#L4lk0
W poradni pp zdiagnozowano deficyt uwagi, wydano opinię. Szkoła przez cały okres pobytu dziecka w szkole wywiązywała się jedynie z formalnych zajęć nałożonych w obowiązku przez poradnię.
Żadne inne formy pomocy podczas lekcji nie były podejmowane. A winą za to, że zachowuje się w szkole, jak furiat obarczono mnie i żonę. Syn pracował wybiórczo na lekcji, a dopiero po pół roku, przez przypadek wyszło, że ma trudności z wykonaniem zadań.
Nikt nas nie poinformował, nikt nie udzielił dziecku pomocy (a my sądziliśmy, że widocznie nie uzupełniają wszystkiego w ćwiczeniach). Doszło do tego, że nasze dziecko zostało kilkakrotnie pobite w szkole przez rówieśników. Wychowawca i pedagog obarczyli winą naszego syna. Po tym incydencie udaliśmy się z żoną do dyrektora szkoły.
Okazało się, że dyrektor miał przedstawione wybiórcze informacje o tym, co się dzieje.
Jedynym naszym wsparciem w tej sytuacji był... ksiądz katecheta. Jako jedyny zadzwonił i poinformował, jakie są problemy. Jako jedyny zainteresował się tym, co się dzieje i widząc brak współpracy ze strony wychowawcy, zainterweniował. Stanął też po naszej stronie w tym konflikcie.
Dzięki niemu dostajemy że wszystkich przedmiotów informacje o tym, co przerabiane jest w szkole i możemy popracować z synem w domu nad treściami, które były dla niego trudne. Jako jedyny podszedł do naszego syna, jak do człowieka.
Do końca życia będę mu za to wdzięczny. Bo moje dziecko było już w takim stanie, że twierdziło, że chce zniknąć z tego świata. Mimo, że nie skończyło nawet 10 lat.
Napiszę od siebie, z autopsji.
Sytuacji jesteś sama sobie winna. Nie chce Ci się poświęcić własnemu dziecku należnej mu uwagi. Może o tym nie wiedziałaś, może Ci się po prostu nie chciało? Więc napiszę Ci jak to wygląda w przypadku naszej dwójki dzieci.
1. Orzeczenie. Najważniejsza rzecz, którą powinnaś wykonać. Jeśli dziecko ma problemy jest to jedyny papier, którym można cokolwiek zdziałać.
2. Z orzeczeniem - dyrektor szkoły. Jeśli dyrektor stawia się okoniem, urząd gminy, miasta, skarga.
3. Należy Ci się nauczyciel wspomagający (w zależności od orzeczenia) Tylko dla Twojego dziecka, na każdej lekcji w ciągu dnia. Należy Ci się, co znaczy, że może się to dyrektorowi nie podobać, ale gmina (miasto) dostaje w przypadku dziecka z orzeczeniem wielokrotność stawki, którą otrzymuje na "zwykłe" dziecko. W przypadku na przykład zespołu Aspergera jest to 9-krotność około 450-500 PLN MIESIĘCZNIE.
4. Możesz i MUSISZ jako matka uczestniczyć w dwóch zebraniach dotyczących omówienia i pomocy Twojemu dziecku w roku szkolnym.
5. Nauczyciele MUSZĄ się dostosować do wytycznych i wymogów związanych z problemami Twojego dziecka a zawartymi w orzeczeniu.
6. Masz prawo i korzystasz z niego jak najczęściej, do psychologa, pedagoga szkolnego.
7. Szkoła MUSI zapewnić wszystko co jest w orzeczeniu, jeśli dziecko ma problemy z mówieniem - musi zatrudnić logopedę. Jeśli ma problem z integracją sensoryczną, szkoła musi utworzyć salę do ćwiczeń z integracji sensorycznej ... itd.
Skończ płakać w Internecie i weź się za to. Masz prawa, korzystaj z nich. Szkoda dziecka.
Cześć tu autor wyznania - założyłem drugie konto, żeby móc ci odpisać. Otóż z naszym synem byliśmy w poradni zanim jeszcze rozpoczął szkołę (problemy z koncentracją uwagi zwracała już wychowawczyni w przedszkolu). Panie w pp zrobiły diagnozę, ale oczywiście tak pobieżną, że nic z tego nie wynikało. Dostaliśmy opinię. Zanieśliśmy ją do szkoły. Przyznano dziecku dodatkowe zajęcia korekcyjno-kompensacyjne i społeczno-emocjonalne. Przez ponad pół roku walczyliśmy z wychowawcą i nauczycielami o respektowanie pozostałych wskazań opinii ("bo przecież one to robią"). W rzeczywistości wymuszały na dziecku podejmowanie zachowań, których nie był w stanie zrobić (np. wysiedzieć w ławce). Kiedy zaczęliśmy zamiast rozmów prowadzić oficjalną korespondencję, staliśmy się roszczeniowymi rodzicami. Od niejednej z nauczycielek usłyszeliśmy, że ona uczy ponad 20 lat, więc wie, co ma robić. A ich komentarze i udręczone przewracanie oczyma utwierdzało uczniów w przekonaniu, że nasz syn to debil i dzieci zaczęły wymierzać mu sprawiedliwość na własną rękę.
A wystarczyło odrobinę dobrej woli i wprowadzenie kilku zmian, żeby komfort przebywania w szkole się zmienił.
Jeżeli chodzi o szkołę montessori, to najbliższą mamy 50 km od domu.
Z resztą za radą księdza dostaliśmy się do fajnej pani psycholog, która wyprowadza krok po kroku nasze dziecko z traumy. Poza tym wozimy go na terapię. W prawdzie płacimy za to niemałe pieniądze. Ale jest warto.
Przepraszam, że pisałem do Ciebie w formie żeńskiej, wydawało mi się, że piszę z matką. Zmęczony jestem i dzisiaj rękę złamałem. Niestety nie mogę edytować.
Musisz wyjść z założenia, że Twoje dziecko jest najważniejsze. Wymagać i pilnować nauczycielek w szkole, żeby postępowały zgodnie z orzeczeniem. Po to są zebrania dwukrotnie w roku,w gronie nauczycieli, dotyczące tylko Twojego dziecka, żeby wymienić doświadczenia, wspólnie próbować zapewnić komfort nauki i bezpieczeństwo Twojemu i innym dzieciom. Opinie powinieneś zbierać nie tylko od psychologa, ale wszędzie gdzie się tylko da. Niestety w szkole nie załatwisz niczego na przysłowiową "gębę". Nie widziałem orzeczenia Twojego dziecka więc ciężko doradzić cokolwiek, ale jeśli jak widzę przyznano zajęcia społeczno-emocjonalne to trzeba zrobić badania pod kątem autyzmu, zespołu Aspergera, u neurologa, psychologa itp. Nas też uważano za roszczeniowych rodziców, ale skończyło się przewracanie oczyma jak poszliśmy do wójta i zapytaliśmy co jest grane, że gmina dostaje 5tys miesięcznie na dziecko a dyrektorka i nauczyciele mają to w poważaniu. Walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć. Instytucje państwowe niczego z siebie nie dadzą. Mamy za sobą walkę i przetarcie szlaków, bo byliśmy pierwszymi rodzicami w naszej podstawówce, którzy nie wstydzili się, że nasz syn ma ZA, skoliozę, problemy społeczne i kupę innych rzeczy. Rzeczowo podeszliśmy do tematu i jak na początku było przewracanie oczyma, tak teraz są partnerskie spotkania nauczyciele-my. Dużo się od nas uczą a my się dużo od nich dowiadujemy. Powinieneś także na zebraniu klasowym z innymi rodzicami poruszyć temat krzywdzenia swojego dziecka, czasami to działa cuda. Walcz. Dla dobra dziecka. Pisze Ci to ktoś, kto wygrał w sądzie z PFRONem, ma zapewnionego przez szkołę nauczyciela wspomagającego, opłacane przez szkołę dojazdy i zajęcia prywatnie (!). Masz prawo, korzystaj z niego.
Przepraszam za literówki, ciężko się jednym kciukiem pisze.
Widzisz, mamy wrażenie, że my dopiero jesteśmy w połowie drogi. Ale nie będziemy się poddawać.
Niestety to tak nie wygląda. Opinia a orzeczenie to dwie różne sprawy, nie są równorzędne. I nie każde orzeczenie (tym bardziej opinia) obliguje szkole do zatrudnienia nauczyciela wspomagającego dla ucznia - takie prawo dotyczy dzieci z ASD.
Rodzic może uczestniczyć w zespołach gdy dla dziecka tworzony jest IPET i WOPFU co również dotyczy tylko dziecka z orzeczeniem.
Co nie oznacza, że rodzic nie może domagać się konsultacji i rozmów z nauczycielem.
Poza tym nawet gdyby dziecko nie miało opinii ani orzeczenia placówka jest zobligowana do udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej każdemu dziecku które tego potrzebuje, także na wniosek rodzica. W tym przypadku widać, że szkołą nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Można zgłosić to w odpowiednie miejsca, pytanie tylko czy to pomoże Pańskiemu dziecku (w sensie, że lepiej chyba faktycznie poszukać innej placówki w której dobro dziecka stawia się wyżej niż nauczycielskie 'ja wiem lepiej').
Polecam klase integracyjna. Od 10 do 15 uczniów, nauczyciel wspomagajacy, material dostosowany do ucznia (ilosc prac domowych stopien trudnosci) tylko to wszystko zalezy od szkoly. Dodatkowo zainteresuj sie zajeciami w PP, czesto prowadza takie, albo grupowe albo indywidualne. Bedzie dobrze
Fajny ksiądz.
I czemu nie zmieniłaś dziecku tej patologicznej szkoły?
Problem polega na tym, że polskie szkoły pełne są frustratów życiowych, którzy w tej chwili na dziecko nawet nakrzyczeć nie mogą. Nie twierdzę, że kiedyś było okej, ale jak się od nauczyciela dostało OPR to potrafił zapanować spokój.
To są lata zaniedbań w polskiej oświacie i nie mam złudzeń, że będzie coraz gorzej.
Tylko żeby twój syn nie "odwdzięczył" mu się w jakiś sposób
Ależ Ty jesteś zabawny...