sypialni i... uzbroić. W nóż. Najdłuższy nóż, jaki znalazłam.

No to siedzę sobie z tym nożem, i nagle słyszę dzwonek do drzwi. Cichutko poszłam otworzyć, z moim orężem oczywiście, otwieram a tam... mój dziadek. Nieźle się wystraszył, a ja, również trzęsąc się ze strachu zaczęłam tłumaczyć, że strasznie się boję duchów i chciałam się bronić. Dziadek nie uspokajał mnie, nic. Powiedział tylko, że dobrze zrobiłam, biorąc nóż.

No dziadku, niezbyt mi tym pomogłeś, ale przynajmniej zobaczyłam, że nie tylko mnie coś na mózg padło.
Dodaj anonimowe wyznanie